Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

„Dialogi na cztery nogi” z… sąsiadem  (Okiem Zofii Mantyki)  2022-07-26

Okiem Zofii Mantyki

„Dialogi na cztery nogi” z… sąsiadem

Starsi słuchacze radiowej „Trójki” zapewne pamiętają audycję satyryczną Friedmana i Kofty, w której niewydarzony docent dialogował z „prawdziwym” fachowcem. „Fachowcy”, gdyż tak się to badziewie nazywało, to były „dialogi na cztery nogi”, zaśmiecające eter, irytujące ludzi ceniących konkret. Niepotrzebne i bezsensowne rozmowy mantyczyły, meandrując zawile niczym Uszwica zmierzająca na spotkanie z Wisłą. Te porąbane skecze wyglądały mniej więcej tak:

– Czy nie uważasz, że ten deszcz koresponduje z jesienią?
– W każdym razie nie koliduje.
– O, tu się z tobą nie zgodzę.
– To przejdźmy tam.

– Ano zgoda. Czas, by wszystkie stany wspólny odnalazły język.
– A co, trzeba kogo lać?
– Bynajmniej nie w celu wspólnej agresji chcę się z wami pogodzić, mój dobry człowieku, ale arystokracja się wykrusza i brakuje nam czwartego do preferansa.
– A nam z kumem trzeciego do dupnika. We dwóch nudno i zadek boli.
– To przyjdźcie z kumem do nas na salony.

Dość niespodziewanie wpadł do mnie rozgorączkowany sąsiad i… od samego progu wypalił:

– Nie, nie, spokojnie… nie mam znowu covida, a wypieki na twarzy spowodowane są twoimi felietonami, które narażają właściciela portalu na polemikę z komentatorami. Biedny administrator musi się przez ciebie czerwienić i tłumaczyć.

– Fakt, dostarczam mu kłopotów, a felietony sprawiają ponoć, iż „portal schodzi na psy”. Mimo to, uparcie nadal je zamieszcza. Przechera, suicydent czy weredyk? Fascynujące jest i to, że w wielu poruszanych kwestiach ma daleko odmienne poglądy od moich.

–  Tematyka to jedno, ale forma? Twoje teksty upstrzone są aluzyjnymi wygibasami, zmuszającymi do kombinowania, „co ten zafajdany autor chciał powiedzieć”? Kłujące uszy, odbiegające od potocznego języka pozerskie słownictwo to „masakra”, a cytowanie wierszokletów, filozofów i innych jajogłowych popaprańców zamula tekst. Kogo normalnego, poza gromadką nadętych snobów, obchodzić może, co też te figury pitoliły. Chciałoby się za majstrem rzec: „Docent, nie teoretyzuj!”.

– Masz rację, niezborne to i dwuznaczne, taki purnonsensowy bigos. Zionie to sarkastycznym klimatem, może i kogoś bawi, ale nie wszystkim przypada do gustu. Kto chce – czyta, kto nie chce – nie czyta. Dziwne, że ktoś w ogóle ma ochotę się nad nimi pochylić i bodaj skrytykować. Ergo są czytane. Jeśli intrygują i wkurzają, to może… taka ich rola? Trudno dzisiaj o „prawdziwego” fachowca. Zofia Markowska zniknęła z portalu, „Niktważny” pojawia się incydentalnie, Teodor Kos czasem coś skrobnie, no i to tyle. Czy pojawi się jakiś prawdziwy, profesjonalny felietonista? Daj Boże. Swoją drogą, przymiotnik „prawdziwy” zrobił prawdziwie zawrotną karierę.

– A tak, to prawda. Na towarzyskim spotkaniu dowiedziałem się, że nie jestem prawdziwym dziadkiem. Przedstaw sobie, że jestem „mężem babci”, bo mam wnuczkę, a nie wnuka. Kompletnie zbaraniałem, ale to jeszcze nic. Idąc takim tokiem rozumowania, prawdziwym ojcem też nie jestem, gdyż nie mam syna tylko córkę. I tu się żarty kończą! Zachodzę w głowę, kto może być jej ojcem? Żona usilnie utrzymuje, że ja, ale jej pokrętne lawirowanie jest nielogiczne. Była przecież tak dumna z faktu, że jest „prawdziwą” babcią. Teraz jakby straciła rezon. Ale zaraz, zaraz, moment, a gdybyśmy nie mieli wnuczki tylko wnuka, to czy byłaby „prawdziwą” babcią? No nie, jasne… że nie! Zatem kim by była? Babcią surogatką? To ci dopiero wtopa. Czy nie są to, aby… genderowe wypowiedzi performatywne?

– Sąsiad! Musisz mnie małpować i używać słów, które nie są często używane?

– Przepraszam, tak mi się nieopacznie, głupawo wyrwało, a pomyśleć, że właściwie to chciałem tylko dać przykład, że można dawać przykład, a jak widać, z dawaniem przykładu bywa różnie. Bo można cytując na przykład profesora Jerzego Bralczyka: „Dać taki przykład na przykład, żeby z tego przykładu wziąć przykład. I zachować się potem tak przykładnie, by innym przykład dawać. I to byłby dobry przykład dawania dobrego przykładu. Dobry czyli trafny, dobrego, czyli godnego naśladowania”.

– No i teraz to ty zacytowałeś jakiegoś zadufanego pajaca, bawiącego się w lingwistyczne kalambury.

– Dość, dajmy już spokój, bo jak grzyby po deszczu zaczynają pojawiać się obcobrzmiące wyrazy, mogące wprawić w irytację „prawdziwych” Polaków. Dla nich ustalanie kto jest „prawdziwym” patriotą, dziadkiem czy babcią, to prawdziwie epistemologiczne dylematy.

