Odpowiedź Andrzejowi B. Krupińskiemu

 

„Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo, co my.”

(Mark  Twain)

 

          A ponieważ pozwoliłem sobie mieć trochę inne poglądy (wyraziłem je w marcowym numerze) niż współpracujący z Redakcją p. Andrzej B. Krupiński, dlatego dał on wyraz swojemu niezadowoleniu w odpowiedzi zatytułowanej „Co komu w Brzesku po staropolskim dworze?!” („Przegląd Brzeski, kwiecień 2008 nr 4).

 

          Chcący-niechcący zostałem zaliczony przez w/w autora do tej części brzeskiej społeczności, która aczkolwiek niezbyt liczna, ma w mieście i gminie prawo decydowania o niemal wszystkim. Wprawdzie jestem członkiem Społecznej Komisji Mieszkaniowej (od grudnia 2006 r.), ale do głowy mi nie przyszło, że stanowimy (oprócz mnie należy do niej jeszcze 9 osób) „grupę trzymającą władzę”, jeśli to mój adwersarz miał na myśli. Jako komisja możemy tylko składać wnioski do Burmistrza lub Rady Miejskiej, lecz nie mają one żadnej mocy sprawczej, bo ich dalszy los zależy od obu wymienionych ciał decydenckich.

 

          Jednym z priorytetowych zadań wspomnianej komisji jest rozpatrywanie wniosków o przydział mieszkań socjalnych i typowanie osób, którym w pierwszej kolejności winno się je przyznać. Szkopuł w tym, że chętnych jest bardzo dużo, natomiast sytuacja mieszkalnictwa komunalnego w naszej gminie jest taka, jak w całej Polsce. Mieszkań po prostu nie ma, jak i środków na ich budowanie. Dlatego staramy się także zwracać uwagę władz na możliwość pozyskiwania funduszy na ten cel, chociaż zdajemy sobie sprawę, iż nie zawsze będą to możliwości „bezbolesne”. Tak na pewno jest w przypadku dworku w Okocimiu, chociaż na dzień dzisiejszy (a i zapewne „jutrzejszy”, bo np. poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, który mógłby wyjaśnić wiele wątpliwości, także na skutek opinii organizacji samorządowych, jakie wpłynęły do sejmu 4 lutego 2008, został po 1. czytaniu skierowany ponownie do Komisji Kultury i Środków Przekazu oraz Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej), żadne decyzje nie zapadły, a wszystko, co napisałem, to tylko tzw. głośne myślenie.

 

          Pisząc do „Przeglądu Brzeskiego”, chciałem zwrócić uwagę PT Czytelników na jedną z wielu absurdalnych, nie waham się tego słowa użyć, sytuacji, a nie po to, żeby „dobić” okocimski zabytek, chociaż znajduje się on dzisiaj w stanie ruiny. A ów absurd polega na tym, pozwolę sobie przypomnieć, co napisałem, że konserwatorzy zabytków, będąc przedstawicielami władz państwowych (mają realizować zadania wynikające z krajowego programu ochrony zabytków i opieki nad zabytkami, do czego obliguje ich ustawa z dnia 23 lipca 2003 r. <Dz. U. Nr 162, poz. 1568>, nie dają pieniędzy na ratowanie świadectw naszej przeszłości, obowiązek ich utrzymania zepchnięto na jednostki samorządu terytorialnego, które same borykają się z problemami finansowymi (podałem przykład konieczności dofinansowywania szkolnictwa), a bez zgody konserwatora zabytków nic z taką budowlą nie można zrobić, chociaż jej renowacja i późniejsze utrzymanie może kosztować niemałe sumy. Pan Krupiński był łaskaw stwierdzić, że swoją wypowiedź „naszpikowałem cyframi” (wymieniłem ich tylko sześć, ale widać każdy z nas zna inną definicję słowa „naszpikować”), i nie uściśliłem, jak ogromnych pieniędzy będzie wymagała ewentualna renowacja oraz na jakiej podstawie tak twierdzę. Nie jestem fachowcem i nie znam się zupełnie na wycenie żadnych budowli, tym bardziej zabytkowych, ale przez analogię z pałacem Goetzów podałem taką kwotę, jaką podałem.

