Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Pożar Brzeska.  (Słowo Polskie)  1904-07-26

Brzesko. (TBK) Na 400 domów spłonęło 330, tak, że zostało zaledwie 70 budynków. 3000 ludzi jest bez dachu. Dzięki wysiłkom wojska z Tarnowa i straży pożarnych z Bochni, Krakowa, Okocima, Tarnowa i Wojnicza, ocalały niektóre budynki publiczne, jak starostwo i sąd. Nie zdołano jednak uratować kościoła, który spłonął wraz z budynkami plebańskimi. Pastwą płomieni padły także urząd gminny i bożnica. Strat w ludziach niema. Pożar powstał przez nieostrożność wczoraj przed samem południem. Szkoda olbrzymia, cyfrowo jednak na razie obliczyć się nie da. Prezydyum namiestnictwa na pierwszą wiadomość o pożarze Brzeska wyasygnowało doraźną pomoc 1000 koron. Cesarz udzielił z prywatnej swej szkatuły pogorzelcom w Kałuszu 4000 koron.

źródło: Słowo Polskie, 26 lipca 1904 r. nr.349 str.8 (pisownia oryginalna)


Pożar Brzeska. (Korespondencya własna „Słowa Polskiego").  Tarnów, 26 lipca.

Brzesko, miasteczko powiatowe, leżące nad rzeką Uszwicą liczące przeszło 3000 mieszkańców (w tem dwie trzecie żydów) oddalone o 4 kilometry od stacyi Słotwina (na linii Tarnów-Kraków), a o dwa kilometry od słynnego Okocima, było wczoraj widownią ogromnej klęski pożaru. Pożar rozpoczął się na ulicy Okocimskiej w domu mieszczanina Krautera. Dzieci zostawione w domu gotowały sobie na maszynce spirytusowej śniadanie. Przez nieostrożność zapaliło się łóżko, a w chwilę potem pożar objął dom cały i przeniósł się na rynek. Było to mniej więcej o godzinie w pół do dwunastej, gdy z zachodu nadciągnął straszny wiatr, po którym spodziewano się, że przyniesie deszcz. Przyniósł niestety! ale ogromną klęskę. Z żywiołową szybkością przeniósł się ogień na ul. Bocheńską i na przedmieście Słotwińskie i w ten sposób objął cały ogromny ścieśniony czworobok drewnianych i murowanych domów miasteczka.

W tym czasie odprawiała się w kościele suma. Był to bowiem dzień odpustu (św. Jakóba) oraz imienin i instalacyi nowego proboszcza ks. Jakóba Aleksego (Oleksego - przypis Zb. S.). Kończył właśnie odprawiać sumę, gdy dach kościoła już się palii. Skończył sumę i odwracając się od ołtarza oznajmił licznie zebranemu ludowi o wybuchu pożaru. Łatwo sobie wyobrazić panikę i ścisk jakie zapanowały na tę wiadomość. Dopiero jeden z przybyna odpust księży wszedł na ambonę i energicznem a ciepłem słowem powstrzymał lud wzywając do spokojnego wyjcia i ratunku. Rzucono się na ratunek kościoła, lecz prócz wielkiego ołtarza i Sanctissimum, które wyniesiono, nic nie zdołano uratować. Wnet runęła wieża kościelna, spadł zegar runęły dzwony. Plebanię uratowano. Ogień tymczasem szerzył się dalej, a z braku dobrze zoganizowanej straży i wody nie można go było zlokalizować.

Z piewszą pomocą przyszła dzielna straż pożarna z pobliskiego Okocimia z beczkowozami i sikawkami. Zażądano pomocy z Krakowa, Tarnowa i Bochni. Z Krakowa przybył tren miejskich pompierów pod komendą p. Wójcika z sikawkami i beczkowozami, tak samo z Bochnii i Tarnowa, a nadto z Tarnowa dwa półbataliony 57 pp., razem 400 ludzi. Wieczorem nadeszło z Tarnowa jeszcze 200 ludzi.

Ogółem spaliło się 400 numerów, ocalono 70. Z budynków publicznych prócz kościoła spaliła się szkoła, Tow. zaliczkowe, poczta, urząd gminny, sąd, koszary i biura straży skarbowej; uratowano urząd podatkowy. Ludzie bezradni biegali, ratując czasem bezwartościowe rzeczy (budzik, lustro). Bardzo dzielnie spisywało się wojsko z Tarnowa z oficerami, którzy pracowali bez wytchnienia na równi z żołnierzami. Szkody ogromne. Oceniają się w przybliżeniu na 2 miliony koron. Część tylko była ubezpieczona.

Pierwszą pomoc w chlebie i wiktuałach przysłano w nocy z Krakowa. Na miejscu zawiązał się komitet ratunkowy z burmistrzem Klapholzem na czele. Grozę pożaru powiększyła wiadomość, że między Słotwiną a Brzeskiem zgorzało w tym samym czasie około 40 morgów młodego lasu, oraz druga, że między Bochnią a Kłajem pali się jakaś wieś. Przy pożarze czynnym był starosta Trzaskowski. Ludzie obozują pod gołem niebem taborem, krzyk, płacz, jęki bez granic. Ofiar w ludziach niema. Nędza natomiast bez granic. Nie od rzeczy wspomnieć, że trzeci raz tak doszczętnie pali się biedne to miasteczko. Ostatnim razem taki wielki pożar nawiedził Brzesko w r. 1863.

źródło: Słowo Polskie, 27 lipca 1904 r. nr.350 str.2 (pisownia oryginalna)
Brzesko. Burza.

Donoszą 28 bm. Po jednem nieszczęściu pożaru nawiedzone zostało miasto Brzesko przez drugie. Wczoraj popołudniu szalała tam wielka burza z gradem. Wicher sprawił ogromne spustoszenia, zaś grad, w wielu miejscach wybił zupełnie zboże i poniszczył jarzyny. Wskutek ulewy woda płynęła ulicami jakby strumieniem, niszcząc nagromadzone po ulicach sprzęty. Burza zniszczyła też do reszty kościół parafialny, uratowany z takim wysiłkiem przez straż krakowską. Mur ogniowy zwalony przez wicher runął na przepalony dach, przełamał sklepienie i zasypał rumowiskiem całe wnętrze. Od wstrząśnienia porysowały się ściany boczne. Kościół przedstawia obecnie obraz zupełnej ruiny. Wicher porozwalał również do reszty ściany spalonych domów.Nędza nie do opisania. Czego nie zniszczył pożar,zniszczyła ulewa, wicher i grad.

źródło: Słowo Polskie, 29 Lipca 1904 r. nr.355 str.7 (pisownia oryginalna)

Nadesłał: Mariusz Gałek
21 lipca 2013 r.
comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2020 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com