Ks. Jan Stefan Fortuna 1889-1983
 
 Ks. Jan Fortuna przyszedł na świat 6 grudnia 1889 roku jako drugi z kolei syn Ignacego i Marianny z d. Flak. Ojciec był z zawodu bednarzem (doliarius). Rodzice mieszkali wówczas w domu pod numerem 235 niedaleko kościoła. Chrztu udzielił mu w dzień Bożego Narodzenia ks. Maciej Pająk, emeryt mieszkający w Brzesku od 1887 roku i opiekujący się istniejącym jeszcze wtedy kościółkiem Św. Ducha i nadał chłopcu imiona Jan, Stefan. Chrzestnymi byli Jan Ogiela i Julia Wilczyńska. Rodzice Janka mieli jeszcze po nim trójkę dzieci, córeczkę i dwóch synków, którzy zmarli w 4 roku życia.

Janek uczęszczał do szkoły podstawowej na miejscu, a do gimnazjum w Bochni, bo w Brzesku takiej szkoły jeszcze nie było. W tym czasie miały miejsce trzy tragiczne wydarzenia, które młody Janek z pewnością głęboko przeżył. W roku 1903 umarli najpierw ks. Pająk, a potem ks. proboszcz Stanisław Dylski. W następnym roku 1904, w sam dzień odpustu parafialnego, i uroczystej instalacji nowego proboszcza ks. Jakuba Oleksego wybuchł pożar, który spalił miasto i kościół. Spłonął prawdopodobnie również dom rodzinny Janka, bo znajdował się blisko kościoła. Czy późniejsze, kapłańskie już marzenia o odbudowie kościółka Św. Ducha nie były w jakimś stopniu echem tych młodzieńczych przeżyć, których tak bardzo osobiście doświadczył w piętnastym roku życia?. Trudno dziś na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć.

Po egzaminie maturalnym złożonym w gimnazjum bocheńskim w 1908 r. rozpoczął studia teologiczne w Tarnowie i po ich ukończeniu w 1912 roku z wynikiem celującym przyjął dnia 29 czerwca 1912 roku święcenia kapłańskie w katedrze tarnowskiej z rąk biskupa Leona Wałęgi.

Potem była radosna uroczystość prymicyjna w rodzinnym Brzesku, o której, niestety, nie zachowała się żadna wzmianka w kronice parafialnej. Może ówczesny proboszcz ks. Jakub Oleksy, zmęczony trudami odbudowy spalonego kościoła i problemami duszpasterskimi w odbudowującym się mieście przygotowywał się już do opuszczenia parafii, z której zamierzał dobrowolnie zrezygnować. I rzeczywiście uczynił to 1 września 1912 roku.

Zanim wyjechał zdążył jeszcze pożegnać ks. prymicjanta, który dnia 1 sierpnia 1912 roku rozpoczął pracę na pierwszej placówce duszpasterskiej w Dębicy. Tam był wikariuszem i równocześnie kapelanem w Domu Generalnym SS Służebniczek NMP. Tam też miał z pewnością okazję spotkać się ze swoim starszym kolegą, rodakiem z brzeskiej parafii Ks. Błażejem Kotfisem. Ks. Jan miał podobnie jak on zamiłowanie do pracy wśród młodzieży. Łatwo nawiązywał z nią kontakt, urządzał dla niej wycieczki, zabawy, założył dla niej bibliotekę, a ona lgnęła do niego.

W tym okresie był prze trzy miesiące administratorem w sąsiedniej Brzeźnicy, gdzie w roku 1914 następowała zmiana proboszcza.
Tymczasem wybuchła I wojna światowa i młody kapłan energicznie włączył się w akcję pomocy osobom doświadczonym przez los. Nie żałuje własnych pieniędzy na ten cel, interweniuje u władz zaborczych w sprawach osób, które weszły w konflikt z prawem wojennym, w ramach działalności Czerwonego Krzyża otacza opieką polskich żołnierzy chorych i rannych. Przy tym wszystkim nie zaniedbuje swych podstawowych obowiązków wikariusza i katechety.

Tę działalność kontynuuje również na następnej placówce w Radomyślu Wielkim, dokąd został przeniesiony 8 listopada 1915 roku. Potem był jeszcze wikariuszem w Borzęcinie od 15 sierpnia 1916 roku, a w ostatnim roku wielkiej wojny począwszy od 1 sierpnia 1917 roku rozpoczął pracę jako katecheta w Tuchowie.
Tu pracował przez 11 lat. Tu razem z mieszkańcami przeżył radość zakończenia wojny i odzyskania niepodległości. Tu również uzmysłowił sobie, jakie wielkie problemy pozostawiła wojna i jakie nowe przyniosła wolna Polska. I ks. Fortuna nie ucieka od nich. podejmuje różne inicjatywy społeczne i przedsięwzięcia. Włącza się w działalność miejscowych instytucji. Zostaje prezesem Towarzystwa Szkół Ludowych. Organizuje kursy kroju i szycia, zakłada szwalnię, wykupuje dom z przeznaczeniem na Składnicę Kółek Rolniczych. To wszystko po to, aby dać ludziom pracę i możliwość zarobienia na życie.
Ta działalność zyskuje mu powszechny szacunek i autorytet, a to ułatwia mu kontakty z młodzieżą. Z zamiłowaniem oddaje jej swój czas, serce, a nierzadko i własne pieniądze. Pomaga organizacjom opiekującym się młodzieżą, które mają w nim oddanego przyjaciela i orędownika. Uwieńczeniem tych zabiegów jest myśl o budowie nowej szkoły. Ks. Fortuna był gorącym zwolennikiem tej inwestycji i znacząco wsparł ją własnymi funduszami. Budynek stoi do dnia dzisiejszego.

