Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Czy zamiast Św. Mikołaja będzie Dziadek Mróz?  (Okiem Zofii Mantyki)  2022-09-03

Okiem Zofii Mantyki

Czy zamiast Św. Mikołaja będzie Dziadek Mróz?


W książce „Helping Heaven Happen” Donald Curtis umieścił ciekawy dialog. Rozmowa przebiegała jakoś tak:

- Jak się przedstawia sytuacja? – Cóż, mam dwie wiadomości: jedną dobrą, a drugą złą. Zacznę od złej. Zgubiliśmy się i nie wiemy, dokąd idziemy. – Zgubiliśmy się? A ta dobra wiadomość? – Mamy naprawdę niezłe tempo!

I mniej więcej tak to u nas wygląda. Balia, w której płyniemy, nabiera wody i dryfuje, gdyż sternicy kompletnie się pogubili, ale nie utyskujmy, nabiera bowiem prędkości i tylko patrzeć, jak z impetem pójdzie na dno. Podpierając się cytatem z „Misia” Barei: „słuszną linię ma nasza władza” - zatem jest dobrze, ale… nie beznadziejnie. Znajdujemy się na planie filmowym „Misia”, a zaordynowane ostatnio podwyżki płac dla pielęgniarek i pracowników służby zdrowia to miły podarek od Św. Mikołaja. Kto w niego wierzy, doskonale wie, że błyszczący zaprzęg reniferów przywozi sanie pełne cudownych darów. Surrealistyczna wiara przenosi góry, stąd nikt nie powinien zadawać pytań - czy Św. Mikołaj ma na te prezenty? Władza daje, bo władza ma. A skąd? Kogóż to obchodzi.

Pytanie to zadają niemiłe, mantyczące figury, które zatraciły umiejętność ulegania pozorom. Czy można twierdzić, że dwa plus dwa to… dwadzieścia dwa? Można. Właśnie taki rodzaj matematycznej ekonomii fundują miłośnicy rzeczownika „plus”. Ich rzeczowość kompletnie rozmija się z rzeczywistością, to są takie wałęsowskie „plusy dodatnie”. Każda grupa społeczna z radością wita Św. Mikołaja, nie zaprzątając sobie głowy pytaniem… skąd? Populistyczne, lewicowe posunięcia „prawicowców” mają im zapewnić utrzymanie się przy władzy. „Wsparcie dla polskich rodzin jest i będzie priorytetem!” – jak to pięknie brzmi. Zasiłki wypłacane emerytom szumnie nazywane trzynastą i czternastą emeryturą to bezczelne kłamstwo. To nie jest emerytura, to socjalna jałmużna rozdawana naiwnym jeleniom przez cynicznych myśliwych. Ludzie w bezmyślnej pazerności, jako uczestnicy gry, widzą znacznie mniej niż jej obserwatorzy. Wmawianie suwerenowi, że Ziemia jest płaska, sprawiło komfortowo niekomfortową sytuację. Drukarki pieniędzy pracują na najwyższych obrotach, a zadłużenie państwa wzrasta w postępie algebraicznym.

Winston Churchill często przytaczał opowieść o chłopcu, który spadł z pomostu do morza. Stary marynarz, nie zważając na niebezpieczeństwo, wskoczył do wzburzonej wody i mocno wyczerpany, szczęśliwie wydostał chłopca na brzeg. Po dwóch dniach matka chłopca pojawiła się na pomoście, szukając marynarza, który uratował jej dziecko. Kiedy go odnalazła, zapytała:

- Czy to Pan skoczył do wody i uratował mojego syna? – Tak, to ja - odparł marynarz. Kobieta natychmiast powiedziała: - To proszę mi powiedzieć, gdzie jest jego czapka?

Roszczeniowość i zawiść to drożdże ludzkich poczynań, politycy doskonale o tym wiedzą i skrzętnie wykorzystują. Nic ich nie zraża, są jak zafajdane pieluchy, które suweren – z marnym skutkiem - co cztery lata usiłuje zmieniać. Wybitny ekspert od „kultury”, Zenon Martyniuk, w telewizyjnych „Wiadomościach” twierdzi, że „Wakacyjna Trasa Dwójki” to najlepsza impreza w Europie. Jeżeli jest „pod nóżkę”, to nasza wspólnota narodowa rośnie! Wystarczy „patrzyć w niebo, śpiewać i tańczyć, a spełniają się sny i wszystko jest możliwe”. Kołysząc się rytmicznie w chocholim tańcu, ufnie wyglądamy Św. Mikołaja, który… nam da. Ot rezolutny, przaśny eskapizm.

