Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

A jednak wojna.  (Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)  2026-05-01

Przymrużonym okiem Zofii Mantyki


A jednak wojna.

– Słyszałeś, co Donald znowu wypalił? Że niby jeszcze w tym roku Rosja złoży nam wizytę zbrojną? – takimi „uroczymi” rewelacjami zagadnął mnie sąsiad, z furią szorując ruszt na majówkę.

– No cóż, skoro sam Wielki Sternik tak raczył obwieścić, to klamka zapadła. Donald wie, co mówi – w końcu to postać formatu pomnikowego. Wybrany na wodza narodu najwspanialszego z możliwych, więc nie wypada wątpić – odparłem z nabożną czcią. – Gość ma nosa jak mało kto. To strateg, który nie tyle przewiduje przyszłość, co ją mebluje. Jak zapowiedział, tak i domknął listę wojen, a żeby mu się w CV nie kurzyło, z niespożytą energią inicjuje kolejne. Łebski gość, choć z Łebą ma tyle wspólnego, co ja z baletem.

– Rysiek, co ty za kocopały pleciesz? O którego Donalda ci chodzi? Tego pomarańczowego zza wielkiej wody? – żachnął się sąsiad. – Ja mówię o naszym krajowym gigancie, tym, co to w Gdańsku rezyduje i chyba płynniej szwargocze po niemiecku niż duka po angielsku. Choć, prawdę mówiąc, obaj ci herosi mają germańskie korzenie, tyle że nasz jakby bardziej się do nich przyznaje... między wierszami.

Według amerykańskiego Donalda i sekty wyznawców jego ego, Europa to już tylko skansen moralnej stęchlizny. Kultura Starego Świata pęka jak nadmuchana do granic możliwości mydlana bańka. To zgliszcza ubrane w staroświeckie garnitury, w których spacerują transwestyci. Nawet Karola III, tego wyspiarskiego ramola silącego się na flegmatyczny dowcip wobec „boskiego wybawcy”, nikt już nie traktuje poważnie. Brytyjska buta jest brutalnie rozjeżdżana przez szarmancki, amerykański sznyt, którego szczytem elegancji jest klepanie dam po pośladkach.

Czy świat tańczy na krawędzi? Wygląda na to, że NATO kładzie na to lagę, przypominając raczej zjazd bezzębnych emerytów niż sojusz obronny. Sugestie czcigodnego Wołodii, by cofnąć czas do roku 1999, znajdują coraz więcej amatorów. Donald widzi w nim partnera, człowieka z wizją, i z uznaniem kiwa głową nad jego pasją do kolekcjonowania sąsiednich regionów. W końcu jego własne zakusy na Grenlandię czy Kanadę są podszyte tą samą, „logicznie uzasadnioną” zachłannością.

Nasi prawdziwi patrioci – ci, co to wiedzą wszystko najlepiej – widzą jasno: prawdziwy wróg nie czai się na Wschodzie, lecz w Brukseli i Berlinie. Z tego jarzma trzeba się zerwać, choćby i zębami! Rzeczpospolita stoi swoją niezłomną dumą; my to nie strachliwe pepiki, my nogi nie odstawimy, zwłaszcza… w drodze do monopolowego. Dzielnym sarmatom, zgodnie z uświęconą tradycją szarżowania z motyką na słońce, nic niestraszne. Jesteśmy w blokach startowych na kolejny „cud nad Wisłą”. Po ośmiu dekadach względnego spokoju zaczyna się ruchawka godna lat trzydziestych. Izrael, mistrzowsko obsadzając USA w roli poczciwego idioty, podgrzewa atmosferę z morderczą skutecznością. Nawet OPEC po sześćdziesięciu latach zaczyna trzeszczeć w szwach. Cholera, a może ten Donald z Gdańska faktycznie ma rację? Może warto odkurzyć podręcznik do rosyjskiego?

My w Brzesku, w razie czego, tanio skóry nie sprzedamy. Na ostatniej sesji gminnej władza uroczyście potwierdziła starania o koszary. Wiadomość to krzepiąca jak setka czystej o poranku. Wywiązała się z tego taka polemika, że sprawa wygląda na przyklepaną. Pytanie nie brzmi „czy”, ale „o której godzinie?”. Przy okazji liznęliśmy wiedzy o strukturach wojskowych – co dla oficerów rezerwy w moim wieku było przeżyciem niemal religijnym. Bataliony, baterie, wyliczanki... Jako spleśniały oficer wojsk obrony przeciwlotniczej miałem ubaw po pachy. Jeden radny, który miał czelność zapytać, „co właściwie w trawie piszczy”, został błyskawicznie spacyfikowany za szerzenie defetystycznego pacyfizmu – i to mimo patriotycznej biało-czerwonej przypinki w klapie. No cóż, klapa na całej linii.

Lokalne sesje mają swój urokliwy, niemal surrealistyczny koloryt. Można odnieść wrażenie, że w Brzesku wojna nie tyle nadchodzi, co trwa w najlepsze. To regularna bitwa między gminą a powiatem. Jeśli z jednej strony słyszymy, że budynki policji przejmuje wojsko, a z drugiej, że to czysta fantastyka, to mamy do czynienia z dwiema rzeczywistościami równoległymi, które budują w mieszkańcach solidną awersję do obu stron konfliktu.

Nie sądzę, by wojsko musiało zdobywać obiekty szturmem, choć wiadomo – żołnierz to nie celebryta z „Tańca z Gwiazdami”, on się w tańcu nie… cyrtoli. Sytuacja jest kuriozalna: samorządowcy, zamiast grać do jednej bramki, bawią się w partyzantkę podjazdową. Burmistrz i starosta, choć dzielą ten sam budynek, mentalnie żyją na innych planetach – wypisz, wymaluj „Paweł i Gaweł” Fredry, tylko w wersji z budżetem obywatelskim w tle.

Dlaczego tak jest? Nie mam pojęcia. Mój sąsiad ma jednak swoją teorię:

– Widzisz, Rysiek, ty nic nie rozumiesz, bo jesteś jak ten Czech. Chcesz żyć bez spiny, bez udowadniania całemu światu, że twój grill jest najmojszy. Masz dystans do tego całego nadętego patosu i wielkich słów, które mają zakryć małe interesy. Zamiast bufonady i „cierpienia za miliony” wzorem boskiego Donalda, ty wybierasz ironię figlarza Karola III.

Cóż, nie każdy ma to szczęście, by mieć pod ręką fikuśnie mantyczącego sąsiada, który co rano przystawia mu do twarzy lustro rzeczywistości.

Ryszard Ożóg

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com