Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Wielka Wojna 1914 –1918 w zakolu Raby i Wisły w relacjach czytelników tygodnika "Piast"  (Lucjan Kołodziejski)  2013-11-07

Przed 100 laty, 28 lipca 1914 r. Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii, a 6 sierpnia Rosji. Rozpoczęła się wojna trwająca do 11 listopada 1918 r., nazwana w historiografii I wojną światową. W monografii gminy Szczurowa Józef Hampel w artykule „W niewoli narodowej 1772-1918” przedstawił przebieg Wielkiej Wojny w poszczególnych wioskach. Szczególne miejsce w opracowaniu zajął opis rosyjskiej okupacji z listopada i grudnia 1914 r. Uważna lektura ukazującego się w latach I wojny tygodnika „Piast” pozwala zrozumieć wpływ tej wojny na życie poszczególnych wsi, będących wówczas samodzielnymi gminami, a tworzących dziś gminę Szczurowa. Atutem „Piasta” był jego ścisły związek ze wsią, był on bowiem organem Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast”. Czytelnik zapewne zauważy dwa sposoby zapisu nazwy tej samej wsi - Uścia Solnego/Ujścia Solnego. Wynikają one zapewne z miejscowej tradycji. Trudno dociekać, czy były wtedy dwie oboczne nazwy w użyciu. Warto dodać, że Wrzępia i Uście Solne przynależały wówczas do powiatu bocheńskiego. Pisownia jak w oryginale.

Wola Przemykowska, w marcu. Wieś nasza z powodu wojny została ogołocona prawie ze wszystkiego. Niema czem siać, nie ma co sadzić, niema czem pola obrobić. Jeśli nie otrzymamy wydatnej pomocy ze strony rządu, to czeka nas po prostu głodowa śmierć. Prosimy pp. posłów ludowych, aby się nami zajęli, oni jedyni obrońcy ludu co się dziś, w najtrudniejszych czasach okazało, nie opuszczą nas. W nich cała nasza nadzieja. Zarząd gminy powinien im przesłać najdokładniejszy wykaz szkód, ale jakoś mu z tem nie spieszno. Wy nas ratujcie, panowie posłowie ! „Piast” nr 19 z 9 maja 1915 r., s. 11.

Paweł Golonka, Józef Drag, Jan Mazur, W. Woźniczka

Ujście Solne, w lipcu. Wszystkim wiadomo, że teraz w naszym kraju daje się czuć brak koni, szczególnie tam, gdzie znajdował się nieprzyjaciel. I w naszym miasteczku, gdzie się oprócz rolnictwa trudnią i ogrodnictwem, jest brak koni. Kiedy nam doniesiono na wiosnę, że w Kobiernicach można dostać po tanich cenach klacze ze źrebiętami, kilku gospodarzy posłało zadatki i otrzymało odpowiedz że dostaną klacze. Upłynęło parę tygodni, aż tu naraz otrzymują zadatki z odpowiedzią, że nie dostaną już koni, a zadatki były posłane w kwietniu. Ciekawi jesteśmy dlaczego teraz już między nami taka niesprawiedliwość, dlaczego wioski i obszary dworskie, które mało albo wcale nie zostały uszkodzone, dostały konie, a nasze miasteczko w którym zawierucha wojenna zniszczyła 30 domów, kościół i szkołę i wszystkie zabudowania plebańskie i zginęło 10 osób, dostać ich nie mogli? Dlaczego nas traktują po macoszemu? Kiedy na wiosnę zawiadomiono gminę i Zarząd Kółka rolniczego, ażeby podały tych gospodarzy, którzy nie mają czem obsiać swego pola, podaliśmy, że potrzeba 40 metr. jęczmienia i 70 metr owsa. I tu nas spotkał zawód, bo dostaliśmy z wielka prośbą 13 metrów jęczmienia i to dosyć późno, tak że wielu gospodarzy musiało siać owies, który kupili za drogi pieniądze, bo owsa wcaleśmy nie otrzymali. Ale i to nie koniec. Urząd gminy dostał polecenie, ażeby ci gospodarze, którzy mają zabudowania rozbite lub spalone podczas wojny, podali, ile potrzebują drzewa na ich odbudowanie. Że zamożniejsi dostaną za połowę ceny, a biedni za darmo. Zrobiliśmy czego żądano, ale jak nie było, tak niema, a ci nieszczęśliwi muszą się tułać po obcych domach. Prosimy naszych szanownych panów posłów ludowych, ażeby oni wstawili się za nami do c.k. rządu, bo i my na ołtarzu Ojczyzny złożyli mienie swoje i krew naszych braci i synów. „Piast” nr 30 z 25 lipca 1915 r., s. 16.

Karol Rataj przew. Kółka roln.

