Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Dla Ciebie, Ojczyzno... Historia Waldemara Rugienisa.  (Jacek Filip)  2018-12-03

Dla Ciebie, Ojczyzno... Historia Waldemara Rugienisa.

Zwykła kartka papieru. Pisane ołówkiem w dużym pośpiechu:

„2 – X 44
Kochana Mamo.
Dnia drugiego wyjeżdżamy do Rzeszowa. Proszę do mnie nic nie wysyłać aż ja przyślę list. Mamo proszę pozdrowić wszystkie dziewczęta ode mnie i przy pierwszej okazji spotkać się z Tadkiem. Mama powie gdzie ja jestem. Nie wiem czy będę mógł jeszcze kiedy się z wami zobaczyć.
Waldy”

Czyżby rzeczywiście przeczuwał, że najbliższych już nie zobaczy?

Dżdżysty czerwcowy dzień 2018 roku. Dzwoni Jurek. – Jestem na cmentarzu parafialnym. Miałem telefon z Warszawy od pani Barbary Zygadło. Mówiła, że jest tutaj pochowany ktoś z jej rodziny. Jakiś żołnierz. Mniej więcej określiła, gdzie znajduje się jego grób i właśnie próbuję sobie poradzić z trawą, która zasłania tabliczkę z mało widocznym napisem. Mam tylko jedną rękę wolną, bo w drugiej trzymam parasol. Czekaj ... coś udało mi się odsłonić. Szeregowiec ... nie ... strzelec Rygemis ... nie ... nie ...Rugienis ... Waldemar ... 25 pierwszy 1945 ... 29. p.p. ... matka. Mówi ci to coś?



Nie miałem zielonego pojęcia. Na pocieszenie zostało mi tylko, że Jurek Wyczesany, bo o nim mowa, wiedzący o historii Brzeska bardzo dużo, też nie kojarzył tego nazwiska ani powodów, dla których strzelec ten spoczął na naszym cmentarzu. Powiedział, że pani Barbara ma przyjechać  w lipcu, by  doprowadzić do odnowienia mogiły jej wuja Waldemara Rugienisa, będzie więc okazja dowiedzieć się czegoś bliższego.

„Babcia zmarła w 1984 roku, moja mama ze względu na wiek już nie może zajmować się takimi sprawami, więc sama postanowiłam odnowić grób Waldego – wyjaśnia na początku naszego lipcowego spotkania – to taki mój bardzo prywatny sposób obchodów stulecia Odzyskania Niepodległości. Mieszkałam w Świebodzinie, Legnicy, Wrocławiu, a teraz w Warszawie – zawsze daleko od Brzeska, rzadko więc przyjeżdżałam na grób wujka. Gdy byłam ostatnio, w maju, zobaczyłam, w jakim złym stanie jest jego mogiła i było mi przykro. To ja powiedziałam panu Wyczesanemu i pani konserwator zabytków, że obok były jeszcze inne mogiły żołnierskie, bowiem pamiętałam je  z wcześniejszych pobytów w Brzesku. I dlatego, występując o pozwolenie na przeprowadzenie prac, uzgodniłam w Urzędzie Konserwatorskim, że odnowione zostaną oba groby.”

Renowacji mogił podjął się zakład kamieniarski Piotra Śledzia, bowiem okazało się, że do grobu Rugienisa przylega, wcześniej bardzo mało widoczna mogiła, podobna w kształcie i obudowie, ale zarośnięta trawą i bez tabliczki nagrobnej. Ona również zostanie odnowiona,  bezinteresownie, przez wspomniany już zakład. A na mnie i Jurku spoczęło zadanie dowiedzenia się, kim jest spoczywający w niej zmarły.



Pani Barbara prezentuje Jerzemu Wyczesanemu
przywiezione przez siebie dokumenty.

Opowieść pani Barbary Zygadło oraz dostarczone przez nią dokumenty i zdjęcia pozwalają na odtworzenie bardzo ciekawej, ale jednocześnie tragicznej historii niepełnoletniego jeszcze chłopca, który chciał walczyć za Ojczyznę.



