Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Wójt Będzieszyna w sieci lichwiarza  (Głos Narodu)  1894-06-20

Kraków 18 czerwca.

W tutejszym sądzie krajowym odbywała się, w dniach 13 i 14 b. m., rozprawa główna, pod przewodnictwem radcy H. Matusińskiego, przeciwko Józefowi Suchankowi, wójtowi gminy Będziszyna, oskarżonemu o zbrodnię oszustwa z §§ 197 i 199  a), u. k., popełnioną przez złożenie fałszywych zeznań w sądzie, tudzież przeciw Berkowi Wertheimerowi, handlarzowi zbożem i właścicielowi ośmiomorgowego gospodarstwa w Czchowie, oskarżonemu o współwinę w zbrodni oszustwa z powyższych paragrafów, popełnioną przez nakłanianie Józefa Suchanka do fałszywych zeznań, oraz o występek lichwy z § 1 ust. z 1881 r.

Ponieważ rozprawa ta miała za przedmiot lichwę, jednę z najcięższych plag, gniotących nasz kraj, gdy, dzięki przewodniczącemu, radcy Matusińskiemu, który trudu i pracy nie żałował, aby przez dokładne i mozolne zbadanie wszelkich interesów dojść do jądra rzeczy, wykazała jak lichwiarz z każdej sposobności umie skorzystać, i oplątać tak swoją ofiarę, iżby już z rąk jego wydobyć się nie mogła, uważamy za obywatelski obowiązek podać do publicznej wiadomości wyniki rozprawy, by ci, którzy dbają o dobro kraju i ludności wiejskiej, będącej podwaliną narodu i jego przyszłością, poznali środki, jakich używają lichwiarze w kraju naszym w celu niszczenia materjalnego i moralnego włościan naszych, by poznawszy nieprzyjaciela i jego broń, starali się przez zakładanie sklepików przy Kółkach rolniczych, udzielanie łatwego i taniego kredytu włościanom i t. p.. chronić ich od ruiny i wyrywać z rąk lichwiarzy.

Obwiniony, Berek Wertheimer, młody, bo 30 letni i pełen nadziei człowiek, obdarzony właściwym sobie sprytem, postanowił bez ciężkiej pracy zdobyć w krótkim przeciągu czasu majątek. W tym celu rozwinął odpowiednią działalność. Osiadłszy w Czchowie, nietylko zakupił kilkomorgowe gospodarstwo, ale nadto począł się trudnić handlem zboża i założył sklep z wiktuałami, nie pogardzając także udzielaniem pieniędzy na pożyczkę, naturalnie za odpowiednio wysokiemi procentami. Szczególniejszą jednak słabość okazywał dla wójta sąsiedniej wsi Będziszyna, Józefa Suchanka, właściciela gospodarstwa, składającego się z pięciu morgów gruntu, domu i stodółki, łącznej wartości 1.000 złr.Znajomość z Suchankiem zawarł Wertheimer w ten sposób, iż gdy w roku 1887 Suchanek sprzedał w Czchowie innemu handlarzowi dwie miarki koniczyny, Wertheimer wprost mu oświadczył, że byłby dał wyższą cenę. Suchanek, ujęty tą obietnicą, począł przede wszystkiem kupować w sklepie Berka różne wiktuały za gotówkę, a po jakimś czasie, przyciśniony potrzebą, prosił go o udzielenie mu pożyczki w kwocie 10 złr. Berek W. bardzo chętnie przystał na to i pożyczył mu 10 złr. na procent po 60 centów miesięcznie. Przez dziesięć miesięcy płacił Suchanek powyższe odsetki i po tym czasie zwrócił dług całkowity. Tak więc Berek W. wziął od kwoty 10 złr. 60 %.