Strzelce Wielkie, w sierpniu. Gmina tutejsza na zewnątrz niewiele ucierpiała skutkiem inwazyi nieprzyjacielskiej, bo, poza spaleniem jednej stodoły i wszelkich ogrodzeń przez Moskali, wszystko jest tu jak dawniej. – Natomiast wewnątrz wszystko zrabowane: drób, krowy, konie, zboże i siano. Toteż z wiosną, szczególnie dał się odczuć brak koni i narzędzi rolniczych. Brak własnych koni zastąpiono od forszpanów i w ten sposób wreszcie obsiano i zasadzono w polach. Szło to wszystko bardzo powoli, szczególnej skutkiem braku narzędzi, tak że opóźnienie to odbiło się na plonach, bo wszystkie wcześniejsze zasiewy są daleko lepsze, niż późne, zwłaszcza z powodu tegorocznej posuchy. Ogromne rozdrobnienie gospodarstw rolnych, a skutkiem tego niemożność utrzymania się z tych paru zagonów i brak stałego, ciągłego źródła zarobku daje się odczuć, zwłaszcza w tym roku, kiedy cała fala wychodźstwa została powstrzymana, a stąd spowodowany ubytek kilkunastu tysięcy koron. Zniknięcie tego źródła dochodu, a powstanie za to większej drożyzny, nasuwa niejednemu smutne refleksye na przyszłość. W takich warunkach niejeden z upragnieniem oczekuje pomocy ze strony Komisyi zasiłkowej w Brzesku. Ażeby przez otrzymanie zasiłku uzupełnić w dochodach rodzinny uszczerbek, spowodowany powołaniem. W myśl ustawy o zasiłkach w wypadkach powołania poza służbą prezentacyjną, przysługuje rodzinie prawo do zasiłku na utrzymanie z funduszów państwowych, jeżeli utrzymanie rodziny zależało dotychczas od dochodu, osiąganego pracą powołanego. Decydującą przytem jest ta okoliczność, czy odnośni członkowie żyli dotąd we wspólnym gospodarstwie z powołanym. Tymczasem ustawa ta w wielu wypadkach, przynajmniej w tutejszym brzeskim powiecie, pozostaje martwą literą prawa, którego realizacya pozostawia ogromnie wiele do życzenia. Odmawia się często ludziom w wieku 50-70 lat, ojcom, często dwóch powołanych synów, ludziom obłożnie chorym, prawa do zasiłku n.p. z powodu „gdyż jest pan sam w sile wieku do pracy i może na utrzymanie zapracować”, lub np. „że z trzech koron które woźnica pobiera, może rodzinę wspierać”. Z braku miejsca nie będę rozbierał szczegółowo przytoczonych odmownych orzeczeń bo przypuszczam, że nadal lepiej zastanowi się Komisya zasiłkowa nad daniem odmownej odpowiedzi, a przedewszystkiem raczy łaskawie zadać sobie pytanie, gdzie rodzina powołanego ma zarobić na utrzymanie, lub czy z trzech koron, które otrzymuje woźnica stojący na linii bojowej, gdzie czasem paczka tytoniu kosztuje koronę, może czasem liczną rodzinę utrzymać. „Piast” nr 35 z 29 sierpnia 1915, s. 15.

Piastowiec

Baryczków ad Ujście Solne, w październiku. Czem jest dzisiaj dobra gazeta, o tem my chłopi przekonaliśmy się najlepiej podczas tej wojny. Bogu dzięki, gazety, zwłaszcza „Piast”, rozpowszechniły się teraz ogromnie i nie ma chyba wsi, w które by „Piasta” albo jakiej innej gazety nie znano. Jednakowoż widziałem nieraz, że ludzie czytają gazety nieumiejętnie. Jeden rzuci okiem ledwie, drugi studyuje tylko listy strat i wiadomości o żołnierzach, inny czyta tylko o wojnie. (…)„Piast” nr 43 z 24 października 1915 r., s.9.

Andrzej Pająk

Strzelce Wielkie w Brzeskiem. Najdrożsi Bracia Żołnierze! Odzywamy się do Was, którzy już trzeci rok stoicie w polu, bo smutek nas ogarnął, gdyśmy podczas świąt myślały o Was. W każdym domu brakuje dwóch lub trzech mężczyzn. Wiemy, że Wam tam, drodzy żołnierze chłodno, głodno i tęskno za domem i za rodzinami. I nam tu niewesoło. Pociechę znajdujemy w modlitwie, którą zanosimy za Was, prosząc o prędki koniec tej strasznej wojny i szczęśliwy powrót Was wszystkich do domu. Przyjmijcie od nas serdeczne pozdrowienia. „Piast” nr 16 z 22 kwietnia 1917 r., s. 18.

