Nasza ładniejsza
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2025-07-10
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki Nasza ładniejsza W „Domu Wolnego Słowa”, czyli w TV Republika, mówią, że żyjemy w kraju zniewolonym przez dyktaturę. Zabawne, bo do jesieni 2023 roku, według TVN, też żyliśmy w dyktaturze. Ciekawe, że zarówno wówczas, jak i teraz, jedni i drudzy wygadują rzeczy, o jakich – cytując Ferdka Kiepskiego – nawet się fizjologom nie śniło. Co się zatem zmieniło? Sytuacja jest klarowna jak poglądy rotacyjnego marszałka Sejmu. Młodzi ludzie, nieznający „demokracji socjalistycznej”, serwowane mecyje łykają z apetytem i zrozumieniem, niczego nie rozumiejąc. Zrozumieją, gdy znajdą się w sytuacji, w jakiej my żyliśmy – gdy paszport był dobrem równie luksusowym i niedostępnym jak talon na meble czy samochód. Mieliśmy wolność słowa, nie było wolności… po słowie. Ludzie mniej się nienawidzili, bo mieli dużo mniej powodów do zazdrości. Nie licząc tych zza „żółtych firanek”, żyli jak żyli, czyli… „czy się śpi, czy się leży, dwa tysiące się należy”, za które to można było kupić… przysłowiowe gówno. A propos, „zdobycie” papieru toaletowego wydatnie podnosiło prestiż domu! Inżynier, robotnik, urzędnik, nauczyciel, lekarz – wszyscy zarabiali dość podobnie. To był egalitarny system sprawiedliwości społecznej. Koalicja „15 października” – czy jak kto woli – „13 grudnia” pęka jak mydlana bańka i… chyba już czas najwyższy. Gabinet ministrów, sklecony na zasadzie „każdy musi coś dostać”, to granat bez zawleczki. Tak to można lepić pierogi. Wydawało się, że gorszych dyletantów i Misiewiczów – jakich mieliśmy w rządzie „Zjednoczonej Prawicy” – znaleźć nie sposób. A jednak sposób, dało się i to komu? „Elicie z wielkich miast”, hłe, hłe Mellechowicz, piękna elita, no boki zrywać. Łowcy synekur nie znajdują się tam, gdzie się znajdują… przez przypadek. Na Jowisza, to nie fantowa loteria czy rzut kostką, to egzemplifikacja butwienia państwa. Od dekad rządzą delikwenci na jakich zasługujemy, bo tłuszczy wyborczej sformatowano umysły. „Ciemny lud to kupi” i kupuje. Siejąc nienawiść i rozbudzając instynkty, panują nad umysłami. Rzymska strategia: „dziel i rządź” działa na ludzi podatnych na sugestię. Zastępując wiedzę mitami, gusłami i pseudonauką, łatwo stymulować zachowania. Ukształtowane wrogie plemiona epatowane są teoriami, przy których „Ufo” to naukowy pewnik. Wysyp oszołomów, którzy w PRL-u mieliby problemy ze zdaniem matury, jest urzekający. Tytułomania – mająca w oczach gawiedzi budować autorytet ichmościów – to żałosna groteska. Lansowani „doktorzy nauk” mają czasem kłopot, by poprawnie sklecić zdanie. Owi „luminarze” deprecjonują uczelnie, w których się „kształcili”. Inna sprawa, że poziom i pozycja naszych uczelni przypomina poziom kadry narodowej w piłkę nożną. Ocena demiurgów „na świeczniku” wystawiana jest w zależności od tego, w którym plemieniu ów „autorytet” się mości. Dla jednych będzie wybitnym wzorem cnót wszelakich, a dla drugich ćwierćinteligentem i skończoną kanalią. Piętnowanie kogoś – powiedzmy premiera – za dziadka w Wermachcie może być ze wszech miar uzasadnione, natomiast zwracanie uwagi, że dziadek – powiedzmy przyszłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego – jako dyrektor Grand Hotelu w Sopocie był… oficerem UB, to nietakt. Bo nasz człowiek jest najmojszy. To tak jak w znanym dowcipie: „Mąż z żoną jedzą obiad w restauracji, kiedy do ich stolika podchodzi oszałamiająco piękna, młoda dziewczyna, całuje faceta i mówi, że zobaczą się później i wychodzi. Żonie nagle „tlen odcięło”, patrzy na męża z wściekłością i pyta: - Kto to był, do cholery?! - Moja kochanka – niedbale odpowiada mąż. - Wystarczy! Chcę rozwodu! - Dobrze – mówi spokojnie mąż – ale zauważ… po rozwodzie już nie będzie wakacji na Karaibach, mercedesa w garażu, zakupów i ciągłych wizyt u kosmetyczek i fryzjera. Ale oczywiście możesz zrobić, jak zechcesz. W tym momencie żona zauważa ich wspólnego znajomego wchodzącego właśnie do restauracji z młodą, niesamowicie atrakcyjną dziewczyną. - Słuchaj, kim jest ta dziewczyna obok Karola? - To jego kochanka – informuje ją mąż. - Nasza ładniejsza”. Stopień hipokryzji osiągnął Himalaje. Tworzone są „straże obywatelskie” do ochrony państwa przed nim samym. Politycy nakręcają histerię agresji do granic absurdu. Oczywiście nie dotyczy to „Ruchu Obrony Granic”, który – jak niezłomni ormowcy – ratuje Polskę przed hordami zalewającymi kraj. Na brzeskim rynku lokalni politycy PiS-u agitowali przeciwko tsunami migrantów. Nobilitowanie siłowych postaw i traktowanie innych jak „niebieskich Fugatów z Kentucky” to pretensjonalna demagogia. Licytacja PiS-u z Konfederacją i Koroną Brauna – kto jest „ładniejszym” patriotą – trwa. Czy teraz to oni urządzą nam Polskę? Sąsiad mantyczy, że trwają przygotowania do wielkiej bitwy jak – nie przymierzając – pod… Grunwaldem. Przed oczami jawi mu się pamiętny obraz krajobrazu przed bitwą, kiedy to krzyżackie wojska Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny zmierzyły się z połączonymi wojskami Królestwa Polskiego i Litwy. Jedni i drudzy w imię Boga – jak przystało na ludzi religijnych – żarliwie modlili się przed bitwą. Bitwa była nadzwyczaj udana i… w miarę sympatyczna, bo nie wszyscy zginęli. Ryszard Ożóg
|