Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Nudno, ale ciekawie  (Okiem Zofii Mantyki)  2022-08-14

Okiem Zofii Mantyki

Nudno, ale ciekawie

Jest nudno, ale ciekawie - mawiał autor „Jeziora Bodeńskiego”, Stanisław Dygat. No właśnie, żyjemy w czasach, w których ludzie potwornie się… nudzą. W nieśpiesznym poszukiwaniu rozrywki walą tłumnie na imprezy pokroju „Lato, muzyka, zabawa. Wakacyjna trasa Dwójki”, „Roztańczony Narodowy”, czy „Festiwal Przebojów Weselnych”. Artystyczna jakość owych spędów ociera się o sufit wykwintności, sięgający… dna. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, wiadomo - „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. Telewizja lansując określony typ rozrywki, formatuje gusta. Przepis na sukces jest prosty niczym „poetyckie” teksty wyjękiwanych piosenek. Ma być szałowo, kolorowo, goło i wesoło. Linia melodyczna „utworów” disco polo oparta na finezji trzech akordów z rytmicznym umpa, umpa i wijące się roznegliżowane tancerki, wprawiają zauroczonych widzów w stan euforycznego orgazmu. Się dzieje, ma być swojsko, przaśnie, erotycznie i patriotycznie – w myśl znanej frazy „Nieźle w Warszawie, dobrze w Krakowie, ale najlepiej jest w Kopydłowie”. Poziom artystów, zbliżony do poziomu aktorów seriali telewizyjnych i „elokwentnych” polityków. Fascynujące, że zapatrzona w nich tłuszcza konsumuje te spektakle jak koń owies, łapczywie mlaskając z zachwytu. Słowa prezesa „Jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi” były prorocze. Azaliż koncept w tym, by samym sobie wyjaśnić samych siebie. Cóż za ciekawa homeostaza.

Pokolenie odbudowujące kraj z wojennej ruiny z rozrzewnieniem wspominało przedwojenną kulturę. Socrealizm z wszechwładną cenzurą tworzył orwellowską rzeczywistość. Proletariacka Nowa Huta, mająca spacyfikować reakcyjny Kraków, została przezeń zasymilowana i wchłonięta. Oświata i kultura miały wyhodować „nowego” człowieka, a wyszło całkowicie na odwrót. Cóż za paradoks – w państwie „dyktatury proletariatu” autorytetami stawali się renegaccy inteligenci szydzący z… dyktatury proletariatu. Lud – może i ciemny – średnio kupował propagandę przewodniej siły narodu. Ludzie tworzący kulturę stali się znakomitymi kontynuatorami przedwojennych tradycji teatru, literatury czy kabaretu. Pomimo cenzorskiego zamordyzmu, a może właśnie dzięki niemu, język inteligentnej aluzji stworzył specyficzną atmosferę niedomówienia, którą publiczność celnie wychwytywała. Ukryte paralele, zabawne zabawy w kotka i myszkę z cenzurą, satyra i humor stanowiły wentyl bezpieczeństwa, pomagający radzić sobie z bezprawiem i niesprawiedliwością. No tak, ale to były czasy, gdy w Polsce panowało bezprawie i niesprawiedliwość. Kabarety miały więc z czym walczyć, z kogo kpić i kogo ośmieszać, zupełnie inaczej niż teraz, gdy panuje prawo i sprawiedliwość.

W latach dziewięćdziesiątych po upadku „komuny” kabarety i cała kultura zaczęły ewidentnie „schodzić na psy”. Kabarety odnoszące się do tradycji literackich zostały wyparte przez spauperyzowane występy kabaretowe i polskie wersje zagranicznych „hitów”. Na scenie zagościła prostacka, monotonna szmira z kloacznym językiem i rozporkową tematyką. Inteligentny żart, został stłumiony przez głupi, prymitywny rechot. Nikogo nie bulwersowało, że „pierwszy milion trzeba ukraść”. Dewastacja szkolnictwa z koślawymi reformami edukacji dopełniła reszty. Kabaret – jak pisał A. Słonimski – „odsłania nasilającą się ordynarność i ponurość obyczajów, pozwalając jednocześnie zrozumieć i poznać samych siebie”. W latach pięćdziesiątych w gdańskim Bim-Bomie Jacek Federowicz i Wowo Bielicki zauważyli, że „Kogut składa się z ogona, skrzydeł, nóg, dzioba i… całkowitej pewności, że jest najważniejszą osobą na świecie. Jedyne zajęcie koguta to demonstrowanie swej wspaniałości”. Obecnie znów odbudowujemy kraj z ruiny, w której biedak się znajdował do 2015 roku. Wstaliśmy dziarsko z kolan i teraz jakiekolwiek satyryczne uwagi na temat stanu państwa są wielce niestosowne. Wiadomo, literatura i kultura powinny być zaangażowane w budowaniu lepszej przyszłości! „Historia i teraźniejszość” właśnie tak będzie dziatwę uczyć, tylko czy można zagrać na fortepianie „Panie Janie” – jak nie ma się fortepianu?! Einsteinowi przypisuje się stwierdzenie, że wszystko należy upraszczać do granic możliwości, ale… nie bardziej.

