Koń by się uśmiał
(Przymrużonym okiem Zofii Mantyki )
2026-03-04
Przymrużonym okiem Zofii Mantyki Koń by się uśmiał W latach sześćdziesiątych na ekranach telewizorów pojawił się amerykański serial komediowy „Mister Ed”. Główną rolę grał tam koń, który był dowcipny i inteligentny. Wśród niepoślednich – jak na konia – zdolności posiadał umiejętność… mówienia. W polskim dubbingu głosu użyczył mu niezapomniany Władysław Hańcza. Obejście – ów koń, nie Hańcza – miał schludne, ale bez szaleństw; daleko mu było do zacnego Incitatusa, konia cesarza Kaliguli, który posiadał marmurową stajnię i purpurowe okrycia, a na dodatek mianowany został senatorem i konsulem. Zwierzę było ponoć tak samo uparte i tępe jak jego pan. Wymienione postaci znakomicie spełniały swoje role: Mister Ed bawił publiczność elokwencją, a Incitatus wraz z Kaligulą bawili się rządzeniem Rzymem. Mister Ed już dawno przestał bawić, lecz życie nie znosi próżni i za oceanem pojawił się nowy, niemniej zabawny oryginał. Hybryda Bucefała i Incitatusa, czyli coś jakby Marek Furiusz Kamillus – „wódz zesłany przez bogów”. Opalony facet z grzywką jak u Kairosa z fresku Rossiego. Konia z rzędem i koniak temu, kto ogarnia jego tupet i „lwie ryki”. Markowi sprzyjały ponoć nawet kapitolińskie gęsi – wybrańcy bogów tak mają. W sferze publicznej toczy się gra arogantów. Filakterie i frędzle zastąpiły pompatycznie dobierane krawaty. Agora zmieniła się w błotniste koleiny – ot, wypisz wymaluj… „Agora Klarenbacha”. Najzabawniejsze jest to, że ten, kto obstawia konia w wyścigach, choć sam nie jest koniem, robiony jest w konia. Grzęźniemy w emocjach i wyobrażeniach. W Polsce kręci się karuzela wymiany koni – o przepraszam, „elit”. Stanowiska to polityczny łup, a ich obsada nie ma nic wspólnego z kwalifikacjami. Podobno „jaki jest koń, każdy widzi”, tylko co widzi ślepy Łysek z pokładu Idy? Co chwilę jakiś zadziorny dziennikarz czy inny „porąbany pismak” – w rodzaju Piątka – wywleka na światło dzienne kręcone rolki i… wyje jak pies do księżyca. Wyciąganie chabet z partyjnej stajni to w administracji publicznej przaśna „zabawa w czarnego luda”. W sejmiku małopolskim i podległych instytucjach „pisowska” pajęczyna nadal „jest na swoim”. Po wyborach nie oddali władzy i synekur. Lista nazwisk, która „wypłynęła” wskutek walk frakcyjnych, jest imponująca – wtulonych jest tam prawie 70 osób. „Zjednoczonej Prawicy” zarzucano partyjniacki dobór kadr na zasadzie „nie matura, lecz chęć szczera…”. Zgadnij, koteczku – jak jest w transparentnej „Koalicji 15 Października”? Ależ zupełnie inaczej! Wojewoda – czcigodny prezes małopolskiego PSL – dobiera ludzi nadzwyczaj merytorycznie. Przykład pierwszy z brzegu: młoda, asertywna działaczka PSL na kierowniczym stanowisku w wydziale zarządzania kryzysowego i bezpieczeństwa, o czym trąbiły media. Figlarny był też wybór szefa wojewódzkiego sanepidu – gość przegrał konkurs i... wygrał (sic!). „Nikt nic nie wie”, czyli taki czeski film z panem Havrankiem. Fajnie bawią się w krakowskim magistracie: dziewiętnastoletnia koleżanka prezydenta zostaje rzecznikiem praw ucznia, pomimo że… najsłabiej napisała test kwalifikacyjny. Wiceprezydentka ds. edukacji – jak na miotle – przyfrunęła w teczce… znad morza; pewnie poziom szkolnictwa w Krakowie jest zbyt wysoki i trzeba temu jakoś zaradzić. Ciemnogród zostaje zastąpiony przez ludzi progresywnych. Szkoda nerwów na dalszą wyliczankę „dotkliwej poprawy”, jaka nastąpiła. To się po prostu w pale nie mieści – kolejna „dobra zmiana”. Zdaniem sąsiada już nawet koniowi nie jest do śmiechu, gdy w obliczu narastającego zagrożenia wojną władza – w imię doraźnego, partyjnego interesu – wystawia na strzał bezpieczeństwo państwa. Jeśli na strategicznych stanowiskach, od których zależy nasze życie, sadza się miernych kolesiów według partyjnego, kumoterskiego klucza, to żarty się kończą i nie jest to już polityka, tylko sabotaż. Partyjniactwo i arogancja aplikowane są nam w końskich dawkach, a my – niczym otumaniony koń Boxer z orwellowskiego „Folwarku zwierzęcego” – z zachwytem obserwujemy hipodrom, nie widząc, że tylko patrzeć, kiedy sprzedadzą nas do rzeźnika. Jedynie Brzesko – jak dziecko szczęścia – śpi spokojnie, bo… ponoć ma tu powstać jednostka wojskowa. Ciekawe, co by na to powiedział Mister Ed? Ryszard Ożóg
|