Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Brzeskie didaskalia w krainie Alfreda Jarry'ego  (Okiem Zofii Mantyki)  2021-12-07

Okiem Zofii Mantyki

Brzeskie didaskalia w krainie Alfreda Jarry'ego

Dzieje się, oj dzieje i niech nikt nie pitoli, że się nie dzieje. Brzesko jest fajnym miejscem, stateczne i jakby uśpione, a jednocześnie próbujące wykrzyczeć: „Co wy tam sobie myślicie, myśmy nikomu spod ogona nie wypadli!”. To zasługa mieszkających, względnie stąd pochodzących, niebanalnych oryginałów. Poza niemałą liczbą przedstawicieli świata nauki, którzy rozjechali się po całym świecie, mamy całkiem pokaźną grupkę działaczy politycznych, robiących nietuzinkowe kariery. W ostatnim dwudziestoleciu „nasi ludzie” znaleźli się w Sejmiku Małopolskim, Sejmie, Senacie i Parlamencie Europejskim. Mieliśmy wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego - wprawdzie był to ten niesłuszny trybunał, ale… zawsze. Ile miasteczek może poszczycić się takimi postaciami? Również w dziedzinie szeroko pojętej kultury i sportu nie zasypiamy gruszek w popiele i co jakiś czas możemy się pochwalić udanym eventem, daleko wykraczającym poza skalę powiatową. Zdarzają się oczywiście i sytuacje, które nie wszystkim przypadają do gustu, ale - jak mawia mój sąsiad - „Są guściki i gusta, powiedział rolnik i pocałował krowę w usta”.

Nasza mentalność jest osobliwa i jak przystało na „typowy” topowy galicyjski gród, jesteśmy zwolennikami prawicowych ideologii, co wcale nie kłóci się z wybieraniem na samorządowe „trony” postaci umiarkowanie kojarzonych z „prawdziwą” prawicą. Natomiast w ilości imprez dających świadectwo żarliwej religijności - lokujemy się daleko powyżej średniej krajowej. I pomyśleć, że… jednocześnie brylowaliśmy w ilości donosów na bliźniego do służb skarbowych (sic!). Takie modus operandi nikomu specjalnie nie wadzi. Miłość i prawdomówność z jaką traktujemy się wzajem jest zgoła urzekająca. Imprezy upamiętniające losy ludzi wyznania mojżeszowego oraz podkreślanie ich znaczenia w historii miasta potwierdzają kunsztowną tolerancję. Dla równowagi happeningi dotyczące sytuacji osób LGBT są nieco kontestowane, pomimo że w niczym nie przypominają - obrzydliwych skąd inąd - „parad równości”. Performens wzorowany na znanej scenie z oscarowego filmu Felliniego „Słodkie życie” - z wejściem kobiety do fontanny, też nieco bulwersował. Autorów tego wydarzenia i nakręconego zeń filmiku nikt jednak nie sponiewierał. Tak więc lokujemy się tuż obok Rzymu czy Cortony, a precyzyjniej Castiglione Della Pescalla z tkliwego filmu „Pod słońcem Toskanii”.

Pomimo fali pandemii, ilość imprez mających za nic covidowe zagrożenia przyprawia o zawrót głowy. Gale sołtysów, zawody sportowe, wybory zarządów OSP, koncerty, jarmarki, kiermasze, liczne wizyty ministrów i posłów odwiedzających Brzesko dowodzą, że pandemia to... pogląd, a nie fakt obiektywny. Przy dziesiątkach tysięcy zachorowań i setkach zgonów dziennie… „spoko” – my żyjemy w bohaterskim kraju, gdzie życie toczy się własnym życiem. Ilość martwych nie martwi i tylko patrzeć, kiedy zostanie użyty termin „polegli” w walce z wirusem. Przedstawcie sobie Państwo, że w takiej ponurej Austrii roztrzęsione cykory ledwie zipią, żyjąc jak tykotki czy kołatki uparte, pozamykane na cztery spusty w swoich norkach. „Nie ma co walczyć z cechami narodowymi”- twierdzi pierwszy narciarz RP. Covida się nie boimy, rozkochani w wolnościowej niesubordynacji nie jesteśmy miękiszonami ulegającymi obcej propagandzie, niczym Ordon stoimy na gruncie polskiej wyjątkowości. Aby zbytnio świątecznego dnia nie zakłócić, zakłuć szczepionką „Dla Niepodległej” dało się 35 osób -  to dość wymowne. Pomimo - a może właśnie dlatego - patriotyczne uniesienia unoszą nas wysoko, jak uroczą pielęgniarkę Hunkową z czeskiego serialu „Szpital na peryferiach”.