Sąsiad zapytał mnie wczoraj o moją opinię na temat kąśliwego skeczu Neo-Nówki. Jego zdaniem współczesne kabarety są mdłe, przypominają akwariowego błazenka, zwracającego uwagę swym pstrokatym wyglądem. Taki hybris alians z chaosem, trudno mu nie przyznać racji. W czasach, gdy wracamy na drzewa – w ramach kontestowania darwinowskiej teorii ewolucji – kabarety się dostosowały i są czarująco prymitywne. Do czytania niestrudzenie zachęcają Polaków prezydenci, ilość czytających jest… śladowa, stąd zasób słownictwa i rozumienia pojęć jest określony. Aby trafić do odbiorcy, estradowcy mówią soczystym językiem. Publika faszerowana telewizyjną papką zostaje sympatycznie sformatowana w przaśnym stuporze. Skecz „Wigilia 2022” z „Festiwalu Kabaretu” w Koszalinie wywołał małe poruszenie. „Trochę nie wierzyłem, że opozycja robi inbę o kabaret, który jedyne czym zasłynął, to bezbectwo tak wielkie, że zbanowali pół Twittera” – rzeczowo napisał wicerzecznik partii Prawo i Sprawiedliwość. To, iż Polacy są w amoku, piramidalnie skłóceni i zachowują się jak dwa plemiona wrogich dzikusów jest oczywiste, przecież właśnie tak ma być. Nie ma mowy, aby ten stan rzeczy próbować zmienić, to sine qua non rządu i opozycji. W wadowickim szpitalu chorzy wyrywają sobie kroplówki, gdy włączy się im „niewłaściwą” telewizję. I to Polska właśnie!

Relacje międzyludzkie są pokiereszowane, nie ma miejsca na najmniejszy kompromis. Podzielone małżeństwa i rodziny, byli przyjaciele stali się byli, byli znajomi byłych znajomych takoż. To wojna, teren jest zaminowany i psy spuszczone. Spotkania towarzyskie odbywają się w obrębie plemiennych sortów. Jako człek urodzony w Kotlinie Kłodzkiej, dziecko repatriantów zza Buga, który spędził dzieciństwo na Dolnym Śląsku, w otoczeniu niemieckich autochtonów i Cyganów, doskonale się z nimi rozumiejący, zupełnie nie jestem w stanie pojąć dlaczego – w najbardziej katolickim kraju świata – taka zajadłość i nienawiść? Człowiek posiada umiejętność czynienia dobra i zła, może wybrać miłość lub nienawiść, wywierać wpływ na rodzinę, przyjaciół i społeczeństwo. Podstawą światopoglądów religijnych jest wiara w ponadczasowy, świadomy wszechświat i w Boga – jako siłę sprawczą, aby życie miało głębszy sens. Czy życie ma mieć tylko taki sens jaki sami mu nadamy? Dopóki ktoś nie nauczy się patrzeć na świat inaczej, niż robił to dotychczas, wszelkie górnolotne wartości i nauki duchowe będą dla niego czystą fikcją. Gdy mnie prawdziwi patrioci i żarliwi katolicy pytają – dlaczego jestem taki dziwny i… letni? Odpowiadam, bo jestem z Dusznik Zdroju, a tam nas takich uprawiali w szklarniach. Mój jowialny sąsiad jest do mnie dość podobny. Pożyczamy sobie wzajemnie książki i… z pełnym uszanowaniem dla panów prezydentów, rozpamiętujemy czasy, gdy ludzie potrafili jeszcze ze sobą normalnie rozmawiać i śmiać się szczerze ze swych przywar i niedoskonałości.

Ryszard Ożóg

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2023 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com