„Oszczędne gospodarowanie prawdą”
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2026-01-07
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki „Oszczędne gospodarowanie prawdą” Ten miły eufemizm robi zawrotną karierę. Powiedzmy sobie otwarcie, prawda to przykry – szczelnie przykryty pyłoszczelnym pokrowcem – stary, niemodny mebel, a uporczywe powoływanie się na prawdę, to mania prześladowcza. Autor „Historii filozofii po góralsku” mawiał, że „są trzy prawdy: świento prowda, tyz prowda i gówno prowda”. Cóż poradzić, że historia ludzkości to pielęgnacja… kłamstwa, a jedyną, bezdyskusyjną prawdą jest fakt, że przez nią ginęli i giną ludzie. Nauka i prawda irytują, będąc solą w oku państwowych i religijnych dyspozytur. Co osobliwe i mało odkrywcze, każdy z nas jest nosicielem jakiejś prawdy, która domaga się urzeczywistnienia. Można chcieć żyć życiem prawdziwym lub – przeciwnie – „życiem w nieprawdzie”. Według amerykańskiego filozofa Michaela Patricka Lyncha prym wiedzie „postprawda”, czyli – jak mawia Jerzy Bralczyk – „prawda pocztowa”. To perfidny cynizm wobec wartości prawdy, którym żonglują silni i wpływowi politycy. A propos… niemodnych mebli, niedawno został przypomniany ohydny „okrągły stół”, który – zmęczeni życiem ludzie w podeszłym wieku – jeszcze nieco pamiętają. Miałem wówczas 36 lat i… z zapartym tchem – a niekiedy i ze łzami w oczach – śledziłem tamte wydarzenia jak urzeczony. Nie mieściło mi się w pale, że zrywamy się Moskwie z łańcucha. Jak słyszę bajecznie odważnych, niezłomnych patriotów, krzyczących o nikczemnej „zdradzie narodowej”, mam wrażenie, że żyję w domu bez klamek. Ponieważ nigdy nie miałem żadnego romansu z PZPR, to pewnie dlatego… hasło „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” budziło mój głupawy sprzeciw. Okrzyki „precz z komuną” zarezerwowane są dla patriotów pokroju… prokuratora Piotrowicza i młokosów niemających zielonego pojęcia, jak wygląda sprawiedliwość ludowa. „Największą karą dla kłamcy jest nie to, że ktoś mu nie wierzy, lecz to, że on sam nie potrafi uwierzyć nikomu” - George Bernard Shaw. Transformacja z 1989 roku, miała mnóstwo wad i niestety nie doszło do rozlewu krwi. Przeniknięci miłością i sprawiedliwością Polacy twierdzą, że to był błąd i jego ponurych konsekwencji doświadczamy. Mają niekwestionowaną rację, rozejrzyjmy się bowiem wokół - widać jak na dłoni. „Polska jest w ruinie” to prawda w najczystszej postaci. Głoszą ją ludzie – wsparci autorytetem katolickiej wiary – dający świadectwo, jak należy żyć. Ich postawa budzi szacunek. Czcigodny szef telewizji Republika nie może się doczekać, kiedy polskiego premiera spotka los wenezuelskiego dyktatora. Współcześni młodzi ludzie – znający PRL z opowieści – oburzeni są na swych dziadków i rodziców, bo spaprali im życie… afirmując ustalenia „okrągłego stołu”, i ostro dążą do zmian. Konsekwencje „okrągłego stołu”, czyli akcesję do NATO i Eurokołchozu, da się odkręcić. Obóz patriotyczny podejmuje działania i uwolni nas od tej zgnilizny. Przed nami wizja Wielkiej Polski… „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy i nowy kierunek”, wytyczany przez – nieskalanego kłamstwem – demiurga z Belwederu. Prawdziwi Polacy oczekują prawdziwej wolności, aby Polska była polską, w której kobieta pełni tradycyjną rolę „Matki Polki” i jest miłym dodatkiem dla mężczyzny – jak pilot do telewizora. Będziemy kapitalistycznym rajem z władzą dla potomków… „wszystkiego, co polskie”. To będzie niebiańska kraina bez podatków i z usługami publicznymi „od ręki” dla każdego… prawdziwego Polaka. Populistyczna, nawrocko-konfederacka projekcja oksymoronów. Bez lewicowych fanaberii, z przemożnym fetyszem własności i zachłannością prawicowych socjopatów jako cnotą. Narodowcy zapatrzeni w „narcystycznego geniusza z Białego Domu” widzą w nim Johna Galta. Uwodzą młodych „lotnymi” hasłami, które są kusząco atrakcyjne jak frywolna kurtyzana przy barze – oferują iluzje. „Co za czasy! – mruknął Onufry Zagłoba. – Chamy taki miód piją! Boże, Ty to widzisz i nie grzmisz?!”. Jest nadzieja, że w Nowym Roku nieszczęścia „okrągłego stołu” zostaną usunięte. Zapowiadają to nasi – niekoniecznie trzej – mędrcy, którzy doznali objawienia. Moskiewscy przywódcy na Kremlu – cieszący się uznaniem „strażnika demokracji” zza oceanu – suflują im, co należy zrobić. Kraje Europy Środkowej – Węgry, Słowacja, Polska i Czechy – powinny wyrwać się z Eurokołchozu i NATO, wtedy staną się suwerenne. Dumna Polska nie może być brukselskim kondominium w jakiejś wyimaginowanej unii. Aleksander Dugin, pisząc o istocie współczesnej cywilizacji, obok rosyjskiej wyjątkowości dostrzega oryginalną polską specyfikę. Jego zdaniem ideologia Zachodu to „Królestwo Antychrysta”, a słowiańska, chrześcijańska Polska nie powinna grzęznąć w tej europejskiej zgniliźnie. Sąsiadowi – i nie tylko jemu – niezmiernie zaimponował Wuj Sam, który pokazał, że… mając „mocne karty”, można traktować innych jak ligawę na bitki. Moskiewski watażka może mu tylko pozazdrościć – niestety jego bandyckie figle nie są tak spektakularne. Szamota się biedak z tą Ukrainą jak żałosny pierdoła. Według tischnerowskiej typologii prawdy wygląda to tak: USA chcą „demokracji” w Wenezueli i bronią się przed napływem narkotyków – gówno prowda. Zależy im na ropie i cennych surowcach – tyz prowda. Mrzonki o pokojowym współistnieniu mają głęboko w swej… o nie, nie czarnej dupie – świento prowda. Sąsiad jest przekonany, że żarty się skończyły i Maria Corina Machado – dla własnego dobra – powinna czym prędzej oddać prezydentowi USA Pokojową Nagrodę Nobla. Ale my tu sobie gadu, gadu, a w Brzesku Nowy Rok rozpoczął się śpiewająco. Przedstawcie sobie Państwo, że pewien zagorzały miłośnik zezłomowanych aut, w nagrodę za osobliwą rewitalizację mercedesa, kolejne dwa lata spędzić może w miejscu… gdzie się raczej cienko śpiewa. Szanse na łagodniejszy wyrok ma ów minstrel treli mizerne, jako że w Brzesku o neosędziów niełatwo. Skazaniec nie ukradł dziesiątek czy setek milionów i niestety nie jest znanym politykiem, więc na prezydenckie ułaskawienie czy azyl w Budapeszcie liczyć nie może. W dodatku mercedes to jako żywo marka niemieckiego samochodu, zatem – jak mruknął rzeczony Onufry Zagłoba – „Zdechł pies!”. Ryszard Ożóg
|