Chciałbym się pożalić przed całym polskim narodem

Szczurowa pow. Brzesko. Chciałbym się pożalić przed całym polskim narodem, jak tu nas, garstkę ludu, która chce oświecać się nawzajem i pomagać sobie w biedzie, uciemiężają na każdym kroku, najprzód rząd, następnie zacofana inteligencja szczurowska i wreszcie - o zgrozo! - nasi bracia z pod słomianej strzechy. Szczurowa, wieś posiadająca przeszło 2000 mieszkańców, posiada na 12 sklepów tylko dwa katolickie, resztę zaś przy ogólnem poparciu posiadają żydzi.

 

Jeden z tych sklepów katolickich udało się żydom przy pomocy niektórych ich popleczników chrześcian sprowadzić do ruiny, drugi zaś sklep katolicki, który jest na nieszczęście własnością czytelnika Przyjaciela ludu, Wojciecha Nicponia, stara się już od dwóch lat tak żandarmerja, jakoteż i dobrzy przyjaciele żydowscy zniszczyć ze szczętem. Sklep ten posiadał już od założenia wyszynk propinacyjny.

W r. 1901 na żądanie ogółu poczynił p. Nicpoń starania o wyszynk wina. Równocześnie starał się o to sklep żydowski pod firmą Ciajta Holzer. Obydwie strony stanęły przed radą gminną. Żyd, jak, zwykle, obładowany tytoniem i cygarami - bo piwa nie miał jak wziąć ze sobą - katolik zaś tylko z nadzieją uzyskania poparcia swych braci. Po długich targach i przemawianiach do poczucia katolickiego, rada gminna uznała potrzebę założenia wyszynku wina w sklepie katolickim. Żyd jednak, wziąwszy sobie do pomocy swoich popleczników, po wszelkiego rodzaju wysiłkach wyraził się do Wojciecha Nicponia: „Jeżeli ja nie uzyskałem wyszynku wina, to się o to postaram, że i ty go nie uzyskasz".

I rzeczywiście, rzecz trudna do uwierzenia, żyd postawił na swojem, bo Nicpoń, pomimo przychylnej uchwały rady gminnej, wyszynku wina od starostwa w Brzesku nie uzyskał, a nawet rekurs, zaopatrzony podpisami księży, oraz właścicieli dóbr okolicznych, jakoteż i urzędów gminnych, wniesiony do Namiestnictwa, nie odniósł żadnego skutku.

 

Nie myślcie, że na tem koniec, bo w miesiącu kwietniu b. r. odebrało starostwo i to, co mu jeszcze zostało: wyszynk propinacyjny. Zaraz po tym wypadku udała się żona Nicponia do starostwa z prośbą o pozwolenie otwarcia wyszynku propinacyjnego na swoje imię, a uzyskawszy je, wyszynk otwarła. W dwa tygodnie później starostwo - nie wiadomo z jakiej przyczyny - wyszynk ten zamknęło i nałożyło 50 K grzywny, jednak po wytłómaczeniu się grzywnę zniesiono, wyszynku jednak starostwo zabroniło. Krążyły pogłoski, że p. starosta Trzaskowski miał się wyrazić; „on jest ludowcem, więc ani on, ani jego żona, ani jego dzieci wyszynku nie uzyskaj.

 

A za co to wszystko? Za to, że właściciel sklepu wypożyczał sali na zgromadzenia ludowe, ze pozwalał śpiewać w niej pieśni patryotyczne i że tam, nie mając czytelni, schodziliśmy się wspólnie, by przeczytać gazetę i porozumieć się nawzajem. Bo i gdzież mięliśmy iść? Do żyda poczucie dobrych katolików i dobrych Polaków iść nam nie pozwala. Teraz zaś wstyd nas ogarnia, że w tej wielkiej Szczurowej przejezdny gość nie ma nawet gdzie wstąpić.

 

- Pewien komisarz, przejeżdżając przez Szczurową, wstąpił do sklepu Nicponia, chcąc się pokrzepić piwem. Gdy się dowiedział, że mu starostwo wyszynk odebrało, zdziwił się wielce, że władza polityczna jedynego katolika, który w Szczurowej szynk posiadał, zgnieść usiłuje. To też był zmuszony kupić sobie flaszkę rosolisu i na polu z niej się napić.

