Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Święta, święta i…  (Okiem Zofii Mantyki)  2024-12-31

Okiem Zofii Mantyki

Święta, święta i…
 
I pomyśleć, że gdyby nie Juliusz Cezar i jego reforma kalendarza w 46 r. p.n.e., to może nie mielibyśmy obchodów Nowego Roku 1 stycznia! Rzymianie świętowali Nowy Rok 15 marca, w dniu boga wojny Marsa i wyboru nowych konsulów, którzy uroczyście podążali w procesji do świątyni, aby złożyć ofiarę z białych byków. Tak zaczynano parady i przeglądy wojsk w „idy marcowe”. Warto przypomnieć – dla porządku w tym nieporządku – że w 153 r. p.n.e., przyśpieszając sezon wojenny z Iberią, zwrócono się z modlitwami do boga o dwóch twarzach Janusa i wybrano konsulów akurat 1 stycznia. W Republice Rzymskiej panował zatem spory galimatias. Szczęśliwie Juliusz Cezar rozkazał wybrać siebie konsulem i jako najwyższy kapłan wprowadził kalendarz juliański, porządkując parę spraw na jakiś czas. Sam nie cieszył się tym swoim „dzieckiem” zbyt długo, bo po upływie zaledwie dwóch lat, miłośnicy id marcowych zgrabnie go zasztyletowali w sali Teatru Pompejusza. Co prawda pierwszy cios nie był śmiertelny, ale następne 22… już tak. Jego kalendarz przetrwał do 1582 roku, kiedy to papież Grzegorz XIII dokładniej porachował lata przestępne i ustanowił kalendarz gregoriański.

Nowy Rok witano w Rzymie uroczyście i bardzo wesoło jako „laeta dies”. Rzymianie wierzyli, że jeśli pierwszy dzień nowego roku upłynie im wesoło, to taki będzie cały rok. Dlatego starano się spędzić go najprzyjemniej, jak to tylko było możliwe. Od kiedy mała wioska w Lacjum podbiła większość znanego ówcześnie świata, Rzymianie chcieli mieć pewność, że czas się nie zatrzyma i „na wszelki wypadek” w marcu nadal urządzali idy marcowe. Od Owidiusza dowiadujemy się, że w czasie tych sympatycznych świąt, kobiety i mężczyźni ochoczo tworzyli pary, aby razem... „ucztować”. Wypijano tyle kubków wina, o ile lat życia się modlono, a średni okres życia wynosił wówczas… ho, ho, około 30 lat! Na Nowy Rok urządzano wielkie uczty, na które zapraszano dużo przyjaciół. Na ulicach rozlegały się głośnie zabawy i śpiewy, a karczmy pełne były pijanych, radosnych Rzymian. Święta w Rzymie – podobnie jak i ich bogowie – miały jasne i ciemne oblicza. Podczas Saturnaliów – obchodzonych ku czci boga Saturna od 17 do 23 grudnia – na arenach organizowano okrutne walki gladiatorów, a było to święto… pojednania  i równości! 17 grudnia pan był równym swojemu niewolnikowi! 

Współcześni Włosi żegnają odchodzący rok w domu lub w restauracji, czasem na jakimś placu. To najpopularniejsze sposoby spędzania sylwestrowej nocy. Z kieliszkiem prosecco, soczewicą i tłustym wieprzowym cotechino czy zampone – radośnie biesiadują. Dawniej ponoć wyrzucali z domu przez okna wszystkie stare rzeczy, aby symbolicznie zamknąć rok i usunąć całe nagromadzone w nim zło. Na nocnych balach „wystrzałowo” witają Nowy Rok, a niejaki „Mister Ok” znany jest każdemu rzymianinowi. 1 stycznia, punktualnie w południe, kiedy strzela działo na Wzgórzu Janikulum, a papież udziela błogosławieństwa Urbi et Orbi w pobliskim Watykanie, były ratownik z nadmorskiego Castel Fusano, Maurizio Palmulli skacze z 18 metrowego Mostu Cavour prosto do wód Tybru. Ten swawolny staruch, co roku – bez względu na temperaturę – wita Nowy Rok swoim słynnym „lotem anioła”.

