Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Przekleństwo przeciętności  (Przymrużonym okiem Zofii Mantyki )  2026-04-23

Przymrużonym okiem Zofii Mantyki


Przekleństwo przeciętności

Nikt nie chce być przeciętny, a tym bardziej uchodzić za przeciętniaka. Od dziecka robimy wszystko, aby zwrócić na siebie uwagę. To nie kompleks – to pieprzone życie, czyli koszmarna udręka z otoczeniem, w którym egzystujemy. Nie można być gorszym, bo… nie można. Wystrojeni jak krzykliwe pawie, musimy błyszczeć. „Jak cię widzą, tak cię piszą”, a androny, że „nie szata zdobi człowieka”, to banały bez pokrycia. Właśnie pod okryciem się skrywamy. Ma być markowe i na topie – to daje pewność siebie i przekonanie, że będziemy dobrze traktowani. Pozerstwo, moda, szpan – wszystko na pokaz. Styliści, kreatorzy, designerzy, kosmetolodzy czuwają. Karuzela próżności wiruje jak pralka Samsunga. Nikt nie chce być szarym wróblem.

Galowe stroje, mundury, szaty liturgiczne, biżuteria, posesje, samochody to anturaż. Czy drogie zegarki mają pokazywać czas? No, bez żartów – mają pokazać, że je mamy; to glejt i stempel pozycji. Koniecznie trzeba pokazać, że mamy co pokazać. Czy wysyłane widokówki z wakacji miały za cel przekazanie pozdrowień, czy zakomunikowanie światu: „patrzcie, gdzie bawię!”? W czasach mediów społecznościowych i smartfonów przybrało to monstrualne rozmiary. Pokazujemy przeróżne pierdoły, byle tylko się pochwalić; tak bardzo chcemy wyrwać się z przekleństwa przeciętności. Zachowujemy się jak licytujące się dzieci: „a mój tata to może… ho, ho i jeszcze więcej. A mój – też pije i to jak!”.

Fanfaroni na świeczniku cierpią na deficyt uznaniowości; nawet sposób powitania musi ich dopieszczać, gdyż ich ego płynie przed nimi jak holownik przed statkiem. „Wasza Ekscelencjo”, „Wasza Eminencjo”, „Panie Prezydencie”, „Premierze”, „Marszałku”, „Pośle”, „Profesorze”, „Doktorze” itd. – to niesamowite, jak zadufane fizis kocha tytuły głaszczące ucho. Równolegle z pychą i samouwielbieniem tętni pogarda do innych. Od której czasem tylko krok do oczekiwania tudzież żądania okrzyków: „Ave Cezar”, „Vivat Rex” czy „Heil Hitler”. Podsycane piętno przeciętności rodzi pretensje narodów do wielkości, budząc koszmarne demony, które drzemią jak wory pod oczami.

Kto jest wolny od tej przypadłości? Może… ascetyczni mnisi? Zresztą, kto ich tam wie? A kogo nie stać na drogie stemple, ten może kreować się na abnegata, inteligenta udającego, że jest… ponadto. Incydentalnie może poszpanować udziałem w koncercie, choćby muzyki Pendereckiego, budzącym respekt i nobilitującym do ucieczki z krainy przeciętności. A że rzeczony koncert jest nie do strawienia? Broń Boże, nie wolno się przyznawać. Inna sprawa, że – powiedzmy sobie szczerze – notowania inteligenckich wynurzeń nie są specjalnie w cenie; to nie te czasy.

Sąsiad jako snob starej daty chadza czasami tu i ówdzie. Zaintrygowany tytułem „Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy – epilog” wdepnął do krakowskiego Starego Teatru. Piotr Domalewski zilustrował tam prozę i udrękę przeciętności. Bohater spektaklu zdaje sobie sprawę, że nie jest bohaterem sienkiewiczowskiego formatu; jest przeciętny, jak jego brat, siostra i zamykająca oczy mama. Scenariusz kreślony człowiekowi przez życie jest zazwyczaj pełen wyboistych trudności. Sąsiad, mrużąc oko, powiedział mi, że mantyczenie grafomana rozpaczliwie udającego felietonistę jest również przekleństwem przeciętności. Znamy się tyle lat, więc wie, co mówi.

Ten dziadyga, zafascynowany czeskim divadlem, uważa, że Czesi – z ich hrabalowską poetyką – są przeciętni inaczej. Hitem jest u nich serial „Most”, którego główny bohater jest życiowym nieudacznikiem żyjącym w poprzemysłowym mieście Most. To rasista, którego najlepszym przyjacielem jest romski kierowca ciężarówki, a w zdesakralizowanym kościele ksiądz, pozbawiony święceń za alkoholizm, spowiada prostytutki. Największym na świecie pisarzem, wynalazcą, malarzem, narciarzem i filozofem ostatnich stu lat był Jára Cimrman. Geniusz z Liptákova był tak wyjątkowy, że gdy Bell wynalazł telefon, miał już na nim trzy… nieodebrane od Cimrmana rozmowy.

Imię Cimrmana nosi szereg ulic i obiektów w całym kraju; wygrał plebiscyt na najpopularniejszego Czecha w historii, zostawiając daleko w tyle „ojca narodu”, cesarza Karola IV, Tomáša Masaryka i Václava Havla. Mały kłopot w tym, że gość nigdy nie istniał. Cimrman to kpina z pomników, mitów i narodowej pompatyczności, odbrązawiacz mitów o nieprzeciętności. Natomiast my, wspominając naszą wielkość, nie możemy przeboleć, że Madagaskar nie został naszą zamorską kolonią. Jednak jeszcze nie wszystko stracone, świat wyraźnie szykuje się do nowego rozdania. Niebawem wyrwiemy się z przekleństwa przeciętności.

Ryszard Ożóg

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com