O płaszczyku Stanisławy Bozowskiej… i nie tylko, czyli kto wychowuje nasze dzieci?
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2025-10-09
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki O płaszczyku Stanisławy Bozowskiej… i nie tylko, czyli kto wychowuje nasze dzieci? O ochronie zdrowia i kondycji NFZ pisałem niedawno. Sytuacja jest o tyle zatrważająca, że tylko patrzeć, a szpitale przestaną przyjmować pacjentów. Dla staruchów w moim wieku, to może nie jest i zła wiadomość. Wychowani na powieściach Hemingwaya, bardziej cenimy śmierć „gdzieś tam” niż na szpitalnym łóżku. Zwłaszcza, że jej uroku już nie podnosi legendarna uroda pielęgniarek, bo wiek niektórych nieznacznie odbiega od dogasających pacjentów. Mantyczenie o stanie ochrony zdrowia wymaga końskiego zdrowia. A czy ktoś może jeszcze pamięta, co to koń? Starsi trochę pamiętają. To na pewno nie pies, ani kot, akurat o nich to zapomnieć nie sposób. Ich ilość lawinowo rośnie, zwłaszcza w miastach. Wożone w wózkach, rozpieszczane i humanizowane, prezentują się surrealistycznie, podobnie jak awantura o zdrowotną edukację.
No bo kto to widział, żeby w szkole uczono o zdrowiu - skandal! Doprawdy, niektórym to się już we łbach poprzewracało. Tylko patrzeć, a jakiś kretyn wpadnie na równie szalony pomysł, by uczyć podstaw prawa. Po jaką cholerę obywatelowi potrzebna taka wiedza. Od czego mamy lekarzy i prawników, to skryty zamach na ich dochody. Wyedukowany cwaniaczek będzie zdrowo żył i spadnie ilość chorych. Podobnie z wiedzą prawną, przestanie „miąć czapkę przed urzędnikiem” i będzie się mądrala stawiał, że mu to i tamto przysługuje. Lekarzom i prawnikom pozostanie kącik porad w rodzaju „jak ugotować jajko na miękko?”. Nie pozwolimy na takie oświatowe fanaberie! Bez obaw, jak daleko wzrokiem sięgnąć, reformy edukacji przypominały… damskie reformy, to jest: wysoki stan oczekiwań, zalotnie ozdobne koronki i pośrodku – z przodu i z tyłu – szew, usiłujący zakryć gołą… ! Analfabetyzm wśród pospólstwa był od zawsze normą. Nawet i „szlachetnie urodzeni” nachalną wiedzą nie grzeszyli, a białogłowom perswadowano, że nie mają do tego głowy. Stanisław Konarski – założyciel Collegium Nobilium – zainicjował reformę polskiego szkolnictwa i jego działalność utorowała drogę do powstania Komisji Edukacji Narodowej. Później zamiast z górki było pod górkę. Warcholstwo i zacofanie - czego efektem były: zabory, germanizacja, rusyfikacja i inne miłe rzeczy – dotkliwie chłostały polską szkołę. W międzywojniu reforma Jędrzejewicza usiłowała stan oświaty poprawić, ale dopiero w PRL – pomimo ideowej indoktrynacji – edukacja dotarła pod strzechy i… ziścił się sen siłaczki o „Fizyce dla ludu”. W III RP nastąpiło przebudzenie i… oświata zabuksowała. Zafundowano chaos i uroczą ciuciubabkę z tworzeniem i likwidowaniem gimnazjów, figlarnie testowano „Paradoks Banacha-Tarskiego”. Inkluzywne nowinki implementowane z Zachodu zdemolowały oświatę. Galante zwichrowany system edukacyjny produkuje ludzi, których wiedza nie budzi… ich wątpliwości. Sokratejskie: „Wiem, że nic nie wiem” na pewno ich nie dotyczy. Osobliwa punktacja za publikacje – ideologicznie przypisana niektórym czasopismom – wyświęciła niejednego „naukowca”. Ilość i jakość jakoś rzadko idą w parze. Wracając do „Siłaczki” Żeromskiego, to lekarz Paweł Obarecki miałby się dzisiaj całkiem sympatycznie, jeśli akurat nie zostałby zadźgany przez pacjenta. A co z nauczycielką Stanisławą Bozowską? Sąsiad – jak to on – podrzucił pyszny dowcip. „Przychodzi do lekarza kobieta, ten po badaniu stwierdza: - Nie jest źle, pani profesor, przepiszę pani leki. Rozpromieniona nauczycielka mówi: - Mój Boże, poznał mnie pan po trzydziestu latach od matury! – Pani nie, ale płaszczyk”. Akcydentalny fragment z edukacji zdrowotnej, dotyczący tożsamości płciowej, wywołał histerię przypominającą rechot żab – dywagujących w sadzawce – o naturze Boga. Jeśli praprzyczyną powstania świata jest Bóg, który stworzył każdego i każdego kocha, to kto ma prawo krytykować Stwórcę za świat, w którym mamy ludzi takich, jakimi są? A kto stworzył seks, dający nowe życie? Nie można: uczyć, leczyć, sprawować liturgii, prowadzić auta – bez wymaganych uprawnień. Czy zdrowe życie i seks nie wymagają przygotowania opartego na naukowej wiedzy? Człowiek zazwyczaj postrzega płeć jako pierwotny fakt natury i tak ją interpretuje. Czy pozycja społeczna powinna być zależna od płci? A co z przemocą domową i antykoncepcją? To tematy tabu, bo taka jest koncepcja? Co z adhortacją „Amoris laetitia”? A tak na marginesie, nauczanie to my mamy we krwi, wykrzykując: „Ja pana nauczę!” czy też „Ja ci pokażę!”. Treści nauczania muszą być dostosowane do wieku i możliwości heurystycznych dziecka, dotyczy to szkoły i Kościoła. Obecny „bój o edukację zdrowotną” to groteska i asocjacje wyjęte żywcem z czasu felietonów Boya Żeleńskiego. Ta pokrętna awantura przypomina dyskusję z człowiekiem, którego boli ząb. Mikroby polityki zarażają wszystkich, a szkole – chorej na paraliż postępowy – wstrzykuje się zarazki febry. Zachłyśnięcie „wolnością” zbrukało wszelkie autorytety i mamy kipisz. Szaleje osobliwy dzieciocentryzm i pajdokracja. Rzecz niesłychana… teraz dzieci terroryzują rodziców, a ci zakłócają proces dydaktyczny w szkole. Dogmat, że rodzice mają decydować o programach szkolnych, brzmi klawo, ale – niech no zgadnę – kto spowodował, że mamy nomofobię? Od pewnego czasu „wymiata” smartfon, zarówno wśród dzieci jak i dorosłych. Kto tak naprawdę wychowuje nasze dzieci? Internet, celebryci i influencerzy. Tymczasem zaślepieni lewacy i prawacy – walcząc wściekle o rząd dusz – wydłubują sobie oczy, których… już dawno nie mają. Ryszard Ożóg
|