 

          Prawdę powiedziawszy, to pan Krupiński mógłby ją przybliżyć, gdyż jako ceniony wieloletni konserwator zabytków (także przez kilka lat jako wojewódzki) zna się na tym doskonale. Jednak tego nie robi, a przy okazji tej mojej „wyceny” zarzuca mi demagogię i manipulowanie opinią publiczną. Czy rzeczywiście te zjawiska mają miejsce, niech ocenią PT Czytelnicy, a przy okazji mogą wyrobić sobie pogląd na sytuację (i odpowiednio ją nazwać), jaka zaistniała nie tak dawno, chociaż p. Andrzejowi B. Krupińskiemu będzie się zapewne wydawała świeża niczym zeszłoroczny karp. Otóż jak wieść gminna niesie, w 2005 roku państwo Krupińscy (wtedy i dziś mieszkający na zamku w Dębnie, gdzie żona pana Krupińskiego jest kustoszem) zaproponowali władzom gminy Brzesko, że wezmą w dwudziestoletnią dzierżawę, z możliwością późniejszego zbycia w formie przetargu, ale z prawem pierwokupu na ich rzecz, ów okocimski dworek wraz z resztą otaczającego parku. Postawili także warunek, aby gmina doprowadziła do stanu używalności instalacje zewnętrzne i wewnętrzne: wodno-kanalizacyjną, elektryczną, gazową i wszelkie inne (nie ma to, jak wyciągać kasztany z ognia cudzymi rękami). O kupnie nie było mowy. Czyżby owe koszty? Jednak na tak postawioną „szlachetną” próbę ratowania tego zabytku władze pozostały głuche (ot, niewdzięcznicy!) Jako ignorant i manipulator opinii publicznej nie będę snuł domysłów, co też mogłoby się stać dalej po tymże pierwokupie nie tylko z samym dworkiem, ale przede wszystkim z otaczającym go terenem (miejsce to uchodzi za jedno z najpiękniejszych w całym Okocimiu), bo a nuż opinia mogłaby w nie uwierzyć.

 

          Pan Krupiński chyba niezbyt dokładnie przeczytał mój tekst – widać był przydługi i miejscami zagmatwany – nawet fragment: „Chętnych na kupno nie powinno przy dobrym marketingu zabraknąć, a umowa kupna-sprzedaży winna przewidywać m.in. utrzymanie „przy życiu” dworu i jego właściwe wykorzystanie, ale sam w „Co komu w Brzesku po staropolskim dworze?!” nie waha się napisać: A jeśli miałoby dojść do sprzedania lub wydzierżawienia dworu to tylko wraz z jego najbliższym otoczeniem, i tylko osobie gwarantującej jego odrestaurowanie zgodnie z obowiązującymi zasadami postępowania konserwatorskiego. Idem per idem, z tą jednak różnicą, że ja zaproponowałem wyłącznie sprzedaż (z konserwatorskimi „następstwami”), jako najbardziej sensowne rozwiązanie, a p. Krupiński dopuszcza wprawdzie sprzedanie, ale dalej ma nadzieję na dzierżawę.

 

          Ponieważ mam prawo, póki co, do własnego zdania, to w dalszym ciągu uważam, iż tylko szybka sprzedaż będzie dla tego zabytku i jego otoczenia, także dla gminy, najlepszym rozwiązaniem, niejako ostatnią deską ratunku, tak jak to się stało np. z pałacem Goetzów; nota bene, po rozpoczęciu wokół niego prac przez nowego właściciela okazało się, że stopień zniszczenia jest znacznie większy niż początkowo przypuszczano, zatem koszty renowacji będą większe i czas remontu może się wydłużyć z przewidywanych trzech do sześciu lat. Na pewno jakiś wpływ na ten stan miał kilkuletni marazm decydencki wokół tej budowli.

 

          Sądzę, iż wypada w tym miejscu wyjaśnić Czytelnikom, jakie obiekty podlegają ochronie w myśl cytowanej wcześniej ustawy. Otóż zgodnie z nią istnieją cztery formy ochrony zabytków:

·        wpis do rejestru zabytków;

·        uznanie za pomnik historii;

·        utworzenie parku kulturowego;

·        ustalenie wymogów ochrony w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego.