Waldemar (Waldy)
(z arch. rodzinnego)

Waldemar Rugienis, młodszy brat matki pani Barbary, urodził się 31 marca 1927 roku w Grodnie (obecnie Białoruś). W 1934 roku rozpoczął naukę w siedmioklasowej Publicznej Szkole Powszechnej Nr 2 im. Stefana Batorego w Grodnie. Ukończył cztery klasy tej szkoły, dalszą naukę przerwała wojna. W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1944 roku wraz z kilkoma kolegami przeszedł nielegalnie linię Curzona i w Białymstoku zgłosił się ochotniczo do Ludowego Wojska Polskiego.



Koledzy, z którymi wstąpił do wojska. Waldemar siedzi pierwszy z prawej.
(z arch. rodzinnego)

Linia Curzona to proponowana przez państwa zachodnie linia rozdzielająca w lipcu 1920 roku wojska polskie i bolszewickie, w toczącej się wówczas wojnie pomiędzy Polską i Rosją Sowiecką. Linia biegła od Grodna poprzez Brześć, na wschód od Hrubieszowa, na zachód od Rawy Ruskiej i na wschód od Przemyśla aż do Karpat, i stanowiła umowną wschodnią granicę naszego państwa. Linia ta była też granicą-linią rozdzielającą Generalną Gubernię i ZSRR, czyli ziemie polskie zagarnięte przez Hitlerowskie Niemcy i Rosję Sowiecką w wyniku porozumienia obu najeźdźców w 1939 roku (Pakt Ribbentrop – Mołotow).

Z listu Janiny Rugienis – matki Waldemara – napisanego w 1974 roku do ppłk. Jana Chusteckiego z Kielc, historyka wojskowości: „Obok (Białegostoku – dop. J.F.) była miejscowość Dojlidy, tam były ziemianki, tam mieszkali, i tam na okolicznych polach ćwiczyli, a potem wyjechali do Rzeszowa, skąd przychodziły listy od niego. (...) Syn pisał list na adres córki. Wiedział, że często chodzę na wieś, ażeby coś zarobić. Kopałam ziemniaki i dostawałam chleb i ziemniaki, a miałam oprócz córki koleżankę jej Jankę, której rodziców rozstrzelali.”

2 października 1944 roku Waldy wyjeżdża wraz z innymi do Rzeszowa, do tworzącej się tam 10 Dywizji Piechoty, nazwanej Sudecką. 23 listopada już z tego miasta pisze do matki kolejny list, a w nim tak przedstawia swoją sytuację: „Jestem teraz właśnie w 29 pułku w Rzeszowie. Mamy tu nieźle, jeść dosyć, a grunt że całymi dniami chodzimy po mieście i jeździmy po wsiach, bo jestem w żandarmerii polowej. Z urlopem trzeba się teraz pożegnać, bo mam za daleko do domu, prędzej się spodziewam do Krakowa pojechać jak do Grodna. Najgorzej, że nie mam adresu ciotki w Krakowie ani wujka w Mińsku Mazowieckim. Jak mama będzie pisać do mnie, to proszę napisać dokładny adres wszystkich tych, którzy są naszymi krewnymi.” A w liście z 28 listopada pisze m.in., że jest w plutonie składającym się z ośmiu żołnierzy, a ich dowódcą jest dwudziestoletni porucznik. Wszyscy żyją zgodnie z zasadą: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Jego kolega z Grodna, Tadeusz Piotrowski, także służący w tym samym oddziale żandarmerii, 4 listopada 1945 roku w liście do Janiny Rugienis napisał: „W Rzeszowie syn pani Waldy był pupilkiem całego plutonu. (...) Żandarmeria była najlepiej wyposażona w Pułku, dowodem jest to: że tylko my mieszkaliśmy poza obrębem koszar, na prywatnym mieszkaniu.”

Wikipedia: „29 Pułk Piechoty LWP został sformowany w Rzeszowie na podstawie rozkazu Naczelnego Dowództwa WP z 6 października 1944 r. w oparciu o sowiecki etat pułku strzeleckiego nr 04/501. Zaprzysiężenia dokonano 14 stycznia 1945 r. w Rzeszowie. Wchodził w skład 10 Sudeckiej Dywizji Piechoty 2 Armii WP.”