Od tego czasu Suchanek począł brać na kredyt towary ze sklepu Berka, ale nie umiejąc ani czytać ani pisać, zdawał się, na uczciwość Berka, który rachunki z tego interesu za siebie i Suchanka prowadził. Jak podobne rachunki musiały wyglądać, ile dopisywano do cen wysokich za lichy towar, o tem świadczy zeznanie Antoniego Suchanka, który podał, że za wybrane towary na kredyt w kwocie 32 złr., zapłacił 40 złr., dalej za towary, w kwocie 48 złr., zapłacił 60 złr. i t. d., a to wszystko tytułem procentu. Tak więc Berek Wertheimer pod płaszczykiem handlu uprawiał rzemiosło lichwiarza.

Nasz bohater nie poprzestał jednak na udzielaniu Suchankowi pieniędzy tytułem pożyczek i towarów na kredyt, ale nadto rozpoczął z nim handlować zbożem w sposób przebiegły, bo kryjący w sobie właściwie udzielanie pożyczek na wysoki  procent. W czasie żniw, zjawiał się regularnie w domu Suchanka i pytał ile kóp i jakiego zboża zebrał? – następnie obliczał ilość ziarna z kopy i wykazywał Suchankowi wysokość omłotu, tudzież ilość zboża, jaką tenże może sprzedać po odtrąceniu ziarna na wyżywienie rodziny i zasiew potrzebnego.Po takiem obliczeniu proponował, że zboże, które Suchanek będzie mógł sprzedać z góry, zakupi, i ofiarował cenę, daleko niższą od targowej, zawarłszy zaś umowę, wręczał pieniądze Suchankowi, który był kontent, że nie potrzebuje wozić zboża na targ i szukać kupca, lecz gotówkę zaraz w domu odbiera bez trudu.Gdy jednak przyszło do młocki, prawidłowo wykazywał jej rezultat, że Suchanek nie miał tyle zboża, ile sprzedał Berkowi W. - odstawiał mu więc, ile mógł, i zawsze pewną sumę pozostawał dłużnym z tytułu otrzymanej ceny kupna za zboże, którego nie mógł dostawić. Pozbywszy się zboża, musiał mąkę na przednówku pobierać na kredyt w sklepiku Berka, dla wyżywienia siebie, żony i sześciorga dzieci; - jaki towar otrzymywał za drogie pieniądze, to stwierdziły zeznania żony Suchanka.

Pewnego razu kupiła u Berka na kredyt 20 funtów mąki zielonej - gdy z niej chleb upiekła i dała dzieciom, po spożyciu dzieci zachorowały, tak, iż z obawy o zdrowie swej rodziny, musiała resztę chleba dać świni. Skoro chciała zerwać stosunki handlowe z Berkiem W., i gdzieindziej brać wiktuały na kredyt, odsyłali ją żydzi do Berka i na kredyt nic nie dawali, za gotówkę też nic kupić nie mogła, bo pieniędzy nie było.

Znowu więc musiano uciekać się do Berka o pożyczki w gotówce i o kredytowanie wiktuałów, Berek nigdy nie odmawiał, żądając tylko na zabezpieczenie weksli. W ten sposób od roku 1888 do 1891, tytułem rozmaitych pożyczek i kredytów, a po doliczeniu do całej tej sumy poważnego procentu, tudzież procentu od procentu, powstał najprzód weksel na 83 złr., a po spłaceniu kwoty 63 złr. dalszy weksel na 53 złr. następnie na 60, nakoniec na 120 złr.

