Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Bałwochwalstwo licencjonowane  (Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)  2025-06-27

Przymrużonym okiem Zofii Mantyki

Bałwochwalstwo licencjonowane

Jako człek wiekowy miałem – może i zezowate – ale jednak szczęście, żyć w czasach Polski Ludowej. Co daje asumpt do mantyczenia o turbulencjach dotykających nasz Kościół. Po wojnie kraj spowiła ponura smuta, panował stalinowski terror i walka z Kościołem, ale… od 1956 roku Kościół stał się realną siłą opozycyjną, stwarzającą osobliwą przestrzeń wolności. Powstały oazowy Ruch Światło i Życie ks. Franciszka Blachnickiego był niezwykłą formacją religijną, bez której część polskiego społeczeństwa wyglądałaby inaczej. Czy „Solidarność” miałaby szansę tak dynamicznie zaistnieć, gdyby kardynał Karol Wojtyła nie został papieżem, a autorytet Kościoła był inny? Kto to wie? Rola Kościoła w transformacji ustrojowej jest nie do przecenienia.

„Kto w Polsce zwalcza – w imię wolności ludzkiej – Kościół katolicki, ten – kimkolwiek byłby – jest albo ignorantem, albo nie jest liberałem. Tak może czynić tylko głupiec bądź uzbrojony w liberalną frazeologię rycerz totalistycznego i ateistycznego wstecznictwa. Liberał jest zawsze po stronie obrońców praw człowieka”. Zgadnij koteczku czyje to były słowa – zapytałby Kisiel. Otóż Adama Michnika. Kto je dzisiaj pamięta? A „Etykę solidarności” ks. Józefa Tischnera: „Solidarność zrodzona z ducha Ewangelii nie potrzebuje wroga lub przeciwnika, aby się rozwijać. Ona zwraca się do wszystkich, a nie przeciw komukolwiek”. Tischnerowskie finezyjne kazania i popularne „trzynastki”, odprawiane w akademickim kościele św. Anny w Krakowie, zapierały dech - to były znaki czasów. A co dziś z tego pozostało?

Po 1989 roku Kościół – jako jedyny podmiot – odzyskał majątek zagrabiony przez komunistyczne władze. Jego pozycja była kluczowa w przemianach społeczno-politycznych. W Kościele dominuje przekonanie, że najwyższą cnotą katolika jest posłuszeństwo władzy kościelnej, a nauczanie moralności wyraża głęboką niechęć do wolności. Sprowadza się to do formowania ludzi zależnych, niedojrzałych i nie w pełni świadomych istoty swojej wiary, ludzi… nieumiejących podejmować decyzji w zgodzie z sumieniem. Wychowanie do wolności jest przez hierarchów uważane za groźne. Dlaczego? Duchowni tacy jak Józef Tischner, Tadeusz Pieronek, Michał Heller czy Adam Boniecki - wylądowali w kozie. Każdy, kto zadaje „niewygodne” pytania, zostaje okrzyknięty przeciwnikiem – ba, reprezentantem sił chcących zniszczyć Kościół!

Spektakularne traktowanie tradycji i obrzędów religijnych prowadzi do uczynienia z nich – nie z Boga - przedmiotu kultu, a to oznacza idolatrię. Wszelkie bałwochwalstwo to absolutyzacja symboli świętości i uczynienie ich tożsamymi z samą Świętością. Gdy przyjrzeć się wyniosłej postawie hierarchii i ich stosunkowi do wiernych, pojawia się obraz butnej pychy, z którym nie sposób sobie poradzić. Lista – jakże uroczo barwnych – osobników współtworzących „lawendową mafię” i parasol ochronny, jaki ich otacza, to zatęchły paradoks instytucji głoszącej, że… prawda wyzwala! Osoby takie jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski czy ks. Andrzej Kobyliński, wyrażające troskę o wizerunek Kościoła, odsądzane są od czci i wiary. (sic!)

