Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Druga spowiedź chuligana  (Przymrużonym okiem Zofii Mantyki)  2026-09-30

Przymrużonym okiem Zofii Mantyki

Druga spowiedź chuligana

Jak okiem – i to mocno przymrużonym – sięgnąć, widać jak na dłoni: jest dobrze, ale nie beznadziejnie. Tup, tup, tup – mozolnie człapiemy do finisażu, cokolwiek to cholerstwo znaczy.

Przedwczoraj tyrknął do mnie Sąsiad – w sumie dość odległy, bo z Warszawy – i zagadnął, jak znoszę wybory na prezydenta Krakowa. Jako były mieszkaniec owego królewsko-stołecznego grodu odparłem cierpko, że… kampania kandydatów zniesmaczyła mnie do cna. Azaliż to nie jest przypadkiem wybór sołtysa w Łapach Dużych czy innej, równie prestiżowej mieścinie? Takie odniosłem wrażenie. Nieodparcie przypominają drewniane kukiełki z lalkowego Teatru Groteska.

I pomyśleć, że kiedyś – abstrahując już od czasów słusznie minionych – aby aspirować do publicznej funkcji, trzeba było coś sobą reprezentować. Być kimś, legitymować się jakimś konkretnym dorobkiem. Ekscentryczne kariery w stylu Nikodema Dyzmy należały do rzadkości. Dziś mamy dokładną odwrotność – karykaturalny renesans PRL-u. „Dobry fachowiec, ale bezpartyjny” może co najwyżej aplikować na posadę starszego szaletowego w miejskim kiblu. W urzędach, radach nadzorczych i zarządach spółek brylują najróżniejszej maści partyjne miernoty i ich pociotki. Pazerne figury, które nie wiedzą – niczym pan Jourdain – że mówią prozą, bo i skąd mają wiedzieć? Ludzi z estymą, bagażem wiedzy i ugruntowaną pozycją zawodową na owym świeczniku próżno ze świeczką szukać.

Nie od dziś wiadomo, że polityka to teatr dla bulterierów. Przyzwoity człowiek nie ma tam racji bytu, no chyba że marzy o zawale serca. Na polityczne salony i wiece pchają się sympatyczne typy spod ciemnej gwiazdy – twardziele, którzy moralność i etykę mają na ustach, a tak naprawdę… głęboko w d. Szkoda, że w tzw. Narodowym Czytaniu jakoś dotąd brakuje prozy Dołęgi-Mostowicza. Wyobraźcie sobie Państwo tych oficjeli – władających sztuką czytania w stopniu mocno nienachalnym – dukających przepyszną wypowiedź Zyzia Krzepickiego o swoim pryncypale i całej klasie politycznej. To byłaby wyśmienita egzemplifikacja dzisiejszych „elit”, gdy samo pojęcie elity dawno już stoczyło się w rynsztok. Wszystko stanęło na głowie.

Kiedyś tytuły naukowe świadczyły o człowieku. Oznaczały erudycję, klasę i zobowiązywały. Dzisiaj? Lwia część „posiadaczy dyplomów” nie ma za grosz kindersztuby – to pospolite, cyniczne chamy, które rażącą ignorancję przykrywają płaszczem arogancji. Tytuły kupuje się jak pęczek rzodkiewki w warzywniaku, a tacy „naukowcy” stanowią po prostu parodię nauki. Ludzie spsieli. W pogoni za kasą nie mają żadnych hamulców. Zawody tak zwanego zaufania społecznego nie cieszą się już ani krztą zaufania. Czym się różni pazerność lekarza czy prawnika od bezczelności pasera i polityka? Dziś najlepszą referencją do sukcesu jest noszenie teczki za bossem w partyjnej stajni.

Patrząc na wygibasy naszych dygnitarzy, zastanawiam się, czy – tak sobie szyderczo mantycząc – suweren w swojej niepojętej woli nie powinien wybrać na wójta, burmistrza czy prezydenta… konia? W Rzymie, którym tak lubimy się zachwycać, koń Incitatus piastował zaszczytne funkcje, więc dlaczego nie u nas? Jeśli lud pragnie kopytnego włodarza, demokracja powinna mu to umożliwić. „Hłe, hłe, Mellechowicz!”, przecież wystarczy, że zwierzak złoży „ślubowanie wobec prezydenta”, zaprezentuje kopyto i gra gitara.

Nadzwyczaj uroczo wygląda protest „patriotów” broniących Trybunału Konstytucyjnego przed… nim samym. Zaczęło się od wyboru dwóch sędziów na zapas, a potem poszły… konie po betonie. Przezabawna to zabawa z TK, KRS i KRRiT, która co nieco przypomina „narodową” dyskusję o ekranizacjach Lalki. Kto żyw, pędzi z recenzją, bo tak wypada w towarzystwie. I jakoś umyka fakt, ilu z owych krytyków w ogóle Prusa czytało. Dufni recenzenci, którzy na co dzień klną jak szewcy (i nie o Szewców u Witkiewicza tu chodzi), kipią oburzeniem nad knajackim językiem niejakiej Izabeli. Otóż rzeczona Iza, rzucając po staropolsku o „chujcu borsuczym”, wywołała prawdziwy wstrząs sejsmiczny. Wypisz, wymaluj przypomina to święte oburzenie politycznych świętoszków, którzy sami po rozwodach – niczym zacny Tartuffe – sapią i grzmią nad nieobyczajnością Polaków.

Filologów i lingwistów nieco mniej to oburza, a pewnie i bawi. Doskonale wiedzą, że „chujec” nie pochodzi bezpośrednio od nazwy organu płciowego. Słowo to ma tradycję w staropolszczyźnie i oznacza… chudego knura rozpłodowego. Inna rzecz, dlaczego w filmie okraszono go akurat przymiotnikiem „borsuczy”? Może dlatego, że borsuki – podobnie jak króliki – słyną ponoć z nieprzeciętnej jurności? Kto wie. Daj Boże, może doczekamy się ekranizacji wspomnianych Szewców, gdzie „Dziarscy chłopcy” jako organizacja Pachołków Gnębona Puczymordy wywołają u nas natychmiastowe skojarzenia? W rodzaju: czy Gnębonowi bliżej do Grzegorza czy Karola, albo czy Hiper-Robociarz Oleander Puzyrkiewicz to nie ma czasem na imię Adrian?

W sierpniu 2020 roku nabazgrałem felieton Spowiedź chuligana. I co? Minęło sześć lat i… nastąpiła dotkliwa poprawa.

Ryszard Ożóg

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2026 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com