Dziurawy gorset poprawności
(Okiem Zofii Mantyki )
2024-11-18
Okiem Zofii Mantyki Dziurawy gorset poprawności Podczas gdy wokół dywagują, co to będzie, bo w USA wygrał „straszny” Donald – kto z kim i przeciwko komu będzie rządził, co się stanie, gdy prezenter Fox News zostanie szefem Pentagonu, a miliarder Elon Musk stanie na czele Departamentu Efektywności Rządu – mnie interesuje problem, przynajmniej z mojego punktu widzenia, znacznie ważniejszy. Mianowicie, jak dożyć sędziwego wieku w nienajgorszej kondycji psychicznej i bez utraty świadomości. Są rozmaite teorie medyczne i znachorskie, ale najlepiej odwołać się do praktyków. Dorady matuzalemów, którzy dożyli setki, są wielce pouczające. Nobliwi staruszkowie z Anglii zalecają, aby – na ile to możliwe – lekarzy omijać z daleka, mimo iż cenią ich niepospolite talenty i by… rezygnować z alkoholu najwcześniej w wieku 93 lat. Jakim zasadom hołdował był Winston Churchill – wszyscy wiemy. Brytyjska pisarka Lailan Young zauważyła, że znacznie więcej kobiet niż mężczyzn dożywa setki, zatem najlepszą szansą na długowieczność dla mężczyzny jest… bycie eunuchem. Zauważyć wypada, że pomimo troskliwej opieki służby zdrowia udaje się czasem wyjść ze szpitala żywym. I to tyle wskazań tyczących zdrowego trybu życia. Ech, ci Angole – teraz wiadomo, dlaczego wzięli i uciekli z Unii Europejskiej. Mam wrażenie, że wszystko jest jakby na niby. Polski kapitalizm nie przypomina amerykańskiego. Tam głodny oberwaniec zdobywa szczotkę, szmatkę, szuwaks i… zostaje milionerem! Nad Wisłą sentencja biznesu ma swoją twarz, jest bardziej praktyczna – pierwszy milion trzeba ukraść. Od 1989 roku „wolny rynek”, szczerząc uśmiech szczękami i polowymi łóżkami, przemieniał ulice miast w slumsowe bazary. To było polskie Klondike gospodarki wolnorynkowej. Droga od betoniarki do przedsiębiorstwa budowlanego, garażu z wtryskarką do zakładu produkcyjnego – była wyboista. Nasz kapitalizm opiera się na zasadzie wywodzącej się z czasów PRL-u, ta zasada to „koryto plus”, czyli załatwiania sobie możliwości załatwienia. Konieczne są właściwe relacje z właściwymi ludźmi. Aby zostać milionerem czy multimilionerem, trzeba mieć określone kontakty. Budowa fortun to ścieżka, którą dostojnie maszeruje wierchuszka byłych władz komunistycznych i ich alter ego. Mafijny układ to modelowy sposób zdobywania majątku w państwach dawnego obozu sowieckiego. W „wolnorynkowej” gospodarce najlepiej odnaleźli się wysoko postawieni ludzie aparatu służb, to oni i ich kumotrzy uwłaszczyli się na majątku państwowym. Żonglowano przepisami – jak glutem w nosie – na granicy i obok prawa, tak, aby stworzyć autostradę do szmalu. Tempo bogacenia było zawrotne, szwindle i aktywa rosły jak w akceleratorze. Taki deal nawet w Ameryce jest trudny, dlatego szaraczki zazwyczaj czyszczą buty do śmierci. Związek z tuzami SB czy WSI, szemrane powiązania towarzyskie i rodzinne z ludźmi władzy to warunki zdobywania majątku. Można „owe dojścia” traktować jako elementy „wolnego rynku”, ale to demitologizuje naszą transformację, pokazując jej prawdziwe oblicze. Bez koneksji trudno się załapać nawet do jako tako przyzwoicie płatnej pracy. Proceder defraudacji trwa. Rzuca się hasła: „Wystarczy nie kraść” i doi państwo, ile wlezie, zmieniają się tylko partyjne szyldy. Rozmaite błazny partyjne i sejmowe, rozkosznie rżną głupa. Lekko licząc, ponad 25 milionów ludzi, których nikt nie pyta, czy chcą te klaunady finansować, utrzymuje to towarzystwo. Zbiorowisko zakłamanych, pazernych dyletantów, przeciętności i nijakości przyklejone jest do synekur. Zajęci groteskowymi intrygami udają, że nie udają udawania protagonistów. Postępuje degrengolada państwa, permanentny upadek autorytetu