Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

„Tylko nie mów nikomu”  (Okiem Zofii Mantyki)  2019-05-24

Okiem Zofii Mantyki

„Tylko nie mów nikomu”

Nie ma nic gorszego, niż ośmielić się ośmielić i głośno powiedzieć o czymś, o czym wprawdzie wszyscy wiedzą, ale boją się przyznać do tego otwarcie. To tak, jakby na eleganckim przyjęciu powątpiewać w świeżość potraw, nawet jeśli ich zapach jest mocno wątpliwy, no… nie uchodzi, zwyczajnie nie uchodzi. Zakłamana atmosfera obezwładniła już tak dalece, że jesteśmy święcie przekonanymi, że jesteśmy przekonani. Dlaczego? Otóż dlatego, że osiągnięto stan, w którym niektórzy nie muszą się obawiać, że ktoś ośmieli się ich zapytać. To jest – można powiedzieć – zakłamanie na skalę naszych możliwości. Utkana rzeczywistość odpowiada żywotnym potrzebom społeczeństwa. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas stworzone zakłamanie i nie jest to nasze ostatnie słowo! Nikt nie ma prawa się do nas przyczepić, bo to jest zakłamanie państwowe wsparte przez szereg instytucji.

Dulszczyzna, dewocja i moralne kuglarstwo oblepiono tonami ożywczej pleśni. Siedząc w mackach strachu, jesteśmy zniewoleni jak postaci w „Balu manekinów” u Jasieńskiego. To trwa. Trwa, bo tak szalenie rzadko ktoś ma odwagę krzyknąć – „Ludzie, król jest nagi!”. Lęk przed oikofobicznym ostracyzmem obezwładnia, przestajemy chcieć widzieć i słyszeć, aby się samo usprawiedliwić. C'est la vie. Już w przedszkolu dowiadujesz się, że „lekko nie będzie”, osacza cię tam czereda rówieśników, do których musisz się dostosować. Jeśli jesteś szczęściarzem i trafisz na miłe panie przedszkolanki – a czasem takie bywają – to obroża zakładana na szyję jest dość aksamitna. Jeśli jednak masz mniej szczęścia, no to…  się zaczyna. Bohaterowie świata bajek przyprawiają cię o senne koszmary. Z katechezy dowiadujesz się, że dobry Pan Bóg cię kocha, ale spróbuj tego uczucia nie odwzajemnić, to potworne ognie z piekielnych czeluści nieuchronnie na ciebie czekają.

No i kolejny życiowy rozdział – szkoła. To niesamowite, że nie ma dziecka, które nie chciałoby iść do szkoły. Heurystyczne ciągoty tkwią w człowieku i chęć poznawcza jest przepastna, ale fascynacja szkołą opada zadziwiająco szybko, niczym lakier z zardzewiałego metalu. Szkoła zyskuje miano „budy”, z całym arsenałem patologicznych strachów, gdyż tradycyjny system szkolny kasuje najzagorzalszych entuzjastów. Straszą prawie wszyscy. Począwszy od niewymownie wyrozumiałych uczniów starszych klas, traktujących cię jak podłego niewolnika, skończywszy na nauczycielach, z których część nie rozumie, że ty nie rozumiesz. Zamiast zarazić cię pasją poznawczą, przyjmują pozycję wytwornego ekonoma i wmawiają ci, że jesteś niewydarzonym matołem. I tak się to wesoło kręci w sferze profanum, sklejonej politycznym butaprenem ze sferą sakrum. Patologie obu obszarów, pieszczotliwie się przenikając, tworzą osobliwą aurę zależności, z której próżno szukać ucieczki.

