Zamach na barona Jana Goetza-Okocimskiego - sprawozdanie z procesu

 

O zamachu na życie barona Jana Goetza pisał kronikarz brzeski Jan Burlikowski w Kronika Miasta Brzeska 1385-1944”. Wspomina także o nim Jan Maria Włodek w „Goetz-Okocimscy. Kronika rodzinna 1590-2000”. Czytelnicy portalu mogli zapoznać się także z artykułem Jerzego Reutera "Zamach na barona Goetza", przedrukowanym za zgodą autora na portalu brzesko.ws w październiku 2010 r. Wokół tego ostatniego artykułu wywiązała się dyskusja czytelników portalu, spowodowana głównie niezbyt rzetelnym podejściem jego autora do podawania i weryfikacji źródeł z jakich korzystał pisząc swój artykuł., czytaj -->>

 

Dlatego zachęcam wszystkich zainteresowanych historią zamachu i towarzyszącym mu wydarzeniom do zapoznania się z relacjami korespondenta "Gazety Lwowskiej" z procesu sądowego, którym żyli mieszkańcy Galicji (i nie tylko) przed 112. laty.

 

Relacje z procesu sadowego i następujących po nim posiedzeniach odwoławczych, przeczytać możemy dzięki Mariuszowi Gałkowi, który odnalazł je w archiwach bibliotek cyfrowych.

 

Zbigniew Stós

www.brzesko.ws

marzec 2013 r.


Relacje przed procesem


Odczytanie aktu oskarżenia i przesłuchanie obwinionego Teofila Sikory

Przesłuchanie oskarżonych: Antoniego Kędziora i Józefa Ciżkę

Kraków, 27 lutego. Wczorajszą rozprawę, po przerwie, podjęto w dalszym ciągu przystępując do przesłuchania obwinionego Antoniego Kędziora. Obwiniony nie poczuwa się w żadnym kierunku do winy, ani co do rabunku, ani co do usiłowanego morderstwa. Wszystko, co mówił w tej mierze w śledztwie - jak twierdzi obecnie - jest niezgodne z prawdą. Obwiniony w istocie należał do tajnego stowarzyszenia od wiosny 1898 r. Wówczas był uczniem seminaryum i liczył 18 lat. Do stowarzyszenia wciągnął go naczelnik, którego nazwiska obwiniony wymienić nie chce. Ten naczelnik został później usunięty.

 

Przew.: Zkąd pan wie o tem, bo to są sprawy tajne.

O b w.: Usunięty został z powodu choroby; w jego miejsce przyszedł Sikora, młodszy wiekiem od obwinionego. Pewnego razu spotkał obwiniony nieznajomego mężczyznę, ten rozpoczął z nim rozmowę i objaśnił mu cele stowarzyszenia, jak podniesienie oświaty ludu, podniesienie handlu i przemysłu.

 

Przew.: Jak to przeprowadzić? Coś pan miał działać?

O b w.: Z początku miałem się przejąć duchem stowarzyszenia, starać się o podniesienie handlu i przemysłu, oświaty.... odbywać zgromadzenia z innymi członkami.... Sikora przedstawił mi się sam jako zwierzchnik.

 

Przew.: I pan się na to zwierzchnictwo zgodził.

O b w.: Tak. Powiedział mi Sikora, że naczelnik mianował go przełożonym i pokazał mi na to nominacyę naczelnika wyższego, mianującą go naczelnikiem niższym. Pytałem się, kto jest ten naczelnik wyższy, ale mi Sikora nie powiedział. Przy wciągnięciu przez pierwszego naczelnika do stowarzyszenia złożył obwiniony przysięgę, przyczem naczelnik przestrzegł go przed zdradą. Roty przysięgi obwiniony sobie nie przypomina; powtarzał ją za naczelnikiem mniej więcej w te słowa: Przysięgam na Chrystusa ukrzyżowanego, że będę posłuszny przełożonemu i zdrady się nie dopuszczę, to jest zdrady osób.

 

Przew.: Na jaki sposób wyobrażał pan sobie popieranie oświaty i handlu, jako uczeń seminaryum?