 W maju 1891 r. Suchanek nie tylko nie mógł zapłacić wekslu na 126 złr., ale potrzebował na uiszczenie długu zaciągniętego na spłatę siostry swej z gospodarstwa, jako też na zakupno krowy, kwoty 80 złr. udał się, więc z prośbą do Weitheimera, który zgodził się, na udzielenie mu żądanej pożyczki - ale tłumacząc że sam nie ma gotówki, lecz musi od kogo innego pożyczyć i płacić 15% (zwykły wybieg lichwiarzy) żądał by mu uiszczano 24% a następnie po długich naleganiach zgodził się na 18% t. j. 15% dla tej trzeciej osoby a 3% dla siebie za fatygę. Nastęnie zażądał od obojga małżonków skryptu dłużnego z prawem intabulacji na realności, żeby procent umówiony za rok naprzód doliczono do kapitału, i aby przed notarjuszem oświadczyli, że sumę tę, otrzymali gotówką w celu zakupna korzystnego gruntu i płacą tylko 9%. Suchankowie przyciśnieni potrzebą, zgodzili się na wszystkie warunki i obliczono się w ten sposób, że skrypt dłużny ma opiewać na 280 złr. t. j. 120 złr. z wekslu - 27 za pobrane na kredyt wiktuały - 80 złr. gotówką a 53 tytułem procentu na rok naprzód od sumy 227 złr. Dnia 13 maja 1891 r. sporządzonym został skrypt dłużny na kwotę 280 złr. (niby z procentem po 9%) płatny 1-go Września 1892 r. a prawo zastawu dla tej summy zaintabulowanem zostało na realności Suchanków.

Po podpisaniu skryptu, Wertheimer wypłacił Suchankowi gotówkę 80 złr.; ponieważ jednak Suchanek z tych pieniędzy musiał jeszcze ponieść koszta prawne, przeto w prawdzie miał dług wynoszący przeszło 40 złr. na spłacenie siostry, ale krowy nie mógł kupić, bo już nie miał za co.Zestawiając wszelkie interesy zawarte między Wertheimerem a Suchankiem w czasie od końca 1887 do 13 maja 1891 r. okazało się, iż Suchanek wziął od Berka W. gotówką 167 złr., towarami 57 złr. a więc razem 224 złr., na to upłacił 79 złr., pozostało więc 145 złr., a tymczasem wedle skryptu dłużnego był winien 280 złr.

W terminie zapłaty, t. j. 1 września 1892 r. Suchanek nie był w stanie uiścić kwoty 280 złr. na prośbę zaś by jeszcze rok poczekał, odpowiedział Berek W. iż zgodzi się na to, jeżeli mu wypłacą tytułem procentu 75 złr. grożąc w przeciwnym razie, że im realność sprzeda w drodze egzekucji.Tą samą groźbą wymuszał od dłużników, jak to z płaczem opowiadała Suchankowa, to kurczęta to kurę „z gniazda" „na szabes”, to jaja i inne wiktuały. Gdy rozeszła się po wsi pogłoska, iż Berek W. niszczy lichwiarskiemi procentami Suchanka, i doszło to wiadomości komendanta posterunku żandarmeryi w Czchowie, tenże wypytywał Suchanka o bliższe szczegóły; lecz chłop powodowany fałszywym wstydem, czy też obawiając się zemsty Berka W. dawał wymijające odpowiedzi.

Mimo to żandarm A. Kleinmal zrobił we wrześniu 1893 r. odpowiednie doniesienie do sądu powiatowego w Brzesku, celem zarządzenia stosownych dochodzeń. Sąd powiatowy w Brzesku zawezwał Suchanka 11 października roku przeszłego do przesłuchania. Zjawił się i Berek Wertheimer w dniu tym przed sądem w Brzesku, a zaprosiwszy Suchanka do szynku, namówił go, aby w sądzie zeznał, iż gotówką od niego otrzymał 280 złr. na kupno gruntu, że procent umówiony wynosił 9% a za to obiecał mu opuścić z długu 80 złr., oraz procent za jeden
rok, i wyrobić mu w Towarzystwie zaliczkowem w Brzesku, kwotę 300 złr. na spłacenie całego długu. Suchanek zachęcony temi obietnicami, tem więcej, iż Berek użył także wpływu djurnisty sądowego, który Suchankowi tłumaczył, iż Wertheimowi nic nie zrobi - bo on ma pieniądze, - złożył w sądzie fałszywe zeznanie, zupełnie tak, jak go pouczył Berek.