W minionym trzydziestoleciu Polska jakby się zmieniła, a ostatnio to nawet powstała z kolan (sic!). Jednak jest coś, co się nie zmieniło - pozazmysłowe poczucie strachu, które nadal dzielnie nam towarzyszy. Straszą nas politycy, wizjonerzy, ekolodzy, kapłani, nauczyciele i wreszcie lekarze. No cóż, jest „średnio fajnie”, ale szczęśliwie zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić. I tu „ni z gruszki, ni z pietruszki” jak „grom z jasnego nieba” pojawia się film wywołujący trzęsienie ziemi o magnitudzie „6”. Polska na chwilę wstrzymała oddech, bo dwaj światoburczy mąciciele wężowato zasyczeli, że… nie powinniśmy udawać, że nie wiemy. Film wprawdzie niczego odkrywczego nie odkrywa, ale wszyscy udają „święcie” poruszonych, wznosząc się przy tym na Himalaje hipokryzji. Rozlegające się tu i ówdzie mentorskie tyrady zdają się mówić: „My właśnie w tak „odważny” i bezkompromisowy sposób otwieramy oczy niedowiarkom”. Nieodparcie przywodzi to na myśl tekst J. Przybory „Ballada z trupem”, ilustrujący problem „odnalezionego trupa w szafie”, na widok którego zaskoczeni mówimy – „ Ach strach, strach rany boskie, rany boskie”.

Najżałośniejsi są politycy. Ci aktualnie dzierżący władzę niezachwianie twierdzą, że film jest „brutalnym atakiem na Kościół”. Rezolutnie przytaczają statystyki, z których dobitnie wynika, że prym w obrzydliwym, pedofilskim procederze wiodą koledzy po fachu Mateusza Birkuta, czyli… perwersyjnie wyuzdani murarze. Opozycja – lejąc oceany krokodylich łez, rwie w geście Rejtana odzienie wierzchnie – zarzucając obecnym ślepotę i gnuśność, bo te poruszające fakty miały miejsce… wczoraj i oni są tym druzgocąco zaskoczeni. Dzieci przeżywały swoje koszmary same, ulegając gigantycznej presji psychicznej miały „nie mówić nikomu”, a nawet gdy mówiły – to nikt ich nie chciał usłyszeć! Czy wznoszący wytworne laudacje i toasty w trwającym przez trzydzieści lat przymierzu ołtarza z tronem, też mieli przykazane, by nie mówić nic nikomu? Czy i oni też się czegoś panicznie bali i boją?

Zasługi polskiego Kościoła w czasach peerelowskiej smuty są bezdyskusyjne. To w Kościele  dysydenckie ruchy szukały oparcia i nadziei. Środowisko kościelne było bezwzględnie inwigilowane przez SB, a postawa większości księży budziła powszechny szacunek. Służby, wiedząc o specyficznych skłonnościach i występkach niektórych księży, szantażem  pozyskiwały ich na tajnych współpracowników. Ci, którzy byli niewinni, niezłomni bądź niewygodni, niekiedy tracili życie. Autorytet Kościoła był wręcz posągowy, a postać Karola Wojtyły w rozmontowaniu bloku sowieckiego nie do przecenienia. I z takim „posagiem” zaufania Kościół wkroczył w okres III RP. To awers, ale niestety jest też i rewers. Pedofilia w Kościele miała miejsce w wielu krajach i to w ogromnej skali. Udawanie zaskoczenia, że i u nas też „jest być może coś na rzeczy” to makiawelizm. Wprowadzony w ramach reform gregoriańskich celibat spowodował określone, wielowątkowe konsekwencje. Poskramiając naturalne, biologiczne uwarunkowania trwają niełatwe zmagania by „rządz moc móc zmóc”.

