Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Piana zamiast faktów, czyli jak (nie) patrzeć władzy na ręce  (Brzeski Kontrapunkt)  2026-08-05

Piana zamiast faktów, czyli jak (nie) patrzeć władzy na ręce

Na łamach tego portalu ukazał się felieton pod wymownym tytułem „Kurtyna opadła i już wszystko wiemy”. Brzmi efektownie, niemal jak zapowiedź wielkiego politycznego demaskowania. Problem w tym, że po przeczytaniu tekstu nadal niewiele wiemy o rzeczywistych powodach powołania drugiego zastępcy burmistrza. Dowiadujemy się za to bardzo dużo o osobistym stosunku autora do Tomasza Latochy, PSL-u i obecnego układu politycznego w Brzesku.

Wątek nowego wiceburmistrza zostaje dodatkowo połączony z pozwem wytoczonym przez Gminę Brzesko jednemu z mieszkańców, przedstawianemu jako „lokalny aktywista”. Już samo użycie tego określenia nie jest neutralnym opisem, lecz oceną autora. Jedni rzeczywiście będą widzieć w tym mieszkańcu aktywistę patrzącego władzy na ręce, inni człowieka, który rzeczową krytykę zbyt często zastępuje mocnymi oskarżeniami. Jest to jednak temat na zupełnie inną polemikę.

Sam fakt wytoczenia pozwu nie dowodzi ani słuszności wszystkich zarzutów stawianych władzom, ani tego, że powołanie drugiego wiceburmistrza było przejawem kumoterstwa. Autor najwyraźniej uznał jednak, że skoro gmina pozwała swojego krytyka, to każda kolejna decyzja burmistrza automatycznie potwierdza wszystkie najgorsze podejrzenia.

To bardzo wygodny sposób myślenia. Nie trzeba już niczego sprawdzać ani udowadniać. Wystarczy odpowiednio dużo razy użyć słów „stołek”, „układ”, „arogancja” i „kumoterstwo”, a reszta ma się czytelnikowi dopowiedzieć sama.

Kurtyna opadła, ale faktów nadal nie widać

Słowa o „arogancji władzy”, „meblowaniu urzędu”, „partyjnej pajęczynie” czy „partyjnym kumoterstwie” brzmią nośnie. Zwłaszcza gdy okrasi się je porównaniami do PRL-u, stada baranów, partyjnej trzódki i zakłamanych aktorów.

Tyle że nagromadzenie złośliwości nie zastępuje argumentów.

Z każdym kolejnym akapitem coraz mocniej przebija osobista i polityczna niechęć do burmistrza. Zamiast analizy decyzji otrzymujemy gotowy akt oskarżenia, w którym wyrok zapadł jeszcze przed rozpoczęciem postępowania dowodowego. Autor nie wykazuje, że stanowisko zostało stworzone wyłącznie dla „partyjnego kolegi”. On po prostu oznajmia to czytelnikom jako rzecz oczywistą.

Najpierw przyjmuje, że mamy do czynienia z partyjnym układem, a później każdą okoliczność dopasowuje do tej tezy. Powołanie zastępcy? Stołek. Doświadczenie samorządowe? Partyjna ścieżka kariery. Zmiany w urzędzie? Meblowanie. Brak oficjalnego potwierdzenia politycznych planów? Tym lepiej, bo przecież najważniejsze rzeczy zawsze rozgrywają się za kulisami.

W ten sposób można „udowodnić” właściwie wszystko.

Tymczasem powołanie drugiego zastępcy jest zgodne z prawem i mieści się w ustawowych kompetencjach burmistrza. Można dyskutować, czy decyzja była konieczna, trafna albo motywowana politycznie. Nie można jednak przedstawiać jej jako bezprawnej „samowoli”. Burmistrz skorzystał z kompetencji, którą wprost przyznaje mu ustawa. To fakt. Wszystko, co autor dopisuje do tego faktu, jest już jego polityczną interpretacją.

Patrzenie władzy na ręce to nie konkurs na najbarwniejszą obelgę

Rzetelne kontrolowanie władzy nie polega na mnożeniu efektownych inwektyw. To żmudna praca nad dokumentami, uchwałami, budżetem i procedurami. To wykazywanie konkretnych błędów, a nie dopisywanie najgorszych intencji do każdej decyzji, która nam się nie podoba.

Krytyka władzy jest potrzebna. Bywa nawet konieczna. Nie powinna jednak polegać na tym, że najpierw wydaje się wyrok, a dopiero później szuka historii, która będzie do niego pasowała.