Kiedy jednak potem zgłosił się do niego z żądaniem, aby mu wystawił kwit na umówione 80 złr. Berek oświadczył: „Kwitu nie dam, czebie sze nie boję - b o  p r o t o k ó ł  j u ż  z ł o ż o n y - i  s t r a c h u  j u ż  n i e  m a m!"  W odpowiedzi żyda, maluje się cała przebiegłość, z jaką Wertheimer działał świadomie. Liczył on na to, że skoro Suchanek zeznał fałszywie przed sądem nie będzie więc miał odwagi zeznań swych odwołać i po prostu przyznać do zbrodni oszustwa, a tem samem narazić się na więzienie, i to jako gospodarz, ojciec licznej rodziny, wreszcie jako wójt gminy. Gdyby zaś zeznania odwołał to w obec tego, iż interesy wszystkie zawierał tylko w cztery oczy, bez żadnych świadków, zeznaniom jego tak wprost sprzecznym z sobą - sąd nie dałby wiary - a Wertheimer wywinąłby się z całej sprawy.

Rachuba jednak zawiodła go. Suchanek zgłosił się natychmiast do żandarma w Czchowie i opowiedział mu całą sprawę, następnie, za radą tegoż udał się do sądu w Brzesku i tam poczynił szczegółowe zeznania, które powtórzył w sądzie karnym w Krakowie, a ponieważ słowa jego, noszące na sobie cechy szczerej prawdy, poparte zostały przez świadków, stwierdzających różne okoliczności, przeto też mimo wypierania się stanowczego, i wykrętnego trybunał nabył przekonania o winie jego i na wniosek zastępcy prokuratora, dra Bujaka, wydał wyrok potępiający.

Józef Suchanek uznany został winnym zbrodni oszustwa, popełnionej przez złożenie fałszywych zeznań w sądzie powiatowym w Brzesku i skazanym na karę dwumiesięcznego więzienia, obostrzonego jednym postem co tydzień, a zaś Berek Wertheimer, broniony przez adwokata, dra Tillesa, uznany został winnym zbrodni oszustwa, popełnionej przez nakłonienie Józefa Suchanka do złożenia fałszywych zeznań, tudzież winnym występku lichwy (szkoda, że nie zbrodni) i skazany na 4 miesiące więzienia, uzupełnionego jednym postem co tydzień, na zapłacenie grzywny w kwocie 150 złr. na fundusz ubogich, ewentualnie na karę aresztu przez dni 15, a zarazem orzeczono, iż Berek Wertheimer ma zwrócić Suchankowi 5 złr. 25 ct. z tytułu szkody, poniesionej przez zapłacenie 6 złr. procentu od sumy 10 złr., a skrypt dłużny, opiewający na sumę 280 złr. ograniczono do kwoty 175 złr. 49 ct.

Tak to lichwiarz gospodarza uczciwego, ojca licznej rodziny i wójta gminy zniszczył w ciągu kilku lat materjalnie i podkopał byt jego rodziny, a prócz tego zrobił go zbrodniarzem, oszustem!
Ponieważ sprawy tego rodzaj u nie są rzadkie, dawałyby więc sądowi karnemu niemało zajęcia, gdyby nasze muchy miały nieco odwagi wobec czarnych a brudnych pająków, których mnóstwo snuje się i u nas w Krakowie, nie tylko samce, lecz i samice, a te są tem jadowitsze. Czy wymierzona kara poprawi wiejskiego schylocka, pana Berka Wertheimera? Wątpimy. Kara na, tego rodzaju zbrodnię, nazwaną występkiem, jest za małą, a ustawa nie pozwala na większy jej wymiar. Dla tego też Berek, po czterech miesiącach odbytej kary, będzie dalej zarzucał lichwiarską sieć na biedne wiejskie muchy...

Podaliśmy ten obraz ku przestrodze innym.

źródło: Głos Narodu, 20 czerwca 1894 r. nr.137 str.2 i 3 (pisownia oryginalna)

Nadesłał: Mariusz Gałek
20 czerwca 2013 r.

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2019 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com