Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Żołnierzy Wyklętych wspomina Józef Parszcz  (Lucjan Kołodziejski)  2018-09-08

Żołnierzy Wyklętych wspomina Józef Parszcz

Mój ojciec Franciszek walczył w pierwszej wojnie światowej w armii austriackiej. W czasie wojny polsko-bolszewickiej został ciężko ranny w czasie ataku na wrogie pozycje. Jego oddział został zdziesiątkowany. Amputowana została mu lewa noga w szpitalu polowym (bez znieczulenia, pogryzł z bólu trzymająca go pielęgniarkę), utracił lewe oko, miał liczne rany na prawej nodze i lewej ręce. W 1926 r. poślubił Annę Srakułę. Zamieszkiwali w Borzęcinie Dolnym, na samym jego końcu, pod lasem, potocznie mówiło się na Ługu. Były tam dwa gospodarstwa składające się z domu mieszkalnego, obory i stodoły. Tata miał 3 krowy i konia. Było nas 15 dzieci, przeżyło 11: Genowefa, Władysław, Julia, Franciszek, Józef, Stanisław Tadeusz, Antoni, Maria, Władysława, Czesław. Wiele lat po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej dostał wysokie odszkodowanie od państwa Polskiego. W drugim domu mieszkał brat mamy Franciszek Srakuła z żoną Stanisławą  i z dziećmi: Wiktorią, Janem, Józefem, Marią, Julianem, Franciszkiem i Rozalią. Po 1945 r. wszyscy jednak wyjechali na tzw. Ziemie Odzyskane i dom stał pusty. Może w 1947, a może w 1948 przyszli i zapytali mojego ojca: „Parszczu, możemy tu zamieszkać ?”. Tata odpowiedział im:  „Ja nie chcę o tym wiedzieć”. Było ich około 30-33. Ubrani byli po cywilnemu, mieli przy sobie broń krótką. Spali i płacili, Jachimek miał w kieszeni dużo pieniędzy, a wtedy miały one rozmiar płachty. Wartę całą noc trzymali. Wiem, że byli wśród nich Kopacz Józef, Władysław Bąk, Pudełek Władysław, jego brat Mieczysław [1]. Kucharzem był Tyrcha ps. „Pająk”. Boska [2] miał mu powiedzieć: „Pająk, jaką żeś tę zupę ugotował? Kopnął talerz z tłustą, aż zatrzymał się na lochu [3].

Horodyński pewnego razu przyprowadził do stodoły piękne kare konie. Gdy chłopi jechali do pracy w lesie swoim zaprzęgiem, to rżały one do ich koni. Ojciec mówił Horodyńskiemu: Weź te konie, bo ja się boję je trzymać. Na co Horodyński miał odpowiedzieć: Dziś je wezmę. Wraz z wujkiem Franciszkiem Srakuła pojechali tymi końmi za Wisłę. Już ich więcej nie widziałem.

Jednego razu Jachimek mi mówi: „Józef opucuj mi buty. Miał na nogach saperki. Ja mu odpowiedziałem: Jak mi dasz pieniądze, to opucuję. Opucowałem, na szmatkę dawałem wazelinę, zapłacił mi nawet. Mama powiedziała mi: „Daj raku”.

Pewnego razu kazali mi ze sobą iść do Dołęgi. W Dołędze w jednym z domów był tzw. wyskubek.
Zabrali mnie ze sobą, weszli do środka, a ja miałem pilnować karabiny. Podpili sobie bimbrem, powszechnie pędzonym i wywiązała się bójka między nimi. Muzykanci pouciekali oknami, ledwie basy zabrali ze sobą. Dopiero Jachimek ich rozdzielił.

Pamiętam jak stali w dwuszeregu na zbiórce. Pilch [Władysław ps. Szary z Bielczy prz.L.K.] był ich dowódcą. Śpiewali, a łzy leciały im … . Zapytałem Jachimka, a o cóż beczysz? Bo wszyscy płakali. Bo ostatni raz Józuś jestem z Tobą! Już go nigdy więcej nie widziałem.

