Co przed nami?
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2025-05-27
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki Co by nie gadać, Polska to doskonałe miejsce do... umierania. Nie sposób odmówić słuszności tej opinii, biorąc za świadka choćby nasze doświadczenia historyczne. Oczywiście, istnieje potężna konkurencja, bo i w innych miejscach ludzie lubują się w unicestwianiu w imię „wyższych” racji. Oddanie życia za: Ojczyznę, Króla, Cara, Cesarza, Boga itp. to – od zarania – lansowany kres istnienia. Tak chwalebne zakończenie żywota - zwłaszcza w młodym wieku - to obowiązek... nie, nie desperata, tylko patrioty. Czegóż chcieć od życia więcej? Pacyfistom, cyklistom i innym „parówkożercom” - mówimy nie! Będąc nad Morzem Śródziemnym zaznajemy niezwykłej ożywczości, na którą składają się: przyjazne ciepło, jedzenie, wino, pejzaże i przede wszystkim słońce - tam chce się żyć! Już sama myśl o umieraniu w miejscu tak nastawionym na życie, jest nieprzyjemna. Trudno pojąć, że i Rzymianie umierali „za sprawę”, niestety szaleństwo zabijania to nieodłączny atrybut ludzkości. Śmierć – w odróżnieniu od miłości - wygląda malowniczo w literackich eposach i batalistycznych obrazach, więc jak nie ulec jej urokowi. Jakie filmy nas kręcą - ckliwe romanse czy thrillery, gdzie krew bryzga hektolitrami? Świat ma za sobą okropieństwa, które wstyd wymieniać. Kim by był lub nie był jego protoplasta, stworzył świat tak, że dominuje zło. Powiedzmy precyzyjniej, skonstruował rzeczywistość, w której nie jest możliwe, by było ono niemożliwe. Człowiek, jako integralna część świata, afirmuje okrucieństwo zasad, jakimi rządzi się życie. Zbrodnie, wojny, choroby i bezsensowne śmierci to jego esencja. „Inteligentny”, najdrapieżniejszy drapieżnik zabija inne stworzenia, czyniąc sobie Ziemię poddaną. Eksploruje i dewastuje zasoby świata, nie zważając na nic. Na ile Homo sapiens jest sapiens a na ile habilis? Jak tu istnieć ze świadomością, że człowiek jest katem świata i samego siebie? Władysław Bartoszewski mówił: „Warto być przyzwoitym” i został „wybuczany” przez „prawdziwych” Polaków. Z kolei Marian Turski powiedział, że: „Jeśli będziecie obojętni, to znowu jakieś Auschwitz spadnie nam z nieba”. W swym życiu kierowali się empatią i rozumem, co nie jest jakoś nachalnie częste. Za to nienawiść, idąca pod rękę z głupotą, święci tryumfy. Brunatny kolor cieszy oko i znów staje się modny. Okrucieństwu życia można przeciwstawić jedynie przyzwoitość, nic innego niestety nie mamy. Jeśli życie miałoby choć odrobinę sumienia, to może się zawstydzi, ale jeśli się nie zawstydzi, to w jego odmętach giniemy. Egoizm i zakłamanie rozlewają się coraz szerzej i szerzej. Jak w powieści Alberta Camusa czujemy, że „zbliża się dzień, gdy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki, głupota i nienawiść - jak dżuma - obudzą swe szczury i poślą je by umierały w szczęśliwych miastach. Wtedy przyjdzie nam rozejrzeć się za ratunkiem jeśli już nie dla swych ciał to dusz”. Czy znajdą się ludzie - jak doktor Rieux i jego pomocnicy – którzy, kierując się rozumem i empatią, zrobią w dystopijnej, kierkegaardowskiej bojaźni, co należy? Sąsiad zagadnął mnie o wybory. Żyjemy w atmosferze nagonki i fanatyzmu czyniącego ludzi ślepymi i głuchymi na rozumne argumenty, pogardzie towarzyszy pogarda. Politycy i dziennikarze podsycają ogień i jak diabły przy kotle, cieszą się, gdy ludzie łapią się za łby. Te hieny, zamiast budować mosty, palą nawet prowizoryczne kładki. Emocje zastępują rozum, więc budzą się populistyczne demony. Zaangażowanie autorytetu Kościoła w agitacyjny kociokwik pozbawia go resztek autorytetu. Polacy urodzeni w ostatnim trzydziestopięcioleciu, żyją w zupełnie innej Polsce niż my kiedyś, nie znają życia w autorytaryzmie. Ludzi młodych kręcą nowości, bunt, zabawa, lubią zadymę i ekstremizmy, instynktownie wyczuwają fałsz, stąd ich kolejne fascynacje, a to Kukizem, a to Hołownią, a teraz Mentzenem. Odpowiedziałem sąsiadowi, że wybory nie spędzają mi snu z powiek. Alternatywa – czy lepiej być w szambie po kolana, czy po szyję – jest przykra. Znowu wybór „mniejszego zła”. Czy wygra plemię Tutsi czy Hutu, nic się nie stanie, dzięki Bogu Polska to nie Rwanda. Choć obserwując obecny poziom kultury do Rwandy jest nam bliżej, a jeden z pretendentów nieodparcie przypomina mastodonta. W Brzesku część lokalnych „politykierów” - w miłym towarzystwie własnej nonszalancji, chcąc koniecznie „zaistnieć” - blokuje przekształcenie oddziału ginekologiczno-położniczego w onkologiczno-ginekologiczny. Oddział mógłby ratować życie kobietom chorym na raka. Radni, podpierając się „obroną traktu porodowego”, liczą na „zwycięstwo”. Jako pogodzony z nadaremnością życia, sardoniczny kpiarz - trzymam za nich kciuki. A może to tylko plotka, mająca potwierdzić, że Polska to dobre miejsce do umierania? Ryszard Ożóg
|