Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Nie wszystkim się to spodoba - wywiad z wicestarostą RYSZARDEM OŻÓGIEM  (Zb. Stós)  2014-10-30

Przed czterema laty przed wyborami proponowałem wywiad i nie chciał się Pan wówczas zdecydować, co się stało, że obecnie zmienił Pan zdanie?

 

Lata płyną i człowiek mądrzeje. A tak bardziej na poważnie, wówczas w środowisku moich znajomych przeważały opinie, że portal odwiedzany jest w dużej mierze przez ludzi żądnych sensacji. W miarę upływu czasu odbiór i opinie jednak ulegały zmianie. Co by nie powiedzieć, jest to jeden z najbardziej profesjonalnie prowadzonych portali informujących o Brzesku. Funkcjonuje już ponad dziesięć lat i dostarcza dużo ciekawych i cennych informacji o naszym mieście i powiecie. Przesyłają tu materiały dziesiątki, a może i setki osób, które mają sentyment i związek z ziemią brzeską. Są to często bardzo zacni ludzie, a fakt, że wybierają właśnie tę stronę, jest znaczącym potwierdzeniem jakości portalu. Istnieje też pewnie jakaś marginalna grupa osób, która swoje zainteresowanie koncentruje przede wszystkim na anonimowym forum, no ale każdy ma przecież prawo do własnej aktywności. Jest mi miło, że możemy obecnie zrealizować zamierzenie sprzed lat.

 

Dziękuje za tę kurtuazyjną ocenę portalu, ale wróćmy do Pana działalności jako samorządowca. Poprzednio był Pan starostą brzeskiego powiatu, obecnie jest wicestarostą. Z moich obserwacji wynika, że wszyscy niezwykle ochoczo podnosicie swoje zasługi, a za nic nie chcecie przyznać się do niepowodzeń. Jak to jest w pańskim przypadku, czy to też jedynie pasmo sukcesów?

 

To jasne, że nie jest miło bić się w swoją własną pierś i przyznać "zawaliłem". Pewnie dlatego nie przepadamy zbytnio za wizytą przy konfesjonale. Ja też tego nie lubię. No, ale umówiliśmy się, że nie będzie lekko, więc wiedziałem na co się decyduję. Zacznę może od jeszcze wcześniejszych czasów. Po reformie administracji w 1998 roku w pierwszej kadencji utworzonych powiatów zostałem wybrany przewodniczącym Rady Powiatu Brzeskiego. To był okres "pionierski", kiedy można było zrobić relatywnie najwięcej i faktycznie sporo zostało zrobione. W kraju miała wówczas miejsce zmiana struktury szkolnictwa. I tu mam do siebie największe pretensje. Byłem zdecydowanie za mało stanowczy. To grzech zaniechania. Wprawdzie kompetencje przewodniczącego formalnie ograniczają się do prowadzenia sesji, ale nie czarujmy się, człowiek piastujący taką funkcję nie jest zupełnie bez wpływu na kreowanie tworzonych uchwał.

 

Zdecydowanie za słabo przeciwstawiałem się budowie wielkiego obiektu oświatowego w Czchowie, który był typową gigantomanią. Należało na wszelkie sposoby ograniczać wielkość tej inwestycji. Starałem się temu przeciwdziałać, ale niestety bez rezultatu. Naraziłem się jedynie mieszkańcom gminy Czchów, którym byłem przedstawiany jako zagorzały przeciwnik społeczności wiejskich. Niestety nie wystarczy mieć słuszność, trzeba jeszcze potrafić stworzyć większość. Wówczas tego nie wiedziałem. W swej naiwności sądziłem, że racjonalne argumenty powinny wystarczyć, aby radnych przekonać. Do dzisiaj ostatnia kondygnacja w tym budynku jest w stanie surowym i tak pewnie pozostanie, gdyż jest niepotrzebna.

 

Drugi poważny mój grzech to nieprzeciwstawienie się połączeniu dwóch szkół średnich w Brzesku w jeden zespół. Dokumentacja obiektu dla "ekonomika" została przeprojektowana tak, aby móc dokonać połączenia tej szkoły z liceum. Nie należało powiększać rozmiarów inwestycji. To był poważny błąd. Liceum nadal powinno funkcjonować w swoim starym obiekcie. Tworzona wówczas - wśród licznych sporów i emocji - sieć szkół gimnazjalnych w gminie Brzesko spowodowała niecodzienną sytuację. Otóż dzieci gimnazjalne w mieście nie miały właściwie miejsca, gdzie mogłyby się uczyć. Budynek liceum będący szkołą powiatową stał się dla gminy brzeskiej "ostatnią deską ratunku" na wyjątkowo pilną lokalizację dla gimnazjum. Niektórzy architekci tego pomysłu jak słyszę nadal są z tego dumni, ja nie. Wprawdzie odsprzedano budynek gminie za spore pieniądze, więc z ekonomicznego punktu widzenia operacja ta dla władz powiatu była wówczas względnie korzystna, ale niestety pojawiły się "skutki uboczne". Trudno oczywiście twierdzić, że obecny "desant" absolwentów brzeskich gimnazjów do liceum w Bochni jest akurat jedynie z tego powodu, ale nie można problemu nie widzieć.

