Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Giętki kręgosłup  (Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)  2025-06-08

Przymrużonym okiem Zofii Mantyki

Giętki kręgosłup

Jak ktoś ma kaprys, by śledzić wypowiedzi lokalnych działaczy, to ma ubaw po pachy. To często figury mające gumowe kręgosłupy, a ich główną dewizą jest zdobywanie popularności. Wyprawiają łamańce i igrce wprost niebywałe. Uczestniczą we wszelkich imprezach, byle tylko zaistnieć. Na szczęście dla nich i na nieszczęście dla nas, mało kto – z należytą uwagą - przygląda się ich kuglarskim wyczynom. Kto bowiem pamięta, co i kiedy mówili nasi czcigodni posłowie i samorządowcy, odznaczani krzyżami zasługi za… zasługi. Przeciwko komu występowali, by później tego kogoś wspierać w wyborach? Kariery najczęściej zawdzięczają partiom, na które się powołują, ale – i dla równowagi – czasem się od nich odżegnują. Nie do końca jednak, bo szalupę ratunkową warto mieć pod ręką. Przy ustanawianiu nowych nierówności w miejsce starych, kto wie, co zdarzyć się może? To śliskie, dorodne kameleony.

W czasach, gdy piastowali określone stanowiska, tańczyli tak jak im zagrano. Słodko-kwaśnym przykładem oportunizmu jest choćby postawa dyrektorów instytucji publicznych, w tym placówek służby zdrowia. Dbając o płynność finansową jednostek, żonglowali pracownikami, zatrudniając ich na części etatów, jednocześnie figlarnie manewrowali funduszem socjalnym. Wydatnie przyczyniali się więc do obniżenia przyszłych emerytur swoim pracownikom, by później wygłaszać bezkompromisowe przemówienia, piętnujące podnoszenie wieku emerytalnego. Ci polityczni żołnierze, mieszkają w domach bez luster, a ich poglądy to przekazy dnia, które mają bezkrytycznie wyrecytować. Symptomatyczne jest, jak nadzwyczaj ochoczo podnoszą aspekty moralne, wartości chrześcijańskie i różne miłe slogany. Jakież to urocze, by być zawsze po właściwej stronie.

Na biesiadnym spotkaniu z uwagi na moją – oby czasową - abstynencję, wyraźnie nie nadążałem za „nocnych Polaków rozmowami”. Skutki były opłakane. Otóż, przedstawcie sobie Państwo, że zrugałem mojego zacnego Sąsiada, który zarzucił mi infantylny symetryzm. Okazuje się – co mnie nie dziwi – że w tak dramatycznie podzielonym kraju, nie ma miejsca dla ludzi, którzy widzą Himalaje nikczemności po obu stronach barykady. Jako potomek bezetów zza Buga, nie mogę wyplątać swej wyobraźni z supła wsobnych, przestarzałych przekonań. Z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy słońce nie powodowało czerniaka, skleroza i zły cholesterol nie brały się z dobrego jedzenia, a seksowi nie towarzyszyło niebezpieczeństwo AIDS. Kiedy – mimo wrodzonego metafizycznego lęku przed niewiarą w sens istnienia – każdy kontakt z materią, umysł przerabiał na przyjemność. Boże, a gdy zjeżdżało się rowerem, dobrą poniemiecką szosą do Dusznik-Zdroju, jak chciało się żyć!

W miarę, gdy włosy są coraz bardziej policzalne, rozumienie świata staje się karkołomne, zaczynamy dostrzegać imponderabilia. Pisze o tym Rafał Matyja w książce „Kraków – miasto zero”, mamy tu możliwość zderzyć jego spojrzenia z naszymi galicyjskimi doświadczeniami. Ocena wartości ludzi z perspektywy Cmentarza Rakowickiego, oparta na opracowaniach Karoliny Grodzińskiej-Ożóg i Aleksandra Krawczuka, zaskakuje celnością spostrzeżeń. „Ile razy zdziwi nas prosty i skromny nagrobek wybitnej, szlachetnej osoby i rozdęty do dziwacznych form i rozmiarów monument kogoś, o kim pamięć zginie kilka tygodni po pogrzebie”. Cmentarze mają swoją osobliwą deweloperkę, obrazując polski kapitalizm XXI wieku. W tej splątanej rzeczywistości, kręgosłup to najmniej przydatny organ, niedbale profilujący sylwetkę człowieka, pragnącego dogodzić swej próżności poprzez manifestowanie zamożności i pozycji.

Mantyczący symetrysta nie może nie wspomnieć o polskim wcieleniu bohatera powieści Johnstona McCulleya. Nasz tarnowski „Lis” to obrońca Polski przed tyranem Trzaskowskim. Happening sam w sobie dowcipny, wyobraźmy jednak sobie, że pan Zorro zamiast szpady byłby wyposażony w broń palną. Ten incydent kolejny raz pokazał stan zabezpieczenia imprezy, na której – było nie było – był minister obrony narodowej. Powie ktoś, ależ co tam, przecież nikomu włos z głowy nie spadł, a kandydatowi na prezydenta USA odstrzelili ucho, więc… jesteśmy lepsi. Powiem Wam, dlaczego. Dach na którym zasadził się był Zorro, należy do Tarnowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, a jej prezesem jest mieszkaniec naszej gminy, były kandydat na burmistrza. To performance, tu wszystko było pod kontrolą, a tarnowski Zorro przybierze postać kolejnego maszkarona na rynku, jako turystyczny hit miasta.

Ryszard Ożóg


comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com