O b w.: Miałem działać praktycznie jako nauczyciel.

 

Przew.: Czy były jeszcze inne jakie cele?

O b w.: Nie przypominam sobie.

 

Przew.: Dlaczegoż żądano przysięgi i tajemniczości na takie piękne cele, jak oświata ludu i podniesienie handlu.

O b w.: Nie wiem. - Dalej oskarżony opowiada, że zgromadzało się 7 do 8 uczestników i obwiniony miał odczyty o rolnictwie, o nawozie sztucznym.... o okulizowaniu drzew....

 

Przew.: Śmiech zbiera, dlaczego to miało być tajne stowarzyszenie?

Obwiniony milczy. Na żadne próby nie był wystawiany i wart nie odbywał; do ściągania podatku na cele stowarzyszenia nigdy nie był wysyłany poprzednio. Sikora przedstawił wyższego naczelnika obwinionemu i Cziżkowi w maju zeszłego roku w ogrodzie strzeleckim w Tarnowie; naczelnik nie był zamaskowany; rozmowa o sprawach patryotycznych trwała krótko. Do Tarnowa przybył obwiniony w listopadzie zeszłego roku, wezwany przez Sikorę w sprawach stowarzyszenia; po przybyciu spotkał się z Sikorą i wtedy w obec obwinionego i Cziżka wyjął Sikora pisany rozkaz i odczytał go. Rozkaz polecał udanie się do p. Goetza i ściągnięcie podatku narodowego, którego wysokość nie była oznaczona. U dołu rozkazu była pieczęć. Obwiniony został później mianowany osobnym dekretem porucznikiem żandarmeryi.

 

Przew.: Jakie były cele żandarmeryi? Cóż było w dekrecie nominacyjnym?

O b w.: O celach i zadaniach żandarmeryi miałem się później dowiedzieć. Dekret zawierał krótką nominacyę i pieczęć. W rozkazie byli wymienieni Sikora, obwiniony i Cziżek, jako ci, którzy mają ściągnąć podatek. Sikora wręczył obwinionemu i Cziżkowi rewolwery i powiedział, że są nabite. Cziżek, pisząc do obwinionego, ażeby przyjechał do Tarnowa, polecił mu zabrać ze sobą sztylet.

Wreszcie obwiniony Antoni Kędzior opowiada scenę w Okocimiu; jego zadaniem było towarzyszyć Sikorze, a gdyby p. Goetz pieniędzy dać nie chciał, odebrać od niego przysięgę, iż nikomu o tem nie powie, a gdyby przysięgi złożyć nie chciał, zagrozić mu rewolwerami. Gdyby był nie złożył przysięgi, byliby odeszli.

 

Przew.: I cała misya byłaby się nieudała, nie byłoby ani pieniędzy, ani przysięgi. Czyście byli przy zdrowych zmysłach, gdyście rzecz tak układali, jak opowiadacie?

 

Obwiniony zeznaje tak cicho, że prawie nie słychać jego głosu. Przy zeznaniu jego nie jest obecny oskarżony Sikora. Rozmowę z p. Goetzem opowiada oskarżony tak samo, jak Sikora. Obiwiony nie wpuścił Narzymskiego do kancelaryi; wstrzymał też wychodzącego Goetza słowy, aby nie wychodził, bo może być nieszczęście. Wtedy obwiniony zapytał Sikory oczyma, czy ma zagrozić p. Goetzowi rewolwerem. Sikora przyzwolił i zaraz obwiniony wyciągnął rewolwer; był bardzo poruszony, a wtedy pochwycił go z tyłu Narzymski. Rewolwer był zamknięty i obwiniony nie próbował strzelać. Mocowanie się z Narzymskim trwało jakiś czas, dopóki nie nadbiegła pomoc Narzymskiemu. Sikora dając obwinionemu rewolwer, powiedział, że jest zepsuty.

 

Przew.: Skąd on o tem wiedział, skoro rewolwery otrzymał od wyższego naczelnika ?

O b w.: Tego nie wiem.

 

Przew.: Dlaczego pan w śledztwie zaprzeczał należeniu do tajnego stowarzyszenia?