 

Z miejscowości Okocim (dokładnie Okocim Górny) tylko kościół parafialny p.w. św. Trójcy został wpisany do tego rejestru. Dworek nie został też uznany za pomnik historii, a na terenie, na którym się znajduje, nie przewiduje się utworzenia parku kulturowego. W „Planie rozwoju lokalnego gminy Brzesko na lata 2004 – 2013” (www.brzesko.pl) wprawdzie czytamy, że: „Do najcenniejszych zabytków architektonicznych, wpisanych do Krajowego Rejestru Zabytków można zaliczyć: (...) Sołectwa: (...) 5. Dworek ziemiański w Okocimiu (...)”, jednak skąd się wzięła informacja o wpisie do Krajowego Rejestru, skoro nic na ten temat nie jest wspomniane np. na stronie internetowej powiatu brzeskiego (www.powiatbrzeski.pl), gdzie są wymienione zabytki Ziemi Brzeskiej, które zostały do owego rejestru wpisane, nie wiadomo. Jako zadania zaplanowane do realizacji na obszarze gminy w perspektywie średniookresowej (2004 – 2013) władze brzeskiego samorządu przewidziały jedynie rewaloryzację, rewitalizację i animację brzeskiego Rynku oraz jego najbliższego otoczenia, oraz odtworzenie wczesnośredniowiecznego grodziska w Jadownikach („Plan rozwoju lokalnego gminy Brzesko na lata 2004 – 2013”). Ani słowa o dworku. Warunki której z wymienionych wyżej form ochrony zabytków zatem on spełnia, że służba ochrony zabytków „trzyma na nim łapę”?

 

    Mój polemista na zakończenie wypowiedzi proponuje, żeby przy pomocy kilku rolek zwykłej papy i łat dla pokrycia dachu oraz desek dla zabicia otworów wejściowych i okiennych zabezpieczyć dworek przed wandalami i dalszym niszczeniem. Zgadzam się z tym całkowicie i nie wiem, dlaczego do tej pory tego nie zrobiono, chociaż p. Krupiński daje na to odpowiedź: Patrząc na niszczejący okocimski dwór i otaczający go ogród, skonstatuję ze smutkiem, że i w Brzesku, i w Okocimiu brak świadomości potrzeby i gotowości jego ratowania. Widać właściciel, czyli gmina, ma inne spojrzenie na swoją własność. Ale przecież jest jeszcze współgospodarz (czy tylko strażnik?) – wojewódzki konserwator zabytków – bo ze względu na jego uprawnienia mogę chyba tak uważać, zwłaszcza że według wspomnianej wyżej ustawy ma także sporządzać w ramach przyznanych środków budżetowych plany finansowania ochrony zabytków i opieki nad zabytkami.

 

Skoro władze gminy są obojętne, społeczność Brzeska i Okocimia też nie przejawia w tym względzie aktywności, to może on wziąłby sprawę w swoje ręce i znalazł odpowiednie pieniądze, które, jak uważa p. Krupiński, potrzebne na ratowanie i zachowanie zabytków zawsze są w zasięgu ręki, leżą niemal na przysłowiowej ulicy, trzeba tylko chcieć je dostrzec i umieć podnieść. Przecież wystarczy tylko opracować dlań (dworku – przypisek mój, J.F.) interesujący program wykorzystania, kosztorys restauracji i adaptacji oraz wnioski do dofinansowania całego przedsięwzięcia do urzędu marszałkowskiego i ministra kultury i dziedzictwa narodowego lub podjąć starania o przyznanie środków pomocowych Unii Europejskiej – radzi p. Krupiński. Prawda, jakie to proste i oczywiste?! Dlatego nie mam wątpliwości, iż autor „Co komu w Brzesku po staropolskim dworze?!” monitował (może nawet wielokrotnie) w tej sprawie właściwy urząd ochrony zabytków, przedstawiał mu swoje racje oraz propozycje i ...?

