Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Zmarł Profesor Mieczysław Dyląg  (bap)  2019-05-17

Zmarł Profesor Mieczysław Dyląg

15 maja 2019 roku odszedł Pan Profesor Mieczysław Dyląg - emerytowany Nauczyciel matematyki w Zespole Szkół Ekonomicznych w Brzesku. W  szkole tej pracował w latach 1954 - 1991.

Nabożeństwo żałobne odprawione zostanie w kosciele w Szczurowej w dniu 18 maja (sobota) o giodz. 13.00. Różaniec odbędzie sie w kaplicy o godz. 12.30.



Najpiękniejsze lata życia

W brzeskim ekonomiku przepracował ponad 30 lat, nauczając przedmiotów ścisłych kolejne roczniki. W rozmowie z Kościołem nad Uszwicą Mieczysław Dyląg wspomina, że aby pracować w Brzesku, wszedł w konflikt z prawem. Zdradza też, jaką rolę w integracji Ekonomika z LO odegrał brzeski Pawilon.

Pochodzi pan z okolic Nowego Wiśnicza. Jak trafił pan do Brzeska?

W czasie, kiedy kończyłem studia, obowiązywały tzw. nakazy pracy trafialiśmy do pracy w miejsca, gdzie kierowała nad władza, a nie tam, gdzie chcielibyśmy pracować. Doszło w związku z tym, do pewnych moich konfliktów z prawem i oświatą. Ja dostałem skierowanie do Białegostoku. Kiedy dojechałem na miejsce, okazało się, że nie będę miał etatu w samym Białymstoku, tylko gdzieś na prowincji, blisko granicy z Litwą. Kolega, który pół roku wcześniej też dostał nakaz pracy w Białymstoku, tylko że w samym mieście, powiedział mi: Mietek, uciekaj stąd, bo jak cię ulokują gdzieś na głębokiej prowincji, to tam zimą wilki do okien zaglądają. Ale ja miałem poważniejsze problemy, gdyż miałem mamę w Leksandrowej, koło Wiśnicza. Mama prowadziła malutkie gospodarstwo, w którym potrzebowała pomocy. W związku z tym musiałem mieć pracę gdzieś blisko, żeby móc każdą wolną chwilę poświęcić na pomoc dla niej. W związku z tym, nie rozpakowując bagaży, przeadresowałem je z powrotem do Bochni i wróciłem, jak gdyby nigdy nic.

Przez parę miesięcy Białystok nie upominał się o mnie. Dopiero później zaczęły przychodzić upomnienia, ale ja już miałem wtedy pracę. Otóż kolega ze studiów zawiadomił mnie, że w Brzesku jest prawdopodobnie wolny etat. Pojechałem na drugi dzień. Okazało się, że były dwa wolne etaty, ale jeden jest już zajęty. Niestety, zajęta była posada nauczyciela matematyki. Zostało do obsadzenia stanowisko nauczyciela fizyki i chemii i na ten etat się zdecydowałem.

Pracował pan w Ekonomiku ponad 30 lat. Jak zmieniła się szkoła przez te wszystkie lata? Na przykład, jeśli chodzi o podejście do uczniów, czy o samych uczniów ...

Przez cały ten czas mówiło się o Liceum Ekonomicznym, pół żartem, pół serio, że to babiniec. Jakoś tak się składało, że głównie dziewczyny uczęszczały do tej szkoły, a chłopców mieliśmy w klasach po kilku. Chłopcy mało się interesowali wtedy ekonomiką.

A jakie jest pana najlepsze wspomnienie ze szkoły?

Wspomnień jest tysiące. Ale jeśli miałbym wybrać jedno Może moje pierwsze mieszkanie w Brzesku. W czasach, gdy podjąłem pracę w szkole, bardzo ciężko było o mieszkanie, więc dyrektor Bal umieścił mnie i kolegę, który ubiegł mnie w staraniach o etat z matematyki w niewielkim pomieszczeniu szkolnym w Pałacu Goetza. Mieliśmy tam jeden pokoik, korytarzyk i zaplecze kuchenne. Cały ten apartamencik miał może z dwadzieścia parę metrów kwadratowych powierzchni, ale był w pałacu, po sąsiedzku kancelarii. Wieczorem odkładało się dziennik w jednym pomieszczeniu, a pięć metrów dalej były drzwi do naszego mieszkania. Rano do pracy też miałem bardzo blisko.

