Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Bogaci i biedni, wielcy i mali  (Okiem Zofii Mantyki)  2021-05-16

Okiem Zofii Mantyki

Bogaci i biedni, wielcy i mali

Jak świat światem od zawsze byli bogaci i biedni, mądrzejsi i głupsi, wielcy i mali - ot jedność przeciwieństw. Wprawdzie „droga w dół i w górę jest jedna”, ale trudność w jej pokonaniu nie jest jedna. Nierówność czy inaczej niesprawiedliwość to nieodłączny atrybut istnienia. Dlaczego świat jest tak zaprojektowany, że ludzie dzielą się na tych, którzy: „strzygą” i tych, którzy są „strzyżeni”? I wcale nie o usługi fryzjerskie tu chodzi. Moralitety o sprawiedliwości to towarzyszące ludzkości utopijne opowiastki. Byt niewolnika, chłopa pańszczyźnianego, proletariackiego robotnika, czy wreszcie prekariusza wraz z rozwojem cywilizacji ewoluuje, stąd znośność życia staje się znośniejsza. Bajanie, że ludzie mają być równi, wolni i szczęśliwi to hippisowskie brednie naćpanych, lewicowych i „prawicowych” pięknoduchów. Demokracja czy dosadniej „dupokracja” jest marketingowym opakowaniem plastykowych owoców.

Poczciwy dziadunio Marks zauważył, że świat rozwija się dzięki „wartości dodatkowej” powstałej w wyniku wyzysku. Pozyskany z wyzysku zysk udanie zainwestowany nakręca kolejny zysk i tak to się miło kręci. Równość jest sprzeczna z atawistyczną potrzebą dominacji mającej ukazać bliźnim, że jest się od nich lepszym. Gromadzenie dóbr – poza tymi niezbędnymi do egzystencji – to realizacja owej potrzeby. Nikt nie jest wolny od tej przypadłości, nawet bogobojni chasydzi, mułłowie, amisze, mnisi i inni gorliwi wyznawcy religii - oczekując na apanaże… po śmierci, nie dopuszczają myśli, by niewierni zdołali „przecisnąć się przez ucho igielne” i znaleźli się w symbolicznych 144 tysiącach zbawionych. Organizacja społeczeństw to łańcuch reguł zapewniający „strzyżenie poddanych”. Socjalne zdobycze są jedynie przykrą konsekwencją kompromisu, na który od czasu do czasu idą „strzyżący”, by zbuntowane „owieczki” nie rozpieprzyły im systemu.

Wielcy świata, odgrywając spektakl „dobrego i złego policjanta”, urządzają katharsis w postaci wojen, aby – od czasu do czasu - przetrzebić stan ilościowy ludzkiej populacji i świetnie na tym zarobić. Dla uwznioślenia krwawych jatek wmawiają poddanym patriotyczne bzdety. Ginąc za Króla, Ojczyznę , Wiarę, czyli… „za słuszną sprawę”, mają być przekonani o swej bohaterskiej roli. Dozorujący rozwój wydarzeń gromko sławią ich patriotyczną postawę, powiększając z ukontentowaniem swoje zasoby. Tworzenie iluzji, że bogaci pozbawią się bogactwa na rzecz biednych to Himalaje hipokryzji. System podatkowy jest tak zgrabnie ustawiony, że najwyższe podatki płacą ludzie o relatywnie niższych dochodach, a giganci finansowi nie płacą prawie wcale. Tak było zawsze i jest - strzyżenie owieczek przebiegać ma bez zakłóceń w majestacie tworzonego „prawa”.

Biznesowi potentaci traktują ludzi jak towar, bo „śmierć jednej osoby to tragedia, a śmierć miliona to statystyka” i taka dewiza im przyświeca. Do realizacji celów służą im polityczni dworacy, którzy za możność przytulenia się do ich fortun omamiają „lud”, wmawiając mu, że… jest „suwerenem”. Populistyczne wnyki zastawiane są na naiwniaków wierzących, że dobra władza im pomaga – wyrównując nierówności! Lud jest tępy i zimny jak lód, więc to kupuje. „Jestem politykiem, a to oznacza, że jestem kłamcą i oszustem i gdy nie głaszczę dzieci po główkach, to kradnę im cukierki”. Rolą polityków jest wmawianie wyborcom, że składane obietnice mają poprawić życie. A tak naprawdę zależy im tylko na jednym: na władzy i pieniądzach. Nieliczni miłośnicy Szwejka czy Yossariana mający swoją filozofię, nie wierzą panującym dobrodziejom. „Czemuś biedny boś głupi, a czemuś głupi boś biedny”. Tylko skończony idiota może wierzyć w trąbione ludowładztwo, równość, sprawiedliwość czy w bezinteresowność złotoustych altruistów i obłudnych „sojuszników”.

