Wpłatomat, czyli wróg postępu w krainie formularzy
(Waldemar Stós )
2025-10-31
Wpłatomat, czyli wróg postępu w krainie formularzy Bywają takie dni, kiedy człowiekowi wydaje się, że już nic go nie zaskoczy. Że wszystko widział - od ronda w kształcie frytki po debatę o ławeczce dla emerytów. A jednak! W Brzesku, mieście, które potrafi zamknąć kasę, żeby być nowoczesne, właśnie odkryto nowego wroga publicznego numer jeden: wpłatomat. Scenka jak z kabaretu. Trwa XX Sesja Rady Miasta. Przerwa. Na korytarzu kilku spokojnych fachowców montuje nowoczesne urządzenie - bezpieczne, funkcjonalne, służące mieszkańcom. Ale oto zjawia się On - strażnik miejskiego porządku, człowiek, który nie przepuści żadnemu wkrętowi bez zgody komisji: burmistrz. Z oburzeniem, które mogłoby wstrząsnąć filarem demokracji lokalnej, pyta: „A kto wam pozwolił?!”
Na co panowie odpowiadają nieśmiało: „Starostwo, proszę pana. My tylko montujemy.”
I tu zaczyna się magia. Bo w Brzesku, jak się okazuje, nowoczesność jest dobra tylko wtedy, gdy przykręca ją właściwa instytucja. Jeśli robi to ktoś inny - nawet samorząd z sąsiedniego poziomu - to już pachnie zamachem stanu na lokalny majestat.
Paradoks? Otóż nie. To czysta urzędnicza poezja. Najpierw likwidujemy punkt kasowy w urzędzie, bo przecież „czasy się zmieniają”. A gdy ktoś próbuje ułatwić ludziom życie, montując urządzenie do wpłat - to nagle robi się z tego „problem proceduralny”. Mieszkańcy pewnie drapią się po głowie: „To w końcu mamy płacić szybciej, czy wolniej?” Odpowiedź brzmi: „Tak, ale nie teraz, nie tutaj, i nie tym wpłatomatem.” Zresztą, to piękny symbol naszej lokalnej rzeczywistości: im coś prostsze, tym większy kłopot. Bo w Brzesku wszystko musi mieć swój rytuał - pieczątkę, pismo, i najlepiej trzy podpisy. A wpłatomat? No cóż... niech poczeka na decyzję komisji do spraw wkrętów i śrub. Więc jeśli następnym razem zobaczycie ekipę z wiertarką w urzędzie - nie martwcie się. To nie zamach, nie rewolucja. To tylko Starostwo, które próbuje nadgonić XXI wiek. A miasto... cóż. Miasto pilnuje, żeby przypadkiem nikt nie wpadł na pomysł, by ludziom było za łatwo. Waldemar Stós
|