W omawianym felietonie fakty są jedynie dekoracją. Pierwsze skrzypce grają złośliwości, insynuacje i polityczna niechęć. Taki tekst może zachwycić osoby, które już wcześniej nie lubiły burmistrza. Będą klaskać po każdym „stołku”, „baranie” i „partyjnej trzódce”. Nie przekona jednak czytelników oczekujących czegoś więcej niż kolejnej salwy w lokalnej wojnie politycznej.

Autor chce występować w roli surowego recenzenta władzy, ale sam rezygnuje z podstawowego obowiązku recenzenta: oddzielenia faktów od własnych uprzedzeń. W efekcie zamiast patrzenia władzy na ręce otrzymujemy patrzenie na nią przez okulary tak ciemne, że wszystko z góry wygląda podejrzanie.

Najpierw wyrok, później uzasadnienie

Już na początku felietonu pojawia się kategoryczne stwierdzenie:

„Wytłumaczyć sens stworzenia stołka drugiego wiceburmistrza w brzeskiej gminie? Zadanie niewykonalne”.

Po czym autor przez resztę tekstu próbuje właśnie tę decyzję wyjaśnić. Przedstawia kilka różnych scenariuszy: odsunięcie obecnego zastępcy, polityczną emeryturę Grzegorza Bracha, przygotowania do wyborów w 2029 roku, namaszczenie następcy, a nawet możliwość późniejszego powrotu Tomasza Latochy do urzędu w charakterze zastępcy.

To nie jest jednak logiczne łączenie kropek. To raczej rozsypanie na stole wszystkich możliwych kropek i wybieranie tych, które najlepiej pasują do narysowanego wcześniej obrazu.

Być może obecny pierwszy zastępca rzeczywiście przygotowuje się do politycznej lub zawodowej emerytury. Być może Kamil Trąba ma być stopniowo wdrażany do kierowania gminą. Być może obecne środowisko władzy już teraz przygotowuje kandydata na wybory samorządowe w 2029 roku. Przy obecnym brzmieniu przepisów Tomasz Latocha nie będzie mógł w nich ponownie kandydować, więc poszukiwanie następcy byłoby czymś całkowicie naturalnym.

Jedna z tych hipotez może się sprawdzić. Nie można jednak twierdzić, że „już wszystko wiemy”, skoro cała opowieść składa się z pytań, przypuszczeń i sugestii.

Autor zarzuca władzy grę za kulisami, ale sam ustawia dekoracje, rozdaje role i pisze zakończenie przedstawienia, zanim aktorzy zdążyli wejść na scenę.

Prawdziwa gra może toczyć się o 2027 rok

Jeżeli już próbujemy odczytać polityczne znaczenie tej nominacji, to o wiele bardziej prawdopodobny wydaje się inny scenariusz. Powołanie drugiego zastępcy może być elementem przygotowania gruntu pod start Tomasza Latochy w wyborach parlamentarnych w 2027 roku.

Należy powiedzieć to jasno: jest to hipoteza, a nie informacja pochodząca z urzędu czy z władz PSL-u. Wydaje się jednak znacznie bardziej logiczna niż wizja rozpoczętej już teraz kampanii przed wyborami samorządowymi w 2029 roku.

Dlaczego?

Odpowiedź może kryć się w nowelizacji ustawy o samorządzie gminnym, która weszła w życie 28 maja 2024 roku i została określona w mediach jako „koniec komisarzy”.

Wcześniej, gdy burmistrz zdobywał mandat posła, senatora lub europosła, jego mandat samorządowy wygasał, a do czasu wyboru następcy funkcję w gminie obejmowała osoba wyznaczona przez premiera. Mogła to być osoba niezwiązana z dotychczasowym kierownictwem urzędu, a nawet pochodząca z przeciwnego obozu politycznego.

Obecnie mechanizm wygląda inaczej. W przypadku wygaśnięcia mandatu burmistrza jego funkcję pełni zastępca, a jeżeli zastępców jest kilku – pierwszy zastępca. Sprawuje ją do czasu objęcia obowiązków przez nowo wybranego burmistrza.

Trzeba przy tym zachować uczciwość, której zabrakło w oryginalnym felietonie. Nowe przepisy nie gwarantują obecnej ekipie zachowania władzy do końca kadencji. Jeżeli Tomasz Latocha zdobyłby mandat parlamentarny w 2027 roku, co do zasady konieczne byłyby przedterminowe wybory burmistrza.

