Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

"Wspólnota Wartości” bez wartości?  (bap)  2026-04-01

"Wspólnota Wartości” bez wartości?

W Małopolsce powstało stowarzyszenie pod nazwą „Wspólnota Wartości”, więcej ». Sama nazwa sugeruje ideową świeżość, moralny kręgosłup i konsekwencję w działaniu. Problem w tym, że gdy spojrzy się na skład osobowy tej inicjatywy, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia nie z nową wspólnotą wartości, lecz z wspólnotą rozczarowania, ambicji i utraconych wpływów.

Większość nazwisk pojawiających się wokół stowarzyszenia to osoby od lat związane z Prawem i Sprawiedliwością,które swoje kariery, stanowiska i polityczną pozycję zawdzięczały właśnie tej partii. Dziś po utracie wpływów lub po odsunięciu od decyzyjnych funkcji te same osoby próbują występować w roli recenzentów wartości, jakby nie miały za sobą wieloletniej historii politycznych zależności.



foto: FB

Edward Czesak - czy wartości dopiero po odejściu z PiS?
Szczególne kontrowersje budzi postać Edwarda Czesaka. Jego dotychczasowa aktywność publiczna i polityczna była przez lata jednoznacznie osadzona w strukturach PiS. To tam budował swoją pozycję i tam korzystał z zaplecza politycznego. Tym bardziej zaskakuje fakt, że dziś występuje jako współtwórca inicjatywy, która w nazwie odwołuje się do „wartości” bez jasnego rozliczenia własnej przeszłości i bez odpowiedzi na pytanie, co konkretnie się zmieniło.
Trudno bowiem wskazać moment, w którym Czesak publicznie sprzeciwił się kierunkowi partii, jej decyzjom czy praktykom wtedy, gdy miał realny wpływ i polityczne zaplecze. Krytyka pojawiła się dopiero wtedy, gdy polityczna pozycja zaczęła słabnąć. Dla wielu obserwatorów to nie jest dowód ideowej przemiany, lecz klasyczny przykład zmiany narracji po utracie zaplecza.

Równie poważne pytania dotyczą Urynowicza, który funkcjonuje dziś zawodowo w Bochni, w strukturach podległych władzom samorządowym związanym z Magdaleną Łacną z KO. Sam fakt zatrudnienia nie jest zarzutem ale w połączeniu z politycznym zaangażowaniem i budowaniem nowego środowiska „wartościowego” rodzi pytania o rzeczywiste motywacje i niezależność.

Czy mówimy o działalności obywatelskiej, czy raczej o politycznym zabezpieczaniu swojej pozycji w nowym układzie personalnym? To pytania, na które stowarzyszenie jak dotąd nie udzieliło jasnych odpowiedzi.

Postacie Piotra Ćwika i Józefa Gawrona są symbolem innego zjawiska: niezgody na polityczną rotację. W demokracji naturalne jest, że stanowiska się zmieniają, a władza nie jest dana raz na zawsze. Tymczasem w ich przypadku trudno oprzeć się wrażeniu, że konflikt z własnym zapleczem politycznym wybuchł dokładnie w momencie, gdy przestali być pierwszym wyborem.

Zamiast zaakceptować zmianę i odejść w sposób politycznie dojrzały, pojawiła się alternatywna inicjatywa z wielkimi hasłami i bez konkretnego programu. Dla wielu wyborców wygląda to nie jak nowa jakość, ale jak próba obejścia decyzji partyjnych i zachowania wpływów inną drogą.
Wartości jako hasło marketingowe

Największym problemem „Wspólnoty Wartości” nie jest nawet jej skład personalny, lecz brak realnej treści za wzniosłymi hasłami. Nie przedstawiono spójnego programu, nie wskazano jasno, jakie wartości zostały zdradzone, kiedy i przez kogo poza ogólnikami i emocjonalnymi deklaracjami.

Dla wielu mieszkańców Małopolski wygląda to jak polityczny rebranding osób, które nie potrafią pogodzić się z utratą stanowisk, a nie jak autentyczny ruch obywatelski.

Podsumowanie

„Wspólnota Wartości” miała być nowym otwarciem. Na razie jest jednak zlepkiem dawnych nazwisk, starych konfliktów i niespełnionych ambicji, opakowanych w atrakcyjną nazwę. Bez rozliczenia przeszłości, bez jasnego programu i bez wiarygodnych twarzy trudno oczekiwać, by wyborcy potraktowali tę inicjatywę poważnie.

Bo wartości to nie slogan.
Wartości widać w decyzjach zwłaszcza wtedy, gdy przestaje się być u władzy. Nie sposób oceniać powstania „Wspólnoty Wartości” w oderwaniu od konkretnego kontekstu politycznego, który doprowadził do jej zawiązania. Mowa o kryzysie przy wyborze marszałka województwa małopolskiego, kiedy to mimo formalnej większości PiS w sejmiku, przez wiele tygodni nie udało się wyłonić władz województwa.