Dnia 1 listopada 1928 roku Ks. fortuna został mianowany katechetą szkoły żeńskiej im. St. Konarskiego w Tarnowie. I tam przeżył dalsze 16 lat swego życia. Pracował jako katecheta, ale był również kapelanem w kilku domach sióstr zakonnych. Udzielał się też jako rekolekcjonista.

Równocześnie angażował się w działalność społeczną. Były to czasy kryzysu gospodarczego i trudno się ludziom żyło. Ks. Fortuna chętnie im pomagał. Odwiedzał biedne rodziny, założył dla nich bezpłatną kuchnię, udzielał wszelkiej pomocy biedniejszej młodzieży. Brał udział w pracy wielu komitetów społecznych, a działacze trzeźwościowi mieli w nim swego sprzymierzeńca. Popierał każdą pożyteczną inicjatywę społeczną.

Potem przyszły lata wojny i okupacji niemieckiej. Ks. Fortuna przeżył je w Tarnowie jako katecheta szkół podstawowych. Jego wrażliwość na potrzeby życiowe ludzi, zmysł organizatorski i kontakty z młodzieżą uczącą się konspiracyjnie musiały być siłą rzeczy bardziej dyskretne, aby nie wzbudzić podejrzeń okupanta i nie narazić nikogo na represje.
Pod koniec wojny postarał się o przeniesienie do Brzeska, gdzie dalej uczył w szkole podstawowej, a w latach 1945-1947 w gimnazjum.

Dnia 31 sierpnia 1950 roku przeszedł na emeryturę. W tym samym roku, począwszy od listopada do lipca roku następnego był administratorem w Tymowej po śmierci proboszcza ks. Jana Supersona (+ 1950) swego kolegi i przyjaciela. W tym krótkim czasie (7 miesięcy) wyremontował kościół, zakupił dzwony i urządził salę katechetyczną.

Powrotowi do Brzeska towarzyszyła myśl, aby kontynuować dzieło swego życia, budowę kościoła, którą planował jeszcze przed wojną. Świadczyły o tym materiały budowlane gromadzone na placu przy magistracie, które, niestety, w czasie wojny zostały rozgrabione. Ks. Fortuna odczekał cierpliwie ciężki okres stalinizmu i gdy trochę "zelżało" po październiku 1956 roku, podjął dalsze starania. Dość szybko uporał się z pozwoleniem, projektem i organizacją pracy. Projekt wykonali architekci z Krakowa Seifert, Kozłowski i Pabian, a wykonawcą było Państwowe Przedsiębiorstwo Budowlane w Brzesku. Pieniądze ks. Fortuna gromadził od lat. żył bardzo skromnie. Oszczędzał na jedzeniu i ubraniu, a wszystko, co zaoszczędził szło na budowę. Prócz tego zbierał pieniądze "po kolędzie" i od życzliwych osób. Od księdza dziekana otrzymał tacę kościelną, a od księży katechetów ofiary z kolędy. Z lasu plebańskiego brał potrzebne na budowę drzewo. I budowa rosła. I cieszyła wizja osiągniętego celu. Wprawdzie spotykał się czasami z uwagami co do potrzeby takiej inwestycji, ale to go nie zrażało. Budowę rozpoczęto w roku 1957, a w roku 1960 kościółek był gotowy w stanie surowym. Otrzymał tytuł Ducha Świętego, jak tamten spalony w 1904.

Wtedy rozpoczęły się szykany. Władze państwowe wymierzyły podatek od budownictwa sakralnego za rok 1961 w wysokości 259 tysięcy 56 złotych, a w roku następnym 12 tysięcy 900 złotych. Na owe czasy była to suma astronomiczna. Nie pomogły żadne odwołania i prośby. Komornik zaczął nachodzić najpierw ks. Fortunę, a potem proboszcza. Gdy nic nie wskórał, władze nakazały przejęcie budynku na własność Państwa. Wtedy księża katecheci, którzy po usunięciu religii ze szkół w 1961 r. uczyli w kościele parafialnym, weszli z katechizacją do budynku, choć nie był jeszcze całkowicie wykończony. Było to z punktu widzenia władzy nielegalne, bo budynek nie był jeszcze oficjalnie oddany do użytku, ale było konieczne, aby nie dopuścić do zajęcia go przez władze. Władza bowiem zarządziła zaplombowanie budynku. Miało to nastąpić 10 marca. W tym dniu zgromadzili się w kościółku rodzice i osobiście czuwali nad odbywającą się tam katechizacją. Rozpoczęła się gorączkowa wymiana zdań, między stronami konfliktu. Mieszkańcy wyrażali głośno swoje oburzenie. Po długich pertraktacjach władze odstąpiły od zamknięcia budynku, a ks. dziekan Stosur zgodził się na zapłacenie podatku obniżonego do wysokości 196 tysięcy 591 złotych. Takie to historie działy się w owych czasach.

