Świat się przeorganizowuje i… wracamy na drzewa?
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)
2026-01-20
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki Świat się przeorganizowuje i… wracamy na drzewa? Współcześni ludzie nie czytają: nie czytali w dzieciństwie i nie zamierzają zacząć, bo - i po co? Wszak budowanie „marki osobistej” nie na tym polega. Eleganckie dyplomy świadczące o wykształceniu można kupić jak chrupiące bułeczki; Collegium Humanum to tylko wisienka na torcie wirtualnych uczelni. Na rozlicznych webinariach można „nauczyć się” wszystkiego poza zrozumieniem, że słowa to nie śmieci, lecz narzędzie. To może i staroświeckie, ale jeszcze długo nic nie zastąpi książki. Aby bowiem wyraz zapamiętać i zrozumieć, trzeba go zobaczyć. Z Internetu nie sposób pojąć, jak brzmi myśl, gdy jest żywa i tworzy się w naszej wyobraźni. „Boomersi” – wychowani na słowie pisanym w czasach, gdy na maturze dwa błędy ortograficzne dyskwalifikowały – nie mylą Gombrowicza z Sienkiewiczem. Wtedy o wartości człowieka decydowała wiedza i… bel esprit, a nie zawartość portfela. Pokolenie to potrafi korzystać zarówno z kultury pisma, jak i z dobrodziejstw technologii cyfrowych. Technologia pisma stworzyła cywilizację; myślenie pismem to myślenie ideami, symbolami i kategoriami dającymi dostęp do emocji i przeżyć. Głośność uchodziła wówczas za grubiaństwo, a popularność nie była wartością samą w sobie. Było czymś oczywistym, że nie każdy Batyr to manap. Obecnie ludzie, którzy nie potrafią sklecić bodaj dwóch poprawnych zdań, opanowali przestrzeń publiczną. Rozpaczliwie głodni uznania efekciarze, natchnieni pseudoprorocy, namiętnie tokują w mediach społecznościowych i programach telewizyjnych. Występują jako liderzy opinii i eksperci. Plaga hałaśliwych influencerów rozlała się jak cuchnąca woda w czasie powodzi. To się nie stało nagle; to proces i rezultat. Dawniej brak kompetencji merytorycznych i językowych wywoływał zakłopotanie i rumieńce wstydu. Dzisiaj – zdaniem sąsiada – żyjemy w Polsce, w której Chopin, Paderewski, Soplica i Pan Tadeusz to jedynie nazwy wódek. Granica między ignorancją, chamstwem i narcyzmem a intelektem zupełnie się rozmyła. Rzetelna wiedza i w miarę poprawna polszczyzna to ekscentryczny luksus utrudniający komunikację. Rozbudowany zasób słownictwa razi i uchodzi za pretensjonalne dziwactwo. Dlaczego tak się stało? Statystyczny Polak czyta… pół książki rocznie! Taki mamy poziom czytelnictwa. Żyjemy w czasach, gdy człowiek traci podmiotowość. Posługując się narzędziami, nie dostrzega, że to one posługują się nim! Nie spędzamy już wieczorów na lekturze poezji czy prozy, gdyż oglądamy seriale lub gramy w gry… z platformy Steam. Nie czytamy autobiografii – słuchamy i oglądamy wywiady na YouTube. Nie robimy notatek; telefonem nagrywamy i fotografujemy. Pies kręci ogonem czy ogon psem? Nawet w czasie Wielkiego Postu żarłocznie połykamy internetowe posty. Uciekliśmy od pisma i z „brainrotem” na TikToku czy platformie X wracamy na cedrowe drzewa. Zafascynowani cyfrowym światem, tuptamy w rzeczywistość Jacka Dukaja z „Perfekcyjnej niedoskonałości”. Kto jeszcze potrafi napisać list czy przesłać życzenia, nie używając techniki „kopiuj-wklej”? Rozkochani w viralowych treściach, zachowujemy się jak urocza, fredrowska „małpa w kąpieli”. Karlejemy intelektualnie, a kult ciała i ekshibicjonizm łaknących polubień „malowanych lal” oraz osiedlowych osiłków „wymiata” na Facebooku. Nie widzimy, że uzależnienie od ekranów nie tylko pogarsza wyniki w