O b w.: Nie chciałem wyjawić stowarzyszenia, ale skoro Cziżek przyznał istnienie tajnego stowarzyszenia, to dziś już nie można tego ukryć.

 

Przew.: Więc pan wolał zakryć istnienie tajnego stowarzyszenia, a przyznać się do zbrodni, które zasługują na większą bez porównania kare?

O b w.: Tak jest, wolałem, powodowany przysięgą.

 

Na pytanie prokuratora, odpowiada obwiniony, że do p. Goetza iść musiał na podstawie rozkazu; gdyby tego nie uczynił, byłby shańbiony.

 

Prok.: Więc pan nie uważał za zdrożne iść z rewolwerem w ręku i domagać się pieniędzy?

 

Obrońca dr. L e w i c k i protestuje przeciw takiemu pytaniu.

 

Na pytanie obrońcy dr. Lewickiego odpowiada obwiniony, że celem istnienia kółka była praca nad własnem wykształceniem; odczyty miewali także inni członkowie - nie wolno mu wszakże powiedzieć, na jaki temat były te odczyty.

 

Obrońca dr. Lewicki: Dlaczego pan powiedział w śledztwie, że poszliście do p. Goetza dla spełnienia rabunku, w celu własnej korzyści.

O b w.: Idąc do p. Goetza, umówiliśmy się z Sikorą, że na wypadek aresztowania powiemy, iż chcieliśmy uzyskać pieniądze na własne cele, ażeby zakryć istnienie tajnego stowarzyszenia. Zjazd, koleżeński nie miał związku ze sprawą Goetza; na zjezdzie tym obwiniony miał odczyt o potrzebie moralnego podniesienia stanu nauczycielskiego.

 

Na zapytanie adwokata dr. S z a l a y a czy przypomina sobie urządzany teatr amatorski w Tarnowie i jakie role grał tam Cziżek? - odpowiada Kędzior: Rolę czarnego charakteru, zdrajcy.

 

Nastąpiło przesłuchanie trzeciego obwinionego Józefa Cziżka w nieobecności Sikory i Kędziora. Obwiniony, który mówi bardzo cicho i nieśmiało, przyznaje się, że źle  zrobił, że się wdał z współobwinionymi. Gdyby był wiedział, kto jest Sikora i Kędzior, byłby się z nimi nie wdawał i nie należał do stowarzyszenia, którego cel jest zły. Do tego stowarzyszenia wciągnięty został przez Sikorę w roku 1898; wtedy Sikora był w V. klasie. Jako cel stowarzyszenia przedstawił Sikora podniesienie oświaty, dobrobytu, handlu i przemysłu; objaśnił go, że każdy członek musi być przełożonemu posłusznym, że członkowie się nie znają między sobą, a zdrajcy grozi kara śmierci.

 

Przew.  Nie zwrócił pan na to uwagi, dlaczego tak szlachetne stowarzyszenie miało być utrzymywane w tajemnicy i że groziła kara śmierci za wyjawienie jego niewinnych celów.

O b w.: Nad tem się nie zastanawiałem. Statutów pisanych nie było; każdy członek uczył się na pamięć praw i obowiązków, dyktowanych przez naczelnika. §.1 mówił, że zdrada naczelników lub organizacyi pociągała karę śmierci; §. 2 mówił o zdradzie mimowolnej.

 

Przew.: Ale do czego dążył statut. Cel jaki?

O b w.: Dźwignięcie ojczyzny z upadku.

 

Przew.: To jest frazes. - Za pomocą jakich środków miało to nastąpić?

O b w.: Za pomocą dźwignięcia oświaty, handlu, przemysłu, odczytów i t. d. Obwiniony złożył przysięgę w ręce Sikory w dniu, w którym go wciągnął do stowarzyszenia. Rotę przysięgi czytał mu Sikora. Rota brzmiała: „Ja N. N. przysięgam Bogu Wszechmocnemu, w Trójcy jedynemu, na Matkę Boską, Królowę Polski, że o stowarzyszeniu i  członkach jego nic nie powiem. Tak mi dopomóż Panie Boże i święty Krzyż". Obwiniony wykonywał czaty, przypatrywał się ludziom przechodzącym; odprawiał warty w lesie, w odludnych miejscach, raz z nabitym rewolwerem.