Już się dopala ogień biwaków
a nad lasem unosi się mgła
z partyzantów ni śladu, ni znaku,
tylko trąbka w oddali gdzieś gra.


Tam za lasem, gdzieś bardzo daleko,
jęk szrapneli unosi się wzwyż,
za urwiskiem tam kryje się rzeka
a za rzeką mogiła i krzyż.

Pod tym krzyżem, pod drzewem cisowym
śpią żołnierskim ostatnim swym snem.
Walcząc o Polskę być warto żołnierzem,
by snem spocząć, podobnym jak ten.

W naszym gospodarstwie partyzanci byli 6 dni, później przenieśli się do gajowego lasu szczurowskiego Jana Kramarczyka. Szlakiem oddziału podążała bezpieka z Brzeska. Zdradził Majer, mówił do mnie: ”Nie wiesz, gdzie był kocioł”. Nie wiesz, że do Kaczmarczyka poszedł?”

To było w październiku, pod wieczór, słońce chyliło się ku zachodowi. Nie pamiętam, czy było to w 1946 czy 1947 r. Przyjechali 5 samochodami, jeden samochód podjechał pod dom ojca, a 4 zatrzymały się przy drodze do Zabawy, obok domu Kani Stanisława. To były ciężarówki, kryte plandeką.

Gdy byli u nas w domu, to zatrzymywali wszystkich przechodzących w okolicy, wprowadzając ich do izby. Zatrzymali Mikę Józefa, zwanego Jaglorzem z Ciernia, Władka Górkę – mieszkańca Jagniówki - jak wracał z lasu z siekierą, szła babka Maria Świątkowa z lasu, bo grabiła igliwie w lesie na opał, zatrzymali ją, pasących krowy pasterzy też zmusili do wejścia, a krowy przywiązali do drzew. Panował jakaś taka cisza straszliwa. Przed domem stało jedno z aut ciężarowych, którymi przyjechali ubowcy. Koza babki Srakuliny zaczęła bość. Partyzanci byli w lesie, padł strzał. To Jachimek strzelił w okno. Zebrani w domu rzucili się na ziemię. Kula trafiła kredens z talerzami, który się przewrócił. Wtedy zastępca szefa bezpieki, kulawy, krzyknął: Ognia. Strzelali ze dwie godziny. Dwa psy, które mieliśmy, zerwały się wówczas z łańcuchów i uciekły w lasy.Już nigdy nie wróciły do domu. Tak się bały. On też chciał, aby spalić nasz dom, inny mu odpowiedział, a co ja z dziećmi zrobię? Jak tatę przesłuchiwali pod domem, to słyszałem pytanie: Jak przyszli Sakwik [4] albo Jachim, dlaczego nie głosiliście na posterunek. Zrobili rewizję, ze stodoły wyrzucili wszystkie snopy zboża z jednego dużego sąsieka. Z 3 morgów było tam zboże! Znaleźli karabin maszynowy, motor [5] i połówki świni [6]. Mnie dali do ręki latarnię na naftę, i kazali po drabinie wychodzić na strych domu. Za mną szedł ubowiec z karabinem. W pewnej chwili latarnia zgasła, szkło pękło. Pobił mnie za tę niby zniszczoną latarnię, że ja niby umyślnie to zrobiłem.

W domu były produkty spożywcze, jakie dostawali bezpłatnie rodzice w ramach deputatów żywnościowych. Jeden z tych ubowców powiedział do siostry Julki i Gienki: „Cukiereczków nie chcecie ode mnie, a od Jachimka byście zjadły.” Mama w tym dniu rano upiekła 6 bochenków chleba, zjedli wszystkie, wszystko zżarli te gady. Puszki powyrzucali w krzaki. Zostaliśmy bez żywności. Obieraliśmy ziemniaki, gotowali i jedli, bo to nam zostało. Była mąka, to mama ugotował na niej żur. Poszli też do Kramarczyka, straszliwie go zbili kolbami, krew płynęła mu uszami.