Katarzyna Grzesik, Konstancya Pustelnik

Strzelce Małe w Brzeskiem. W gminie naszej wybuchł dnia 14 sierpnia r. b. pożar z niezbadanego bliżej powodu. Spaliły się doszczętnie dwa domy mieszkalne, trzy stajnie i dwie stodoły z zebranymi plonami. Przy pożarze czynna była miejscowa straż pożarna i straż pożarna ze Strzelec Wielkich, która przybyła za godzinę po wybuchu pożaru. Dzięki energicznej obronie i ciszy, jaka w tym dniu była, zdołano pożar utrzymać w miejscu mimo dość gęstych zabudowań. Każdy, kto mógł, pomagał wedle sił przy gaszeniu ognia, który w obecnym czasie strasznej posuchy przejął zgrozą mieszkańców gminy dość gęsto zabudowanej. Zasługują na szczerą pochwałę kilka dziewcząt i kobiet, oraz starszych gospodarzy. Nadmienić należy, że wody trzeba było dostarczać ze stawu, oddalonego o 200 kroków od miejsca pożaru. Znalazły się jednak u nas pewne samolubne jednostki, które, mając gospodarstwa, oddalone o półtora kilometra od miejsca pożaru, nie chcieli ratować drugich. Naczelnik gminy chcąc prędzej dostarczyć sikawkom wody, rozkazał ja dowozić w beczkach i w tym celu zażądał przez posłańca koni od pewnego gospodarza, który orał sobie najspokojniej 150 kroków od ognia. Gospodarz ten powiedział jednak posłańcowi, że koni do wożenia wody nie da. Naczelnik gminy nie mając innych koni pod ręką, posłał do niego powtórnie żandarma, który zapytał orzącego: Czy nie widzicie, że się pali ? A to niech się ta pali – odpowiedział tenże. Usłyszawszy taką odpowiedz żandarm zabrał go z pola wraz z końmi, które oddal do wożenia wody, jego zaś zamknął do aresztu gminnego na 24 godzin. Gospodarz ten ma żonę, chora od kilku lat na reumatyzm, tak że nie może się sama ruszyć; ta kobieta, dowiedziawszy się o wypadku, kazała się zawieść do wsi i krzyczała z całych sił, wymyślając na „bezprawie” naczelnika gminy, na co jednakże nikt nie zważał. Podobna temu gospodarzowi jest jego sąsiadka. Gospodyni ta posłała chłopca z wozem i końmi do kowala w celu podkucia ich. Ponieważ kowal był przy ogniu, naczelnik gminy kazał włożyć na gotowy wóz beczki i posłała chłopca do wożenia wody. Matka gdy się o tem dowiedziała, przybiegła wraz z córką i, wykorzystawszy stosowna chwilę, pozrzucała beczki z wozu, i kazała chłopcu jechać do domu; dopiero gdy na rozkaz naczelnika przyszedł przysiężny, powrócił do wożenia wody. Trudno wprost zrozumieć tych ludzi, którzy mieszkają nie w gminie lecz w przysiółku, należącym do gminy. Sądzą oni widać, że u nich ogień nigdy nie może wybuchnąć. Na razie kończę i pozdrawiam Szanowną Redakcyę i wszystkich czytelników Piasta oraz pp. posłów ludowych. „Piast” nr 36 z 9 września 1917 r., s. 14. 

Ludowiec

Wrzępia, w bocheńskim. Podczas gdy wszędzie w kraju coraz częściej wprowadzają wypłacanie zasiłków przez pełnomocników, u nas, dziwnym praktykom urzędu powiatowego, właśnie teraz zniesiono wypłatę przez pełnomocników, choć od nas do Bochni jest 30 km. O przyczynach tego zniesienia różnie ludzie powiadają. – Druga rzecz, która stała się już faktyczną bolączką, to zmuszanie ludzi do asekuracyi żołnierzy. Przy wypłacie zasiłków zakradło się u nas to, że samego kwitu nie można dać wypłacającemu, bo się musi długo czekać. W kwicie zawsze musi coś być, a jeśli nie w kwicie, to w ręce. Dziwna rzecz, że nam ciągle ściągają przy zasiłkach na Czerwony Krzyż po 2 i 3 K. Gdyby tak wszystkie kasy robiły, to milionowe fundusze Czerwony Krzyż mieć by powinien, a jakoś o tem niewiadomo. Może p. poseł z naszego powiatu zechce się temi sprawami zająć. „Piast” nr 47 z 25 listopada 1917 r., s. 14.

Marya K.

