Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Poznałem Go, jako księdza …a został moim Przyjacielem, czyli historia pewnej znajomości  (Marek Białka)  2026-06-29

Poznałem Go, jako księdza …a został moim Przyjacielem,
czyli historia pewnej znajomości


Był wakacyjny albo może jesienny miesiąc Roku Pańskiego 2005. Szedłem chodnikiem ulicy Chopina w Brzesku, kiedy zatrzymał mnie starszy ksiądz.

- Przepraszam, czy aby to nie pan przyniósł do redakcji wydrukowany artykuł pt.„Wspomnienie z Sopotu” w którym opisał pan swoje spotkanie z Lechem Kaczyńskim w kościółku w Sopocie, który wybudował ks. Zygmunt Toboła, kapłan pochodzący z Uszwi - zapytał.

Tak, to ja jestem autorem tekstu z okazji 10-tej rocznicy śmierci mojego rodaka ks. Toboły – odpowiedziałem z pewną nieśmiałością.

Bardzo zaciekawił mnie – mówił dalej – nie tylko tekst, ale przede wszystkim styl oraz empatia, którą w nim pan wyraził. Mam propozycje, aby został pan członkiem redakcji wydawanego w Brzesku miesięcznika dla młodzieży „Wzrastanie”. Zapraszam na spotkanie zespołu redakcyjnego, które będziemy mieć w przyszłym tygodniu.

To był właśnie ksiądz Zygmunt Bochenek, od niedawna emerytowany proboszcz parafii św. Jakuba oraz redaktor naczelny i założyciel wspomnianego pisma dla młodzieży – wspomina Marek Białka. Tak oto rozpoczęła się moja znajomość i współpraca, która trwa do dziś.


Ks. Zygmunt Bochenek był wielokrotnym Gościem w naszym domu, gdzie zawsze cieszył się wielkim szacunkiem i uznaniem. To właśnie ks. Zygmunt Bochenek … był, jest i na zawsze pozostanie … moim mentorem, zwłaszcza w świecie mediów katolickich do którego mnie wprowadził.

Racjonalny czy pragmatyczny?

Ksiądz Zygmunt Bochenek zapytany kiedyś przez redaktora brzeskiego BIM-u o to, jakie wartości ceni sobie najbardziej odpowiedział, że bardzo sobie ceni małe, zwyczajne ludzkie zalety, takie jak: słowność, punktualność, życzliwość, umiejętność przebaczania i zrozumienia drugiego człowieka oraz postrzegania u innych pozytywnych cech, bo to właśnie one tworzą fundament, na którym można budować Boże relacje wiary, nadziei i miłości. Pisał o tym święty Paweł w swoich Listach. Ksiądz Jubilat wielokrotnie wspominał, że jego autorytetem jest ks. bp Władysław Bobowski, seminaryjny kolega kursowy, który za motto swojej posługi wybrał słowa: Humanum indivinare, co znaczy po polsku To, co ludzkie, przebóstwiać. Z okazji diamentowego jubileuszu kapłaństwa, ksiądz Zygmunt otrzymał w prezencie, m.in. pióro wieczne z grawerką łacińskiej sentencji: Adhibe kationem difficultatibus - co oznacza, że w chwilach trudnych należy kierować się rozumem. Te słowa bardzo przypadły do serca Księdzu Jubilatowi, kiedy uświadomił sobie, że piórem wiecznym podpisujemy „coś” od czego nie ma już odwrotu. Coś nie tyle istotnego i ważnego, co nie odwracalnego w późniejszych skutkach. Słowa te dobitnie pasują do charakteru i osobowości Księdza Zygmunta, który podczas swojej posługi duszpasterskiej kapłańskiej, wielokrotnie musiał podejmować i sygnować wiele trudnych spraw, kierując się właśnie rozumem, który jest jednym z siedmiu darów Ducha Świętego.



Zdjęcie pamiątkowe z ks. Zygmuntem Bochenkiem
z okazji uroczystości pierwszej Komunii świętej Marka Białki jr. (2011)

Bogactwo. Intelektualne, duchowe czy materialne?

Zanim jeszcze poznałem ks. proboszcza, spotykałem Go na ulicach Brzeska w samochodzie marki Łada 1500S. Mijały lata, w międzyczasie w kraju zmienił się ustrój społeczny i polityczny, zaczęły się pojawiać samochody najczęściej sprowadzane zza zachodniej granicy, a … stara poczciwa ŁADA nadal służyła miejscowemu proboszczowi. Po wielu latach, kiedy maszyna rosyjskich inżynierów dawała już oznaki starości, a właściwie nawet geriacji technicznej, sytuacja „zmusiła” Wielebnego Brzeskiej Fary do zakupu nowszej „floty”. Ale i tutaj nie było wielkiego szału, jak przystało na proboszcza kilkunastotysięcznej parafii, dziekana dekanatu. Niewielki miejski samochód francuskiego producenta z paszczą lwa na masce pod koniec XX wieku nie robił już na nikim większego wrażenia. No, ale gdzież to bogactwo, o którym tak się mówi w kontekście polskiego kleru? Jak wieść gminna niesie a opinia powszechna potwierdza, to .. kto jak kto, ale przecież katolicki polski ksiądz, który zaliczany jest do bogatszej części społeczeństwa, powinien opływać w luksusach.

