Srebrne wesele
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2025-02-28
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki Srebrne wesele W lutym 2000 roku na łamach BIM-u zamieściłem felieton „Wielka polityka w gminnej zagrodzie”. Dlaczego? Ano dlatego, że byłem i jestem świrem, zanurzonym „po uszy” w klimatach „Wilka stepowego” Hermanna Hessego. Już wtedy zorientowałem się, że moje mantyczenie profiluje mnie w oparach osobliwego undergroundu. Od tamtego czasu pojawiło się – tu i ówdzie – około 250 felietonów, które – o dziwo – znalazły swoich Czytelników. Z perspektywy czasu doceniam odwagę i… brak rozwagi władz gminy Brzesko, które podjęły ryzyko opublikowania moich tekstów. Publikowanie wypocin niesfornych autorów w gminnych periodykach nie jest rzeczą nagminną. Wyrazy uznania dla ówczesnego naczelnego BIM-u, który – pomimo ukazów – zrobił seppuku i spowodował, że felieton się ukazał. Cofnijmy się o 25 lat i odkurzmy tamte klimaty. To nie reprint, jako autor felietonu publikuję go w nowej formule. Wieka polityka w gminnej zagrodzie - Jeśli wlazłeś między wrony, musisz…? Upłynął rok mojej pracy w strukturach samorządowych, nowe sytuacje, zdarzenia i spostrzeżenia. Przyznać muszę, że zupełnie inaczej wyobrażałem sobie działalność w sferze publicznej. No cóż, głupota traktowana filozoficznie, jako ważny czynnik kondycji ludzkiej, jest zawsze interesująca, a nawet fascynująca. Lud instynktownie wyczuwa, że taka kategoria jak głupota istnieje obiektywnie i produkuje na jej temat tak zwane mądrości ludowe. Jedno ze znanych powiedzeń: „Mądry głupiemu ustępuje” – oddaje kontekst, dlaczego świat wygląda jak wygląda. Według „mądrych inaczej”, polityka to walka o to, czy kierownikiem wydziału do spraw znakowania parzystokopytnych będzie przedstawiciel TKM czy PKW. Upadł dawny ustrój, ale pozostał stary świat wartości, co łatwe i skrojone na umysł ciasny, zawsze ma większe wzięcie niż to, co wymaga wiedzy, refleksji i wysiłku intelektualnego. Wybory czasami wyłaniają ludzi ambitnych, którzy chcą, ale nie zawsze potrafią. Problem w tym, że przedstawiciele „klasy politycznej” prezentują podobny poziom, więc wybór jest trudny. Działacze publiczni powinni być kompetentni, odpowiedzialni, uczciwi i odważni. Działalność na szczeblu lokalnym wymaga dużo większej odwagi niż na wyższych szczeblach. Tu każda decyzja grozi gniewem najbliższych – sąsiadów, znajomych. Trzeba mieć twardą skórę, aby wytrzymać ich wyrzuty. Oceny i opinie dyktowane są często „bezinteresowną”, koleżeńską zawiścią, zazdrością czy gminnym politykierstwem. Działacz publiczny ponosi odpowiedzialność za funkcjonowanie przedsięwzięcia jakim jest interes wszystkich mieszkańców, a nie jakiś wycinek, partykularny interes wybranej grupy, instytucji czy opcji ideowej. Czy musimy powielać i uprawiać „wielką politykę w gminnej zagrodzie”? W lokalnej społeczności ludzie doskonale się znają i wiedzą… kto kim był. Co robił i dlaczego? Od kiedy stał się nadzwyczaj religijny? Tu wszyscy są permanentnie lustrowani przez sąsiadów. Brzeska społeczność jest zatomizowana, potrzebuje spoiwa łączącego ludzi. Takiego spoiwa nie znajdzie się bez atmosfery zaufania, opartej o system wspólnych wartości i norm. Musimy korzystać z ludzi kompetentnych, podnoszących sprawność działań instytucji publicznych na rzecz rozwoju ziemi brzeskiej. Ludzie oczekują od władz określenia przejrzystych zasad i konsultacji przy podejmowaniu decyzji strategicznych – stanowiących o jakości ich życia. Mamy przed sobą bardzo poważne zadania, szczególnie ważne w dziedzinie edukacji, dającej możliwość zdobycia umiejętności, tak potrzebnych we współczesnym świecie. Młodzież stoi przed alternatywą: edukacja albo… katastrofa. Jeśli nie potrafimy wspólnie stworzyć zespołu, dla którego takie pojmowanie działalności publicznej jest ważne i nadal będziemy obrzucać się wzajemnie błotem w imię „wyższych racji politycznych” i chorobliwych ambicji, to przegramy wszyscy: „czerwoni, zieloni, różowi, cętkowani, pokrapiani, wypoczęci, niewyspani, itd.” Przegra miasto, gmina, powiat, a przede wszystkim przegrają mieszkańcy i… obudzimy się w rzeczywistości, w której będziemy „obcy” na jakby nie naszej ziemi brzeskiej. A wygra głupota. Mam nadzieję, że taki scenariusz się nie zrealizuje, czego Państwu i sobie w nowym dwutysięcznym roku życzę. Mniej więcej taki tekst pojawił się dwadzieścia pięć lat temu, a… w tak zwanym międzyczasie, przeżywaliśmy rozmaite zawirowania, sukcesy i rozczarowania. Brzesko, to to samo miasto, ale nie takie samo. Wyrosło nowe pokolenie, dla którego ludzie mojego pokolenia to boomerzy, sieroty po peerelu, ot smętni dziadersi – jak nas uroczo nazywają. Mój upierdliwy sąsiad szamocze się jeszcze i desperacko marudzi, że jakoby odczuwa ageizm. Ten zadziorny dziadyga – łobuzersko mrużąc oko – kontestuje rzeczywistość i bezczelnie kwęka, że politycy i działacze publiczni to egzemplifikacja uczelni z „bluszczowej ligi” w rodzaju Collegium Humanum. Uważa, że alternatywa: edukacja albo katastrofa, znalazła zadziwiające rozwiązanie – to… edukacyjna katastrofa. Erudycję i Intelekt zastępuje sztuczna inteligencja i emotikony. Zauroczeni technologicznymi nowinkami, współcześni troglodyci, wracają do spódniczek z liści i neolitycznych jaskiń z pismem obrazkowym. Ryszard Ożóg P.S. Według fizyka Paula C. Aebersolda mniej więcej co siedem lat w ludzkim ciele następuje gruntowna wymiana materii. Czy stajemy się przez to inni? Cholera wie, ale… aby nadążać za tymi zmianami, trzeba czasami coś zmienić! Mija siedem lat, jak Zofia Mantyka się zdekonspirowała i pojawiły się felietony z nagłówkiem „Okiem Zofii Mantyki”. Ponieważ jest grupa Czytelników, którzy – z sobie wiadomych powodów – nie chcą zaglądać na portal „za wielką wodą”, zdecydowałem się na mały eksperyment i… uruchomiłem profil na Facebooku. Tam będą mogli znaleźć moje felietony. Na portalu, z którym współpracuję od tylu lat – poza zdjęciem i nagłówkiem – niewiele się zmieni. Dalej będę bazgrał sarkastyczne, irytujące bzdury.
|