Świąteczne… znaki pokoju
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2025-12-25
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki Świąteczne… znaki pokoju 24 grudnia 2015 roku Zofia Mantyka nabazgrała na portalu – gorzko aktualny – felieton „Smutne oczy karpia”. Po dwóch latach upichciła „Polityczną szopkę świąteczno-noworoczną”, w której dworowała z lokalnych parlamentarzystów, samorządowców i z niejakiego Ożoga też. Patyna czasu i siwizna pokryły skronie bohaterów szopki, część odeszła na emeryturę, a część… jeszcze dalej, ale są i tacy, którzy nadal „dzierżą stery”. Może ktoś napisze o nich aktualną szopkę? Z perspektywy smutnego karpia, niewiele się zmieniło. „Za wielką wodą” furorę robi indyk, którego benefis przypada na czwarty czwartek listopada, w Dzień Dziękczynienia. Ciekawe, czy zauroczeni Jankesami Polacy, ceniący amerykański sznyt, zaczną w ten dzień świętować? Karpie i indyki ponoć o tym plotkują. Walentynki, Halloween, sitcomy, stand-upy – zagościły u nas na dobre i… na złe. Coraz głębiej zanurzamy się w czeluść osobliwej quasi-inteligencji. Zafascynowani „Nowym Światem”, nie jemy obiadu, tylko „lunch” w McDonald's. Wierzymy w amerykański sen jak mieszkańcy Kiszyniowa. Rządzenie, podobnie jak u Jankesów, sprowadzone zostało do public relations najniższego lotu, a dyplomacja szoruje po dnie. Elegancja i kurtuazja przydatne są jak dziura w kurtynie. Knajacka rywalizacja prezydenta z rządem to gaskonada klaunów w spichlerzu zakompleksionych miernot. Abderyci nie rozumieją, że ustawy to nie „ustawki”. Chaos i spuszczone z łańcucha nienawistne hasła kręcą tłuszczę. Tymczasem na australijskiej plaży Bondi fani polskiego „strażaka” skutecznie rozpędzili uczestników Chanuki. Nie mieli pod ręką gaśnic, ale i tak zgrabnie sobie poradzili. Pochodzący spod Łodzi student prawa z KUL chciał być cool i planował urządzić na świątecznym jarmarku niemniej widowiskowe przedstawienie. W Jeleniej Górze 12-letnia dziewczynka – o militarnych fascynacjach – wysłała do raju koleżankę, przekazując jej znak pokoju… przy pomocy finki. Adwentowe oczekiwanie na Emanuela bardzo różne oblicza ma. Czy na przeszkodzie do stworzenia raju na Ziemi stoją dobrzy i źli bogowie? Prawda jest prozaiczna, wszystko zależy wyłącznie od woli ludzi. Spróbujmy wyobrazić sobie świat, w którym życie ludzkie naprawdę ma znaczenie. Nadanie godności życiu zmieniłoby nie tylko obraz świata, ale nadałoby mu sens. Nauka i rozwój cywilizacyjny uczyniły ze świata ludzkie mrowisko, doprowadzone do stanu graniczącego z obłędem. Głównym powodem nieszczęść jest brak porozumienia. Współczesność buzuje jak gejzer, w którym mieszkają nowocześni troglodyci. Rzadziej podrzynają gardła niewiernym i nie łamią już kołem za nieuznawanie religijnych dogmatów, ale rozstrzeliwują za nieuznawanie dogmatów państwa. Jaka jest wartość życia? Dla w miarę normalnego człowieka to wszystko, co ma, to istnienie i kosmos, który go otacza. Dla patrioty to rycerski etos narodowy. I bądź tu mądry, jednego kusi jedno, a drugiego nęci drugie. Sąsiad – nie wiedzieć czemu – wycedził taki aforyzm: „Kiedy jesteś martwy, nie wiesz, że jesteś martwy – odczuwają to inni. Tak samo dzieje się… kiedy jesteś głupi”. Rządy zabiegają, aby mieć jak najwięcej broni do unicestwienia rodzaju ludzkiego. Żądają od ludzi poświęcenia życia na wypadek wojny i pieniędzy na jej przygotowanie. Pokój to utopia, gdyż żądni władzy hipokryci