wiedzy, deptanie wartości poprzez pokraczne próby wynoszenia ich na piedestał i fatalistyczny spokój, że tego dnia świat może się nie zbudzi. Znaki czasów? Racjonalizm i kultura dostały zadyszki, to zjawisko powszechne w całej zachodniej cywilizacji. Trudno się oprzeć wrażeniu, że partyjne awanse cechuje dobór zgoła negatywny. Życiorysy członków europejskich elit politycznych są osobliwe, podobnie jak w Polsce, dominują tam… nauczyciele, to fenomen. Sam byłem nauczycielem elektrotechniki i znalazłem się w samorządowych władzach, zatem wszystko się zgadza. Tylko czy tak powinno być i dlaczego tak jest? To może brzmi jak sarkazm, ale winny jest… drapieżny kapitalizm. Pauperyzacja ludzi wykształconych powoduje, że próbują się jakoś znaleźć i trafiają w miejsca, gdzie niekoniecznie powinni się znaleźć. Kiedy tworzono Europejską Wspólnotę Gospodarczą, chodziło o zintegrowany rozwój, a nie o biurokratyczny protekcjonizm, żenujące malwersacje i pręgierz dyrektyw. Powstało mrowisko urzędów, tabuny bonzów produkujących coraz dziwniejsze dyrektywy, regulujące – co wolno, a czego nie. To dzięki nim nie ma sytuacji, jakie zdarzały się w czasach mojej młodości. Pamiętam, gdy stojąc w „spożywczaku” po butelkę „żyta”, jakiś facet chciał kupić denaturat. Dowiedział się, że wykwintnej „jagodzianki na kościach” już nie ma, więc z rezygnacją i smutkiem poprosił o tanie wino. Na pytanie sklepowej – białe, czy czerwone – rzekł rezolutnie, że wszystko jedno, bo to dla niewidomego. Sąsiad zauważył, iż na portalu „za wielką wodą” pojawili się sygnaliści, zamieszczający teksty cieszące się dużym zainteresowaniem. Dowiedzieć się można, co się dzieje „na mieście”, kto kogo obwąchiwał, kto i dlaczego sikał, gdzie i z kim bywa burmistrz, itp. Internetowe portale i telewizja, śledząc wydarzenia, dokumentują, że polski obyczaj wesoły jest nadzwyczaj. Widać jak na dłoni, co w trawie piszczy, dostarcza to widowni podniet i emocji. Można osiągnąć efekt kopa, jak – nie przymierzając – po narkotykach. Sąsiad zapytał mnie, czy widziałem jakiegoś tam palanta i co on wygadywał w telewizji. Wprawdzie nie oglądałem, ale odpowiedziałem pytaniem: – A miałeś go kiedyś za mądrego? – No skąd. – No, to po cholerę oglądasz, jak wiesz, że to kretyn? Świat mediów jest kaleki, naznaczony głupotą i złością, królują w nim narcystyczni influencerzy, wywołujący zainteresowanie. Zapewniają odbiorcom ujście dla frustracji i negatywnych uczuć. W TVP-Info był taki topowy program „Strefa starcia”, który wywoływał taką agresję, że przy nim Rudawka wielka z Animal Planet to przytulanka. Równolegle tłamsi nas salonowy gorset poprawności. Dla ochrony przed popadnięciem w schizofrenię zatykamy uszy i oczy na „Nowe szaty króla”. Popatrzmy, co się dzieje przy okazji każdego zdemaskowania owej nagości. Donosiciel SB, medyk uzależniający możliwość leczenia od łapówki, ustosunkowany pedofil czy malwersant – zawsze mogą liczyć na swoisty immunitet i chór zacnych obrońców. Figury pokroju: Kiszczaka, Paetza, Kroloppa, Wielgusa i wielu innych, wywodzących się z kręgu samozwańczej elity, mają zagorzałych wyznawców. Ci „ludzie honoru”, to biedne „ofiary ślepej nagonki”. Każda ekipa broni swoich kompanów, robiąc z nich szlachetnych męczenników. Opisy zakuwanych w kajdanki rąk ludzi o „czystych rękach” przejdą do annałów liryki polskiej, obok „Trenów” Kochanowskiego. Demonstracje solidarności i modlitwy w przekonaniu, że to ludzie bez skazy, świadczą o poziomie demonstrantów. Zgromadzeni to zazwyczaj biedni, zmanipulowani ludzie, którzy jak pucybuci szuwaksem polerują rzeczywistość. Odurzenie szuwaksem można by skądinąd zrozumieć, gdyby dotyczyło Trójmiasta, ale to się dzieje w całym kraju. Ryszard Ożóg
|