To właśnie wówczas część radnych wywodzących się z PiS w tym osoby dziś zaangażowane w nowe stowarzyszenie zagłosowała wbrew rekomendacjom własnego ugrupowania, paraliżując proces wyboru marszałka. Efektem były nie tylko polityczne przepychanki, ale także formalna reakcja partii, czyli zawieszenie niektórych radnych w prawach członków PiS.
Ten fakt jest kluczowy, bo pokazuje, że odejście do nowej inicjatywy nie było początkiem ideowej drogi, lecz następstwem partyjnych sankcji i utraty zaufania we własnym środowisku politycznym. Dopiero po zawieszeniu i marginalizacji w strukturach PiS pojawiły się narracje o „zdradzonych wartościach” i potrzebie budowania nowej wspólnoty.

Dlatego dla wielu wyborców cała historia wygląda nie jak akt odwagi czy moralnego sprzeciwu, ale jak polityczna ucieczka do przodu i próba zmiany szyldu po tym, jak wcześniejszy przestał gwarantować wpływy, stanowiska i decyzyjność.

Jeżeli „Wspólnota Wartości” rzeczywiście chce być traktowana poważnie, musi odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie: dlaczego o wartościach jej liderzy zaczęli mówić dopiero wtedy, gdy stracili polityczne zaplecze i zostali zawieszeni we własnej partii?

(bap)

Wartości(owa) wspólnota – niewiele warta.

Z wielką uwagę przeczytałem tekst Pana/Pani na temat … nowo powstałej formacji pseudo politycznej pt. Wspólnota Wartości, zbudowanej na zgliszczach upadłych i/lub obrażonych niegdyś czołowych działaczy Prawa i Sprawiedliwości, zajmujących wówczas eksponowane stanowiska wyłącznie z klucza partyjno-politycznego. Nic bardziej trafnie nie da się ująć, aniżeli napisał o tym autor/autorka właśnie tekstu pt. "Wspólnota wartości". BRAVO !!!

Niejako w punkt postawione zostało pytanie: dlaczego owi „patrioci” nagle teraz wymyślili sobie nowy projekt polityczno-marketingowy ? Dlaczego wcześniej nie zdecydowali się na krytykę i przejaw niezadowolenia z kierunku w jakim rzekomo zmierzała ich rodzima partia, dzięki której przez wiele lata dużymi garściami czerpali spore profity polityczne i zawodowe ? Chyba nikt rozsądny nie uwierzy w to, że nowy projekt polityczny został wymyślony dla „ratowania Ojczyzny”? Przecież owy związek towarzyszki, to nic innego, jak fasadowa makieta formacji prawicowej pod kątem przyszłym wyborów samorządowych, bo o miejscach na listach Prawa i Sprawiedliwości ci panowie mogą sobie tylko pomarzyć. Powszechnie wiadomo, że na rynku rozpoznawalności marki politycznej, osoby spod szyldu „głowy orła w koronie” są najlepiej punktowane przy urnach wyborczych. Nie ma się więc co dziwić, że utrata tego magicznego znaczka w klapie, może mocno zaboleć – do utraty „korytka” włącznie. Autor artykułu o Wspólnocie wartości równie trafnie dostrzegł obłudę i hipokryzje tych panów, których podobizna została utrwalona na zdjęciu a do niedawna zajmowali znaczące stanowiska, dzięki przynależności do pewnej formacji politycznej. W momencie, kiedy klucz od zamka otwierającego drzwi do kariery (politycznej i zawodowej) nagle się zatrzasnął, a to głównie z powodu niewielkiej albo nic nie znaczącej siły wpływów pani premier Beaty spod Oświęcimia, trzeba było coś wymyślić na „hypcika” i przejść na stronę krytyki i niezadowolenia. To coś podobnie, jakby mnie z domu wyrzuciła żona po 30-tu latach małżeństwa, a ja – żeby ratować honor i własne ego przed kolegami – opowiadam wszem i wobec, jaka to ona była zła i … że właśnie postanowiłem się rozstać, bo jestem nowoczesny i stać mnie na nieco młodszą. Przy czym, nigdy wcześniej nie krytykowałem naszego związku, bo miałem korzyści. Autor / autorka trafnie zadał/a pytanie: dlaczego owi panowie nagle teraz się wynurzają i widzą rzekome błędy w Prawie i Sprawiedliwości? Czyżby nie było ich wcześniej? A może ich nie dostrzegali ? A może „korytko i konfitury” po prostu przysłaniały im wzrok ?

Patrząc na to wszystko, nasuwa się jeden wniosek. Jest to szczyt hipokryzji i brak wdzięczności dla daru losu, jako „zgotował” im starszy pan z Żoliborza, urzędujący na ulicy Nowogrodzkiej, któremu tak naprawdę zawdzięczają wszystko co mają i co posiadają. Nie tylko oni sami, ale ich najbliżsi również. Podobnych przykładów, nie trzeba daleko szukać. Nie inaczej ma się sprawa lokalnych działaczy rady powiatu brzeskiego (z tej samej formacji), którzy zanim zostali wyrzucenie z członkostwa w partii, wcześniej zdążyli ogłosić miastu i światu, że sami opuszczają szeregi PiS i składają rezygnację, bo „nie zgadzają się z kierunkiem w jakim zmierza partia prawicowa spod szyldu Prawa i Sprawiedliwości”. Szkoda tylko, że zapomnieli jak smakowały konfiturki, które przez wiele konsumowali … dzięki temu właśnie kierunkowi partii, który rzekomo się zmienił, a tak naprawdę od początku jest taki sam i nigdy się nie zmienił. On nazywa się : KO RY TKO

(ndwr)

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com