Zresztą wówczas w Pałacu było mnóstwo lokatorów. Wielu nauczycieli z ogólniaka też tam mieszkało, więc miałem od razu towarzystwo na wieczór. Zazwyczaj kończyliśmy wszyscy pracę w godzinach popołudniowych i spotykaliśmy się wieczorem.

Spotkałem się kiedyś z opinią, że w Ekonomiku panował większy rygor niż w Ogólniaku. Zgodziłby się pan z tym?

Rygor? Nie nazwałbym tego w ten sposób. U nas panowała zawsze taka atmosfera przyjacielsko rodzinna. Byliśmy bardzo maleńką szkołą. Jak zacząłem pracować, to mieliśmy dopiero pięć oddziałów, Ogólniak był dużo większy. Nauczyciele, którzy wtedy pracowali, byli ze sobą bardziej zżyci. Spotykaliśmy się nie tylko służbowo, ale i towarzysko. Parę kroków od szkoły był przecież Pawilon, słynna restauracja brzeska. Jak przyjeżdżali do Brzeska rozmaici dygnitarze, to gdzie szli na kolację? - Do Pawilonu. Gdzie po ciężkim dniu pracy udawali się nauczyciele  z Technikum Ekonomicznego i Liceum Ogólnokształcącego? do Pawilonu.

Jak układały się relacje tych dwóch szkół średnich, które funkcjonowały w jednym budynku? Bardziej współpraca, czy rywalizacja?

Ani współpraca, ani rywalizacja. My mieliśmy swoją pracę, oni mieli swoją, mieliśmy różne programy i nasza praca się właściwie nie zazębiała. Z nauczycielami z LO utrzymywaliśmy relacje głównie przyjacielskie i towarzyskie.

Natomiast tarcia były, ale między dyrekcjami szkół. O co? O teren. Każdej szkole potrzebne były sale lekcyjne. W pewnym momencie Pałac zaczął być za ciasny dla obydwu szkół. Zaczęły się pojawiać głosy, że trzeba usunąć lokatorów, to się wtedy przejmie sale. Tak, jak mówiłem, w latach 60 tych w Pałacu mieszkało wielu nauczycieli. Mieli tam dach nad głową, cały budynek był ogrzewany, więc się tam mieszkało bardzo przyjemnie. Usunięcie tych ludzi wiązałoby się z tym, że trzeba by im zapewnić mieszkanie, a to już było poza zasięgiem szkoły, więc była w to wmieszana lokalna władza.

I kiedy nasi dyrektorzy kłócili się o salę, to byliśmy w jakiś sposób, z nauczycielami ogólniaka po przeciwnych stronach. Ale kiedy spór się zakończył szliśmy do Pawilonu.

A teraz taka rzecz, która mnie zawsze intrygowała. Obecnie często słyszymy narzekania pt. Ach ta dzisiejsza młodzież. Dawniej też się tak narzekało?

Zawsze się narzekało na młodzież ze szkoły podstawowej, że jest słabo przygotowana. Na uniwersytetach narzekali, że szkoły średnie słabo przygotowują na studia i myślę, że to jest naturalne. Zawsze chciałoby się, żeby uczeń był jak najlepiej przygotowany, bo wtedy i praca nauczyciela jest łatwiejsza. Natomiast mieliśmy młodzież w większości bardzo pracowitą, która co mogła, to robiła, żeby nadrobić ewentualne zaległości i przygotować się dobrze do matury.

Jeśli chodzi o kłopoty wychowawcze, to w zasadzie nie mieliśmy ich. Do Ekonomika uczęszczała głównie młodzież wiejska i była to młodzież bardzo grzeczna. Z tego co wiem, w Ogólniaku zdarzały się pojedyncze wybryki, ale nie były one bardzo poważne. Słyszeliśmy często jaka trudna młodzież jest np. na Śląsku, ale jeżeli chodzi o Brzesko, to tu był zawsze spokój. Mieliśmy naprawdę dobrą młodzież.

Czyli dobrze wspomina pan czas spędzony w ekonomiku?

Oczywiście. To były najpiękniejsze lata mojego życia.

Rozmawiał Grzegorz

źródło: Kosciół nad Uszwicą, marzec 2018


comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2020 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com