Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Podpalenie w Zaborowie  (Pogoń)  1889-03-03



Podpalenie – Kurier krakowski zamieszcza w ostatnim Nrze. Sprawozdanie z rozprawy karnej Izraela Hallera. Podajemy w niej wyjątki, bo rzecz dotyczy bliższej okolicy Tarnowa.

W Zaborowie małej wioseczce koło Radłowa, siedział od 12 tu „roków” Izrael Heller zwany powszechnie Srułem „Żeniaty”, doczekał się trojga dzieci, na których wyżywienie zarabiał kramarstwem. Kupił sobie za 110 złr., chałupę na Karczmarczykowym gruncie i sprzedawał mąkę, mydło, sól i co trzeba. Konkurencyi przez cały przeciąg swego istnienia w Zaborowie nie miał Srul prawie żadnej.

W prawdzie jakaś pani Hojeńska założyła kramik, ale po trzech miesiącach go zwinęła. Próbował szczęścia na tym polu i pan organista, próbował jakiś Dąbrowski, ale Srul wszystkich przetrzymał i był spokojny o swój monopol.

Trzeba na niego nieszczęścia, że z wiosną roku zeszłego zaczął budować się w Zaborowie pan „Klemens” Mika, co sługiwał poprzednio po dworach, a uciuławszy trochę grosza, postanowił wziąść do handlu. Z początkiem lipca, czy końcem czerwca dom już stanął i otworzyły się podwoje sklepu, a Zaborowianie dowiedzieli się, że u Miki można dostać tych samych rzeczy, a nawet więcej, co u Srula, za też same a nawet tańsze pieniądze. Nic więc dziwnego, że „Klemens” miał „utargowanie” które tem więcej się wzmogło od chwili jak zaczął trzymać „sperkę”. ”Sperki” Srul w swym kramie nie posiadał, był to jego błąd kardynalny, a jak zeznali wszyscy świadkowie, główny powód upadku firmy Srulowskiej. Kiedy u Miki drzwi się nie zamykały Srul z boleścią widział jak wszelki ruch w jego kramie ustaje.

Z początku cieszył się nadzieją, że Mikę tak jak innych przetrzyma i opowiadał, że da sobie z nim radę. 23 września o godz. pół do 6 tej rano, kiedy na „pirsą msę” dzwonili, a na dworze była „mgła więksa jak mniejsa” powstał pożar w stodole Wawrzyńca Pałki utrzymującego trafione. W pierwszej chwili „ gnało” na zabudowania Miki, oddzielone od Pałki tylko chałupą Dupaka, ale wnet wiatr się zmienił i ofiarą pożaru oprócz stodoły i domostwa Pałki padły zabudowania kilku włościan. Szkoda była niezmiernie znaczna, gdyż całe plony znajdywały się w stodołach, a zaledwie parę chałup było asekurowanych. Wszelki przypadek lub nieostrożność zostały wykluczone.

Przyczyną pożaru było tylko podpalenie. Kto jednak mógł podpalić?.

Podejrzenie mogło paść tylko na Srula, ponieważ Pałka sąsiadował z tym Miką, „co Srule utrącił”. Zadziwiającem było zachowanie się Srula podczas ognia. Kiedy sąsiadka jego „Jagniśka” Wojnicka „pojrzała, że się pali” i zaczęła wrzeszczeć, Srul pomimo krzyku nie wychodzi dość długo z chałupy lecz „wrzekał w izbie pacierze” a następnie wyszedł przed chałupę i stał przed nią dość długo, nie idąc nawet z ciekawości ku ogniu. Co więcej około godz. 9 tej rano, kiedy jeszcze ogień trwał w najlepsze Srul wybrał się na z synem w drogę do Tarnowa, a wszyscy co go spotkali wówczas zeznają, że szedł nadzwyczaj prętko, z nikim dłużej nie mówił i nie zatrzymywał się, był zmęczony na twarzy i wyglądał jakby najprędzej się od pożaru oddalić.

Wszystkie te poszlaki nie byłyby jeszcze Srula przed sądem, gdyby nie zeznania Franciszki Pawlikówny. Dziewczyna ta bardzo porządna i pracowita, zeznała że na jakie 20 minut przed wybuchnięciem pożaru widziała Srula jak „rypał szybko na poprzeczkę” od strony stodół ku swojemu domostwu.

Srul w Tarnowie nie mówił o pożarze nikomu i powrócił we wtorek do Zaborowia. Przy wejściu do wsi spotkał go wójt Glonka i powiedział że na niego jest „porozumienie” zapytał się go czy ma go odstawić szukającym za nim „zandziarom” czy też, może Srul woli uciekać?.

Srul oświadczył iż sam pójdzie do sądu i rzeczywiście nazajutrz poszedł do sędziego w Radłowie, który kazał mu się zgłosić do żandarmów. Oskarżony wszystkiemu zaprzeczał. Że świadków odwodowych pan Saul Westreich, bardzo elegancki i szykowny młodzieniec tarnowski, z zawodu krawiec, pomimo 25 lat życia przepędzonych w Tarnowie po polsku nie nauczył się dotychczas tyle, aby mógł w tym języku składać zeznania. Stwierdza więc w ojczystym języku niemieckim zeznania, że Srul chciał mu chłopca oddać do terminu. Syn oskarżonego wezwany na świadka nie stawił się, żona zaś pani Szyfra Hellerowa, wypowiedziawszy pięć razy przy wejściu „kłaniam się” na zapytanie prezydującego, czy była karaną odpowiedziała „ przepraszam nie” i oświadczyła następnie że korzysta z dobrodziejstwa prawa i zrzekła się świadczenia.

Przysięgli na zapytanie czy Izrael Heller winnym jest podpalenia siedmioma głosami powiedzieli „tak”, pięcioma „nie „wskutek czego Heller został na wolność wypuszczony.

źródło „Pogoń”, nr 9, 3 marca 1889 r (pisownia oryginalna)

Nadesłał: Tadeusz Drabant

21 września 2014 r.

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2019 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com