Święta tylko co nieco przypominają tamte czasy. W galeriach pobrzmiewa „Jingle Bells”, a świetlne jelonki i gnomy z ledowych żarówek – zastępując woskowe świeczki – dopełniają reszty. Święta trwają już od listopada, gdy wszystkich ogarnia szaleństwo zakupów. Co czwarty Polak zadłuża się na organizację świąt Bożego Narodzenia, komercyjna gorączka żeruje na ludzkich potrzebach. Według badań IBRIS, 33 proc. respondentów z pokolenia Z i 20 proc. milenialsów nie przepada za dzieleniem się opłatkiem i składaniem życzeń. No cóż, jeśli nie ma Bożego światła, pojawiają się dekoracyjne, sztuczne lampiony. A może Bóg ukrył się w ciszy i wcale nie chce krzykliwej adoracji? Czy potrzebujemy Świąt bardziej niż kiedykolwiek? Chcąc odnowić swoje życie, chcemy nowego narodzenia – jak mały Jezus w Betlejem. Moment odrodzenia uczuć kojarzymy ze światłem na choince, odpowiednimi, lepszymi niż zwykle, potrawami na stole. Chcemy być z innymi w zgodzie i obdarowywać się nawzajem na kolejny rok.

Sąsiad zauważył, że w Brzesku też mamy swoje osobliwości. Świąteczna „dobroczynna lodówka”, która pojawiła się w Galerii Brzeskiej, tudzież gość, który wziął i pojawił się w rynku przy szopce… popołudniową porą, to tematy, które skradły świąteczne show. Można odnieść wrażenie, że świat nie zmienia się na naszych oczach, a zmienia się za naszymi plecami. Świąteczny czas ewoluuje i trudno dostrzec, że w Świętym Czasie Godów od zawsze chodzi o kontakt dwóch światów: tego naszego i tego, do którego nieuchronnie zmierzamy. Związek ten symbolizuje podłaźniczka podwieszana pod sufitem. W czasie słowiańskich Godowych Świąt istniał zwyczaj łamania i dzielenia się chlebem, a przez dwanaście dni wróżono stan pogody na miesiące nadchodzącego roku. Dzieci w „szczodry wieczór” dostawały upominki, a od zwycięstwa światła nad ciemnością, czyli od dnia, gdy dnia przybywa, ruszali „akwizytorzy szczęścia”, czyli kolędnicy.

Dostałem od sąsiada pysznego mema. Otóż czterech naszych znakomitych polityków: prezydent i prezes z jednej strony oraz premier i prezydent stolicy z drugiej, siedzą przyjaźnie uśmiechnięci w świątecznych piżamach przed kominkiem, popijając z kubków coś słodkiego, życząc nam Wesołych Świąt. Ten jowialny, humorystyczny komunikat obrazkowy znakomicie nadaje się do szopki noworocznej anno Domini 2025. Owi uroczy panowie doskonale wiedzą, że to, czy zbliżający się Nowy Rok będzie dla nas szczęśliwy, w dużej mierze zależy właśnie od nich! Jaka jest nadzieja na reset i pojednanie „pisiorów” z „tuskowymi”? Owego mema stworzyć musiał jakiś obleśny symetrysta, który nie może zrozumieć… dlaczego ludzie nie mogą zrozumieć, że to jest jedyny sposób, aby nasz kraj wrócił do normalności. Cisną się na usta słowa z „Modlitwy na zakończenie roku” Arley Tuberquia: „Chcę być codziennie pełen optymizmu i życzliwości. Zamknij moje uszy na wszelki fałsz, moje usta na kłamstwa, na egoistyczne słowa i na inne słowa, które mogą kogoś zranić”.

Przed dwoma laty zamieściłem tu felieton o podobnym tytule „Święta, święta i… po świętach”, czytaj ».  I… czas jakby stanął w miejscu, zmieniło się tylko to, że – jak dotąd – nie mamy śniegu, zatem służby drogowe działają wzorowo. Pisząc swoje niezbyt smakowite kocopoły, nie mylić ze smakowitymi kolbuszowskimi kacapołami, staram się – na ile potrafię – pamiętać, że „jeśli nawet robisz coś złego, to rób to dobrze”. Ale – jak zawsze – nigdy mi to nie wychodzi. My tu sobie gadu, gadu, a tymczasem w osadzie Poland na atolu Kiritimati mieszkańcy z parafii katolickiej pw. Św. Stanisława Kostki witają Nowy Rok najwcześniej na naszym globie, wtedy gdy u nas, o godzinie 11- tej, dokonujemy w sklepach monopolowych najważniejszych zakupów. Świat się kręci jak w piosence De Mono.

Ryszard Ożóg
P.S. Do siego roku.

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com