Co nagle… to po diable?
(Okiem Zofii Mantyki)
2024-01-04
Okiem Zofii Mantyki Co nagle… to po diable? Pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł - powiada stare przysłowie. Ów pośpiech jest ponoć równie przydatny przy jedzeniu z jednej miski. Osobliwy pośpiech, który towarzyszył „przejęciu” mediów publicznych, to zdecydowanie ten drugi przypadek. Nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że TVP kiedykolwiek obiektywnie realizowała misję informacyjną. Telewizje prywatne - czarujące zabawnym terminem „wolne media” – to… „wolna rączka, ale w trybach” i to ich prywatna sprawa. Abstrahując od prawnych niuansów „odpartyjnienie” TVP to piractwo na chybcika. Czy nie można było tego zrobić bez fajerwerków? Pewnie można, ale „parcie na szkło” ma to do siebie, że nikt nie chce czekać. Partia, która zrobiła z TVP partyjny folwark klekocze, że… broni „niezależnych mediów” (sic!). Druga strona politycznej sceny suponuje, że chce „oczyścić stajnię Augiasza” w tempie heraklesowym i fajnie, tyle że mycie okien przez wybijanie szyb to dość karkołomna strategia. „Rozprawa z PiS” realizowana jest metodami PiS, czyli kto mieczem wojował, teraz ma za swoje. Inna sprawa, że wyznawcy PiS są w siódmym niebie, skandując „Ruda wrona orła nie pokona”. Prezes jest zachwycony, on kocha konflikt. A jak wyglądałyby programy TVP, gdyby oprócz polityków PiS nikt inny tam się nie pojawiał? Na krewkie oskarżenia i połajanki „apolitycznych” dziennikarzy: Ogórek, Rachonia, Holeckiej czy Kłeczka – nic, wymowna cisza. Autorytety moralne, czyli wybitni „eksperci” pokroju braci Karnowskich i besserwissera Sakiewicza, kipiąc słusznym oburzeniem, robią za augurów urządzających auspicjum. Nic z tego, narcystyczni politycy „demokratycznej większości” jak przygłupy łazili do programów w rodzaju „Strefa starcia”, gdzie mieli tyle do gadania, ile ja mam w domu. Koniecznie chcieli się lansować. A gdyby nie łazili, to czy to wytworne młócenie słomy bez jakiegokolwiek odzewu znudziłoby widzów? Pewnie nie, ludzie chcą igrzysk i hejterskich pyskówek. Wiara, że ludzie oczekują spokojnej, rzeczowej informacji to banialuki pięknoduchów. Odmieniane przez wszystkie przypadki kłamstwa i zaklęcia docierające do naszych uszu ze wszystkich stron, zakażają nasze rozmowy przy stole, ustawiają widzenie świata. Wściekła zawiść, zazdrość i nienawiść to nasze dobra narodowe. Jak się przed tym bronić i próbować myśleć samodzielnie? Jak odróżniać informację od propagandy i łgarstwa? Polityczna manipulacja w przestrzeni publicznej trwa nieustannie. Czy można jej nie ulegać i ją demaskować? Sąsiad przytacza stary dowcip: Urodziła się dziewczynka, która nie chciała zacząć mówić. Rodzice chodzili z nią do lekarzy, nic jej nie pomagało, bo była zdrowa. Aż tu nagle, któregoś dnia, przy obiedzie, dziewczynka zadaje pytanie: „Gdzie jest kompot?”. Rodzice zaskoczeni i wzruszeni – wykrzykują: „Córeczko, na Boga, od urodzenia nie odezwałaś się ani słowem! Dlaczego?”. Na to dziewczynka spokojnie im odpowiada: „Bo zawsze kompot był”.