Mój nieoceniony sąsiad mówi – »Całe to zamieszanie, jest obrzydliwe. Łomot i licytacja o miano najbardziej poruszonego losem biednych dzieci, diaboliczne, oślizgłe szlochy zrozpaczonych demiurgów ocierają się już o groteskę. Czy można zjeść ciastko, mieć ciastko i pozyskać jeszcze kasę na ciastko? Jeśli jesteś politykiem – to tak. Oni wykorzystają każdą okazję do walki o władzę, bo ich jedyną prawdziwą ideologią jest posiadanie władzy i korzystanie z jej profitów. Najohydniejsze świństwo gotowi są zakamuflować, albo i wykreować, jeśli taka jest akurat potrzeba – na… „określonym etapie”. Kto ponosi odpowiedzialność za wieloletnie tolerowanie i przyzwolenie na czyny karalne? Czy tylko ludzie w sutannach? Przedstawiciele tronu nie wiedzieli, co „w trawie piszczy” w sytuacji, gdy nie było bardziej „prześwietlonego” przez władzę środowiska niż kościelne? Czemu mają służyć zażyłe relacje i pielgrzymki polityków na kościelne salony… - chwale Bożej?
No tak, wiedząc… nie wiedzieli, a już na pewno „nie mówili nikomu”, kalkulacja wyborcza ma swoje prawa. Ot, moralność oparta na niezachwianie… prawdziwych wartościach. Kto, komu, kiedy, za co i dlaczego pomagał? Teraz, kiedy się zupa wylała, panika na pokładzie i przysłowiowe rżnięcie głupa. Rzekomi obrońcy Kościoła i wiary pasują jak ulał do sentencji wybrzmiewających z piosenki A. Garczarka: „Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał”:

„Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
Wrogów poszukam sobie sam.
Dlaczego kurwa mać bez przerwy
Poucza ktoś w co wierzyć mam”.

Nieodparcie przypomina to postawę licznej grupy środowisk artystycznych, które demonstrując swój „nieprzejednany opór”, jednocześnie umizgiwały się do komunistycznych decydentów PRL-u. Oczywiście wierzyli przy tym święcie, że byli… w twardej  opozycji do systemu. Dwulicowość i zakłamanie jest ponadczasowe, co dokumentuje choćby aktualna ustawka z ustawą 447, traktująca nas jak sympatycznych abderytów. Tylko… pst, pst – „nie wolno o tym mówić nikomu”. I tak oto „Polska prawica” – nazwana filuternie przez Rafała Ziemkiewicza „sanacyjną grupą rekonstrukcyjną” – nieodparcie staje się ofiarą własnych mitów o klęskach, które są rzekomymi zwycięstwami.«

Biorąc pod uwagę to, co się ostatnio wyprawia z „modyfikacją” kodeksu karnego, a osobliwie art. 212 – niebawem już nikt o zdrowych zmysłach nie ośmieli się nawet pisnąć cokolwiek krytycznego. Ale – „tylko nie mówcie o tym nikomu”.

I jak tu nie przypomnieć tekstu W. Młynarskiego „Po co babcię denerwować”:

„Koci-łapci, kici-kici, ole-olejanko,
zajmujemy razem z babcią urocze mieszkanko,
my mieszkamy na parterku, babcia w oficynce,
drepce, żądna informacji o całej rodzince.
Lecz choć u nas trwa od rana z sodomką gomorka,
babci o tym się nie mówi, by była w humorku.

Wujek Ziutek, co za smutek, choć kawał mężczyzny,
świat pożegnał przy pomocy sznurka od bielizny,
Co z Ziuteczkiem? Głos babuni dźwięczy na przygórku,
jak mu idzie? Idzie babciu, idzie jak po sznurku!
Lecz dokładnie informować babci nikt nie śpieszy,
po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.

Kuzyneczka Ernestynka, ozdoba rodziny,
kawki z gniazda wybierała i spadła z drabiny,
co z malutką? Głos babuni z góry brzmi radośnie,
co tam u niej? Krzywa rośnie babciu, krzywa rośnie!
Lecz dokładnie informować babci nikt nie śpieszy,
po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.

Tata zasię, manko w kasie miał i siedzi w kiciu,
były o tym wzmianki w prasie w Expressie i w Życiu,
ale fakt ten się nie stanie dla babci udręką,
bowiem się drukuje dla niej…  osobne pisemko.
Na domowej drukarence wszystko się wyłuszcza,
i w ogóle się babuni na parter nie wpuszcza.

Aż rodzinnie osiągniemy, prawda ta nas krzepi,
sytuację w której może być nam tylko lepiej.
A jak nam już będzie lepiej panie i panowie,
to się babci koci-łapci o tym też nie powie.
Niech zażywa główka siwa spokojnych pieleszy,
po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.”

Ryszard Ożóg

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2019 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com