18 stycznia 1945 roku jednostka wyruszyła z Rzeszowa na front. Od tego momentu brak było od Waldego jakichkolwiek wiadomości, tym bardziej, że matka i siostra Waldemara przebywały już w Białymstoku, gdyż przeszły przez „zieloną granicę” w obawie przed Sowietami, pamiętały bowiem, co działo się w Grodnie po 17 września 1939 roku.

Tadeusz Piotrowski w wymienionym wyżej liście: „...choć szliśmy na front, mimo wszystko na humorach nam nie zbywało, i tak żeśmy doszli do wioski koło Brzeska, której nazwy nie pamiętam, oddalonej 20 km od Brzeska. Właśnie przypomniałem sobie: ta wioska to Maszkienice. W wiosce tej przespaliśmy całą noc, rano zjedliśmy wspólnie śniadanie i Waldy z kolegą, jednym z żandarmerii, poszli w patrol. Dostaliśmy rozkaz wyjazdu w dalszą drogę, a Waldy jeszcze nie wrócił z kolegą i to nas zaniepokoiło. Po paru minutach kolega przychodzi sam i mówi, że Waldy jest ranny od granatu, pytamy gdzie i jak? A Waldego już wiozą na furze, aby udzielić mu pierwszej pomocy. Po opatrunkach i po udzieleniu przez lekarzy wojskowych pierwszej pomocy, natychmiast autem odwieźli go do szpitala w Brzesku, niestety skonał w drodze. Po tej wiadomości kolega opowiedział nam dokładnie przebieg wypadku. Będąc w patrolu doszli na koniec wioski, tam napotkali bardzo dużo granatów oraz sprzętu wojennego pozostawionego przez Niemców. Wracając Waldy szedł przodem, a kolega w oddaleniu jakieś 50 m. Waldy ujrzał granat leżący na środku drogi, chcąc go usunąć podejmował granat, który wybuchł mu w ręku i tym samym został ciężko rażony granatem.”

W marcu 1945 roku siostra Waldemara (matka Barbary Zygadło) otrzymała informację z Grodna, że brat został ranny i w wyniku obrażeń zmarł. Powiedziała o tym matce. „Po otrzymaniu depeszy, że on nie żyje,  poszłam do sztabu i otrzymałam przepustkę. W Rzeszowie zgłosiłam się do komendy miasta, ale nikt nic nie wiedział. 18 stycznia 10 DP wyruszyła na front. Szłam śladami i każdą mogiłę oglądałam, i wszędzie spotykałam brzozowe krzyże, ale nazwisk było bardzo mało i tak przeszłam obok grobu Syna, powiedziałabym z niczym.” – napisała w cytowanym wcześniej liście Janina Rugienis.



Ostatnie słowa listu mogą wskazywać, że pani Janina nie odnalazła wtedy mogiły syna. Jednak 17 marca 1962 roku w korespondencji z Centralnym Archiwum Wojskowym w Warszawie tak opisała tę sytuację: „Po przyjeździe do Rzeszowa dowiedziałam się, że jednostka jego już dawno odmaszerowała w kierunku na Kraków. Idąc i jadąc śladami pułku, natknęłam się w okolicach Brzeska na jakieś tabory 10 Dywizji i wśród żołnierzy tego taboru był jeden z 29 p.p., który powiedział mi, że syn mój jest pochowany w Brzesku a ranny był w Jasieniu (jak się okazało, była to błędna informacja – przyp. J.F.), niedaleko Brzeska. Po dostaniu się do Brzeska odnalazłam jego grób, na którym była tabliczka z jego nazwiskiem i nazwą jednostki.”

Tadeusz Piotrowski tak opisał w liście z 4 listopada 1945 roku pochówek Waldemara Rugienisa: „Pułk minął Brzesko i szedł na Kraków. Żandarmeria pozostała, by pochować kolegę z honorami Wojskowymi. W Brzesku z magistratu otrzymaliśmy kwit na trumnę, trumnę dostaliśmy dębową. Księdza zamówiliśmy na pogrzeb, jednocześnie dostaliśmy wyciąg karty śmierci, którą wysłaliśmy przez sztab na Białystok. Waldego pochowaliśmy w pełnym umundurowaniu wojskowym i butach, to można sprawdzić, bo trumna jest bardzo silna i na pewno jeszcze jest cała. Chowaliśmy go w silnej trumnie z uwagi na to, że pani zechce zabrać zwłoki syna. Pogrzeb jego był przyzwoity i daliśmy wszystko z siebie, aby wyglądał tak jak przystało chować polskiego żołnierza po oswobodzeniu ziem Krakowskich. Dwa miesiące temu chowaliśmy kolegę, który był z Waldkiem w patrolu i który zginął tak samo śmiercią tragiczną.”