uniemożliwiają światowe porozumienie. Gloryfikują fundamentalizm religijny i nacjonalizmy, sabotują próby pojednania. Zabiegają, aby – broń Boże – broń nie stała się niepotrzebna. Planując wojenne rzezie, odziewają w mundury pożytecznych idiotów, życzących sobie na Gwiazdkę kolejnej gwiazdki. Postaci pokroju Roberta Schumana, to – tfu, za przeproszeniem – pacyfistyczne wrzody na zdrowej dupie narodowych państw. Koncepcja rządu ponadnarodowego to niecna próba budowy nowej Wieży Babel – biblijnego symbolu porozumienia. Świat musi być podzielony na narody, kasty i religie, aby wywoływać rywalizację i zabijanie. 1 stycznia, w Światowy Dzień Pokoju, papieże w orędziach mówią „Pokój z wami” – jakiż to słodki slogan. Święta Bożego Narodzenia z ich specyficzną aurą powodują, że aktorsko przekazujemy sobie znak pokoju i… robimy swoje. Opublikowana 5 grudnia amerykańska Narodowa Strategia Bezpieczeństwa jest jasna jak ciemna strona Księżyca. USA będą twardo bronić własnych interesów, bo siła jest wyznacznikiem pozycji kraju - trzeba mieć „mocne karty” i zelotów. Silne kraje mają być homogeniczne kulturowo, jednolite pod względem koloru skóry, wiary i przekonań. Czy to język klanquaqe? Od teraz rozmawiają ze światem w kategoriach binarnych: jesteście z nami albo przeciwko nam. To strategia wojny. Trumpizm objawia się jako forpoczta globalnej wojny kulturowej, której celem ma być imperialna amerykańska dominacja wszędzie tam, gdzie… nie zdołają rządzić Chiny. USA muszą mieć duńską Grenlandię z uwagi na swoje bezpieczeństwo narodowe. Czy z podobnego powodu Rosja nie potrzebuje Polski? Stary Kontynent stał się passé, bo Europejczycy z wybujałą opieką socjalną i prawami człowieka – jak bohaterowie filmu „Białe pustkowia” – zwariowali. Założyciele Unii Europejskiej wyrządzili Europie niewybaczalną krzywdę, gdyż przez 80 lat jej członkowie nie strzelają do siebie – to skandal! Ten kretyński eksperyment wreszcie zdaje się dobiegać końca. Kto to widział, by międzynarodowy rząd usiłował zastępować międzynarodowy nierząd? Pycha, pogarda, zawiść i nienawiść już wysyłają jeźdźców Apokalipsy. Jeźdźcy Dürera zawsze są tak, jak zawsze byli – tuż, tuż. „Strzeż się! Oto biją!”. Wśród prezentów pod choinką można już znaleźć plecaki ewakuacyjne. Zdaniem sąsiada: „U nas w Polsce są ludzie, którzy dopiero co rozmawiali z… Piłsudskim. Staruszek ponoć trzyma się jeszcze świetnie, jak prezes Jarosław, który stworzył »Solidarność« i zbawia Polskę. To nie Kościuszko czy Jagiełło, ci zramoleli zupełnie”. Według autora „Maniaka”, Benjamina Labatuta, „szalone idee zazwyczaj wymyślają ludzie wyjątkowo szaleni”. Politycznym szaleńcom pomagają płatni propagandyści. Dziennikarze „Gazety Polskiej”, Telewizji Republika, „Gazety Wyborczej” i TVN traktują nas jak Alfons Cynjan swoich klientów. Siejąc kłamstwa, napuszczają ludzi na siebie, uważając ich za tępych ćwoków. Wiadomo: „Ciemny lud to kupi”. Przy nich opisany przez „Wiecha” warszawski oszust, który wydzierżawił naiwniakom tramwaj, sprzedał prawo pobierania kopytkowego za przepędzenie bydła przez most Kierbedzia i… o mało co nie sprzedał Kolumny Zygmunta, jawi się jako uroczy dżentelmen. Czy nasza egzystencja jest ostateczna i pusta? Może w tle jest jakaś nadzieja, że dobro jest blisko i zależy od nas? Szanownym Czytelnikom życzę szczęśliwych, spokojnych Świąt. Przesłałbym i znak pokoju, ale po tym, co napisałem wyżej… jakoś mi głupio. Ryszard Ożóg
|