 

            Częściową odpowiedź możemy znaleźć w cytowanych niżej fragmentach „Wojewódzkiego Programu Ochrony Dziedzictwa i Krajobrazu Kulturowego Małopolski”: „(...) Bariera finansowa oraz braki dokumentacji konserwatorskiej uniemożliwiają skuteczną ochronę zasobów materialnego dziedzictwa kultury całych obszarów, zabytków nieruchomych i zabytków ruchomych. (...) Źródła finansowania tych prac wymagają sprawnych struktur organizacyjnych oraz mechanizmów współpracy i przepływu wiedzy, a także oparcia na sektorze niepublicznym. (...) System finansowania ochrony i opieki nad zabytkami w Polsce jest dość skomplikowany. Najogólniej źródła finansowania tej sfery można podzielić na dwa: 1. źródła publiczne (np. budżet państwa, budżety jednostek samorządów terytorialnych wszystkich szczebli, środki Unii Europejskiej, inne źródła zagraniczne, 2. źródła prywatne (osób fizycznych, organizacji pozarządowych, stowarzyszeń, fundacji kościelnych, osób prawnych itp.).”

          Zapewne moja propozycja, aby do akcji ratowania tej budowli włączył się wojewódzki konserwator zabytków, skoro właściciel widać nie jest tym zainteresowany, wyda się powalającą z nóg ignorancją i ukrytym perfidnym zamysłem, ale postaram się jakoś to przeżyć.

 

          Z cytowanych wyżej fragmentów „Wojewódzkiego Programu Ochrony Dziedzictwa i Krajobrazu Kulturowego Małopolski” wyraźnie wynika, iż na poszczególnych szczeblach władzy istnieją bariery finansowe uniemożliwiające skuteczne ratowanie zabytków, i że nie ma żadnych przeszkód, aby osoby prywatne poprzez swoje zasoby finansowe skutecznie włączyły się do akcji ratowania zabytków naszej kultury, a chyba nietrudno się domyślić, na jakich miałoby się to odbywać warunkach.

 

          W swoim sądzie o tym, co i dlaczego powinno się zrobić z dworkiem w Okocimiu, nie jestem chyba osamotniony, bo np. Mirosław Kowalski, redakcyjny kolega p. Krupińskiego, także jest zdania, że w sytuacji, kiedy nie można własnymi siłami uratować jakiegoś zabytku, należy go sprzedać. Daje temu wyraz, tak podsumowując na łamach „Dziennika Polskiego” z dnia 22 kwietnia 2008 fakt oddania w prywatne ręce innej, daleko bardziej znanej mieszkańcom i cenionej w naszym mieście budowli: „Sprzedaż pałacu Goetzów budziła wiele kontrowersji. I trudno się dziwić, wszak to, pomimo fatalnego stanu, jeden z najcenniejszych zabytków w Brzesku. (...) Dobrze się stało, że rajcy powiatu brzeskiego postanowili sprzedać pałac, bo na jego remont samorządu stać nie było. Utrzymanie status quo mogło zakończyć się dramatycznie – zniszczeniem obiektu. Dopiero wtedy podniosłoby się larum. Jakkolwiek może zabrzmieć to jak frazes uświęcony potrzebą chwili, nie ma najmniejszych powodów, by nie wierzyć w czyste intencje nowych właścicieli. (...) udowodnili, że potrafią zadbać o zabytkowy obiekt, który – co do tego jestem przekonany – będzie nadal służył mieszkańcom Brzeska. Z tą tylko różnicą, że będzie powodem do dumy dla miasta, a nie wstydu...”.

 

          Jasno i wyraźnie określiłem swój stosunek do wszelkich zabytków kultury (to ów plaster miodu przyłożony na skołatane serce p. Andrzeja B. Krupińskiego), ale staram się realistycznie patrzeć na pewne sprawy, mimo że, jak twierdzi Louis Mann, „przeszłość jest teraźniejszością przyszłości”. Mam nadzieję, iż szybko znajdzie się takie rozwiązanie, które nie tylko pozwoli uratować okocimski dworek, ale jednocześnie będzie wskazówką, jak sensownie można rozwiązać problem potrzebujących pomocy innych zabytków naszego dziedzictwa narodowego. Jacek Filip

P.S.

          Tekst wyróżniony pochyłym drukiem jest autorstwa Andrzeja B. Krupińskiego i pochodzi z „Co komu w Brzesku po staropolskim dworze?!”

 

Brzesko, kwiecień, 2008