I tak kościółek odpowiednio przystosowany, przez dobrych kilkanaście lat służył jako dom katechetyczny. Potem, gdy katechizację przeniesiono do przebudowanego ze stodoły plebańskiej domu katechetycznego, posłużył jako kościół zastępczy dla nowo powstającej parafii pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego. Obecnie wrócił do swego pierwotnego przeznaczenia i stał się ośrodkiem duszpasterstwa młodzieży, której Fundator tyle serca okazywał.

W latach siedemdziesiątych parafia brzeska przeżywała zmianę na probostwie. Odszedł na zasłużoną emeryturę długoletni proboszcz ks. dziekan Jakub Stosur, a zastąpił go ks. Kazimierz Kopacz. Plebania i kościół latami nie remontowane i za ciasne wobec współczesnych potrzeb domagały się przebudowy. Ks. Kopacz zaczął od plebanii, a gdy ukończył jej budowę przyszła kolej na kościół.

Po długich perypetiach z władzami otrzymał wreszcie upragnione pozwolenie i 5 czerwca 1979 roku, w następnym dniu po uroczystości NMP Matki Kościoła rozpoczęto prace. W trakcie rozbudowy kościoła ofiara padła kaplica Matki Bożej Nieustającej Pomocy, ulubione miejsce odprawiania Mszy św. przez ks. Fortunę. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze go tam widziałem przy ołtarzu. Odprawiał tam, gdy przyjeżdżał na wakacje z Tarnowa, i potem gdy zamieszkał w Brzesku. Przychodził do kościoła ostatni, gdy inni księża już odprawili i tylko ks. dziekan siedział jeszcze w konfesjonale i szedł tam odprawiać. Służyliśmy mu - przyznaję - niezbyt chętnie, bo było już późno, a ks. kanonik odprawiał bardzo powoli, dokładnie wymawiając łacińskie słowa kanonu mszalnego.

Nie wiem, co czuł ks. Fortuna, gdy widział, jak jego ulubiona kaplica znika i zamienia się na przejście ze starej część kościoła do nowej, ale zgodnie ze swoją naturą ciekawą i otwartą na zmiany, pilnie obserwował prace budowlane i żywo się nimi interesował. Do dziś zachowały się zdjęcia, na których widzimy go, jak ze stołeczkiem w rękach kręci się wokół budujących. Taki był zawsze. Jeśli coś się wokół kościoła działo, jeśli można było w czymś pomóc, on był zawsze gotów. Do dziś tez pamiętają, jak tuż po wojnie, zanim jeszcze rozpoczął prace przy kościółku Św. Ducha, wraz z ówczesnym wikariuszem, a dziś ks. prałatem Nowakiem jeździł do lasu plebańskiego po drzewo i nie żałował własnych pieniędzy, gdy trzeba było przeprowadzić nie cierpiący zwłoki remont wokół wieży i prezbiterium kościoła.

I taki pozostał do końca. Ciekawy, rozmowny, aktywny, gotowy do pomocy, a równocześnie pełen humoru i dowcipu. Pieniądze, jakie mu jeszcze pozostały przeznaczył w części na potrzeby KUL-u, a w części na ufundowanie witraża do nowego kościoła. Zdobi on jedno z okien od strony plebanii.

Ks. Fortuna zmarł w szpitali 27 kwietnia 1983 roku. Ciało jego w przeddzień pogrzebu przeniesiono do kościoła Świętego Ducha i stąd w dniu 30 kwietnia do kościoła parafialnego. Nabożeństwo pogrzebowe odprawił ks. bp Władysław Bobowski, a kazanie wygłosił ks. proboszcz Kazimierz Kopacz. W pogrzebie wzięło udział około 40 księży i licznie zgromadzeni parafianie brzescy. Trumnę z ciałem Zmarłego złożono w grobie rodzinnym na cmentarzu parafialnym.

Ks. Fortuna był odznaczony kościelnym odznaczeniem EC i przywilejem noszenia RM, od władz państwowych otrzymał raz Medal Dziesięciolecia Odzyskania Niepodległości (1929), a drugi raz Medal Srebrny (11.11.1938)


źródło:

Ks. Franciszek Kostrzewa, "Wezwał ich Pan - Powołania kapłańskie i zakonne z brzeskich parafii od czasów najdawniejszych do obecnych" Wyd. Parafia N.M.P. Matki Kościoła i św. Jakuba Apostoła, Brzesko 2004, str.236, ISBN 83-920868-0-5