Adwentowe dumanie o cierpieniu
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2025-12-09
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki Adwentowe dumanie o cierpieniu Tradycyjne zwyczaje formatujące kiedyś światopogląd i gust odjeżdżają mikołajowymi saniami. Kiedyś mieszczańskie kamienice tchnęły dostojeństwem i miały styl. Mieszkania jako instytucje zostały uśmiercone przez wielką płytę, meblościankę, amerykankę, szklaną rybę na telewizorze i enerdowską reprodukcję „Słoneczników” Van Gogha na ścianie. Jeśli ktoś odbiegał od powszechnego kiczu, postrzegany był jako snob, anarchista i bikiniarz. Dzisiaj snobizmy się przemieszały, pogubiły i zupełnie nie mogą się odnaleźć. Dyktatorami stylu są „szykowni” celebryci, niejednokrotnie pozbawieni stylu i wcale nie o styl od łopaty chodzi. Podobnie jak w „Nowym wspaniałym świecie” Aldousa Huxleya, mamy: prymitywną rozrywkę, internetowy śmietnik, konsumpcję i cierpienie, gdy… tego nie mamy. A co z nadzieją, pokojem, radością i miłością? Nadziei na pokój coraz mniej, radość przegrywa ze smutkiem, a miłość kiepsko konkuruje z nienawiścią. „Oda do radości” Fryderyka Schillera nie ma najlepszej prasy, podobnie jak „Oda do rozpaczy” ks. Jana Twardowskiego. Czy rozpacz jest efektem tego, że nikomu nie udało się objąć rozumem celu i sensu istnienia? Żyjemy z poczuciem ulotności i przemijania, jednocześnie udajemy, że tak nie jest. Czy wszystko, co nas otacza, to byt, który nie jest tym czym nie jest? Próbujemy mierzyć się z Księgą Koheleta głoszącą, iż… nic nie daje pełni szczęścia. „Marność nad marnościami i wszystko marność”. Niestety wszelkie dobra materialne i sukcesy nie mają trwałego sensu. Czasami – w miarę upływu lat – zaczyna to do nielicznych docierać. Sąsiad uparcie uważa, że jestem pesymistą, a ja mu tłumaczę, że pesymista to… optymista, który patrzy na świat realnie. „Biedna rozpaczy, uczciwy potworze, strasznie ci tu dokuczają, moraliści podstawiają nogę, asceci kopią, (…) a przecież bez ciebie byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz”. Lubiący sobie pogłodować Mahatma Gandhi wywodził, że „Człowiek jest produktem swoich myśli i tym się staje, co myśli”. Myślał, więc i… poszukiwał prawdy. Mówił, że jeśli Wedy powstały z inspiracji Boga, to dlaczego Biblia i Koran nie miałyby tak powstać? Z optymizmem, sprzeciwiał się przemocy, więc… dostał kulkę od prawicowego fundamentalisty. Wisława Szymborska zaś, gdy była „pryszczata”, oznajmiała, że „Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie”. Rozpustnicą nie była – podpisując niecną „Rezolucję ZLP w sprawie procesu krakowskiego”. Później zrobiła woltę, polubiła kulturę zachodnią, jazz i wolną twórczość. Za swoją postawę nie dostała kulki, dostała Nobla za… całokształt twórczości. Za peany o komunizmie i Stalinie też. „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień”. Te słowa wypowiedział Chrystus, który nie kwapił się do potępiania Marii Magdaleny. Snując adwentowe refleksje, nie sposób nie dostrzec, że nadzwyczaj skorzy do potępiania są ci, którzy uważają się za katonów wartości. Umiarkowanie żarliwa miłość do bliźniego kapituluje w zderzeniu z pryncypiami, które głoszą. W krytyce innych idą tak daleko, że spod podszewki garnituru „prawdziwych” wartości, jakby ukradkiem, wyziera i pycha, i nienawiść. Mają monopol na jedynie słuszną rację, nie tolerują tolerancji. Cierpią – jak nie przymierzając Winkelried – walcząc o Sprawę z niezłomnym hasłem: „Żyrafy wchodzą do szafy. Pawiany wchodzą na ściany”. Oddani Sprawie - jak krzyczący precz z komuną, byli komunistyczni prokuratorzy – są… poetycko groteskowi. A w Brzesku, po półtorarocznych cierpieniach, mieszkańcy odzyskali rynek. Wyrwali go ze szpon biesiadującej hałastry. Okazało się, że cierpiał też i właściciel obiektu, poddany ponoć dotkliwej presji. Okrutne cierpienia zostały przerwane i mydlana opera kończy się… happy endem. Święta upłyną im spokojnie. Zostało jeszcze kłujące w oczy oświetlenie, ale pewnie po świętach je zlikwidują. Nad rynkiem – jak koszula Dejaniry – wisi fatum i klątwa. Najpierw rewitalizacyjna betonoza, a teraz stoliki, parasole i beczka z piwem. Casus rynku pokazał, czego chcą mieszkańcy, wspominający z tęsknotą zielony skwer i żywopłoty. Nie odpowiada im rozrywkowy rejwach i bachanalia jak w Krakowie, Zakopanem czy Kazimierzu Dolnym. Każde miasto ma swoją poetykę, oblicze i charakter, należy to uszanować. Operetkowa awantura o ogródek piwny to lokalny folklor, który interesował śladową ilość ludzi. Tak czy siak – z beczką czy bez – miasto z mapy nie zniknie. Każde miasto ma swoje chimery. W Bochni nasadzają się na burmistrzynię i straszą referendum, w Krakowie prezydent tańczył na dachu i robił sobie filmiki. Chyba mieścimy się w normie, choć… wygląda jakbyśmy dopiero brali rozbieg. Pomysły władz jakże często rozmijają się z oczekiwaniami i opiniami mieszkańców. Ostatnie trzydzieści pięć lat to gruby katalog inwestycji i decyzji, które budziły kontrowersje. Na dobrą sprawę trudno znaleźć taką, która by nie była krytykowana. Przypomnijmy niektóre: obwodnica, pływalnia, zjazdy z autostrady, sprzedaż Pałacu Goetza, RCKB, plac targowy, dworzec autobusowy, parkingi, itp. itd. Wiadomo, że „vox populi, vox Dei”, ale nawet Pan Bóg nie jest w stanie dogodzić wszystkim, a może jest, ale nie chce? Czy z samorządowcami jest podobnie: mogą, ale nie chcą? A może łobuzy nie potrafią, albo… coś na boku kombinują? Warto – na koniec – wspomnieć i o tych cierpiących najbardziej, to… wieczni malkontenci, zawistni recenzenci, którzy jako wizjonerscy rewizjoniści wiedzą przecież najlepiej jak powinno być. Przeżywają katusze, bo zawsze widzą dziurę w moście, nawet jak mostu nie ma. Mój Boże, mostu może i nie ma, ale dziura to na pewno w nim jest. Nie szukają sławy i zadośćuczynienia za swe cierpienia, są nad wyraz skromni, stąd zazwyczaj wytaczają działa, działając anonimowo. W mediach społecznościowych roi się od ich zatroskanych komentarzy. Ryszard Ożóg
|