 

Przew.: Po coś tam pan stał?

O b w.: Sikora polecił mi, żebym tam stał i ludziom się przypatrywał; była to próba posłuszeństwa. Z członków stowarzyszenia poznał obwiniony tylko Kędziora. - Dnia 23 października z. r. otrzymał obwiniony list z wezwaniem od Sikory, aby przyjechał do Tarnowa po zegarek. Gdy obwiniony odpowiedział, że jeżeliby tylko szło o zegarek, to nie przyjedzie, otrzymał ponowne wezwanie, aby przyjechał; Sikora dodał, że w takich wypadkach nie umie żartować.

O wyprawie do Okocimia dowiedział się Cziżek dopiero w drodze z Tarnowa do Bogumiłowic; wtedy Sikora wydobył rewolwery, rozdał je i wydał rozporządzenia szczegółowe. Sikora polecił Kędziorowi, na wypadek, gdyby Goetz pieniędzy nie dał i przysięgi nie złożył, zostać przy nim z rewolwerem i dać czas Sikorze i Cziżkowi do ucieczki; potem miał zastrzelić Goetza. Obwinionemu zaś Cziżkowi powiedział Sikora: tyś nam niepotrzebny, ale skoroś przyszedł, to zostań w restauracyi i czekaj na nas. Obwiniony z restauracyi wyszedł w pole i po chwili ujrzał uciekającego Sikorę, od którego dowiedział się, że wyprawa źle się skończyła. Po powrocie do Tarnowa, obwiniony został na drugi dzień aresztowany. W czerwcu 1900 r. obwiniony był przedstawiony „wyższemu naczelnikowi" w mieszkaniu Stylińskiego. - Ten naczelnik był w czarnym surducie, z maską na twarzy. z „naczelnikiem" nic obwiniony nie rozmawiał.

 

Przew.: Czy pan wierzył, że to rzeczywiście zwierzchnik.

O b w.: Wierzyłem.

 

Przew.: Dlaczego pan się nie cofnął przed wyprawą. do Okocimia.

O b w.: Chciałem się cofnąć, ale obawiałem się o własne życie, gdybym był Sikorze nieposłuszny.

 

Obwiniony podtrzymuje dalej zeznania swoje w śledztwie, że padł ofiarą oszustów. Wszak celem idealnego stowarzyszenia, nie mogło być napadania i mordowanie. Ich celem nie mogło być podniesienie oświaty, ale zdobycie pieniędzy dla siebie i obwiniony w tę sprawę został mimo woli wciągnięty. W grudniu r. 1898 obwiniony z polecenia Sikory był u p. Goetza celem ściągnięcia pół procentowego na skarb narodowy podatku; ale wyprawa spełzła na niczem, p. Goetz pieniędzy nie dał. Przed wyprawą ówczesną ocenili Goetza na 6 milionów. Obwiniony przedstawił się, jako wysłannik rządu narodowego, ale Goetz odparł, że takiego rządu nie zna. Sikora był niezadowolony z rezultatu wyprawy.

 

Na pytanie p. prokuratora, odpowiada obwiniony, że nie widział, ażeby Sikora jakie pieczęcie wrzucił do wody.

 

Na zapytanie adwokata dr. S z a l a y a  odpowiada obwiniony, że obawia się, iż zostanie zamordowany z powodu, że zdradził istnienie tajnego stowarzyszenia.

 

Po godzinie 3 po południu rozprawę odroczono do dzisiaj.