 

Powiecie może bracia: „A gdzieście wy ludowcy byli, gdy wam tak jednego gnębiono?" Otóż i myśmy mu pomagali, ale cóż zrobimy my biedni chłopi? Zaraz nas okrzyknęli tak nasi bracia, co się nie zrozumieli na tem, jakoteż miejscowi panowie i żandarmerja, że tworzymy bandę w celu jakichś przewrotów. To też żandarmerja wszelkimi sposobami, jako to doniesieniami i zaskarżeniami stara się, by nas stłumić. I tak zaczęła najpierw od miejscowego rewizora bydła, byłego kierownika posterunku żandarmerji, Tomasza Przytuły, który widząc te jaskrawe nadużycia, starał się pouczyć nas, gdzie i z czem mamy się udać, by się jako bronić. To też żandarmerja wspólnie z umizgającym się o posadę rewizora, Janem Sulmą, pisarzem gminnym, a zarazem wyzyskiwaczem biednego włościaństwa, przez ciągle denuncjacje dokazała tego, że za kilka miesięcy ów prawy człowiek został z posady przez starostwo usunięty. Miejsce jego objął Sulma. Dziwno nam doprawdy, dlaczego starostwo temu człowiekowi urząd ów powierzyło, Sulma bowiem znany jest nie tylko w Szczurowej, ale i w sąsiednich wsiach jako wyzyskiwacz ludu. Za reklamacje wojskowe pobiera od 20 do 50 koron, tumaniąc lud, że tych pieniędzy potrzebuje na zakupno dobrych cygar, cukru oraz innych wiktuałów dla urzędnika w starostwie, przeprowadzającego sprawy reklamacyjne. I czyż w ten sposób nie poniża władzy politycznej w oczach mądrzejszego ludu?

Pomimo to jednak znalazł takie zaufanie u p. starosty Trzaskowskiego, że ten poufale „Jaśkiem” go nazywa. Ufny też w pomoc p. starosty, „Jasiek" chodzi nadęty jak indyk po Szczurowej. Jednak i on ze zmianą chorągiewki doczeka się końca.

 

A wiecie, kochani bracia, kto jest ten Jasiek? Oto kuflodój, którego żona z karczmy na noc do domu zagnać nie może.

 

My, broniąc się, donieśliśmy komendzie o nadużyciach żandarmerji szczurowskiej i dokazaliśmy tego, że zostali tak komendant posterunku Wojtanowski, jak i wachmistrz Skorupa przeniesieni, za co cała wieś Bogu dziękuje.

 

Zdawałoby się, że w tak trudnem naszem położeniu światlejsza inteligencja szczurowska, oraz ksiądz proboszcz przyjdzie nam w imię sprawiedliwości na pomoc. Ale gdzież tam! Nad ks. proboszczem zapanował zupełnie aptekarz, zacięty wróg „chamów", jak się o nas wyraża. Potępia nas za to, że czytamy Przyjaciela ludu.

 

Przy tem wszystkiem nie możemy zamilczeć o miejscowym lekarzu, drze Stanisławie Grzybczyku, który w imię oświaty i łączności chłopskiej dopomaga nam w trudnem położeniu i nie waha się dla prawdy poświecić i czasu i przyjaźni z tutejszą, tak zwaną, inteligencją. To też teraz okrzyczano go za stronnika chłopów. co uchodzi za złe w oczach niektórych tutejszych panów. Lud poznał się jednak na dobrem sercu p. doktora i daj Boże, aby zawsze i wszędzie cieszył się takiem zaufaniem, jak u nas w Szczurowej.

 

Najbardziej nas boli, że znajdują, się niektórzy wśród nas chłopów, którzy z powodu ciemnoty lub chciwości dopomagają naszym nieprzyjaciołom. Dobrze, że takich już nie wiele, bo większość poznała się tak na ich rządach gminnych, jak też i na ich chciwości grosza. Posiedli ci ludzie wszystkie urzędy gminne i rządzą się po swojemu. Kole ich to w oczy, gdy który członek rady gminnej występuje przeciw ich niesprawiedliwemu postępowaniu. Radziby oni byli, żeby wszyscy mieszkańcy gminy nie umieli pisać, ani czytać, bo panowanie dla nich byłoby łatwiejsze.

Tem się tłómaczy, że gdy inne uboższe okoliczne wsie, jak Dołęga, Borzęcin, posiadają swoje własne czytelnie, to gmina Szczurowa o czytelni nawet nie myśli. Mamy jednak nadzieję, że niezadługo będzie lepiej, bo młode pokolenie coraz więcej zaczyna się kształcić.

 

Tak to nas, kochani bracia, gniotą na każdym kroku, ale my przełammy ten mur ciemnoty wśród nas chłopów, zakładajmy czytelnie i łączmy się wspólnie, a razem zwyciężymy. My wiemy, że i wy wszyscy, kochani bracia, tak walczyć musicie, ale nie zrażajcie się tem, bo idąc za Bogiem i prawdą, z pewnością wcześniej czy później dolę naszą poprawimy.

 

Włościanie ze Szczurowej.

źródło: Przyjaciel Ludu 20 września 1903 r. nr.38 str.8,9,10 (pisownia oryginalna)

Nadesłał: Mariusz Gałek

23 marca 2013 r.