 

Tak, ale to było kilkanaście lat temu, a co z czasami kiedy Pan rządził? Nie zgadzaliśmy się wtedy na temat prywatyzacji ZOL-u, której był Pan zwolennikiem i gorącym orędownikiem. Jak Pan ocenia z perspektywy czasu podjęte wówczas decyzje pozostawienia ZOL-u w rękach samorządu?

 

Z tym określeniem "rządził" to gruba przesada. Wówczas o większości w radzie stanowił tylko jeden głos. "Układ sił" wynosił "11 do 10" i była to wyjątkowo trudna sytuacja, chociaż z drugiej strony niesamowicie mobilizująca. Musiałem meandrować przez całe cztery lata.

 

Błędy w tym czasie?

 

Na pewno mi żal, że nie udało się doprowadzić do końca pomysłu, który moim zdaniem był słuszny. Mowa o "starym szpitalu" - utworzenie tak bardzo potrzebnego ZOL-u i Hospicjum, gdyby nie ingerencje polityczne, mogło obyć się bez kosztów. Koalicyjni koledzy z "mojej 11", ulegli naciskom posłów i w efekcie z własnych środków przeprowadziliśmy remont obiektu tworząc publiczny ZOL. Dotację udało mi się pozyskać jedynie na remont drugiego piętra przy tworzeniu hospicjum. Moja koncepcja była bezkosztowa, a nawet przynosiłaby powiatowi dochody. Chciałem oddać część obiektu w dzierżawę operatorowi niepublicznemu. Pacjenci podobnie jak teraz ponosiliby koszty 70% od swoich świadczeń rentowych lub emerytalnych. Z punktu widzenia pacjenta nie byłoby większej różnicy. Natomiast samorząd nie musiałby wydać 3 milionów na remont obiektu. W podobny sposób, w wydzierżawionym obiekcie, funkcjonuje u nas dializa nerek - samorząd nie ma kosztów, natomiast uzyskuje czynsz od dzierżawy.

 

Kolejna przykra sprawa to szkoła w Łysej Górze. Koszty prowadzenia szkoły były ogromne. Podejmowałem różne próby, aby je ograniczyć. Nie mogłem pogodzić się z sytuacją, aby tak deficytowa szkoła była wiecznie kredytowana przez pozostałe placówki w powiecie. Już byłem bardzo bliski przekazania obiektu gminie Dębno na ulokowanie tam ich szkół. Dzięki takiemu rozwiązaniu gmina zaoszczędziłaby kilka milionów, których nie musiałaby wydać na remont swojej placówki. Niestety tamtejsza społeczność już przy finalizowaniu sprawy nie wyraziła zgody na proponowany przeze mnie wariant. Ambicje, aby posiadać szkołę ponadgimnazjalną, pomimo że prawie nie ma w niej uczniów, są irracjonalne. No, cóż to była moja kolejna porażka.

 

Chcąc mimo wszystko zagwarantować zatrudnienie dla części pracujących ludzi i zagospodarować obiekt, postanowiliśmy uruchomić MOS. Pierwszą tego typu placówkę w naszym rejonie. Może zbyt szybko zorganizowaliśmy to przedsięwzięcie? A może nie? W każdym razie doszło do bardzo przykrego incydentu, przez który "włosy mi mocno spleśniały" i nagle przybyło trochę lat. Wprawdzie w kraju podobne akty przemocy w MOS-ach niestety nie należały do rzadkości, ale to nie jest usprawiedliwienie. Co tu dużo gadać - sprawa była przykra. Bezpośrednio po tym wydarzeniu, które zostało - jak sądzę nieprzypadkowo - mocno nagłośnione, zmieniono ustawę i dzieci z kryminalną przeszłością już nie są umieszczane w MOS-ach. Obecnie po tych perturbacjach nasz MOS całkiem dobrze funkcjonuje.