W obliczu wrogów czających się na naszych granicach - mężnie trwamy! Chodzi oczywiście o granice państwa, a nie gminy czy powiatu. Obrońcy granic bezgranicznie się poświęcają i zdaniem sąsiada: „Przedstawiani są niczym Obrońcy Westerplatte, a rząd to nielicha rekonstrukcja przywódców narodu z 1939 roku z chwatem Rydzem Śmigłym na czele. Analogii do tamtej epoki jest sporo, gdy tylko rozbudujemy armię do 250 tysięcy, będziemy - silni, zwarci, gotowi”. Łza się w oku kręci, bowiem tworzy się szansa, byśmy znów mogli okazać niezłomność. Hardo stajemy między kałmuckimi watażkami a „IV Rzeszą Europejską”. Stojąc murem za polskim mundurem, sławiąc niespotykaną odwagę wiemy i nie wiemy, że broniący granicy, to nie są żołnierze z poboru, tylko…  mundurowi funkcjonariusze w pracy. To jest ich robota, owszem trudna i niebezpieczna, ale taki heroiczny zawód sobie wybrali. „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”. Co tu dużo gadać „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, ja z synowcem na czele… i jakoś tam będzie” – jak pisał wieszcz. Sąsiad ubolewa, że jako stypendysta ZUS-u już się raczej nie kwalifikuje, by przywdziać bryczesy i stanąć w szeregu. Jeśli o rekonstrukcjach i wspomnieniach mowa, to Kraków wyraźnie pozazdrościł Warszawie dejmkowskiej inscenizacji „Dziadów”, dokonując niebywale zuchwałej interpretacji mickiewiczowskiego dramatu.  

Dramat narodowy zyskał miano antynarodowego. Teatr im. J. Słowackiego ośmielił się nie schlebiać władzy, ba, aluzyjnie ją krytykuje! Toż to istny skandal. Tow. „Wiesław” wiedziałby, co z tym zrobić, a tu takie miękkie, „dziecinne” ograniczenia. Wstąpienie Polski do UE dla wielu było i jest przykre – zwłaszcza dla Rosji - stąd coraz głośniejsze okrzyki, byśmy się z tego klubu wypisali. Mesjanistyczni megalomani wiedzą, że naród polski jest wybrany do obrony chrześcijaństwa przed zachodnim neopogaństwem. To u nas, a nie w kosmopolitycznym Rzymie znajduje się mekka fidei defensor. Udatnie trafia to do przesiadujących przed ekranami telewizorów, które niczym Jutrzenka rozjaśniają im… mieszkania i umysły. Uczta dla duszy jaką gwarantuje TVP to błysk intelektualnego ukąszenia. Idea „szklanych domów” ziszcza się więc osobliwie, a marzenia wieszcza Adama, by książki zagościły pod strzechy, pozostały w sferze marzeń. Chociaż… „Pan Tadeusz” i „Soplica” oczekują na „przeczytanie” w większości domowych barków. No, ale jak tu się nie napić, gdy unijną komisarz – byłą Miss Word Malty - Helenę Dalli bodzie nazwa „Boże Narodzenie”, imię Maria jest dla niej passe,  woli Malikę, no w ostateczności Maję. Projekt komunikacji „inkluzywnej”, z której się chwilowo wycofała świadczy, że w „Eurokołchozie” z rozumkiem nietęgawo. Nie dziwota, że przez takie słodkie „blondynki” pani Le Pen robi w Polsce furorę.

Przy swej narodowej niezłomności jak gąbka wchłaniamy obce naleciałości: restauracje włoskie, wietnamskie, arabskie, walentynki, halloween, tylko patrzeć, a miejsce dożynkowego wieńca zajmie indyk ze świętem Dziękczynienia. „Polsko, lecz Ciebie błyskotkami łudzą. Pawiem narodów byłaś i papugą, a teraz jesteś służebnicą cudzą!”. Niemile miło brzmią te słowa, tylko… czy narodowy „czerep rubaszny” chce nam zdjąć, czy… założyć Dejaniry palącą koszulę? Czy przy rozszalałej globalizacji możliwe jest stworzenie zamkniętego skansenu? Może i nie jest niemożliwe, Korea Północna jakoś sobie radzi! Zasiadając do posiłku, spostrzegam na stole adwentowy wieniec - wymyślony w XIX stuleciu przez niemieckiego pastora Johanna Wicherna, zajadam się owocami morza śródziemnego, popijam argentyńskie wino szczepu Malbeck, czeskie piwo i indyjską herbatę. Meble mam fińskie, odzież hiszpańską, obuwie włoskie, sprzęt audio-video brytyjski, samochód japoński. Zamiast dawnych, jarmarcznych „pchlich targów” roi się od sklepów „U chińczyka”. Czy patrzę przez kaprawe, weneckie lustro, czy też ze mnie śliski patriota jest? Pieprzyć to, idę na lodowisko, przez całe życie lubiłem się „ślizgać”.

Ryszard Ożóg
comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com