„Moja chata z kraja”, a reszta jest milczeniem…
(Okiem Zofii Mantyki)
2024-12-17
Okiem Zofii Mantyki „Moja chata z kraja”, a reszta jest milczeniem… Zawsze przed Świętami starałem się tutaj pisać coś nieoczekiwanego, choćby z uwagi na osobliwą okoliczność łamania się opłatkiem. Szopki noworoczne wpisywały się w ten szablon i podobno sprawiały trochę radości Czytelnikom, szyderczo drwiąc z lokalnych władz, w tym i z niżej podpisanego. Jakże miło usłyszeć, że ci, których wybraliśmy, to nicponie, złodzieje, beztalencia i łotry spod ciemnej gwiazdy. Jakoś – nie wiedzieć czemu – zapominamy przy tym, że to przecież myśmy ich wybrali. Są, gdzie są i piastują swe funkcje dzięki nam! „Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził ” – powiedział ktoś… kto zna życie. A życie jak to życie, płata figle i rzeczy, które – jak uczenie prawił Ferdynand Kiepski – „nawet się fizjologom nie śniły”. Gospodarze gminy Szczurowa zastawili suspensową pułapkę na przedstawicieli „Wód Polskich” i – niczym Hitchcock – pokazali im język. Trawestując transparent powitalny, „sprzedali im kopa w dupę”. Kto nie był, niech żałuje! Edward Redliński, gdyby żył i zobaczył przebieg konsultacji, to jego „Konopielka”, „Awans” i „Szczuropolacy” zyskałyby rewelacyjny epilog. Co by nie mówić, w kwestii ochrony przed powodzią, to w powiecie brzeskim mamy same sukcesy. Powiat uczestniczył w prometejskiej konferencji „Żywioły Ochrony Środowiska” i uzyskał też laur „ekolidera”! Znakomicie się nam udaje zapobiegać… zapobieganiu powodzi – choćby zaprojektowane, niepowstałe poldery dla Uszwicy – no, chapeau bas. Czekamy na Godota i łaskę pańską, która zwykła na pstrym koniu jeździć. Oportunizm, zawiść, chciwość i małostkowość są znakomitą inspiracją do oszołomskich działań. Mało kto chce się do tego przyznać, ale nie ma co udawać Greka, że jest się jakoby od tego wolnym. Nic to, święta za pasem i tylko patrzeć, jak zrzucimy z siebie grzechy i zapałamy miłością do bliźnich na co najmniej dwadzieścia, no może i nawet dwadzieścia pięć… minut. Z okazji Nowego Roku podejmujemy – mniej lub bardziej zabawne – postanowienia. Czasem się to nawet udaje. Ponieważ każda przygoda – jak wszystko na świecie – ma swój początek i koniec, stąd u schyłku łońskiego roku postanowiłem zakończyć samorządową przygodę. To była bardzo dobra decyzja. Moje felietony są jakie są, więc może przyszedł czas, aby coś zmienić? Ponoć niezbyt pasują do portalu, wprowadzając ezopową dysharmonię. Warto nad tym podumać i może przeistoczyć się w boskiego influencera? Ostatnio na Twitterze z fasonem zagościł nawet sam… wielce czcigodny prezes prezesów! Nieudolnie plagiatując profesjonalnych felietonistów, ocierając się przy tym o barbaryzm, przyjąłem drażliwą manierę narracyjną, obfitującą w epatowanie wyrazami mało popularnymi w codziennej polszczyźnie. Inna sprawa, że tak lubię mówić, po prostu już tak mam. Podczas wykładów w szkołach, kursach, debatach na sesjach czy konferencjach – postępowałem podobnie. Dlaczego? A dlatego, że wiele lat byłem belfrem, a z tego się nie wyrasta. Słysząc jakimi wyrazami tętni „ulica”, ba jakim językiem traktują się ludzie rzekomo wykształceni – robię to na przekór. Język to przecież lustro duszy, a słowem można zranić nie mniej ostro niż nożem. Media społecznościowe z ekshibicjonistyczną „poetyką” stanowią zafajdane okienko na świat. Internet robi za uliczny ściek, w którym pisać i hejtować każdy może. Im obleśniej i boleśniej, to tym lepiej – poklask i klikalność gwarantowana! Portale internetowe, Facebook, Twitter – to współczesne magle, gdzie plotki i tępota umysłowa święcą tryumfy. Bezmyślnie odkrywamy swe intymne sprawy poprzez: telefony komórkowe, laptopy, karty kredytowe, chipy, GPS. Przedmioty, z którymi się nie rozstajemy, szpiegują nas nieustannie. Jakub Szamałek, pisarz i scenarzysta gier komputerowych, interesująco ilustruje to w swoich książkach. Mam pełną świadomość, że moje grafomańskie teksty jednym się podobają bardziej, innym mniej. Są oczywiście i tacy, którym to zwisa, ale i tacy, których mocno irytuję. Sąsiad – jak to on – zauważył, że media, jako czwarta władza, wywierają przemożny wpływ na kondycję społeczną, a w pogoni za tanią sensacją wyrządzają ludziom ogromne krzywdy. Kształtując gusta i poziom kultury, ponoszą moralną odpowiedzialność za to, co piszą i… jak. Kpienie z oplatających nas pnączy absurdu, obłudy i głupoty to pyszna, szydercza zabawa niesfornych klaunów, ale rzecz w tym, by nie atakować ludzi personalnie cepem, w imię ataku. Niestety, jak pisał Ryszard Niemiec: „Kłonica wypiera szpadę”. Starsi Czytelnicy pamiętają mistrza „półtonów” i niedopowiedzeń, Jerzego Szaniawskiego. Ten dramaturg i felietonista był osobliwym oryginałem, ożenił się relatywnie wcześnie, mając zaledwie… siedemdziesiąt sześć lat, dzięki temu miał sporo czasu na pisanie w swoim ustronnym Zegrzynku. Wspominam go nieprzypadkowo, gdyż jego smakowite opowiadania o „Profesorze Tutce” malowniczo kontrastują z dzisiejszą codziennością. Współczesnym przedstawicielom „elit” znakomicie się udaje mylić profesora Tutkę z prostytutką. Cóż, ludzi o manierach profesora Tutki czy panów z „Kabaretu Starszych Panów” ze świeczką szukać. Na zakończenie pragnę wyrazić słowa wdzięczności dla „Admina”, który – pomimo, że z moimi poglądami często się nie zgadza – rzetelnie je publikuje. Znany i uznany rysownik Andrzej Mleczko – po wielu latach współpracy – rozstał się niedawno z „Polityką”. Ten poważny niepoważny gość z „bluszczowej ligi” prześmiewców przestał pasować do „linii” tygodnika. Życie bywa pełne niespodzianek. Kończąc to przedświąteczne mantyczenie, pozwolę sobie zacytować nieodżałowanego Piotra Skrzyneckiego z „Piwnicy po Baranami”: „Jeśli Wam się podobało, to zapraszam, a jak nie, to… zaproście swoich znajomych”. Uf… niestety i tym razem nie udało się bez „szpanerskich” wyrazów! Ryszard Ożóg P.S. Dużo zdrowia i przyjaznych ludzi wokół w najbliższe Święta i nie tylko, wbrew tak zwanej ironii losu z melancholijnej „Kolędy dla nieobecnych”.
|