Wiara w Boga i nadzieja w Nim pokładana pozwalają zachować przekonanie, że gdy spotykamy się ze złem, z instytucjonalnymi krętactwami czy też ze złem systemowym, nie wolno milczeć i udawać, że…  „Polacy, nic się nie stało”. Kościół nie jest wspólnotą świętych, jeśli prawda, jaką głosi o boskiej naturze świata, nie stanowi prawdy potwierdzanej wizerunkiem. Parafrazując Fiodora Dostojewskiego: „Jeśli Boga nie ma, to nic się nie da naprawdę zmienić”, czyli – idąc dalej – stracone dzieciństwo i trauma osób skrzywdzonych nigdy nie zostaną „zwrócone”. Instytucja Kościoła jest święta, a tylko ludzie podli?! Miazmaty hipokryzji i dojmujący klerykalizm gaszą witraże, a zsakralizowana biurokracja i władza absolutna deprawują absolutnie. Stąd liczne skandale seksualne i finansowe oraz zmowa milczenia.

Widząc instytucję, w której dla wielu ważniejszy jest wąsko pojęty interes i usprawiedliwianie kłamstw dobrem Kościoła, człowiek zaczyna sądzić, że… może byłoby łatwiej sobie z tym poradzić, gdyby był niewierzący? Byłoby łatwiej, ale przecież trudno nie widzieć ogromnej matematyczności sensu świata. Świat jest racjonalny nie przez swoją racjonalność, ale właśnie przez sens istnienia – a pragnienie tego sensu zawarte jest w głębi uniwersum naszego myślenia. „Na początku było Słowo” – ów sens ilustruje, a rozum i język go dopełniają. Ludzkie zmagania ze swoim losem należą do wszechświata, a jeżeli tak, to bezsens ludzkiego istnienia byłby bezsensem wszechświata. Wszechświat jest przeniknięty sensem – matematycznie ujmowany i fizycznie opisywalny. Czy ludzkie życie ma być tylko nonsensownym absurdem z „Zimowej opowieści” Marka Helprina?

Dotykając tematów drażliwych, stąpa się po bardzo cienkim lodzie i… szansa, by nie wylądować pod lodem ostracyzmu - jak nie przymierzając biskup Pieronek - jest mizerna. Felietonowe igraszki intrygują i denerwują, taka ich sarkastyczna uroda. Zabijają chwile beztroski troską o sprawy, które – jak chcieliby niektórzy – nie powinny znaleźć się na agendzie, by „nie mącić w głowach”. Dość figlarnie koresponduje z tym… historia włoskiego „męczennika sumienia”, kapłana i filozofa Antonio Rosminiego-Serbatiego, potępionego za książkę „O pięciu ranach Kościoła Świętego”. Ten bajroniczny niecnota został dekretem Świętego Oficjum uznany za heretyka, a w 2007 roku… błogosławionym.

Za moich czasów mieliśmy godzinę religii tygodniowo w obiektach kościelnych, gdzie sfera sacrum oddziaływała na nasze umysły. Czy dlatego do dziś pamiętam Ojców i Doktorów Kościoła? A może wówczas bardziej dbano o przekaz Dobrej Nowiny niż o… kasę? Na pamiątkę sakramentu pierwszej komunii dostałem… książkę Daniela Defoe „Przypadki Robinsona Crusoe”. Ubrani byliśmy w to, co kto miał i – przedstawcie sobie Państwo – nie było bankietów w lokalach. Przygotowania do bierzmowania odbywały się bez udziału rodziców. Dało się? Dało! Ilość powołań do seminariów i zakonów była niesamowita. A teraz sekularyzacja i laicyzacja galopują jak konie Apokalipsy. Jeśli Kościół nadal będzie bronił „dobrego imienia” skompromitowanych kapłanów, a postaci pokroju ojca „Dyrektora” będą źródłem „prawdy”, to… scenariusz pustych kościołów jest nieodległy. Doprowadzi do tego bałwochwalstwo władzy i kult dóbr materialnych, a nie żałośni durnie mamroczący o „opiłowywaniu” wierzących. Sąsiad – jak to on – z sardonicznym grymasem dopowiada… „amen”.

Ryszard Ożóg   

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com