Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Borowikowa bez borowików  (Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)  2025-08-21

Przymrużonym okiem Zofii Mantyki

Borowikowa bez borowików

Przepalanie publicznych pieniędzy jest absurdem, jak jazda furmanką po autostradzie, tylko „co to konia obchodzi, że furman jest pijany?”. Awantura z „dywersyfikacyjnym” mieleniem części kasy z KPO to arcyzabawna hucpa. Oburzenie, że marnowane są pieniądze, jest… oburzające. A cóż to znowu za nowina? Kiedy państwo wpieprza się w mechanizmy gospodarcze, zawsze dochodzi do korupcji i marnotrawstwa. Prywatnych dudków tak głupio się nie traci. Koncesje, konkursy, dofinansowania i transfery społeczne to pola patologicznego „rozdawnictwa”. W czasach słusznie minionego PRL-u, gdy o wszystkim decydowało państwo, trwonienie efektów ludzkiej pracy było gigantyczne i… zrozumiałe. To był czas, gdy człowiek był niewolnikiem, idealizując młodość, jakoś o tym łatwo zapominamy. W tym wesołym bardachu o przyznaniu worka cementu na budowę decydowały „dojścia”. Kumoterstwo „po linii” i powszechne łapówkarstwo oddawało powiedzenie: „u nas to tylko ryby nie biorą”. Atmosferę cudownie ilustrował kabaret „Tey” Laskowika i Smolenia oraz filmy Barei.

Po „rewolucji bez rewolucji” z 1989 roku – której bezkrwawego przebiegu niektórzy nie mogą do dziś wybaczyć – pojawił się „wolny rynek”. Eksplodowały bomby samorządności i przedsiębiorczości, a do gospodarowania publicznym groszem zabrały się przeróżne figury. Ruszył karnawał demokratycznej anarchii społeczeństwa obywatelskiego. Co by nie powiedzieć – żyjemy w kraju, który zmienił się nie do poznania i to nie tylko w okolicach Poznania. Polska jest osobliwą krainą, której – mimo wszystko – mogą nam pozazdrościć bliscy i dalsi sąsiedzi. Zdaniem mojego Sąsiada „Boomerzy”, którzy już niejedno w życiu widzieli, potrafią to w miarę obiektywnie docenić. Czy mogło się nam powieść lepiej? Pewnie, że mogło, jednak czasu się nie cofnie, a „życie jest jak koszulka niemowlaka – krótkie i… ”. Materialny awans cywilizacyjny tzw. „szarego Polaka” w ostatnim trzydziestopięcioleciu jest bez precedensu, intelektualny… niekoniecznie. Wyhodowano nową odmianę „homo sovieticusa”. 

Czy każda złotówka ma wartość złotówki, niezależnie od tego, kto ją marnotrawi? No bez jaj, gdy przepalają ją „tamci” to mamy aferę, ale jeśli „nasi” – jest okej. Od czasu jak ruszyły „transfery społeczne”, kto żyw wyciąga ręce po pieniądze. Przypomina to trochę czasy „kartek na gorzałę i fajki”. Wiadomo, „jak dają, to tylko idiota nie bierze”. Pamiętam rozmowę z – sympatyczną skądinąd – „bizneswoman”, gdy zaordynowano „500 +”. Na moje pytanie, czy przy jej wysokich dochodach będzie brać te pieniądze, odpowiedziała: „ A dlaczego nie? Kupię sobie może… jakiś kosmetyk”. Nie, nie łódkę żaglową, ale „ziarnko do ziarnka i…” - liczenie na szlachetność ludzi to donkiszoteria. Trwonienie kasy, pięć lat po covidowych kłopotach, na wymyślną dywersyfikację działalności usługowej – jest równie mądre, jak ówczesne zakazy wejścia do lasu czy nieskazitelnie transparentne „zakupy” sprzętu.

