Z małej chmury - duży deszcz Wielka powódź w pow. brzeskim
 
(Inf:. wl.) .Na własnej skórze przekonaliśmy się co to jest powódź. Poznaliśmy -jej zaskakujące, błyskawiczne działanie. Dosłownie w kilkunastu minutach powstaje niebezpieczna sytuacja. Jadąc niedzielnym rankiem do Nowego Sącza mijając po drodze wioski powiatu brzeskiego nie przypuszczaliśmy, że za kilka godzin zalane one zostaną wodą. Świeciło słońce. groźba powodzi  w naszym województwie była właściwie w stu procentach - nieaktualna.

A jednak ....

Mniej więcej koło południa nagle spadł gwałtowny deszcz nastąpiło oberwanie chmury. Mała niepozorna rzeczka Uszwica przybrała momentalnie, jej wody zaczęły błyskawicznie zalewać pola, uprawne. łąki a nawet część wiosek - Gnojnik i Uszew, w powiecie brzeskim. Mętna brunatna woda wdarła się do. niektórych domostw i budynków gospodarczych. Wszystko nastąpiło tak, niespodziewanie, że mieszkańcy nie zdołali poczynić odpowiednich kroków w celu zabezpieczenia swego mienia  Mało tego. Rozszalała Uszwica przedostała się na drogę Brzesko - Nowy Sącz - Krynica. W kilku miejscach szosa znalazła się pod wodą  do głębokości półtora metra. Komunikacja została przerwana. Nie trudno zgadnąć jakie powstało zamieszanie. Była niedziela, na trasie panował tłok.

Wracając późnym wieczorem do Krakowa zdumieliśmy się tablicą w Jurkowie, informującą o zaistniałej sytuacji. Zaskoczenie było tym większe, że w sąsiednich okolicach panował zupełny spokój. Część samochodów w myśl wskazań tablicy wybrała drogę do Krakowa przez Melsztyn, część przez Lipnicę Murowaną. Znaleźli się również i tacy, którzy po prostu nie wierzyli w niebezpieczeństwo, w tej liczbie i pasażerowie redakcyjnej "Warszawy".

Z  reporterskiego, obowiązku udaliśmy się na spotkanie z powodzią.

Po obu stronach szosy w rejonie Gnojnika - woda, jak okiem sięgnąć. W jej lustrze odbija się światło z okien. Na szczęście woda zaczyna. stopniowo opadać. Odważniejsi kierowcy podejmują z różnym efektem próbę przedarcia się przez zalane odcinki szosy. Nasz samochód utknął w środku "jeziora". Dopiero po pewnej chwili zdołaliśmy wyjść z opresji.

Dopiero po północy Uszwica zaczęła kapitulować. Mieszkańcy zalanych domostw mogli zejść już ze strychów, a długa kolumna samochodów bez przeszkód i atrakcji skierować się do Krakowa. Powódź w części powiatu brzeskiego szybko przyszła, szybko tez odeszła. Nie obeszło się jednak  bez poważnych strat.

(ste)

źródło: Dziennik Polski 19 lipiec 1960 r. Nr 170 str 2 (pisownia oryginalna)

Nadesłał: Mariusz Gałek

11 kwietnia 2013 r.