Janina Rugienis (dalszy ciąg korespondencji z CAW): „W lipcu 1945 roku wyjechałam na Ziemie Odzyskane do Świebodzina, gdzie zamieszkałam na stałe. Na początku 1946 r. po zebraniu trochę pieniędzy pojechałam do Brzeska i grób jego doprowadziłam do porządku, ocementowałam go i wmurowałam tablicę granitową, na której jest nazwisko, stopień wojskowy, nazwa jednostki i data śmierci. Wchodząc na cmentarz przez bramę główną, grób jego znajduje się z lewej strony kaplicy cmentarnej niedaleko bramy.”


 
Pani Rugienis zakończyła list do CAW następującym zdaniem: „Straciłam syna żywego, ale jako matka nie chcę go stracić leżącego już w mogile żołnierskiej, tak długo jak długo będę żyć sama.” Chodziło o to, że władze wojskowe, do których zwracała się z prośbą o urzędowe potwierdzenie żołnierskiej służby i śmierci syna, wydawały takie zaświadczenia, ale z jego błędnym nazwiskiem: raz był Rygienisem, a innym razem Rygiewiczem. Podawano też jako miejsce pochówku Jasień. Wreszcie 28 lipca 1970 roku Szef Centralnego Archiwum Wojskowego wydał pani Janinie dokument, że Waldemar Rygienis i Waldemar Rygiewicz to w istocie jedna i ta sama osoba, czyli Waldemar Rugienis s. Stanisława, ur. w 1927 roku.



Cmentarz parafialny w Brzesku, 1 listopada 1967 r. Stoją od lewej: siostra Waldego Stanisława Rugienis-Karczewska, jej córka Barbara Karczewska oraz Janina Rugienis pochylona nad grobem syna. (z arch. rodzinnego)




Wrzesień 2018 r.
Barbara Zygadło przy odnowionej mogile wujka Waldemara.

W chwili śmierci Waldy nie miał jeszcze ukończonych osiemnastu lat. Skąd zatem wzięła się u niego taka forma służenia Ojczyźnie, choć na pewno zdawał sobie sprawę, czym może się ona zakończyć? Sądzę, że odpowiedź na to znajdziemy w wypowiedzi pani Barbary: „Moja rodzina ma patriotyczne tradycje. Brat mojej prababki, a wuj babci Janiny, Jan Wilkoszewski brał udział w ruchu niepodległościowym w Warszawie. Po wykryciu spisku, w obawie przed wywózką na Sybir, wyjechał za granicę do... Krakowa, czyli Galicji w ówczesnym Cesarstwie Austriackim. W czasie I wojny światowej moja babcia Janina została sierotą – ojciec zmarł w wyniku ran odniesionych na froncie a matka na grypę <hiszpankę>. Wychowywała się w Krakowie przygarnięta przez wuja Jana Wilkoszewskiego. Opowiadała mi, że będąc dziewczynką szyła mundury legionowe (w szesnastym roku życia zaczęła pracować w Okręgowym Zakładzie Mundurowym w Krakowie).

W Grodnie zamieszkała dopiero po zamążpójściu w 1924 roku. Rugienis to nazwisko litewskie (moja rodzina ze strony dziadka, Rugienisowie i Dumczusowie pochodzili ze Żmudzi), ale dziadek Stanisław Rugienis zawsze podkreślał, że jest Polakiem. W 1934 roku podjęto pomysł usypania w Krakowie kopca-pomnika walki narodu o niepodległość i w tym samym roku zaczęto go sypać. Po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego kopiec nazwano jego imieniem. Babcia Janina specjalnie pojechała do Krakowa, żeby także dołożyć swoją cegiełkę do powstania tego symbolu niepodległościowych dążeń.”


