Czterdzieści lat minęło…
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2025-09-29
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki Czterdzieści lat minęło… Dobry wieczór, szanowni Jubilaci i zaproszeni Goście – naśladując Andrzeja Poniedzielskiego – to właściwie wszystko z weselszych rzeczy, które miałem do powiedzenia! Czterdzieści lat minęło i… pozwólcie, że nieco odbrązowię sylwetkę właściciela firmy. Ten bystrzak, kręcąc się na karuzeli życia, od urodzenia miał niebywały fart i łeb do interesów. Zaczęło się jakoś zaraz po urodzeniu, gdy od króla Wacława II - który lokował Nowy Sącz - odziedziczył w spadku… imię. Wacław wśród sądeckich dziop uchodził za ciacho, więc starały się go usidlić. Ten chodok mierzył jednak wysoko. Planował zrobić interes życia i zrobił. Poderwał przybyłą tu do szkół, piękną dziewczynę z Brzeska, niejaką Małgosię z zacnego rodu Rybickich. Szczwany macho, przykleił się do niej jak Hołownia do PiS-u i… tak znalazł się w mieście nad Uszwicą. Trochę się jednak przeliczył, bo lekko mu tu nie było. Oj nie! Obcym przybłędom w Brzesku lekko nie jest. Wiem, co mówię, bom i sam doświadczył podobnego szczęścia. To właśnie tu, przed czterdziestu laty, dostał cynk od ministra Wilczka, by zamiast narzekać na szefów, samemu został szefem. Nie poszedł w politykę, jak inni… za potrzebą, lecz zaczął działać w biznesie. Postawił - tuż przed moimi oknami - przeklęty silos z cementem. Zrozumiałem wtedy, że moja ucieczka z Krakowa - w poszukiwaniu czystego powietrza - żadnego sensu nie miała. Znajomi, jak to znajomi, uważali, że skorzystałem, bo podczas rozbudowy domu ogromne, białe obłoki cementu przywiewał mi wiatr. Przywiał mi i znajomość z tym niezwykłym biboszem, i dziwnym trafem trwa ona do dziś. Co ciekawe, nieopodal mnie zamieszkał i drugi entuzjasta budowlanej sztuki, Mundek Leś. Widać taką miałem predestynację wiktymologiczną. Ci, co Wacka bliżej znają, wiedzą jaki to niezwykły oryginał. Rozwijał firmę, w której drapieżne mechanizmy kapitalizmu kłóciły się z jego socjalistyczną duszą. Empatyczne relacje pracowników z szefem były jej znakiem firmowym. Wacek - jak boski Juliusz Cezar - sypiał cztery godziny na dobę. Wstawał przed Jutrznią… i już o czwartej trzydzieści, na placu „przed sklepem”, dokonywał odprawy służb i wart. Po „porannym apelu” machina budowlana ruszała do boju, a on - niczym Jagiełło na grunwaldzkich polach – rozporządzał każdą chorągwią, rusztowaniem i betoniarką. Wiedział bies o wszystkim, a przynajmniej taką miał nadzieję. Z upływem lat firma zmieniała siedziby i nabierała rozmachu. W 2015 roku, podczas jubileuszu trzydziestolecia, dowiedział się, że… „Polska jest w ruinie” - strasznie się tym przejął. Zrozumiał, że żartów nie ma i budowlańców czekają kolejne wyzwania. Podwinął rękawy i przystąpił do odbudowy kraju. Udało się: „Polska wstała z kolan”, w czym niemała zasługa Wackowej brygady. Kolejne dziesięć lat przeleciało mu jak ruskie drony nad Polską. Orderów dostał bez liku i przedstawcie sobie Państwo… żadnego nie odesłał. Nikt mu niczego nie zazdrościł… jak to w Brzesku. Niektórzy jednak plotkują, że Wacek z Mundkiem mają obstalowane budowanie schronów w całej Polsce. Zważywszy, że – od czasu swego ślubu - minister obrony ma ponoć niezwykły sentyment do Gdowa i Brzeska, to kto ich tam wie? Mogli się dogadać jak… tygrysek z tygryskiem. Obaj spryciarze niecnie skorzystali z KPO, dywersyfikując biznesowe działalności, o czym trąbiły media. Przy ich zacumowanych na Uszwicy jachtach, łódka Abramowicza wygląda jak obciachowe czółno. W niezwykłym portfolio firmy jest i hala z kortem do gry w tenisa ziemnego. To tutaj - żarłoczny rekin brzeskiego biznesu - wmawia sobie, że się nie starzeje. Najnowszym pomysłem jest sportowa strzelnica, w której szelma trafia w same dziesiątki. I nie ma się co dziwić, gdyż podobno za tarcze służą mu… sylwetki lokalnych przedsiębiorców, polityków i samorządowców. Pozwólcie Państwo, że na koniec odkurzę fragment satyrycznej laudacji, którą mamrotałem na imprezie z okazji siedemdziesiątych urodzin tego awanturnika. Wyjawiłem wtedy, dlaczego ekspresowa droga z Brzeska do Nowego Sącza nigdy nie powstanie. Sądeccy przedsiębiorcy stają na głowie, aby Wacek do nich nie wrócił. Parafrazując rymowankę Andrzeja Waligórskiego, wiedzą, że: Wiatr historii wieje szumno, Przyszłość za zakrętem - Wacuś betonuje gumno Portlandzkim cementem. Kupił go trzydzieści worków, Rozmieszał go ładnie I tak od zeszłego wtorku Chlapie gdzie popadnie! Wykończona już chałupa Z fasonem i szwunkiem, I podwórko jak skorupa I sraczyk jak bunkier! Wszędzie twardo, nawet w szopie I w budzie dla psiska, Rysiek pies ma płaskostopie I zadek w odciskach. Bystry Wacek, patrzy dziwnie, Palcem w nosie wierci: - Co ja jeszcze tu usztywnię Jak już wszystko fertig? Wtem się puknął pięścią w głowę, Złapał kubeł, pędzel, I wybetonował drogę Po ostatni frędzel! Potem wyszedł na swe pole, Przyjrzał mu się z boku: - Wybrukuję całą rolę - Będzie wreszcie spokój! Nadbiegł z Sącza sierżant Miziak I czterech Dreptaków: - Wacek, ty masz chyba hyzia, Lub trzeźwyś, biedaku? Na to Wacek, entuzjasta Betoniarskiej sztuki, Odrzekł: - Idźcie wy do Sącza, Skubane nieuki! U nas nowe prądy dują, Nic się nie zieleni, Nawet parki betonują, Bo przecie kształceni! Sprawił i Miziaka żonę, Co przylazła szosą I piekielnym swym betonem Zrobił z baby posąg. Babę zaś to zachwyciło I już nie kaprysi: - Pierwszy raz mi się zdarzyło Że mi cyc nie wisi! Szanowny Wacławie, jeżeli – jakimś cudem – udałoby się nam dożyć do kolejnego jubileuszu, zrób błąd i zaproś mnie znowu, a… zobaczysz z jaką szykowną laską, czy równie gustownym balkonikiem się pojawię. Ryszard Ożóg
|