nauce, ale doprowadziło już do globalnej epidemii chorób psychicznych w pokoleniu Z. Według raportu NASK z 2025 roku dzieci w Polsce spędzają przed ekranami – bagatela – pięć godzin dziennie. O ile we wszystkich kwestiach politycy żrą się jak wściekłe psy – choćby o kanon lektur, których i tak prawie nikt nie czyta – o tyle w kwestii zalewania szkół cyfrowymi technologiami są zgodni niczym wierni zgromadzeni w świątyni u ojca dyrektora. W 2023 roku „darmowe” pakiety od globalnych koncernów brawurowo wprowadzał wielebny minister Czarnek, natomiast obecnie szkoły zalewa „cyfrowa rewolucja” czcigodnego premiera Tuska. Za blisko 4 miliardy złotych z KPO obdarowują placówki laptopami, tabletami i „pracowniami AI” od takich firm jak Microsoft. Kolejna ekipa – z przytupem – będzie wymieniać je na nowe. To cyniczny biznes, który nie ma nic wspólnego z etyką i traktuje ludzi jak laboratoryjne gryzonie. Ta idylliczna „inwestycja w przyszłość” to inwestycja w… przyszłych klientów. Zachwyceni rodzice z rozdziawionymi gębami i rozpierającą dumą obserwują, jak ich dzieci „smerfnie smerfują” na smartfonach. A że te koszmarnie dukają przy składaniu liter i mają trudności z podstawowymi działaniami na liczbach? „Nic to” – jak zwykł mawiać pan Michał Wołodyjowski. Każde odkrycie jest – zależnie od sposobu wykorzystania – zarówno dobrodziejstwem, jak i zagrożeniem. Spędzało to sen z powiek Nikoli Tesli, Albertowi Einsteinowi i wielu innym „dziwakom”. Druk Gutenberga rozpowszechnił słowo pisane, a co przez wieki drukowano? Zarówno Biblię, jak i magazyny pokroju „Playboya” czy manifesty wzywające do nienawiści. Mija właśnie sto lat od opublikowania przez Schrödingera równania, które zmieniło świat. Podobno jesteśmy w stanie stworzyć maszynę, która – wykorzystując weryfikowalny algorytm z przewagą kwantową – potrafi dokonać obliczeń kilkanaście tysięcy razy szybciej niż najszybszy klasyczny komputer na Ziemi! „Algorytm Echo” – tak się owo cacko zwie – robi coś niemożliwego dla klasycznego świata. I znów pojawia się pytanie: jaki to będzie miało wpływ na życie miliardów ludzi? Nożem można wyciąć wrzód, kroić chleb lub zabić. Znając ludzką naturę i chęć dominacji, pytanie autorki „Frankensteina”, Mary Shelley: „Kto jest większym potworem – człowiek czy jego monstrum?”, od dwustu lat wciąż czeka na odpowiedź. Po II wojnie światowej – w której zginęło ponad 70 milionów ludzi – powstało NATO jako szczególny rodzaj solidarności wojskowej. Ta międzynarodowa organizacja od 77 lat stanowi podstawę zachowania pokoju. Czy minione 77 lat to przysłowiowe „dwie kosy” i przed nami trudny moment, po którym nastąpi… oddech? Kto wie? Widać, że pokojowa monotonia się kończy, bo pojawił się dzielny Lamek z Księgi Rodzaju (Rdz 4,23), który zapowiada, że pomści wszelkie uchybienia siedemdziesiąt siedem razy! Jako starzec, który – jak wszyscy moi rówieśnicy – przysięgał w wojsku wierność Związkowi Radzieckiemu, może powinienem się cieszyć? Nudna sielanka z „ciepłą wodą w kranie” chyba dobiega końca i być może młodzi, bohaterscy patrioci będą mogli wreszcie sprawdzić się w boju? „Na Zachodzie bez zmian”, silniejszy bierze wszystko, miliarderzy o tym wiedzą. Świat to nie seminarium, a geopolityka to pole walki. Europa źle się czuje w roli wasala i moralizuje – jak to zazwyczaj bywa przed katastrofą – hamletyzując udaje, że problemu nie ma. Mały kłopot tylko w tym, że wojna jest malowniczo atrakcyjna w komputerowych grach – w realu życie ma się tylko jedno. „Anuszka już rozlała olej”? Ryszard Ożóg
|