– Pełna zgoda, lepiej nie wywoływać wilka z lasu i nie przyczyniać się do „nocnych rozmów Polaków”, by nie kończyły się one tak jak ów dialog profesorów z krakowskiej AGH. Niestety jeden drugiego unicestwił. I pomyśleć, że ci dwaj jowialni staruszkowie to naukowcy, najpewniej erudyci ze skłonnością do subtelnych dywagacji, a zachowali się gorzej niż – nie przymierzając - majster Maruszeczko.

– Faktycznie, ich dialog skończył się bardzo niekonwencjonalnie. Widzisz brachu, „tylko pozornie wizytę jest łatwiej złożyć niż namiot czy stolik turystyczny”. Nie czarujmy się, że prowadzone przez ludzi dialogi, to „Dialogi Platona”. Zdecydowanie częściej przypominają one „Dialogi Polskie”, czyli rozmowy prawdziwych Polaków z Gombrowiczem z krakowskiego teatru „Bagatela”.

– Popatrz, od 2013 roku beblamy na portalu niesforne banialuki, starzejąc się okrutnie, podagra, hipolibidemia, demencja i inne miłe przypadłości łaszą się do nas przyjaźnie. Mamy szczęście, że żyjemy już wystarczająco długo, stąd siwe włosy i zmarszczki przypominające szkody górnicze. Starość to szydercza frajda, iż można móc cieszyć się z faktu, że… nie jest się mucem. Piasku w klepsydrze coraz mniej, ale póki jeszcze jesteśmy, to czy nie możemy być trochę ekstrawaganccy? Ekscentrycznych „wujów Psujów” daleko mniej obchodzi, co też myślą o nich inni. Jako emeryci, mogą mieć na wszystko luzacko wywalone, bo przecież już nic nie muszą. Poza nieuchronną śmiercią niczego nie muszą się bać. Czy wśród wolności jest i wolność… bycia upierdliwym staruchem? A propos, pamiętasz fikuśny skecz Friedmana i Kofty?

– A jak nam wąsy odpadną, to co?
– Nalepimy dwie pary, pod spodem będziemy mieli drugie.
– A jak nam te drugie odpadną?
– To wszyscy obecni będą czekać, co nam jeszcze odpadnie, i będziemy ośrodkiem zainteresowania.

– Słuchaj, czy ta „nawijka” ma tłumaczyć, dlaczego twój felietonowy bigos bywa taki niestrawny?

– I tak, i nie. Oczywiście, że teksty są mydłkowato pretensjonalne i małostrawne. Widzisz, chodzi właśnie o to, aby różniły się od języka potocznego, który jest niestety szalenie ubogi, często wręcz prostacki. Położenie geopolityczne jest przekleństwem i dobrodziejstwem. Od stuleci żyjemy na styku kultur, stąd nasz język jest niesamowicie bogaty, wykwintnie subtelny, absorbujący przeróżne naleciałości. To skarbnica kultury i historii, niestety coraz bardziej zamknięta z uwagi na lansowanie miałkiej językowej bylejakości. Krzątając się przy felietonach, tendencyjnie faszeruję je wyrazami, których trudno szukać w uroczych tekstach disco polo. W poszukiwaniu określeń najwierniej oddających myśl, zerkam czasem do słownika, albo posiłkuję się cytatami cenionych ludzi pióra. W efekcie na stół trafia danie z pikantnymi wyrazami, oparte na przeterminowanych przepisach, a tym samym średnio smaczne. Szczęśliwie jednak Czytelnik zawsze ma możliwość wykreślić je ze swojej karty dań, aby uniknąć przykrych doznań i mdłości. To oczywiście nie to, co serwowany przez telewizję - choćby w programie „Strefa starcia” - wykwintny foie gras, jagnięcina w muszkatelu i czekoladowy sorbet z kieliszkiem armaniaku. Tam wszystko jest jasne, czytelne i miłe dla ucha.

– Komentujący zarzucają ci jeszcze, że nie atakujesz burmistrza, bo to twój kumpel.

– Znamy się i jak chcę mu nawrzucać, to bez ceregieli mogę to zrobić prosto w oczy. Na tym portalu większość piszących ostro go atakuje, zatem krytyki jego poczynań nie brakuje. Nigdy nie lubiłem tłoku, od dziecinnych lat starałem się uchodzić za oryginała i odstawać od kolektywu. W czasach studenckich, trochę grywałem w piłkę ręczną, trenerzy psioczyli, że jestem przypał i nazywali mnie egoistycznym sukinkotem. Brzmiało to o wiele dosadniej, ale nie chcę używać określeń stadionowego żargonu. Zakończmy ten zbzikowany dialog „Dziwną rymowanką” Jerzego Ficowskiego.

Pewien żarłok nienażarty
raz wygłodniał nie na żarty.
I wywiesił szyld na płocie,
że ochotę ma na płocie.
Tutaj na brak ryb narzeka,
bo daleko rybna rzeka.
Więc się zgłosił pewien żebrak
i rzekł żarłokowi, że brak
płoci, karpi oraz śledzi,
ale rzeki pilnie śledzi
i gdy tylko będzie w stanie,
to o świcie z łóżka wstanie,
po czym ruszy na Pomorze
i w zdobyciu ryb pomoże...
Odtąd żarłok nasz jedynie,
zamiast smacznych ryb je dynie. 

Ryszard Ożóg


comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2022 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com

-->