 

Marek Białka i ks. Zygmunt Bochenek przed domem w Gnojniku (2011)

Po kilku latach naszej wspólnej znajomości, przyszedł wreszcie czas, aby zobaczyć „prywatne apartamenty” emerytowanego proboszcza brzeskiej fary, bo właśnie tam odbywają się spotkania naszego zespołu redakcyjnego „Kościoła nad Uszwicą”. No cóż .. tam też nie widać wielkiego bogactwa ani przepychu. Skromnie umeblowane mieszkanie wyposażone jest w podstawowe sprzęty, które są niezbędne do życia. Jeden pokój sypialny, drugi pokój gościnny, w którym na stole stoi sok naturalnie tłoczony, świeże ciasteczka, oraz słone przekąski. Właśnie przy tym stole odbywa się tzw. burza mózgów, kiedy omawiamy ramówkę nowego numeru. No, ale … jest jeszcze trzeci magiczny pokój. Tam kryje się dorobek życiowy i – jak sądzę - „materialny” Księdza Jubilata, który przez 60 lat posługi kapłańskiej na kilkunastu regałach zgromadził setki książek, albumów i innych opracowań monograficznych. Nie wspomnę już o setkach archiwalnych egzemplarzy prasy świeckiej i katolickiej. To nic innego, jak jedna wielka prywatna biblioteka, która stanowi niezaprzeczalne bogactwo intelektualne i duchowe księdza Zygmunta Bochenka.

Czerwony różaniec. Przypadek czy Boża Opatrzność?

Kiedy w 2012 roku, po śmierci mojego wujka znalazłem w jego osobistych rzeczach „nietypowy” różaniec w kolorze czerwonym, który składał się „tylko” z 33 ziaren, podzieliłem się tym „problemem” właśnie z ks. Zygmuntem Bochenkiem. Trzeba tutaj przyznać, że obaj nie znaliśmy wcześniej historii Koronki do Krwi Chrystusa. Po dłuższej rozmowie uznaliśmy wspólnie, że owa tajemnicza i mało znana dotychczas Koronka, którą zostawił po sobie śp. Stefan Rojek, stanowi jego duchowy testament, który wspólnie powinniśmy zrealizować, jako swoiste „zadanie domowe”. Uznał, że niejako jest to nasz obowiązek, zważywszy chociażby na fakt, że 2012 rok obchodzony był w Kościele, jako Rok Wiary. Pamiętam, jak ks. Bochenek mówił do mnie o tym, jak wielkie znaczenie męki i śmierci w zbawczym dziele człowieka, zawiera Litania do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana, którą sam często zadaje za pokutę podczas spowiedzi. Z ubolewaniem stwierdził, że jest ona dla niektórych penitentów mało znana, bądź w ogóle nie znana.

 
Marek Białka z ks. Zygmuntem Bochenkiem w staropolskiej stodole w Uszwi
podczas warsztatu wyrobu palem wielkanocnych (2019)

Historia czerwonego różańca ma swój dalszy bieg, nazwijmy to drugi rozdział. Otóż w tym samym roku, obydwaj przebywaliśmy poza granicami kraju. Każdy z nas oddzielnie. Tak się przedziwnie zdarzyło, że na początku lipca miałem okazję osobiście doświadczyć i jeszcze mocniej zgłębić tajemnicę Krwi Chrystusa. Podczas wycieczki do Brukseli, na trasie naszego zwiedzania, znalazło się historyczne miasto Bruggia, w którym - jak się potem okazało - znajduje się właśnie Bazylika Świętej Krwi (Heilig-Bloed Basiliek), gdzie przechowywana jest ampułka z Krwią Chrystusa, o czym nigdy wcześniej nie słyszałem. Niby wyjazd do Parlamentu Europejskiego, a tu nagle taki „przystanek”? A może to był kolejny znak? Nie ukrywam, że właśnie z tego powodu, to miejsce bardzo mnie zafascynowało. Jak się potem okazało, niemalże w tym samym czasie na terenie Niemiec przebywał ks. Zygmunt Bochenek, który jechał w pielgrzymce autokarowej do Hiszpanii.