Uście Solne. W dniu 25 listopada urządziło Koło amatorsko-śpiewackie grona dziewcząt polskich w Uściu Solnem przedstawienie amatorskie dramatu L. Rydla „Na zawsze”. Z trudnych ról wywiązały się dziewczęta znakomicie; mimo uciążliwej pracy w gospodarstwie zamiast wolne chwile wieczorne poświęcić wypoczynkowi, z chęcią oddawały się pracy przygotowawczej, by podnieść oświatę ukochanego miasta Uścia. Za zapracowane bowiem w ten sposób pieniądze ma powstać biblioteka dla starszych, której brak odczuwa się coraz żywiej. Dochód za bilety wynosi 208 K, wydatki za urządzenie 22K 16 h; czysty dochód zatem 185 K 86 h. Za żywe poparcie obywatelskie składamy księdzu katechecie oraz wszystkim obecnym „Bóg zapłać”. „Piast” nr 1 z 6 stycznia 1918 r., s. 18.

W. Machnicka

Ujście Solne. Z radością oczekiwano świąt Bożego Narodzenia. Oczekiwano ich u nas tem więcej, że miały się odbyć „Jasełka”. Przygotowania do nich napełniały zaciekawieniem zwłaszcza młodzież. W dniach 26 i 30 grudnia 1917 r. oraz 1 stycznia 1918 r. urządziło koło amatorsko – śpiewackie z „Komitetu obywatelskiej pracy kobiet” przedstawienie, na którego program złożyły się sztuczki „Racławice” i „Jasełka” Waleryi Szalayównej, przeplatane muzyką i śpiewem. Piękne te nasze polskie „Jasełka”, które u żłobka Chrystusa jednoczą rozdzielony przez wrogów naród polski Galicyi, Wielkopolski i Królestwa, wraz z ukochanym królem Piastem składają u stóp małego Dzieciątka jako dary swe: niedole, krew, łzy i blizny. Wszystkie role odegrane były starannie, z życiem i werwą, a przytem z głębokim odczuciem, dowodząc prawdziwego poczucia piękna naszych dziewcząt. Dowodem najlepszym bardzo liczny udział gości, mimo kilkakrotnego powtórzenia i żywe wszystkich zadowolenie. Dochód wynosił 694 kor. i 54 hal., wydatki 134 kor. 54 h., czysty więc dochód wynosił 560 kor. Połowę t.j. 280 koron jednocząc się z działalnością Komitetu Biskupio-Krakowskiego, któremu tydzień świąteczny był przeznaczony, odesłano temuż komitetowi, z prośbą o użycie ich do wdów i sierot po legionistach. Resztę w dalszym ciągu przeznaczono na bibliotekę w Ujściu, powiększając tym sposobem dotychczasowy fundusz do kwoty 600 koron. Tak więc wesoło i pożytecznie upływały dni świąt, dzięki organizacyi, krzepiąc ducha i niosąc w dniach ciężkich prawdziwie radosna rozrywkę. „Piast” nr 4 z 27 stycznia 1918 r., s. 17.

W. Machnicka, naucz.

                                                                   Strzelce Wielkie w Brzeskiem. Będąc na urlopie w Strzelcach słyszałem masę skarg na nieporządki z tytoniem, panujące w trafice. Ludzie się żalą, że skarbnik skarbowy, przydzielony celem porządnego rozdziału w trafikach, sam przede wszystkiem zbiera z trafik po parę paczek tytoniu, wskutek czego oczywiście trafikantom brakuje tytoniu dla ludzi ze wsi. W jednej trafice, która otrzymała zaledwie 12 paczek tytoniu, zażądał 6 paczek dla siebie. Gdyby tak robił we wszystkich trafikach, w których ma nadzorować sprzedaż, to miałby sam niewątpliwie więcej tytoniu niż główna trafika. Może ten pan uprzytomni sobie, że ma nadzorować sprzedaż tytoniu, a nie wykorzystywać ją dla siebie. „Piast” nr 6 z 10 lutego 1918 r., s. 14.

Winiarski

Barczków, k. Ujścia solnego. 14 kwietnia urządzono u nas przedstawienie amatorskie. Młodzież szkolna i starsza odegrała obrazek sceniczny p.t.: „Polska już wolna” .Sala była przepełniona, amatorzy grali doskonale, za co ich nagrodzono hucznym oklaskiem. Czysty zysk w kwocie 170 K przeznaczono na Dom ludowy, który ma powstać w tutejszej gminie. Przedstawienie powtórzono w dnia 21 kwietnia z równem powodzeniem. Ruch oświatowy, jaki się coraz piękniej rozwija w naszej gminie, zawdzięczają mieszkańcy tutejszej nauczycielce, p. Sabinie Bartnikowej, która tym ruchem kieruje i zainicjowała założenie Domu ludowego. Szczęść Boże w dalszej pracy ! Piast” nr 19 z 12 maja 1918r., s. 12. 

F.H.

Opracował

Lucjan Kołodziejski

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2020 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com