Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

„Mowa nienawiści.”  (Okiem Zofii Mantyki) 

Okiem Zofii Mantyki

„Mowa nienawiści.”

Termin ten zrobił karierę porównywalną z odmienianymi przez wszystkie możliwe przypadki wyrazami „ Bolek” i „Konstytucja”. Teza, że „mowa nienawiści” musi się jakoś ziścić, nie budzi wątpliwości wśród tych, którym dobry Bóg nie odebrał resztek rozumu. W końcu nie po to rzucane są zjadliwe docinki, aby rzucający je, ot tak sobie beztrosko je… porzucali, nie oczekując „oczekiwanych” rezultatów. Czynione wywody przeciw „hejtowi i mowie nienawiści” są tyleż skuteczne, co śmieszne i przypominają urojenia klienta lombardu wierzącego, iż oto trafił mu się szczęśliwy traf. Apele o szacunek dla rozmówcy – w dobie bezkarnie szalejących internetowych komentarzy – są równie niedorzeczne, jak apel do tygrysa, by zmienił menu i został poczciwym jaroszem. Niedbający o kunszt słowa młodzi ludzie określają to krótko – „sroły, moroły, dzięcioły”.

Egzystencjalne rozterki agnostyków próbujących ustalić jaki jest sens istnienia świata – jak dotąd – nie przyniosły rezultatu. Fascynacja techniką i złudna wiara, że ów problem da się rozwiązać dzięki naukowym dokonaniom, wytrwale sobie trwa. Internet będący obecnie wszechnicą i źródłem „wiedzy” zastępuje rozum i służy za „poradnik mądrości wszelakich”. W sieci roi się od bezcennych instrukcji postępowania w każdej dziedzinie życia. Ta „kolektywna inteligencja ludzkości” wypiera indywidualną inteligencję, oferując sugestywny „ściek informacyjny”. Osoby o pewnych predyspozycjach wierzą we wszystko, co objawiają im medialne „autorytety”. Powstają teorie wycelowane w ludzi skłonnych na powrót przyjmować koncepcję… płaskiej Ziemi. Najświeższy news dotyczy niedawnego zabójstwa w Gdańsku, do którego – przedstawcie sobie Państwo…  nie doszło, bo to była jedynie spreparowana, teatralna mistyfikacja. Tak rodzą się mity i sensacyjne teorie, które zdobywają wyznawców. Im większa niedorzeczność, tym większa szansa na sukces popularności.

Sympatyczni widzowie „narodowych” mediów nasiąknięci miłością i prawdą sytuują „łże- elity” w czeredzie podłych zdrajców, niegodnych polskiego obywatelstwa. I przekonani są, że – co rychło – należy kraj z owych niegodziwców oczyścić. Z kolei snobistyczna afirmacja „różowego salonu” nobilituje tak dalece, że z wyżyn samozachwytu można pogardzać „naftalinowymi moherami”, tokując o aksamitnej walce z „mową nienawiści”. Wielce osobliwe jest to, że jedni i drudzy z pietyzmem słuchają – „Bracia: Miłość cierpliwa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.” Następnie przekazują sobie znak pokoju i… wszystko wraca do normy. Trudno o autorefleksję wśród święcie przekonanych o swych racjach. Kto może uratować człowieka od złości do swego adwersarza, by wyrwać go z żółci, która nim zawładnęła? „Gdybym (…) znał wszystkie tajemnice i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym.”

Czy Kościół potrafi i chce przebić się przez szafarz uwarunkowań i wsłuchać w słowa, które od stuleci głosi? „Mowa nienawiści” to brak etykiety językowej, ale przecież jesteśmy nienawistni w stosunku do siebie nie tylko w sferze werbalnej. Brutalny język, jakim bluzgają politycy, to jedynie sposób na zaistnienie i… zdobycie popularności, a w efekcie władzy. Ich słowa potęgują nienawiść wśród ludzi, którzy i bez tego żywią do siebie nienawistne uczucia. Niech no tylko sytuacja materialna choć ciut się komuś polepszy, bliźni nie są w stanie tego znieść i mu tego nie darują. Słabe to, ale jakże powszechne. Owo skundlenie (choć to określenie obraża przemiłe czworonogi) pokazuje jak atawistycznie zazdrościmy. Gdy komuś się – nie daj Boże – powiedzie, co wcale nie musi oznaczać, że dzieje się to czyimś kosztem, to szlag bliźniego trafia, że się „skurwielowi” udało! To się nie rodzi samo z siebie. George Orwell w swoim „1984 roku” opisał praktykowany w Oceanii rytuał „dwóch minut nienawiści”, to tak działa!

