Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Dariusz Dzierwa  ( ) 

Dzierwa Dariusz, wykształcenie techniczne. Urodził się 18 sierpnia 1966 roku w Krakowie, ale całe życie jest związany z Brzeskiem. We wstępie do tomiku wierszy "Świat Mojego Boga", tak pisze o sobie: "Tu spędziłem dzieciństwo i młodość, poznając miejskie zaułki i piękne okolice, położone wokół miasta. Pomimo trudnych czasów i zakrętów historii, jakich byłem świadkiem, udało mi się poznać wspaniałych ludzi, którym wiele zawdzięczam. To od nich uczyłem się, jak pięknie żyć, szanować religię, kochać Ojczyznę i nie tracić wiary w drugiego człowieka. Poezją zainteresowałem się dość wcześnie. Pamiętam z dzieciństwa, że kiedy wykonywałem laurki dla mamy, starałem się, aby były one upiększone własnoręcznie napisanym, krótkim wierszem. Prawdziwe zauroczenie poezją i nieśmiałe próby jej tworzenia przyszły nieco później, po zapoznaniu się z dorobkiem literackim polskich wieszczów narodowych."

Kilka wierszy z tomiku , wydanego w 2010 roku

Listopadowa prawda
W listopadzie Panie Boże tak trudno Cię kochać
Wiem że to wszystko nie tak wygląda jak sobie wyobrażam
Miała być radość z wielkich naszych świętych
I z tych co nikomu nieznani na świętość swoją czekają
Miała być radość a jest cisza
Bo jesień liście w smutek ozdobiła
Mgła poranna wciąż skrywa tajemnice widnokręgu
Jest krzyż mogiła i ta niepewność
W listopadzie Panie Boże tak trudno Cię kochać
Bo jak można wytłumaczyć dziecku nieobecność rodziców
Ciepłą łzę na policzku przy zapalaniu zniczy
I pytania dlaczego skoro i tak nikt na nie nie odpowiada
W listopadzie Panie Boże tak trudno Cię kochać
Wszystko na nowo trzeba zrozumieć i poukładać
Nie tak widzieć jak tego chce serce
Ale jak wiara cichym liści szelestem do ucha podpowiada

Zimowy pejzaż
Sypie biały śnieg
Biały puch rozniesiony po ulicach miasta
Lodowa sopla zwisa z anteny
Mróz biały artysta
Maluje na oknach zimowy pejzaż miasta
Z którego układam zimowe wiersze pejzaże

Noc
W namiotach bezsennej nocy
Czarne ćmy rozwiesiły swoje chorągwie
Na pochodniach głuchej ciszy czas poukładał długie minuty
W upiornym korowodzie cieni w nagich konarach drzew
Noc cicho przyszła na palcach a z nią smutek i lęk

W namiotach bezsennej nocy
Kosmate nietoperze dobijają się do zamkniętych okien
Księżyc cicho spowiada rzekę
Nad którą Charon wyprowadza swoje łodzie

W namiotach bezsennej nocy
Atomowe reaktory gwiazd wypalają ludzkie horoskopy
Po bezdrożach Mlecznej Drogi pędzą ogniste rydwany Heliosa 
Nocna cisza w jednej chwili zraniona promieniem wschodzącego słońca
Zamyka czarną księgę nocy
Kładąc na niej zachodzący Krzyż Południa

Warto żyć
Dopóki w piersiach starcza tchu
Dopóki żyć się chce
Dopóki spełniają się marzenia
Warto z losem bratać się na dobre i na złe
Wiarę w sobie mieć co przenosi góry
Za głosem serca w nieznane ciągle iść
Dzień kolejny przeżyć gasząc radość albo łzę
W mrokach nocy odkryć drogę do gwiazd
Najpiękniejszym ludzkim uczuciem miłością
Obdarować hojnie cały świat


Jesienna zaduma
Zwiędły liście tej jesieni i odeszły w białej mgle
Tak jak myśli tak jak słowa co wołają cię giną w białej mgle
Wszystko co początek ma nagle kończy się
Co jest więcej warte
Myśl ulotna pamięć krucha życia nić się rwąca
Czy ta z Bogiem o wieczności długa listopadowa rozmowa

Dzień Zaduszny
Dzień ten jest wyjątkowy i całkiem odmienny
Poznaję go po zapachu woskowych świec
Po tej białej jak kwiat chryzantemy listopadowej mgle
Kilka liter wykutych na kamieniu i krzyż
Ciągle bolące wspomnienia potrącają struny łez
Jest taki jeden wyjątkowy dzień
Znicz ogrzewa serce i duszę człowieka
Pamięć ulotna na chwilę o wszystkim znowu pamięta

Wolny jak ptak
Żyję sobie wolny jak ptak
Szczęśliwy tak
Niebo błękitne nad sobą mam
I wolną przestrzeń co zawiedzie mnie dokąd tylko będę chciał
Na ziemię błękitną będę patrzył z góry hen
Na ludzi na kwiaty i na mój rodzinny dom
Wiem że kiedyś moje skrzydła poniosą mnie wzwyż
Ponad obłoki gwiazdy galaktyki
Serce moje jednak pozostanie tu
Wolne jak ptak szczęśliwe tak

Wigilia 
Przychodzi do nas długo oczekiwana
Z pierwszą gwiazdą przyklejoną do grudniowego nieba
Z śniegiem prawdziwym po kolana
Z mrozem co chwyta za serce
Nawet tych którzy się nigdy nie wzruszają
Pękają między nami twarde lody obojętności
Jak w dłoniach kruche wigilijne opłatki
Puste miejsce przy stole
Dla tych co bliżej są nieba
Anioł swoimi włosami przyozdobił choinkę
I zaraz chce odejść bo bardzo spieszy się na pasterkę
W naszych kolędach na nowo rodzi się Bóg
Bezdomny wygnany z ludzkiego serca
Wigilijna magiczna szczęśliwa chwilo
Nie pozwól nam odejść w ciemną bezkresną noc
Noc w której nie byłoby narodzenia Bożego Syna


comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2024 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com