Patrząc na mapę widać jasno, że jako Polacy mamy przechlapane, a prężenie muskułów naszych „mężów stanu” jest żałosne. Miraż „Międzymorza” w obecnych realiach to infantylny sen lewitujących paranoików. Nie jesteśmy wielcy, jesteśmy mali, żeby nie wiem jak głośno „drzeć gumiora”. Dla jankesów i świata finansjery jesteśmy mięsem armatnim, takim samym jakim byliśmy dla sowietów w Układzie Warszawskim. Świat jest niesprawiedliwy i od epoki kamienia łupanego nic się w tym zakresie nie zmieniło, silniejszy łoi i wyzyskuje słabszego. Do kogo mieć o to pretensje? Dotąd, dokąd perpetuum mobile nie jest możliwe - pojęcie równości i sprawiedliwości pozostaje fikcją.

Sąsiad zwrócił mi uwagę na postać Karola Jaroszyńskiego, o którym – co przyznaję z zawstydzeniem – nic nie wiedziałem. Był to krezus, coś jak Soros czy inny Gates. Jego talent, rozliczne kontakty i koneksje na carskim dworze sprawiały, że inwestował w udane przedsięwzięcia w całej Europie. Miał przy tym fart niczym „gdański elektryk w totolotku”, przedstawcie sobie Państwo, że „rozbił kasyno w Monte Carlo” i wygrał – bagatela - równowartość blisko 800 kg złota! W swoich biznesowych kalkulacjach pozwalał sobie czasem na zdumiewające, idealistyczne kaprysy. Sfinansował Dom i Klub Młodzieży Polskiej „Zgoda” w Petersburgu, gdzie znalazły siedzibę Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” i piłsudczykowska Polska Organizacja Wojskowa. Ufundował budowę Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a w latach 1921 – 1922 doradzał w sprawach finansowych Naczelnikowi Państwa Józefowi Piłsudskiemu. Jak przystało na gościa z idealistycznymi zakusami skończył jako „golas”.

W „demokracjach” – a jakże inaczej – panuje sztywna hierarchiczność, począwszy od „ciał kolegialnych”, poprzez służby mundurowe i organizacje religijne. Feudalne relacje opakowywane są w gustowne slogany. Od zawsze był i jest „Pan i cham” - to maksyma stara jak świat. Pan ma władzę i pyszni się swymi walorami, a cham mu zazdrości, tak było, jest i będzie. Próby zmiany tego stanu rzeczy to zawracanie nurtu rzeki w nadziei, że woda popłynie pod górę. Hierarchia i kult „troszczącej się” o „owieczki” władzy, zupełnie nie kłócą się z „demokracją”, bo… „proletariat zajada kawior ustami swoich przedstawicieli”. Ludziska zawistnie złorzecząc burżujom, jednocześnie nie wyobrażają sobie bez nich życia. Zainteresowanie jakie towarzyszyło pogrzebowi księcia Filipa znakomicie to ilustruje. Jak kania dżdżu potrzebujemy tych „na świecznikach”, którym można zazdrościć, że los obdarzył ich fortuną i biblijnymi talentami.

Nasi politycy stawiają na młodych, stąd tworzenie przez Ordo Iuris nowej „uczelni” Collegium Intermarium i ustawa o radach młodzieżowych na wszystkich stopniach samorządu. Wprawdzie rachityczne rady na szczeblu gmin miauczą od dawna, ale teraz ma nastąpić ofensywa. Młodzież jest antysystemowa i to trzeba zmienić! Uchwalenie ustawy jest tryumfem demokracji i niejednemu parlamentarzyście łza się w oku zakręciła na samo wspomnienie ZMP, ZMW, ZMS czy SZSP. „Wicie, rozumicie, stopień zaangażowania młodych jest mały, trzeba poprawić pracę na tym odcinku”. Wyryte w skale hasło „Partia z młodzieżą, młodzież z partią” wraca, podobnie jak powracają inne relikty czasów słusznie minionych. Rady mieć będą – za przeproszeniem – „tyle do gadania, co Żyd w getcie”, ale rzecz nie w tym. Chodzi o to, aby stworzyć pozory i… „kuźnię kadr” formatujących oddanych działaczy o odpowiednio zrytym mózgowiu. Przed nami „Nowy Ład”, przepraszam „Polski Ład” z którego mamy być dumni.

Niesforny felietonista rzeszowskich „Nowin”, autor cyklu „do góry dnem” uwierzył, że przejęcie gazet lokalnych przez PKN Orlen to zabieg biznesowy. W felietonie dworował sobie z sytuacji w jakiej znalazła się gazeta. W efekcie dworowania wylądował… na dworze, czy jak kto woli na bruku. Dużo mniej szczęścia miał inny dowcipniś, konkretnie dyrygent chóru w Korei Północnej, który wyraził wątpliwość co do jakości imprezy uświetniającej urodziny „największego demokraty”. Biedak został rozstrzelany, śmiało można rzec, że mają tam demokrację „wystrzałową”. Wystrzałowe są imprezy „obdarowywania” beneficjentów planszami-czekami, gdzie poczciwi „darczyńcy” jak Pyzdra Kwiczałowi rozdają nie swoją miedzę. Sąsiad przesłał mi tekst Eduardo Galeano: „Żyjemy w świecie, w którym pogrzeb jest ważniejszy od zmarłego, wesele ważniejsze od miłości, wygląd od intelektu. Żyjemy w kulturze opakowań, która gardzi zawartością”. Opakowanie budzi wśród głupców nadzieję - „Nową nadzieję”.

Ryszard Ożóg

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2024 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com