Samorządowe tuzy uparcie aplikują o ośrodki zewnętrzne, bo chcąc zrobić coś więcej niż tylko administrować, muszą „walczyć” o dodatkowe finansowanie. Zamierzenia inwestycyjne, czyli tzw. „środki twarde” wydawane są, jak są – przykładów „wodotrysków” nie brak. Natomiast środki „miękkie” to przepastne obszary do przejadania kasy. W obawie, by nie zostać okrzyknięty „loserem”, większość gospodarzy „gospodarzy”, jak się zdarzy. Kto pamięta działania Polskiej Fundacji Narodowej, ten może przysiąść na „patriotycznej ławeczce” i… kontemplować rejsy jachtem „I Love Poland”. Wiele rządowych programów było i jest dziwacznych, jak niektóre projekty z obszaru polityki społecznej i edukacji. Pierwszy lepszy z brzegu przykład z „Erasmusa +” - zagraniczne eskapady nauczycieli, po to, by… nauczyć się uczyć swoich przedmiotów w języku angielskim. Ilu z nich uczy później polskie dzieci chemii, fizyki, historii czy języka polskiego… po angielsku? Ile środków zostało przepalonych w podobny sposób? Ale, kto bogatemu zabroni?
Zasada jest prosta – są środki, trzeba je wydać i po balu, bo „jeśli my ich nie weźmiemy, wezmą inni”, a nie wolno narazić się na krytykę, że nie wykorzystaliśmy okazji. To chocholi taniec. Weźmy programy w rodzaju „Czyste Powietrze”. W obiektach użyteczności publicznej – szpitalach, szkołach, urzędach itp. – podobnie jak w domach prywatnych, do utylizacji idą niedawno wstawione plastikowe okna z dwiema szybami, instaluje się nowe z trzema, aby móc zmieścić się we wskaźnikach umożliwiających dofinansowanie! Tylko patrzeć jak będzie się je wymieniać na takie z czterema, pięcioma itd. Ogrzewanie gazem – było ekologicznym hitem – już nie jest, bo karierę robić ma… tajemniczy pelet drzewny. Na jak długo – rok, dwa? Wiadomo – „Miś musi być duży”. Podobnych, równie idiotycznych przykładów jest mnóstwo. Marnotrawstwo goni marnotrawstwo. Sąsiad - rumieniąc się z lekka - wspomina przaśne zabawy „w butelkę”, czy jej późniejsze wersje: gry „w gwiazdę” i „słoneczko”. Teraz można by na nie dostać dofinansowanie, jak dla klubu swingersów (sic!). Nie mówiłem, że zmieniło się nie do poznania.

Czy szkolenia i doradztwo w BUR – Bazie Usług Rozwojowych – pilotowane przez PARP zasługują na burę? Przecież to takie głupstewko - zaledwie 7 mld. Oj, weźmie się za takich nowy prezydent! Oj, weźmie! Ale, ale, my tu sobie łobuzersko mantyczymy, a powinniśmy cmokać - wraz z TV Republika - nad „majstersztykami” Donalda Trumpa. Na spotkaniu u „Wielkiego Brata” – „fajnie opaleni” i w „fantastycznych garniturach” Europejczycy – potulnie pałaszowali zupę borowikową bez borowików. W tym spektaklu nie uczestniczyli Polacy, stąd w dużym i małym pałacu rwą sobie włosy z rozpaczy, a może i z głowy. No bo, jakże to – nasz największy przyjaciel nie dosłyszał lwich porykiwań polskiego prezydenta, że będziemy największą militarną potęgą Europy? Ten arogancki demiurg kolejny raz pokazał, że – poza czcigodnym imperatorem Rosji – innych ma tam, gdzie mu włażą. Mamy z nim relacje wyśmienite, jak głosi „psi gwizdek” naszych polityków, a krzesła dla nas nie było, bo… nie lubimy tłoku. Pekka Haavisto pieje z zachwytu, że prezydent Finlandii Alexander Stubb dostał zaproszenie do Waszyngtonu. Zaszczyt to nie lada – siedzisz z otwartym dziobem, jak pelikan Haavisto i… trawisz to.

Sąsiadowi przywodzi to na myśl stary, obsceniczny dowcip: „Podczas – odbiegającego od tradycyjnych standardów – seksualnego zbliżenia, rozlega się nagle krzyk rozpaczy ambitnego plemnika: «Panowie, zdrada, jesteśmy w dupie!»”. Przepraszam P.T. Czytelników za tą co nieco niesmaczną puentę, ale w jakiejś mierze oddaje ona sytuację, w którą pakują nas nasi – pożal się Boże – wybitni „mężowie stanu”. Historia nadal niczego ich nie nauczyła.

Ryszard Ożóg
comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com