Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Byłem na Marszu Niepodległości - jako normalny, przeciętny jego uczestnik.  (S.)  2011-11-12

I niestety stwierdzam, że telewizja kłamie...

Zupełnie inaczej to wyglądało od środka, a inaczej wg tego co relacjonowała telewizja.

A więc po kolei.

Większość ludzi biorących udział w Marszu była zwyczajna - byli młodzi ludzie, byli starsi, kombatanci, rodziny z dziećmi, szedł z nami, a właściwie jechał na wózku nawet czarnoskóry kolega z Krakowa (który skandował razem ze wszystkimi różne hasła), przedstawiciele partii, przedstawiciele ruchów narodowych, pojawił się ktoś od księdza Natanka, byli harleyowcy z Radia Maryja, byli również i kibice - grupki kilkudziesięcioosobowe - wśród nich sporo w kominiarkach. Część z nich szła spokojnie w marszu, część z kolei była niestety autorami zadymy z Policją i prawdopodobnie późniejszej akcji z podpaleniem samochodu.

Sporo osób biorących udział w Marszu, było wcześniej na uroczystościach przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Gdy zmierzaliśmy na miejsce zbiórki na Nowym Świecie kordon Policji - okazuje się że były jakieś zamieszki i zatrzymali faszystów z Niemiec - ups nie ta impreza - anarchistów.

Ludzie obchodzą bocznymi ulicami całe zamieszanie i idą dalej. Na Marszałkowskiej kolejna blokada - trzeba kluczyć, ludzie na Marsz dochodzą bocznymi uliczkami. Na Plac Konstytucji wchodzimy równo z ekipą Janusza Korwina Mikke. Gęsto od ludzi, organizatorzy próbują się przebić przez wrzawę, widać kordon policji, w środku tego wszystkiego ustawione wozy transmisyjne. Idziemy za ekipą JKM - niestety tam jest największy kocioł. 

Więc delikatnie się wycofujemy. Z tamtej strony ustawiła się ekipa w kominiarkach.

Policja zaczyna robić się nerwowa - policjant przez szczekaczkę /LRAD coraz szybciej wydaje komendy - słychać że się "ugotował"... Kibice reagują na to nerwowo - lecą butelki, race. W między czasie wybuchy petard potęgowane przez echo.

Ogólnie ludzie lekko się tą sytuacją sytuacją podłamali i tym, że wszystko idzie nie w tym kierunku co trzeba - że zamiast pokojowej demonstracji jest dym.

Podbiega do nas jeden z organizatorów - mówi że czoło Marszu będzie z drugiej strony, że idziemy inną trasą.

Powiało optymizmem - większość ludzi (poza ekipą od zadymy) posłuchała i się ustawiają - trochę nas jest... Dominują biało-czerwone flagi - gdzie nie gdzie różne transparenty, w minimalnej ilości flagi organizacji narodowych.

Sprzęt nagłośnieniowy trochę szwankował i było go raczej mało - co utrudniało prowadzenie Marszu. Ale ludzie sobie jakoś radzili - co chwilę skandowano hasła (tylko polityczne, raczej żadnych rasistowskich czy związanych z orientacją seksualną), śpiewano pieśni patriotyczne.

W trakcie Marszu niektórzy z nas sprawdzają co słychać w świecie - okazuje się że  idziemy "'w zdelegalizowanym marszu", a TV pokazuje tylko zadymiarzy na Placu Konstytucji. Na trasie przemarszu nie widać żadnego wozu transmisyjnego, policji wzdłuż trasy jak na lekarstwo.

Nawet obok ambasady rosyjskiej na Spacerowej było w miarę spokojnie - żadnych wulgaryzmów, tylko skandowanie haseł.

Nieco wcześniej przed ambasadą widzimy, że ktoś niesie krzyż, w innym miejscu ktoś niesie feretron z obrazem Chrystusa Miłosiernego. Nieco dalej jakaś osoba w płaszczu Rycerstwa Jezusa Chrystusa Króla.

Policji nie widać, krąży nad nami cały czas prawdopodobnie nieoznakowany policyjny śmigłowiec. Atmosfera przyjazna - starsi ludzie przypominają hasła z protestów z okresu PRL-u, młodzi i starsi krzyczą hasła (do łez rozbawiła nas akcja 3 starszych pań skandujących wspólnie z jakimiś kibicami: Donald... twój rząd obalą kibole).