Tyle że do czasu ich rozstrzygnięcia gminą nie kierowałby komisarz wskazany przez premiera. Funkcję burmistrza objąłby pierwszy zastępca, czyli Grzegorz Brach. Obok niego pozostawałby wdrożony wcześniej drugi zastępca. Urząd zachowałby ciągłość, a obecne środowisko polityczne nie traciłoby kontroli nad sytuacją w najważniejszym momencie.

Tworzenie mocnego, wieloosobowego kierownictwa urzędu może więc być czymś więcej niż przygotowaniem następcy na 2029 rok. Może stanowić zabezpieczenie politycznych tyłów przed rokiem 2027.

Jeżeli Tomasz Latocha zdobyłby mandat parlamentarny, pierwszy zastępca płynnie przejąłby jego obowiązki, a drugi byłby już wdrożony w funkcjonowanie urzędu. Obecna ekipa mogłaby wejść w okres przedterminowych wyborów bez organizacyjnego chaosu, z zachowaną ciągłością kierownictwa oraz z niewątpliwą przewagą polityczną.

Nie oznacza to automatycznego zwycięstwa ani zagwarantowania sobie władzy na kolejne lata. Oznacza jednak, że odejście burmistrza do parlamentu nie powodowałoby nagłego wejścia do urzędu człowieka wskazanego z Warszawy. Twierdza nie zostaje zdobyta. Brama pozostaje zamknięta, a klucze nadal znajdują się po tej samej stronie politycznej barykady – przynajmniej do czasu rozstrzygnięcia wyborów.

Dlatego scenariusz parlamentarny z 2027 roku wydaje się dziś najbardziej prawdopodobnym politycznym wyjaśnieniem tej nominacji.

Być może Tomasz Latocha nie ma żadnych planów parlamentarnych. Być może Kamil Trąba został powołany wyłącznie w związku z organizacją pracy urzędu. A być może jesteśmy świadkami pierwszego ruchu w rozgrywce, której finałem będzie start obecnego burmistrza do Sejmu, a następnie walka jego środowiska o zachowanie wpływów w Brzesku.

W polityce czas wyjątkowo szybko oddziela przypadkowe decyzje od starannie przygotowanych scenariuszy.

Hipoteza to nie wyrok

Nie można wykluczyć, że powołanie drugiego zastępcy ma polityczne podłoże. W samorządzie, podobnie jak w polityce krajowej, decyzje kadrowe rzadko są całkowicie oderwane od przyszłych planów. Nie oznacza to jednak, że każda nominacja osoby pochodzącej z własnego zaplecza automatycznie staje się kumoterstwem.

Autor felietonu może mieć rację, że rozpoczęło się przygotowywanie następcy obecnego burmistrza. Równie dobrze – a nawet bardziej prawdopodobnie – może chodzić o przygotowanie sytuacji przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.

Różnica jest zasadnicza. Tutaj scenariusz 2027 roku zostaje przedstawiony jako hipoteza, którą dopiero zweryfikują przyszłe wydarzenia. Autor oryginalnego tekstu swoje przypuszczenia ogłasza natomiast jako prawdę objawioną, a następnie obudowuje ją kolejnymi inwektywami.

Wątpliwości są uzasadnione. Pytania są potrzebne. Polityczne hipotezy również mają swoje miejsce w publicznej debacie. Trzeba jednak mieć odwagę zaznaczyć granicę pomiędzy tym, co wiadomo, a tym, czego jedynie się domyślamy.

Kurtyna jeszcze nie opadła

Patrzenie władzy na ręce jest potrzebne. Jednak kontrola kończy się tam, gdzie fakty zastępuje osobista niechęć, a argumenty – coraz bardziej barwne obelgi.

Nie każda decyzja burmistrza jest dobra tylko dlatego, że podjął ją burmistrz. Ale nie każda decyzja jest również aferą tylko dlatego, że nie podoba się jego przeciwnikom.

W polityce kurtyna naprawdę kiedyś opadnie. Na razie jednak, wbrew tytułowi oryginalnego felietonu, wcale nie wiemy wszystkiego. Autor jedynie zgasił światło, wskazał palcem na scenę i oznajmił, że zobaczył tam partyjny spisek.

To nie jest demaskowanie kulis władzy. To pisanie zakończenia przed rozpoczęciem przedstawienia.

A kiedy faktów brakuje, pozostaje już tylko piana. Dużo piany.

 Brzeski Kontrapunkt

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com