Zabrali ze sobą do auta, ojca i Kramarza. Kramarza straszliwie torturowali. Gdy wyszedł z więzienia, to żył jeszcze 2 miesiące ciężko chorując. Pochowany jest na cmentarzu parafialnym w Szczurowej.

Tata był sześć miesięcy w Brzesku i jeden w Krakowie na Montelupich. Tam dawali im do jedzenia chleb z trocinami. Mam dała paczkę i poszedłem ojcu zanieść do Brzeska. Jeden z strażników – klawisz -powiedział mi: Jak pójdziesz do WC to popatrz za murek, zobaczysz tatę. Idę, patrzę i nagle niespodzianie dostałem cios w twarz od jednego ubowca. Aż mnie rzuciło na ścianę. Zarekwirował mi paczkę z jedzeniem dla taty.

Gdy zabrali tatę, to po jakimś czasie przyszła kontrola. Mama wołała do nich: „Zamknęliście mi chłopa”. Oni mruczeli pod nosem, oj przyjdzie, przyjdzie.



Od prawej Mieczysław Pudełek, Józef Jachimek i Tadeusz Ziejka ps. „Lemiesz”.
(fot. ze zbiorów MGBP w Radłowie)

Obecnie w tym miejscu znajdują się  żwirownie. Nic nie pozostało. Tylko Józef Parszcz, 85- letni mieszkaniec Borzęcina Dolnego zachował w pamięci tamte zdarzenia. W niedzielne, wakacyjne popołudnia 2018 r. opowiedział mi powyższe historie.

Lucjan Kołodziejski

Przypisy.

1. Do członków grupy należeli: Władysław Bąk „Wicher” z Borzęcina (skazany na 7 lat), Franciszek Boduch z Przybysławic (skazany na śmierć, stracony 25 listopada 1947 r.), Stefan Boduch z Przybysławic(skazany na śmierć, stracony 25 listopada 1947 r.), Karol Boksa z Jadownik Mokrych, Kazimierz Curyło „Znicz” ur. w Jaworznie, skazany na śmierć, stracony10 marca 1948 ), Mieczysław Dzik z Przybysławic, Stanisław Gofom (właściwie Gofroń), Stanisław Górak z Przybysławic, (powiesił się w areszcie PUBP w Dąbrowie Tarnowskiej, 12 VIII 1948), Jan Kmieć ur. w Radgoszczy (skazany na śmierć, stracony 12 maja 1948), Józef Kopacz „Bicz” z Borzęcina skazany na 10 lat, Franciszek Kryzia z Woli Radłowskiej, skazany na 10 lat, Tadeusz Kryzia skazany na 3 lata, Ludwik Majcher z Jadownik Mokrych, Józef Michałowski z Przybysławic, Józef Padło z Siedlca, (skazany na 4 lata), Mieczysław Pudełek z Borzęcina zastrzelony 28 XII w zasadzce UB [1948r. prz. L.K.], Franciszek Rogóż z Borzęcina, Edward Rudziński z Siedlca (skazany na 8 lat, po zwolnieniu w 1953, działał w podziemiu na Śląsku, skazany na 10 lat, Józef Sikora zastrzelony 28 grudnia 1948 w zasadzce UB-KBW, Antoni Trzepiela „Krakus” ur. w Krakowie skazany na śmierć, stracony 16 kwietnia/czerwca 1948, Józef Urban z Jadownik Mokrych (zginał 5 listopada 1946 w Borzęcinie podczas akcji UB-WP, Tadeusz Ziejka z Radłowa.

2. Karol Boksa pochodzący z Jadownik Mokrych, agent Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Brzesku. Zdrajca.

3. Piwnica.

4. Sakwa”, ps. Władysława Pudełka z Borzęcina Górnego, zginął w 1947 r. w lasach wierzchosławickich śmiercią samobójczą (miał zastrzelić się ostatnim posiadanym nabojem) osłaniając odwrót Józefa Jachimka, Mieczysława Pudełka i Józefa Sikory. Miejsce pochówku nieznane.

5. Motocykl.

6. półtusze wieprzowe


comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com