Konflikt typu NIMBY w Szczurowej i Koszycach
(Zbigniew Stós)
2025-02-05
Konflikt typu NIMBY w Szczurowej i Koszycach Zacznijmy od wyjaśnienia akronimu NIMBY, korzystając z polskiego opisu w Wikipedii. "NIMBY (akronim ang. Not In My Back Yard, „nie na moim podwórku”, w Polsce znane też jako „nie w moim ogródku”) – pejoratywne określenie postawy i aktywizmu osób, które wyrażają swój sprzeciw wobec pewnych inwestycji w swoim najbliższym sąsiedztwie, choć nie zaprzeczają, że są one potrzebne w ogóle. Są więc za ich powstaniem, ale w zupełnie innym miejscu, z dala od ich domostw. Ponieważ mieszkańcy innych okolic również mogą zajmować takie stanowisko, w rezultacie dane projekty mogą nie zostać zrealizowane nigdzie. Postawa NIMBY wyraża się głównie w aktywizmie społecznym, prawnym i politycznym o charakterze lobbingu na poziomie samorządów lokalnych, ukierunkowanym na zablokowanie inwestycji, oraz uchwalenie restryktywnego planowania przestrzennego, np. w postaci planów zagospodarowania przestrzennego służącego wyłącznie lokalnym interesom. Określany tak opór wobec inwestycji jest uzasadniany na przykład ich uciążliwością, obniżeniem poziomu bezpieczeństwa, gentryfikacją, zaburzeniem estetyki sąsiedztwa, spadkiem wartości nieruchomości, niechęcią wobec komercyjnych deweloperów, napływem niepożądanych grup społecznych, czy kosztem alternatywnym, który mieszkańcy woleliby przeznaczyć np. na parki." 
Mapa konfliktów typu NIMBY opisanych w polskiej prasie w okresie 2007–2014 W Brzesku i powiecie brzeskim mieliśmy na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat wiele konfliktów i protestów wokół lokalizacji niechcianych inwestycji, ze wymienię tylko kilka z nich: plany budowy zbiornika retencyjnego w Gosprzydowej, zakładu utylizacji odpadów w Mokrzyskach, zjazd z autostrady A-4 ul. Leśną (chwała komitetowi protestacyjnemu, bo dzięki temu Brzesko ma dzisiaj zjazd z autostrady i obwodnicę będącą częścią sądeczanki), przesiedlenie grupy Romów z Limanowej do Gminy Czchów, przebieg tzw. sądeczanki przez gminy: Gnojnik i Czchów (nie do końca rozwiązany), budowa centrum logistycznego firmy Panattoni w Brzezowcu (w toku). Najnowszy konflikt typu NIMBY, o którym głośno w mediach regionalnych, mamy w Gminach Szczurowa (powiat brzeski) i Koszyce (pow. proszowicki). Chodzi oczywiście o plany budowy suchego zbiornika retencyjnego na terenie obu gmin. Ponad 2,8 hektarowy, mogący pomieścić 206 milionów metrów sześciennych wody zbiornik miałby chronić przed wielką wodą około 140 tysięcy mieszkańców województwa świętokrzyskiego, małopolskiego i całej Górnej Wisły. W 2001 roku na czele protestu zbiornika w Gosprzydowej stanął ówczesny wójt, podobnie jak teraz w Szczurowej, co akurat mnie dziwi, bo wójt Moskal nie protestował kilka miesięcy wcześniej, kiedy znał już plany Wód Polskich odnośnie suchego zbiornika. Zgadzam się z tymi obserwatorami konfliktu, którzy uważają, że sposób przeprowadzania protestu ma podłoże polityczne. Przywódcy protestu zachowują się jak małe, rozkapryszone dzieci, które nie chcą słuchać co mówi do nich rodzic, zatykają uszy i mówią "nie słyszę cię, nie słyszę cię". Dlatego też mieszkańcy terenów na których planowana jest budowa zbiornika, nie mieli okazji wysłuchać tego co mają do powiedzenia projektanci