Gdy słyszymy, że przy okrągłym stole „spotkali się komuniści ze swoimi byłymi agentami” i że to była nikczemna zdrada – to jakie to ma mieć przesłanie? Co to za jakaś „papuciowa” zmiana systemu była, skoro się dokonała bez rozlewu krwi, bez „dorżnięcia watahy”. W takiej Francji podczas rewolucji spod gilotyn toczyły się po bruku tysiące odciętych głów – no, to było godne załatwienie sprawy. Piewcy wartości z rozrzewnieniem podnoszą wielkość i urok polskich patriotów, przykładnie wieszających zdrajców. Dość to pogmatwane jak na kraj aspirujący do miana… chrześcijańskiego wzorca dla pogubionej Europy. Wykorzystywanie przez polityków autorytetu Kościoła to hipokryzja. Kościół w warunkach demokracji nie czuje się zbyt komfortowo, gdyż jako depozytariusz „Prawdy” ma zrozumiałą skłonność do przenoszenia własnej hierarchicznej struktury zarządzania na zewnętrzne otoczenie. Czy można „Objawioną Prawdę” poddać pod głosowanie?!”

Bardzo ważne jest spełnienie społecznego ekwilibrium, sankcjonującego znamienne słowa Jezusa „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Jak zatem powinien postępować człowiek prawdziwie humanistyczny, otwarty na wszystkie możliwości metafizyki? Każdy – czy chce, czy nie – konstruuje swój własny światopogląd. Kto wie na pewno, co będzie po… śmierci? Czy jesteśmy ludźmi etycznymi czy raczej złymi, okrutnymi, brutalnymi, agresywnymi, poszukującymi zysku ze szkodą dla innych? Ks. J. Tischner w „Alfabecie duszy i ciała” pisze – „(…) nigdy nie będzie końca złu. Ktoś musi pierwszy powiedzieć: dość. Ktoś pierwszy musi za kamień odpłacić chlebem”. I jeszcze te mądre i pamiętne słowa autora „Etyki solidarności oraz Homo sovieticus” – „Może masz i rację, ale jakie z tego dobro?” Czy chrześcijanin dający świadectwo prawdzie powinien czekać, aż z drugiej strony sztucznie wybudowanej barykady zostanie wyciągnięta ręka na zgodę?

Mój sąsiad dorzuca swoje trzy grosze – »Poprzedni ustrój w Polsce nie upadł sam, ani też nie został obalony. W zakulisowych biesiadach w Magdalence nieboszczka partia rozegrała z „solidaruchami” karcianą partię. Z pokerowymi minami udawali, że grają w brydża, choć faktycznie grali z nimi w durnia. Gwoli ścisłości… wszyscy gracze i obserwatorzy mieli tego pełną świadomość! Podzielili się tortem, nu i hwatit. Czy można było inaczej? Może i tak, może nie należało się tak spieszyć. A ile by to jeszcze potrwało i jakiego rodzaju mogło przynieść konsekwencje? Na te pytania odpowiedzi znają jedynie „prawdziwi patrioci”. Wyborcy Stana Tymińskiego w rok po „okrągłym stole” pokazali skalę tęsknot suwerena za „ojcem opatrznościowym”. Każda autorytarna władza utrzymuje podległą sobie społeczność w poczuciu chronicznego zagrożenia, przed którym… to ona jest jedyną obroną. Bo – parafrazując – bez wroga ani do proga! Przyczajony Homo sovieticus głęboko w nas siedzi, a „mowa nienawiści” – to jego nieodłączny towarzysz.«

„Kukułko wesoła i zwinna jak strzała,
proszę cię, byś mi głośno zakukała
w ciężki, najcięższy śmierci mojej dzień,
gdy nie będę wiedział, czy cieszyć się
czy bać się…”

To wiersz mało znanego u nas Bohuslawa Reynka, autora „Odlotu jaskółek”. Ten „pustelnik z Petrkowa”, grafik, malarz i poeta dostrzegał w morawskim wiejskim pejzażu biblijne znaki. W kraju uchodzącym za najbardziej ateistyczny na świecie, podczas „praskiej wiosny” był on jedną z duchowych przystani Czechów. Istotę jego życia stanowiła głęboka chrześcijańska wiara, co nie przeszkadza, by był traktowany przez swoich rodaków jako swoiste „dobro narodowe”. Można? Można! No tak, ale to mdłe „pepiczki”, wyprane z wzniosłych wartości, więc kto by tam sobie takimi niezgułami głowę zaprzątał.

Ryszard Ożóg



comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com