Kraków-Sowiniec, 1936 r. Janina Rugienis
podczas sypania kopca im. Józefa Piłsudskiego.
 (z arch. rodzinnego)

Tę bardzo ciekawą opowieść pani Zygadło kończy tymi słowami: „Stanisław Rugienis, mój dziadek, pracował na kolei, co uchroniło rodzinę przed wywózką na Syberię po wkroczeniu Sowietów do Grodna w 1939 roku. Kolejarze zawsze są potrzebni... Mama opowiadała, jak nagle zimą 1940 roku zniknęło wiele jej koleżanek z gimnazjum oraz wszystkie rodziny wojskowe, urzędnicze i inteligenckie. Późniejsza okupacja niemiecka była równie dotkliwa. Młodzież nie mogła się uczyć, trzeba było pracować, wykonując najgorsze czynności. Zaczęła się eksterminacja Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia. Wielu kolegów mamy było w AK. Waldy był za młody na partyzantkę akowską i rodzice się sprzeciwiali, ale pomagali Akowcom.

Myślę, że były dwa główne powody wstąpienia Waldemara do wojska: 1/ informacja o wybuchu powstania w Warszawie, wielu młodych ludzi wierzyło, że polska armia nie pozostawi stolicy bez pomocy. Proszę zwrócić uwagę, że chłopcy postanowili wyruszyć z Grodna w sierpniu; 2/ przedwojenne wychowanie patriotyczne, które powodowało, że nawet bardzo młodzi ludzie chcieli walczyć z bronią w ręku. Wzorem byli starsi koledzy, o których wiedziało się, że są w konspiracji. Waldemar miał 17 lat i czuł się zapewne dorosły. Sądzę, że podczas wojny dorastało się szybciej. Dla mojej babci śmierć syna była wielką tragedią. Całe życie wyrzucała sobie, że temu nie zapobiegła.”

Na mogile przylegającej do grobu Waldemara Rugienisa, również mało widocznej spod zarastającej ją trawy i chwastów, nie było tabliczki nagrobnej, więc początkowo nie wiedzieliśmy, czyje kryje szczątki. Pani Zygadło nie miała wątpliwości, że spoczywa w niej również żołnierz.



Udałem się zatem do kancelarii parafialnej, by wspólnie z  ksiądzem proboszczem Józefem Drabikiem odszukać potrzebną informację. W Księdze Zmarłych znajdują się tylko dwa krótkie wpisy, wyjaśniające czyje to miejsca pochówku. Jeden dotyczy Waldemara, drugi strzelca 27 Pułku Piechoty 10 Dywizji Piechoty Edwarda Trona, urodzonego w Swobodzie, dystrykt Olszany (Holszany) na Żmudzi, który zmarł 1 lutego 1945 roku na tyfus brzuszny. W chwili śmierci miał niewiele ponad 18 lat. Został pochowany 3 lutego 1945 roku.

Po kilkunastu dniach z Wojskowego Biura Historycznego, do którego się zwróciłem, otrzymałem informację, „że w wyniku przeprowadzenia wstępnej kwerendy w bazach i kartotekach CAW WBH nazwiska Edward Tron nie odnaleziono.” Pozostaje zatem tylko nadzieja, że znów jakiś szczęśliwy przypadek pozwoli na bliższe poznanie osoby tego młodego żołnierza.



Odnowiona przez pracowników zakładu kamieniarskiego Piotra Śledzia mogiła strzelca Edwarda Trona z tabliczką nagrobną, której wcześniej nie było.

Jacek Filip

Facebook

Dziękuję Pani Barbarze Zygadło za udostępnienie materiałów, przybliżenie losów Rodziny oraz cenne uwagi, którymi się ze mną dzieliła przy powstawaniu tego tekstu.

P.S.
„To ja powiedziałam panu Wyczesanemu i pani konserwator zabytków, że obok były jeszcze inne mogiły żołnierskie, bowiem pamiętałam je z wcześniejszych pobytów w Brzesku.”
Ani w Księdze Zgonów parafii pw. św. Jakuba Ap., ani w dokumentach Urzędu Stanu Cywilnego w Brzesku nie ma informacji o tym, żeby na cmentarzu parafialnym byli pochowani inni żołnierze niż wyżej wymienieni. Zapytałem też o to kilkoro starszych mieszkańców Brzeska, mających na tej nekropolii swoich najbliższych, ale nic nie wiedzieli na temat mogił, o których wspomina Pani Zygadło.
 

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2018 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com