Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

„Autorytety pełne autorytetu”.  (Zofia Mantyka)  2019-05-15

Okiem Zofii Mantyki

„Autorytety pełne autorytetu”.

Przeżywane kulturowe przeobrażenia niesamowicie ekscytują i na swój sposób fascynują. Topowe eventy gromadzą głównie słuchaczy i „oglądaczy”. Czytelnictwo – i słusznie – ogranicza się do rozszyfrowywania esemesów i konsumpcji internetowych sensacji. Dawniej brak umiejętności czytania stanowił przeszkodę, którą trzeba było jakoś pokonać. Obecnie, w dobie podcastu, sztuka czytania – osobliwie ze zrozumieniem – nie wydaje się być przesadnie potrzebna. Autorytetami są: politycy, blogerzy, dziennikarze, finansowi magnaci, modni reżyserzy i aktorzy, projektanci mody, supermodelki, sportowcy. Ci ekskluzywni geniusze trafiają do odbiorców poprzez obraz i przekaz mówiony. Oscar Wilde napisał był kiedyś w „Portrecie Doriana Graya” – „Tylko zupełny prostak nie sądzi po pozorach”. Ot, co! Tętniąca „nowoczesność” odziera sens istnienia z hamletyzujących, intelektualnych złudzeń. „Na początku było słowo (…)?” – wolne żarty.

Filozofia, jako smętny epigon, błąka się w katakumbach niczym pierwsi chrześcijanie, a nauki stosowane eksplodują gejzerem cywilizacyjnych nowinek. Religie – jak to religie – meandrują mniej lub bardziej udanie w historycznym flircie ołtarza z tronem. Katalog uświęconych religijnych wartości jest co rusz modyfikowany, a to o kult miłości do władcy, a to o poczucie dumy narodowej. Schopenhauer w „Aforyzmach” – jak przystało na „zakuty szwabski łeb” – napisał był kiedyś: „Najmniej wartościowym rodzajem dumy jest duma narodowa. Kto bowiem się nią odznacza, zdradza brak cech indywidualnych. Każdy żałosny dureń, który nie posiada nic na świecie, z czego mógłby być dumny, chwyta się ostatniej deski ratunku, jaką jest duma z przynależności do danego narodu. Z wdzięczności gotów jest bronić rękami i nogami wszystkich głupstw, jakie ten naród reprezentuje”. I pomyśleć, iż ten jajogłowy mizopatra był Niemcem. Może tłumaczy go nieco fakt, że urodził się w Gdańsku. Szczęśliwie jego rodacy kompletnie go „olali” i w blasku palonych książek zachłystywali się przynależnym im mianem „aryjskiego narodu panów”.

Współczesne autorytety błyszczą na scenach, mównicach i… „ściankach”. Mniej wprawny obserwator może odnieść złudne wrażenie, że padają tam słowa odarte z treści. Nic bardziej mylnego. Większość wystąpień przesiąknięta jest na wskroś transcendentnym sznytem, który ma działać niczym kurdybanek. Mobilizując swych wielbicieli i wyznawców, przedstawiają im przepis na szczęście. Toczy się swoista wendeta propagowanych recept na sukces. Dogmatyczny model – nazwijmy go umownie – „turecki” to scenariusz na Europę tradycyjnych, uznanych za uznane wartości konserwatywnych. Za symbolicznych strażników owych wartości możemy przyjąć słynących z życzliwości do swych adwersarzy: prezydenta- sułtana Recepa Erdoĝana i dr. Ali Erbaşa szefa ds. religii islamskiej organizacji Diyanet. Budowanie przyszłości w oparciu o taki model zyskuje licznych zwolenników. Autorytety takie jak: Geert Wilders, Marine Le Pen, Luigi Di Maio czy Manuel Canduela Serrano,  wskazują kierunek, w jakim winna zmierzać Europa.

Drugi konkurencyjny model, powiedzmy… „grecki”, to „humanizm” z ekologicznymi dziwactwami. Za modelem tym opowiadają się lewicowe, zielone lekkoduchy, być może nie mające zielonego pojęcia, że robią za kohorty „filantropów” pokroju Georga Sorosa. Będąc „zakręconymi” miłośnikami „kulturowych” doznań wszelakich – jak bal na balu – zastygli w swych zamiłowaniach. Marząc o chórze cór Koryntu, wyznają „wolnościową” rzeczywistość. Malowniczy czas rozmemłania instytucji formalnej demokracji rodzi nadzieję na zmiany. „Spontaniczny” ruch społeczno-polityczny pod nazwą „Żółte kamizelki”, wzniecając buntowniczy chaos, zdobywa coraz większe uznanie. Znany francuski autorytet w sferze demokracji na cykliczne spotkania negocjacyjne wysyła delegacje w składzie kilkunastu plutonów policji. Europa stoi przed niepokojąco interesującym wyborem „dalszej drogi”. Trwającym rozgrywkom – zza kulis – aktywnie kibicują sprawdzeni, dobroduszni przyjaciele naszego kontynentu.

