Znakomicie… a nawet dużo gorzej
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2025-09-09
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki
Znakomicie… a nawet dużo gorzej Mój stary znajomy, który – od przeszło trzydziestu lat – mieszka na „Zachodzie”, co jakiś czas odwiedza Ojczyznę i nie może wyjść z podziwu, jak się u nas zmienia. Jego zdaniem, Polska pięknieje z dnia na dzień, ale jest coś, co się nie zmienia – to nasza mentalność. Jesteśmy posępni jak grabarz w deszczowy dzień, kiedy nikt nie umarł – „no, bo… z czego się tu cieszyć?”. Odkrywcze slogany w rodzaju: „Polska w ruinie”, robią furorę i mają licznych adoratorów. Zadowolenie i uśmiech to ostatnia rzecz, jaką można u nas zobaczyć. No chyba, że bliźniemu przytrafi się jakieś nieszczęście. Nasze miasta, drogi, sklepy, nie ustępują światowym standardom. Wioski są często elegantsze i ładniejsze niż na „Zachodzie”. Czyli jest… fatalnie i dlatego zadajemy pytanie „jak tu żyć?”. Sąsiad zauważa, że: „Każdy medal ma dwie strony i stan służby zdrowia, sądownictwa, edukacji czy systemu emerytalnego to rewers. Niech mądraliński «obieżyświat» wróci, a zobaczymy, czy zobaczymy jego uśmiechniętą gębę? Jeśli przechera będzie suszył zęby, susząc dywany oblane naszymi łzami, to mu się dostanie i zrozumie, że Polak to nie jakiś – za przeproszeniem – Kasper Pokraka z Kiszkowa”. Prawdziwy Polak to człowiek walki, przesycony zawiścią i zazdrością, zawsze dojrzy, że ktoś ma lepszy samochód, wyższe ogrodzenie, młodszą żonę i w ogóle… ma więcej i lepiej. Konstatacja ta przyprawia go o palpitacje serca i przypływ żółci. Sarmatyzm i chłopskość tkwią w naszym krwiobiegu jak gzy w końskim ogonie. Jako niewolnicy konwenansu: „co ludzie powiedzą”, ćwiczymy różne pokazowe gesty. Ot, pierwszy z brzegu przykład – ilość „zamawianych” intencji mszalnych podczas pogrzebów. Czy to wielkoduszny wyraz miłości zmarłego czy kabotyński pokaz? Jakby było, gdyby ksiądz nie czytał tych „co dali na mszę”? To oczekiwane – przez niektórych – osobliwe „czytanie”, wymownie koresponduje z Ewangelią św. Mateusza 6,1: „Uważajcie, abyście nie wykonywali sprawiedliwości przed ludźmi po to, aby was ludzie widzieli”. Według Ewangelii św. Jana 18.36 „Królestwo Boże nie jest z tego świata”. Czy intronizowanie Jezusa Chrystusa na „Króla Powiatu” nie jest tromtadracką inscenizacją? Działania „pod publiczkę” w sferze sacrum to profanacja, a faryzejskie spektakle, stawiając wszystko na głowie, przypominają grę w tenisa bez rakiety. Antoni Słonimski pisał: „Polska to taki dziwny kraj, w którym wszystko jest możliwe, nawet zmiany na lepsze”. Felietony tego „heretyka na ambonie” to maestria gatunku, a diagnoza polskiej mentalności, urzekająco trafna i – jak się okazuje – ponadczasowa. Tadeusz Konwicki – któremu Słonimski zapisał w spadku… telewizor (sic!) – podczas pogrzebu, gdy trumna z ciałem przyjaciela nie mieściła się do grobu i trzeba było poszerzać dół, stwierdził: „Był większy, niż przewidywały normy. Ale ja o tym wiedziałem”. Ten zadziorny liberał był „maniakalnym Polakiem”, ośmielał się krytykować ksenofobię i nacjonalizm. W warszawskiej kawiarni dostał za to zgrabnie po ryju. Z okazji 130. rocznicy urodzin, Sejm RP ogłosił rok 2025… „Rokiem Antoniego Słonimskiego”. Ot i kolejny kabotyński paradoks. Jakże sardonicznie współbrzmiący z felietonem, w którym „Pro-rok” pisał o mogącej zdarzyć się nieznośnej sytuacji, gdy „na pogrzebie będą cię na swych barkach nieśli ci… których nie znosiłeś”. Teodor Kos, Feliks Suweren, Zofia Markowska czy Wacław Wodnik to pseudonimy autorów, którzy na portalu „za wielką wodą” recenzowali poczynania lokalnych władz. Chyba zwinęli żagle. W zamian pojawiają się komeraże i newsy o siusiających w krzakach i perypetiach z parkingami, które bawią i smucą zarazem. Temat sławnej, niesławnej „beczki” powraca jak bumerang. Meandry prawne, związane z lokalizacją „piwnego ogródka” rozpalają namiętności. Okazuje się, że mieszkanie w centrum miasta to… dopust boży. Zaglądający tu ludzie, szukający atrakcji, bywają hałaśliwi. Brzesko to miasteczko, któremu daleko do Barcelony czy Krakowa, ale i tu dobrostan ciszy nocnej bywa zakłócany. Zatem i w tym aspekcie „dogoniliśmy” Europę. Rynek ma swoją poetykę, poza sezonem letnim zapada w niedźwiedzi sen. Handel zamarł, bo wykończyły go internetowe zakupy i wielkopowierzchniowe sklepy. Incydentalnymi atrakcjami są tu jarmarki świąteczne, kościelne procesje i rachityczne eventy polityczne. Miasto ma korzystne położenie, zjazdy z autostrady i leży na „Szlaku Jakubowym”, a mimo to biznes hotelowy i gastronomia kuleją. Nie jesteśmy Hiszpanami, Włochami czy Grekami i nie ma co udawać Greka, że zwykliśmy przesiadywać na kawiarnianych pogawędkach. Nie te klimaty, nie ten czas i nie ci ludzie. To kwestia mentalności i zwyczajów. Pofantazjujmy jednak, że zdarzył się cud i… zamiast infekować się – jak „Straszni mieszczanie” – demagogią z telewizji, czy - jak „Buszujący w zbożu” - buszować po smartfonie, spotykamy się w kawiarnianej scenerii. Dworując z powszechnej zawiści – pysznie oddanej w piosence Wojciecha Młynarskiego „Szajba” – potrafimy się życzliwie uśmiechać. Ktoś, pastiszujący, powiedzmy… Boya Żeleńskiego, mówi: „Uf, mamy fart, podobno pojawiały się groźby, że skłóceni czchowscy rajcowie – jak kukułcze jajo – podrzucą nam ów sławny, «wystrzałowy czołg». Przedstawcie sobie Państwo, że to cacko staje obok patriotycznego muralu na Słotwinie, albo… na Rynku, lufą w kierunku równie sławnej beczki i… kto wie?”. My tu gadu, gadu, a tymczasem do Ministerstwa Zdrowia wpłynęła petycja wprowadzenia zakazu spożywania i kupowania alkoholu i tytoniu przez… seniorów 60+. A fuj! No, na szczęście, to felieton pisany, a nie radiowy, więc nikt nie usłyszy zamiast fuj, knajackiego rymu do fuj. Ryszard Ożóg
|