Czy 15 października młodych wkurzył brak kompotu? Pośpiech jest podobno złym doradcą i nie należy się pieklić. Czy cel uświęca środki? Etyka i polityka to według Niccola Machiavellego antonimy, a opowieści o sprawiedliwości to pobożne farmazony. Historia ludzkości dostarcza dowody, że moralni zwycięzcy to poczciwi naiwniacy, którzy mieli rację i dostali po dupie. Tak jest zawsze. „Humor i cierpliwość to dwa wielbłądy, na których przemierzyć można wszystkie pustynie” – to znany aforyzm Phila Bosmansa, flamandzkiego pisarza i katolickiego kapłana Zgromadzenia Misjonarzy z klasztoru pod Antwerpią. W swoich książkach podpowiadał on jak być dobrym człowiekiem, by cieszyć się życiem tu i teraz. Pamiętacie Państwo ten słodki obrazek, gdy przemawiający z trybuny sejmowej niejaki Janusz Kowalski krzyczał: „My jesteśmy dumni z naszych ministrów. Pokażmy to teraz jak jesteśmy dumni… wstańmy” i zaczął klaskać „Brawo minister Czarnek. Wstajemy! Brawo!”. Rządzący wstali i żarliwie bili brawo na stojąco… samym sobie. Potrafili cieszyć się życiem tu i teraz. Istnieje wprawdzie drobna obawa, że może nie wszyscy oni rozczytywali się w książkach Bosmansa, ale ich duma to przejaw autentyzmu narodowego. Plastycznie oddała to najsłynniejsza polska kuratorka oświaty, która napisała: „No i dlaczego się tak pieklicie? Minister Czarnek jest białym człowiekiem, katolikiem i pilnuje Polski przed niszczącymi ideologiami”. Jakież to wychowawcze, wykwintnie wzniosłe i pełne miłości do… miłości. Jaka jest szansa, by TVP nie była tubą rządzących? Stypendystów ZUS-u z sekcji „archeo”, którzy żyli za Bieruta, Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego i długo by wymieniać, niewiele już może zadziwić. Na każdym dziejowym zakręcie pojawia się nadzieja, że może teraz będzie inaczej. Jak będzie tym razem i jak się to skończy? Sytuacja na świecie jest nieciekawa. Postawy naszych polityków przypominają sceny z filmu „Zgon na pogrzebie”. Czy telewizja pozbawiona dotacji z budżetu państwa podzieli los ptaka Dodo? „Apolityczni” dziennikarze – podobnie jak politycy – to ludzie kochający prawdę, oddani szlachetnej misji, którzy w ostatnich latach stali się milionerami. Dziennikarze Samuel Rodrigo Pereira czy Goran Andrijanić to prawdziwi Polacy. A znakomity „ekspert” Jan Pietrzak ze swą receptą: „Mamy baraki dla imigrantów: w Auschwitz, w Majdanku, w Treblince, w Stutthofie, mamy dużo baraków zbudowanych tu przez Niemców i tam będziemy trzymać tych imigrantów wpychanych nam nielegalnie przez Niemców” - budzi subtelną nadzieję, że damy radę. Śmieszno i straszno zarazem. Te roztropne słowa padają w bastionie nieugiętej polskości. Prawdziwi Polacy „pod egidą” pana Janka – odznaczonego Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski – bronią Polski w jej najczystszej postaci. Wierni prawu i sprawiedliwości postawią tamę zalewającej nas nieprawości. Podśpiewując piosenkę T. Love „Nie, Nie, Nie, tylko nie mów tego mi, nigdy nie mów tego mi, że… nienawidzisz” - spowodują, że prawda zwycięży i Polska będzie polską. Akurat w tym przypadku pośpiech jest wskazany, aby się pchły nie rozpierzchły, bo wówczas to nawet „Pegasus” nam nie pomoże. No chyba, że obce przybłędy zaczipuje się jak psy, albo wytatuuje im numery na lewej ręce, wtedy łatwiej się ich znajdzie – jak radzi „ekspert” Marek Król. 11 stycznia heroldzi jedynie słusznej prawdy ukażą światu prawdziwe oblicze Polski. Ulica to tym razem miejsce ze wszech miar stosowne do wyrażania swoich poglądów. Jak widzę migawki zgromadzonych przed gmachem telewizji patriotów broniących „wolnych mediów”, to serce rośnie. Wyjątkowo radują mnie napisy na polskich flagach, wśród których odnajduję Skawinę. To miasto mojej młodości. Życie to najbardziej zaskakująca rzecz w życiu. Ryszard Ożóg
|