Czy leci z nami pilot?
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2025-07-25
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki Czy leci z nami pilot? Parokrotnie, w moich niesfornych mantyczeniach – usiłując naśladować język Arystofanesa – wspominałem dramat Alfreda Jarry'ego „Ubu Król, czyli Polacy”. Akcja surrealistycznej sztuki „dzieje się w Polsce, czyli nigdzie”. Nie czarujmy się – Ubu to nie tyle postać, co… kondycja ludzka; to żerujący w korycie władzy lump. „W czasie, kiedy sztubak Jarry lepił we Francji swoją kukłę, sztubaki w Polsce, z entuzjastyczną aprobatą rodzicielską i szkolną, delektowały się – i delektują do dziś – wbijaniem na pal i wierceniem oczu, w sienkiewiczowskiej Trylogii” – pisał Boy we wstępie do swojego przekładu Jarry'ego, wydanego po raz pierwszy w 1936 roku. Ot, kolejny niewinny przyczynek do oceny naszej kondycji, którą analizuje Michał Bilewicz w swoim „Traumlandzie”. Ale… nie o tym chciałem pisać. A o tym, że jako stypendysta ZUS-u, rozkoszujący się urokami emerytury, nie mogę wyjść z podziwu, jakie dziwy – i bynajmniej nie o panie tu chodzi – nasz system emerytalny prezentuje. Pytanie – „Czy leci z nami pilot?” – postawione w tytule, nie jest bez kozery. Kosmiczne dziwactwa, z którymi mamy do czynienia, przechodzą ludzkie pojęcie. Stan bankructwa ZUS-u konkurować może jedynie z bankructwem NFZ, o którym wspominałem w felietonie „Życie jest słodko kwaśne”. To się musi rozpieprzyć i to… niebawem, bo system ochrony zdrowia jest chory i system emerytalny takoż. Z czterech reform rządu Buzka zrobiono wydmuszki i w rezultacie sytuacja zmierza do katastrofy. Lecimy bez pilota, a „Zegar Balcerowicza” już nie tyka – zadłużenie nabrało takiej prędkości, że mu wskazówki upierdzieliło. Populistyczne i korporacyjne wygibasy rozmontowują stan finansów państwa. Służby mundurowe, sędziowie i prokuratorzy nadal nie należą do powszechnego systemu emerytalnego i na ich składki emerytalne składają się podatnicy, bo… tak ma być i już. Czyli fundujemy im „jazdę na gapę”. A co to jest Koteczku „trzynasta i czternasta” emerytura? To… egalitarny absurd. Powiedzieć, że w systemie emerytalnym panuje bałagan, to jakby nic nie powiedzieć – to jest burdel. Dlaczego „trzynasta emerytura” nie jest taka jak pozostałe dwanaście? Ano dlatego, że to kretyński, populistyczny podarek, nie mający nic wspólnego z emeryturą. Z kolei „czternasta emerytura” jest subsydiarnym zasiłkiem dla ubogich. Tyle, że zasiłki pomocowe powinny być wypłacane przez ośrodki pomocy społecznej, a nie ZUS! Polacy mieszkający poza granicami kraju otrzymują emerytury, jeśli przepracowali w Polsce określoną ilość lat, to oczywiste. Ale, przedstawcie sobie Państwo, że oni też dostają „trzynastki i czternastki”. Jeśli ktoś przepracował w kraju raptem kilka lat, to ma niewielką „polską emeryturę”, zatem dostaje zasiłek znacząco ją przekraczający. (sic!) Zasiłki subsydiarne powinny być przyznawane tym, których sytuacja majątkowa jest kiepska i trafiać do tych, którzy faktycznie żyją biednie. To, co się wyprawia, to próg letalny i groteska z krainy Króla Ubu. Od lat przebąkuje się – tu i ówdzie – o „emeryturze obywatelskiej”, jednakowej dla wszystkich, jako świadczeniu pozwalającym przeżyć. Różne jej warianty funkcjonują w Kanadzie, Danii i Australii. O tym się u nas mówi i… na mówieniu się kończy. Za to festiwal kretyńskich dyrdymałów trwa w najlepsze.Ot, choćby pomysł powrotu do... "bykowego", które płaciło się w PRL-u, gdy do żeniaczki i dzieci nie było zbyt pilno, dokąd na przykład - nie poznało się jakiejś pięknej "okocanki". To kolejny – nomen omen – „poroniony” projekt, by nakłonić młodych do prokreacji, tak samo racjonalny jak sławetne „500+” i „800+”. Nawiasem pisząc – czy ktoś o zdrowych zmysłach jest w stanie wytłumaczyć, z jakiego tytułu świadczenie to otrzymują przebywający u nas Ukraińcy? Czy to poprawia polski przyrost naturalny? Absurd goni absurd i lecimy bez pilota. Zresztą „polski pilot potrafi lądować nawet na drzwiach od stodoły” – to pamiętne słowa wypowiedziane w związku z tragedią pod Smoleńskiem. W pełni oddają one mentalność panującą w Traumlandzie. „Prawdziwi Polacy”, jak przystało na niezłomnych patriotów, poruszają się w „państwie z kartonu” znakomicie. Może i ich dokonania na odcinku reprodukcji nie są jakoś nazbyt oszałamiające, ale za to na chrzcie, przy doborze imion dla swych pociech, widać patriotyzm i polonofilstwo. Roi się tu od Andżelik, Inez, Izaur, Alanów i innych Kevinów – jakież to ujmująco słodkie. Jak fascynujące występy Inez z Brzezin, boskiej wokalistki disco polo, która – o zgrozo – jest singlem i załapałaby się na „bykowe”. Prezesowi prezesów – mówiącemu o „dawaniu w szyję przez niewiasty” i pouczającemu, kto w Polsce jest elitą – pewnie to nie w smak. Choć kto go tam wie, przecież on też jest singlem i to dość nobliwym. No cóż, tak to czasem bywa, że przytyka kocioł garnkowi, a… zupa się wylewa. Znam to z autopsji. W latach siedemdziesiątych – podczas moich pierwszych lat pracy – zadawałem szyku jako świeżo upieczony nauczyciel i wychowawca w technikum. Równolegle, jako młody birbant i facecjonista, z upodobaniem bywałem w Jamie Michalika, Piwnicy pod Baranami, Jaszczurach i innych knajpach oraz klubach studenckich. Doskonale pamiętam, jak na szkolnej wywiadówce uczenie tokowałem i perorowałem rodzicom, jak to ich pociechy winny się uczyć i porządnie zachowywać. Po wywiadówce podszedł do mnie niezmiernie miły, starszy, szpakowaty pan – ojciec jednego z uczniów – i dyskretnie podał mi mój portfel z dokumentami, który zgubiłem na dyskotece w klubie „Pod Przewiązką”, gdzie – jak się okazało – pracował jego brat. C'est la vie. Poczułem się umiarkowanie sympatycznie – jak, nie przymierzając, śnięta ryba w Uszwicy. Zdaniem Sąsiada wyszło, jak w krainie Króla Ubu, z pamiętną frazą: „Bardzo dziś jesteś brzydka moja żono. Czy dlatego, że mamy gości?”. Ryszard Ożóg
|