 

Kraków, 27 lutego. (Telefonem.) Dzisiejsza rozprawa rozpoczęła się o godz. 9.15 rano. Na sali jawią się świadkowie. Po ich odejściu przewodniczący i obrońca stawiają pytania oskarżonemu Cziżkowi. Opowiada on, że Sikora pokazywał mu statuta stowarzyszenia, które mogły zawierać mniej więcej 12 paragrafów. O ile sobie przypomina, była w nich mowa o posłuszeństwie, o szanowaniu zdrowia i t. d. Cel stowarzyszenia uważał za szlachetny. Treść statutu odczytanego w śledztwie zgadza się z tem, co mu dziś odczytano. Dalej zeznaje Cziżek, że miał zamiar wyjechania do Ameryki i wyjawił to Sikorze, który mu odradzał, tłumacząc, że nie możnaby nad nim (Cziżkiem) mieć wówczas kontroli. Słowa wypowiedziane wczoraj, że padł ofiarą oszustwa, zrozumiał w ten sposób, że także inni obwinieni zostali omamieni. O istnieniu „przełożonego" wiedział tyle tylko, że go przedstawiono jakiejś zamaskowanej osobie, jako przełożonemu; oskarżony nie mówił nic z tym „przełożonym". W zjeździe koleżeńskim brali udział sami młodzi nauczyciele. Kędzior przemawiał wtedy o szanowaniu godności osobistej, o unikaniu wdawania się z ludźmi niżej położonymi. Po zjeździe udali się wszyscy uczestnicy na cmentarz, na groby poległych w 1863 r.; zrobili też składkę na gimnazyum cieszyńskie.

- W dzień faktu dopiero o 9 godzinie dowiedział się o planie, przedewszystkiem o tem, że pieszo pójdą do Bogumiłowic. Kędzior powiedział mu, że najprzód przenocują u Styliliskiego.

 

Osk. Styliński nie poczuwa się do winy. W maju z. r. ukończył seminaryum, ponieważ nie czuł się zdrów i był wątłego zdrowia, porzucił zawód nauczycielski i wstąpił do zakładu szwagra, nożownika w Tarnowie. Z obwinionymi Styliński nie korespondował. Zjazd koleżeński urządził w tym celu, aby się koledzy z sobą widzieli i pogadali. Profesorowie byli zaproszeni, ale żaden nieprzybył, bo przyjechało bardzo mało uczestników. Przyznaje, że w śledztwie taił i wypierał się, jakoby trzej inni obwinieni u niego nocowali, a to dla tego, bo nie jest prawnikiem, a radzono mu tak się zachować, twierdząc, że w ten sposób „wykręci się". Nic jednak nie wiedział o zmowie, ani o tem, w jakim celu u niego koledzy nocowali. O pół do ósmej rano zbudził się, ubrał się w zwykłe ubranie robotnicze i nie zauważył braku ubrania, które wziął Sikora, ani też braku paltota, bo nie ubierał ich. Dopiero gdy w południe przyszedł do domu, zauważył na kufrze, przykryte czemś innem, ubranie studenckie Sikory. Był w restauracyi u Kampfa, wszyscy czterej byli w restauracyi Kołodziejskiego. Twierdzi, że nie zatrzymywał Cziżka w tym celu, aby Kędzior mógł się z Sikorą porozumieć.

 

Dalej zeznaje Styliński, że miał wyjechać do Ameryki, celem wykształcenia się w swym zawodzie. Cziżka do wyjazdu nie namawiał, ale mówił z nim o tem. Nie wie, kto by był w mieszkaniu jego podczas jego nieobecności. Klucz zostawiał w schowkach na schodach, o czem koledzy mogli wiedzieć.

 

O godzinie trzy kwadranse na 11 wprowadzono do sali innych obwinionych. W obec nich przyznaje, że owego wieczora wręczył kolegom rewolwery, których miał 3. Wystosowano jeszcze kilka zapytań do obwinionych; po polemice między obrońcami w sprawie pobudek czynu, rozpoczęło się przesłuchiwanie p. G o e t z a, który zaprzysiężony zeznawał blisko przez godzinę.

 

W południe zarządzono przerwę.

 

źródło: Gazeta Lwowska, 28 lutego 1901 r. nr. 48 str. 4 (pisownia oryginalna)


Przesłuchanie barona Jana Goetza i innych świadków


Mowy końcowe prokuratora i obrońców


Ogłoszenie wyroku


Przed trybunałem kasacyjnym w Wiedniu


Rozprawy apelacyjne (Sprawa Kędziora) - ostateczne zamknięcie procesu