Oto, co napisał w swoim świadectwie z lipca 2012 roku:

Moja rozmowa z Markiem Białką miała niespodziewany – dla nas obydwu - ciąg dalszy... Był wieczór 28 czerwca, pierwszego dnia pielgrzymki do Ars, Fatimy i Santiago de Compostela, w której uczestniczyłem. Przekraczaliśmy właśnie granicę polsko – niemiecką po kilkugodzinnym postoju w Bolesławcu. Zatrzymaliśmy się tam na kolację w klasztorze – sanktuarium Najdroższej Krwi. Jego opiekunkami są siostry Adoratorki Krwi Chrystusa. Ich założycielką była żyjąca w pierwszej połowie XIX w. Włoszka, św. Maria de Mattias. Warto dodać, że nabożeństwa, rekolekcje i cała działalność duszpasterska i wychowawcza sióstr cieszy się wielkim uznaniem w tym przygranicznym regionie i w całym Dolnym Śląsku. Potwierdza to fakt, że przed kilku laty władze miasta obrały św. Marię de Mattias Patronką Bolesławca – tak, jak Patronem Brzeska jest św. Jakub. W programie niespodziewanej dla nas wizyty było oczywiście nabożeństwo ku czci Krwi Przenajświętszej. I właśnie, kiedy po wyruszeniu w dalszą drogę przeglądałem otrzymane od sióstr pamiątki i informacje, zadzwonił do mnie Marek Białka. Okazało się, że przebywa w Belgii i nieoczekiwanie dla siebie (nie było tego w programie ich wycieczki), poznał w starożytnej Brugii
koło Brukseli istniejące od XIII w. sanktuarium poświęcone Krwi Pana Jezusa. Poruszony tym wydarzeniem chciał mi o tym jak najszybciej opowiedzieć. Kończąc wymianę swych wrażeń i refleksji uznaliśmy, że to nieplanowane wcześniej, prawie równoczesne odwiedzenie przez nas tych miejsc kultu Krwi Chrystusa – europejskiego w Brugii i polskiego w Bolesławcu – utwierdza nas w przekonaniu, że powinniśmy dać o tym świadectwo i zachęcać innych do zapoznania sięi i praktykowania tego nabożeństwa”.


Wspólna wieczerza wigilijna z ks. Zygmuntem Bochenkiem
w domu Danuty i Marka Białków w Gnojniku (2014)

Epilog

I tak oto właśnie ponad 10 lat temu, zaczęła się historia mojej znajomości z Człowiekiem, z którym dzieli mnie blisko 40 lat różnicy wieku. Do dziś doskonale pamiętam to miejsce, gdzie zatrzymały się nasze kroki, gdzie skrzyżował się nasz wzrok i rozpoczęła się nasza znajomość, która trwa nieprzerwanie aż po dzień dzisiejszy. Bez większego problemu mógłbym dzisiaj wskazać płytkę chodnikową na ulicy Chopina w Brzesku, na której los zapoczątkował naszą znajomość, która zaowocowała wspólną pracą w obu redakcjach, stowarzyszeniu, a także wspólnym tworzeniem wielu pozytywnych dzieł dla Kościoła. Znajomość ta trwa aż po dziś dzień i mogę uczciwie powiedzieć, że przerodziła się w prawdziwą przyjaźń, która trwa i będzie jeszcze nadal trwać (...). Myślę, że mógłbym powiedzieć, iż Ksiądz Jubilat jest Przyjacielem, ale raczej nie moim - tylko mojej Mamy, ponieważ oboje urodzili się w tym samym roku (1934) o czym wielokrotnie wspominali podczas wspólnego świętowania przy wigilijnym stole w moim domu.

Parafrazując słowa ostatniej zwrotki znanej piosenki zespołu Czerwone Gitary pt. „Historia pewnej znajomości”, która to właśnie stała się inspiracją do zatytułowania przeze mnie tegoż wspomnienia, chciałbym powiedzieć na zakończenie, że … płynie czas i zbliża się kres naszej znajomości.
Czas ucieka i wieczność czeka. Mam pełną świadomość tego, że kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym rozstać musimy się … na zawsze rozstać już musimy się - mimo tego, że nasze życie „tylko” się zmienia, ale się nie kończy (…). Kiedyś przyjdzie „ten dzień”, a przyjdzie na pewno … wspomnę wtedy, że spotkałem kiedyś takiego Człowieka, którego poznałem, jako zwykłego Księdza, ale … pożegnałem, jako prawdziwego Przyjaciela … Oby ten dzień przyszedł jak najpóźniej. Wiem, że jest to nieuniknione i wówczas będzie mi „kogoś” brakować. Póki co … ocieram łzę i mocno wzruszony … naciskam ENTER (…).

Wielce Czcigodny i Drogi Księże Prałacie!

Za te wszystkie lata wspólnie spędzone, składam Ci serdeczne Bóg zapłać. A to moje wspomnienie, niech stanowi namiastkę mojego ostatniego pożegnania. Na zawsze pozostaniesz moim mentorem, zwłaszcza w świecie mediów katolickich do którego mnie wprowadziłeś.

Marek Białka

Od admina: Czytaj także: Marek Białka "90. urodziny ks. prał. Zygmunta Bochenka" [2026-07-09]

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com