i przekazania swoich uwag i wątpliwości. Rozmowy odbywają się jak dotychczas za pośrednictwem mediów. W sytuacjach konfliktowych tylu NIMBY, w Stanach Zjednoczonych protestujący mogą zatrudnić prawników i prowadzić legalną batalie w sądzie a także szukają wsparcia w mediach aby zyskać publiczne poparcie. W Polsce chyba tylko to drugie działanie jest możliwe, ale mogę się mylić. Jak było do przewidzenia medialny szum wokół protestu przyniósł pewien skutek, o czym można było przeczytać we wczorajszej informacji przekazanej przez Radio Kraków "Wody Polskie proponują kompromis ws. polderu przeciwpowodziowego w Szczurowej", czytaj ». Jestem przekonany, że prędzej czy później musi dojść, bez politycznej hucpy, do spotkania wszystkich zainteresowanych stron. Jak można przeczytać w opracowaniach angielsko i polsko języcznych, rozwiązania partycypacyjne są bardziej skuteczne w zmianie postawy protestujących od zachęt czysto ekonomicznych. W minionym roku zbiornik Racibórz Dolny (wraz z polderem Buków) uchronił Wrocław i Opole przed powtórzeniem kataklizmów z lat 1997 i 2010. Co zapewne dotyczy też innych miejscowości nad Odrą. Przeniesiono 2 wsie i kościół. Pan Bóg chyba pobłogosławił, bo inwestycja zwróciła się już po roku. Jak mówi mój kolega szkolny, geolog i ekolog, emerytowany pracownik PAN - to trzeba uparcie przypominać, bo ludzka pamięć jest zdumiewająco ulotna. Nie dłużej niż 2-3 lata. Mam doświadczenia z czasów badań geologicznych pod zbiornik w Raciborzu (2000-2001). Tam niedawni powodzianie protestowali przeciwko budowie. Również z powodzi w Brzesku (1997), kiedy to sam zostałem powodzianinem. Upraszczając. W tutejszych warunkach nie znam lepszego sposobu ochrony przeciwpowodziowej niż suche zbiorniki (poldery). Niskie tereny rozpościerające wzdłuż prawego brzegu Wisły małopolskiej taką polderową funkcję nieformalnie pełniły od zawsze. Z czasów naszej młodości pamiętam powodzie z początku lat siedemdziesiątych, kiedy dochodziło do przerywania wałów. Takie inwestycje, jak poldery przeciwpowodziowe, są planowane na terenach mało zaludnionych, rolniczych. Po zakończeniu inwestycji brak istotnych przeszkód dla dalszego ich użytkowania w taki sposób. Powódź raz na kilkanaście lat? Nie taki znów problem, można zaoferować odszkodowania rolnikom chcącym uprawiać grunty na terenie polderu. Zresztą już obecnie są uprawiane żyzne międzywala Wisły. Gdzie przy braku szczęścia wylewy mogą zdarzać się corocznie. I nikt tego raczej nie ubezpieczy. Gdyby jednak grunt rolny przekwalifikować na budowlany, to wartość ziemi wzrośnie wielokrotnie. Bez ryzyka, od zaraz. Pewnie paru mieszkańców Szczurowej i Koszyc już o tym pomyślało. W Szczurowej jak i w Brzesku, co zrozumiałe, bardziej boją się Uszwicy niż Wisły. Pamiętamy ostatnie powodzie i zalanie np. południowej części Brzeska czy Woli Przemykowskiej. Niestety samorząd powiatowy ma to w d (....). Umywają ręce bo "to leży w gestii Wód Polskich".
Od czasu do czasu ktoś sobie przypomni o planach budowy suchych zbiorników na Uszwicy. Po koniec ubiegłego roku mieszkańcy os. Browarna z inicjatywy byłego radnego powiatu Ryszarda Ożóga pisali w tej sprawie do Marszałka Województwa, Rady Powiatu i Wód Polskich i na tym się skończyło. Ale to temat na inny artykuł. Zbigniew Stós
|