Altruistyczny „Wuj Sam” protekcjonalnie wspiera szanowanie proponowanych przez siebie reguł, zupełnie nie dbając przy tym o interesy judaistycznej diaspory. Ani przez chwilę nie traktuje Europy jako konkurenta w biznesowej rywalizacji. To przezacny, niezwykle wiarygodny i oddany w swej życzliwości partner. Czule pochyla się nad naszymi problemami, deklarując przywiązanie do ponadczasowych wartości. Podobnie troskliwym miłośnikiem poszanowania swoich zasad jest słynący z poczciwości nasz wschodni sąsiad. Przywódca byłego Kraju Rad jest wielce rad z rozwoju wydarzeń w Europie. W swej ofiarności czyni nadludzkie wręcz wysiłki, aby pomóc zwyciężać partiom i ludziom, którym głęboko na sercu leży silna Europa. Uruchamiane ozdrowieńcze postulaty rozsadzają obrożę, która od momentu powstania UE tak dotkliwie krępuje Europejczyków. Państwa obleczone w kajdany unijnej „poprawności”, ograniczając swe narodowe aspiracje, taplają się w kosmopolitycznym bagnie. To dłużej nie do zniesienia, szczęśliwie czas pożądanych zmian nadchodzi.

Rzecz ciekawa, że nawet i Czechy, które nie należą do państw szczególnie podatnych na „ruchawki”, też się przebudziły. Również i u nich nowe autorytety zdobywają autorytet. Czeski – były biznesmen – senator Tomio Okamura buduje pozycję na żyznej glebie nienawiści do obcych i na eurosceptycyzmie, co jest całkowicie zrozumiałe, bo jako dziecko Japończyka i Czeszki, dobrze wie o czym mówi. Autor „Dobrego wojaka Szwejka”  Jaroslav Haŝek w tej oryginalnej sytuacji zapewne jest w „siódmym niebie” przy chybotliwym założeniu, że nieborak nie znajduje się aby w piekle. Znający charakter Czechów, bohemista Bartosz Bartosik pisze: „Okamura nie ma wykształcenia, sprzedaje proste odpowiedzi na trudne pytania, można mu współczuć za trudne dzieciństwo, a teraz jest jeszcze tak antyeuropejski i antyimigrancki jak tylko się da. No to Czesi na niego głosują na złość intelektualistom, których generalnie nie lubią”. Łatwo się z nim utożsamić, ot błogi sen od pucybuta do milionera. Najlepszym materiałem na współczesny autorytet jest autorytet, który zdobywa autorytet dzięki temu, że go zdobywa.

Dyktatura kultu ciała z kultem kultury obrazkowej wypiera tekst i treść. Oczywiście nie wszyscy to akceptują, choćby niezbyt przez rodaków rozpieszczany Witkacy twierdził, że: „jest tylko jedna rzecz gorsza od urodzenia się garbatym, to urodzenie się garbatym artystą… w Polsce”. Coś jest na rzeczy z dojmującą skłonnością do wzajemnych ataków i swarów. Jej źródło tkwi w naszej szlachetnej pasji cyzelowania jakości, niemającej oczywiście nic wspólnego z zawiścią czy zazdrością. Te cechy są nam zupełnie obce – doceniamy, ba, nawet bywamy dumni z tych, którzy… umarli, choć i tu pojawiają się moralnie wzniosłe próby kwestionowania ich dorobku. Mój sympatyczny sąsiad powiedział mi kiedyś – „Nie ma żadnych wątpliwości, że gdyby to Polacy wybierali papieża, Polak nie miałby najmniejszych szans. Podobnie jest i z innymi stanowiskami wynoszącymi rodaków na arenie międzynarodowej. Nasza empatia i pedantyczne poczucie sprawiedliwości w ocenie drugiego Polaka w żadnej mierze nie mogą pozwolić na niezasłużone uznanie”.

Autorytety, które na samo wspomnienie o UE ostentacyjnie po trzykroć spluwały przez ramię, teraz zabiegają o wybór do europarlamentu. Kandydaci z wszystkich komitetów stratują z misją… „walki o polskie sprawy”. Ich entuzjazm jest szczery i gotowi są do największych poświęceń. Przypomniałem sobie czasy, gdy mój znajomy przez niespełna pół roku mieszkał w Nowej Hucie. „Wiesz – mówił – na moim osiedlu to mam opinię szczęściarza. W ciągu całego półrocza tylko trzy razy mnie zaczepiono. Za pierwszym razem straciłem portfel i pobito mnie raczej dość powierzchownie, za drugim „dałem dyla”, a za trzecim skończyło się raptem na wybiciu zęba i kilku siniakach. Wywołało to – co zrozumiałe – uzasadnioną zazdrość sąsiadów”. Biorąc pod uwagę jak niebezpiecznie jest w zachodniej Europie, startujący w wyborach do europarlamentu to niezłomni bohaterzy. Żadna dieta, którą zapamiętale gardzą, nie zrekompensuje im ich poświęcenia dla dobra… Polski.

Aby przestrzec ich przed czyhającym pasmem kłopotów i zagrożeń – na jakie się zuchwale wystawiają – dedykujmy im fragment piosenki Maanamu, oddający idyllicznie złudną atmosferę archipelagu Morza Egejskiego.     

„Cykady na Cykladach”.

„Jest bardzo bardzo bardzo cicho
Słońce rozpala nagie ciała
Morze i niebo ostro lśni
Dobrze mi ach jak dobrze mi

Jem słodkie słodkie winogrona
Ty śpisz w moich w moich ramionach
Morze i niebo ostro lśni
Dobrze mi ach jak dobrze mi

Cykady na Cykladach
Cykady na Cykladach
W nocy gwiazdy spadają
A dyskoteka gra”

Ryszard Ożóg




comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2019 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com