Dobra zmiana w szkolnictwie zachwyca świeżością krytycznego spojrzenia na niesforne teorie fizyków, biologów i innych naukowców. „Czarnkowa” szkoła odwołuje się do wzorów szkółek parafialnych, kształcąc zagorzałych fanów pana Zenka, odpornych na naukowe nowinki. Nasz XVIII-wieczny typ edukacji podsumował jezuita, niejaki Hubert Vautrin: „W interesie władzy i właścicieli majątków jak najbardziej leży utrzymywanie poddanych w ciemnocie, dzięki której można nimi powodować jak bydłem”. No tak, ale ten jajogłowy klecha to był… oślizgły Francuz, który jedynie dzięki pobytowi u magnatki Elżbiety Sapieżyny opanował trudną sztukę posługiwania się sztućcami. W nowym roku szkolnym na dziatwę czekają liczne niespodzianki. Nauki ścisłe będą konsekwentnie spychane do kąta, aby nie „bałamucić” umysłów – i słusznie. Przekazywana wiedza powinna być odpowiednio filtrowana, tak by formatować „światłych”, prawdziwych Polaków. Nowy przedmiot Historia i Teraźniejszość ma służyć „prawdzie” w ideologicznej indoktrynacji. Boso, ale w ostrogach – skąd my to znamy? Czy szkoła ma wychowywać bezmyślnych poddanych, wykonujących polecenia? Jeśli w zimie zamiast Św. Mikołaja pojawi się niemiły Dziadek Mróz, zdalne nauczanie będzie stanowić remedium na zamykanie szkół.

Według sąsiada centralizowanie państwa jest kwintesencją polskiej natury. Społeczeństwo ustawione jest „pionowo”. My nie potrafimy myśleć o sobie inaczej niż „ci na górze i ci na dole”. Przywleczone z Zachodu lewackie idee: równości i solidarności, nie pasują do naszej folwarcznej mentalności. Mamy wschodni model interpersonalnych relacji: władcy i poddani. Właściciele folwarku trzymają ludzi krótko, arbitralnie decydując co i jak ma być. Te relacje panują w każdym miejscu pracy, na szacownych uczelniach i wśród niby-wrażliwych inteligentów. Kwitną w hipsterskich knajpach i szklanych wieżowcach. Porządek „góra-dół” determinuje kasa. Kto ma jej dużo, pomiata tymi, którzy jej nie mają. Polak z dyplomem traktuje niewykształconych za gorszych od siebie, ten z koneksjami olewa tych, którzy ich nie mają. Co najsmutniejsze, człowiek wrażliwy i oczytany patrzy z góry na tych, którzy wrażliwości i półek z książkami mają mniej. Możliwości awansu są skundlone politycznym kluczem, hierarchizującym pozycję. Kobietom dyktuje się, co im „przystoi”, a co nie, nieustannie się je ocenia, lekceważąco pouczając jak dzieci. Sąsiad dodał: „Widzisz, niestety my też popełniamy te błędy i mniemam, że właśnie dlatego tak często o tym piszesz, bo znasz je z autopsji”.

I wreszcie kluczowe pytanie. Czy dlatego, że mamy taką mentalność, polska realpolitik to oksymoron? Realpolitik to rodzaj polityki, której Rzeczpospolita Polska uprawiać nie umie i nie chce. Okopując się na świętym szańcu wyższości oczekujemy, że nasi sąsiedzi dostrzegą, że jesteśmy dla nich… wybawieniem. Wyśmienicie zrażamy do siebie wszystkich swoim megalomańskim mesjanizmem. My wszystko wiemy najlepiej! Żądamy reparacji od Niemiec, choć przez Stalina zrezygnowaliśmy z planu Marshalla. „Nasze” piastowskie ziemie „odzyskane”, odzyskaliśmy dzięki „Iwanom”, którzy – ot głupstewko takie - zaiwanili nam przy tym ponad połowę kraju? Od dwunastu lat nie możemy odzyskać wraku tupolewa, choć siedem lat minęło od czasu gdy… wstaliśmy z kolan! Pouczamy wszystkich dookoła jak należy z „Iwanem” postępować i kto nas słucha? Zachowując się jak heroiczny Ordon na reducie wierzymy, że inni też tak będą postępować. To mierzwa i dziecinada, a może niekoniecznie? Może, jako miłośnicy katastrofizmu i bohaterskich klęsk, znowu chcemy pokazać światu swoją wyjątkowość i pięknie polec? Metafizyczna wiara w Opatrzność jest szczytna, choć jak dotąd średnio nam pomagała. Przed nami zima, jednak nam nie straszny Dziadek Mróz. Pokażemy Europie jak jesteśmy świetnie przygotowani do… poświęceń. A tak w ogóle i w szczególe, to Europa nie jest nam zupełnie do niczego potrzebna. Sami damy radę, Polak potrafi.

Ryszard Ożóg


Copyright © 2004-2022 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com