Żartujemy sobie, że Marsz Niepodległości ma również zasługi w propagowaniu zdrowego trybu życia - za sprawą blokady marsz ma ponad 4 km długości (a może i więcej), osoby z poza Warszawy mają okazję pozwiedzać miasto ;].

Zatrzymujemy się na chwilę na Skwerze Jerzego Giedroycia przed Pomnikiem Józefa Piłsudskiego. Idziemy dalej. Przed URM sporo policji, znów LRAD, przenośne nagłośnienie Marszu coś szwankuje, ludzie skandują antyrządowe hasła. Ale wydaje się że jest w miarę spokojnie.

Dochodzimy wreszcie na miejsce. Robi się czerwono od rac, orkiestra młodzieżowa stojąca w jednej z uliczek gra hymn narodowy. W tle słychać przemówienia, cały czas dochodzą nowi ludzie. Stoimy na Agrykoli. W pewnym momencie robi się "kwaśno". Słyszymy wezwania policji do zrobienia miejsca dla samochodu policyjnego, ludzie zaczynają się rozsuwać - jednak zamiast wozu policyjnego jedzie "zwyżka" jednej ze stacji telewizyjnych. Ludzie nie rozumieją co się dzieje... Przez tłum przewija się informacja, że ktoś podpalił samochód - zastanawiamy się czy to jakaś prowokacja na koniec. 

Podjeżdża policyjna "polewaczka" - próbuje ugasić samochód (większość z nas myślała, że podpalano prywatny samochód, później dowiedzieliśmy się, że to wóz transmisyjny TVN). Ludzie trochę niepewni się kręcą, policja coraz głośniej wykrzykuje komendy przez LRAD, uczestnicy marszu zaczynają się rozchodzić.

My również - idziemy na skróty przez Łazienki, wzdłuż Myśliwskiej w kierunku Placu Trzech Krzyży. Gdzie nie gdzie przemykają małe grupki uczestników Marszu - każdy szuka jakiegoś autobusu.

Około 300 metrów od siedziby sejmu - na ulicy Myśliwieckiej byliśmy świadkami sformowania falangi przez Policję i "czyszczenia" ulicy - co chwila oddzielały sie od nich grupy by dogonić i "stłuc" ludzi którzy wyglądali jak kibice.

Była i zabawna sytuacja: policjanci idąc w dół Myśliwieckiej w zwartym szyku, w środku "polewaczka" omal się nie zmiażdżyli - na poboczu stał samochód, którego nie uwzględnili formując szyk.

Za chwilę nie było nam jednak do śmiechu...

Nasza ekipa - w której była i osoba niepełnosprawna i osoba starsza - odsunęła się na bok - mimo to policja rozszerzyła falangę i zaczęła nas spychać w dół ulicy. Na pytanie co robią - powiedzieli że łamiemy prawo - bo stoimy na trawniku.. Dopiero odpuścili gdy powiedzieliśmy im, że przecież staliśmy na chodniku z którego zepchnęli nas tarczami....  Żałowałem, że nie przełączyłem aparatu na kręcenie filmu...

Parę chwil po tym jak za zakrętem zniknęła policja spotkaliśmy grupę w której jeden z chłopaków  dostał pałką w głowę, tylko dlatego że miał czapkę na głowie... Bo niby kibice też nosili... Na szczęście my byliśmy bez czapek...

Wychodząc z Placu Trzech Krzyży natknęliśmy się na policyjną blokadę, przez którą próbowała się w właśnie "przebić" grupka starszych osób pamiętających podobne zdarzenia z lat 50 i 60-tych. Tym razem nauczony wcześniejszymi wydarzeniami włączyłem nagrywanie filmu. Przeszliśmy jednak w miarę spokojnie.

Dalej już na mieście również było spokojnie (sporo ludzi z Marszu poszło coś zjeść), a na na Dworcu Centralnym właściwie żadnego śladu po wydarzeniach mijającego dnia. W pociągu słychać było w koło jak zwolennicy różnych opcji dzielą się przez telefon swoimi wspomnieniami. Po północy byliśmy w Krakowie. Tutaj tylko kilkuosobowy patrol Policji pilnował porządku - ale chyba bez potrzeby.

S.

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2020 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com