 

No dobrze, posypał Pan głowę popiołem, przez co włosy ma Pan jeszcze bardziej - jak Pan to ujął "spleśniałe". Jest Pan jednym z niewielu ludzi, z którymi mam podobne poglądy na działalności samorządu w mieście i powiecie brzeskim. Byliśmy bardzo zgodni co do konieczności oddania Pałacu Goetza w prywatne ręce, aby zapobiec dalszej degradacji tego wspaniałego zabytku. Wiem, że podjęcie tej decyzji nie było łatwe, bo sprzeciwiało się niej wielu ludzi w tym tych, którzy obecnie bardzo chętnie robią sobie zdjęcia w tym Pałacu. Mam tu na myśli przede wszystkim burmistrza, a poprzedniego starostę Grzegorza Wawrykę.

 

To tak dla równowagi, co według Pana jest pańskim najistotniejszym osiągnięciem?

 

Wie Pan, w życiu osobistym - a to dla mnie najważniejsze - fakt, że mam wspaniałą kochającą się nawzajem rodzinę, która toleruje moje dziwactwa i spontaniczność. Mówią, że czasami trudno ze mną wytrzymać, bo podobno odreagowuję swoje stresy z pracy w domu.

 

Natomiast w pracy na stanowisku starosty - tu pewnie szczególnie Pana nie zaskoczę - właśnie uratowanie Pałacu Goetza, wbrew wszystkim skumulowanym trudnościom. Słowa "uratowanie" używam z pełną odpowiedzialnością. Gdyby nie zdecydowana postawa "naszej 11" radnych, którym jestem za to niezmiernie wdzięczny, pałac byłby już na pewno ruiną. Świadomość, że jak nas już nie będzie, pałac będą mogły podziwiać następne pokolenia, daje mi poczucie ogromnej satysfakcji. Widząc jak wiele podobnych obiektów w kraju obróciło się w ruinę, puszczam mimo uszu wszystkie kierowane w moją stronę, czasem mało wybredne krytyczne uwagi. Moi śmiertelni przeciwnicy, którzy odsądzali mnie "od czci i wiary" i zażądali na sesji wręcz imiennego głosowania w sprawie pałacu, aby potomni mogli zawsze sprawdzić, że oni byli przeciw, obecnie cmokają z zachwytu na jego widok. Co ciekawe, zaraz po sprzedaży pałacu, tematem zainteresowało się CBA, które dokonało kontroli. Ta nie wykazała żadnych nieprawidłowości, co być może niektórych zasmuciło.

 

Nie będę wymieniał różnych inwestycji, które przez te lata były zrobione w oświacie, szpitalu czy na drogach, gdyż to nie ulotka wyborcza, a ponadto są to powinności, które należały do zadań starosty i to by było tak, jakby się szewc chwalił, ile uszył butów. W końcu za to mi płacili i to zupełnie przyzwoicie.

 

Kokietuje Pan czytelników licząc na poklask?

 

Nie. Można łatwo sprawdzić, że w czasie, gdy byłem starostą, nie zabiegałem o popularność i często podejmowałem decyzje mało popularne. Tworząc sobie tym samym legiony wrogów. Wychodzę z założenia, że pełniąc funkcje zarządcze powinno się być człowiekiem zdecydowanym. Nie wolno się bać, robić uników i odwlekać niepopularne przedsięwzięcia, przesuwając przy tym odpowiedzialność na innych. Trudno, ale jak chce się rządzić, trzeba podejmować samemu decyzje, pomimo że się komuś narazimy. Pragnąc, aby nas wszyscy kochali i wybierali, spełnia się życzenia, zadłużając samorząd. Zdobywanie poklasku ma "krótkie nogi". Bo życie na kredyt, kiedyś będzie się musiało brutalnie skończyć.

 

Nie wiem czy należę do osób lubianych. Kiedyś, gdy jeszcze pracowałem w szkolnictwie, nie znosiłem lizusów i zakłamanych pochlebców - to mi zostało do tej pory. Zdecydowanie bardziej wolę jak mi ktoś "wygarnie prosto z mostu", niż kluczy i komplementuje nieszczerze. Czy zwrócił Pan uwagę, że powstała pewna maniera językowa i ludzie bardzo często mówią - "powiem szczerze", albo "nie ukrywam"? Czy to oznacza, że normą jest, że nie mówią szczerze i ukrywają swoje prawdziwe oceny?

 

Co do zabiegania o poklask i "promocji " własnej osoby, to nie łatwo znajdzie Pan puchar czy medal, na którym byłby napis "starosta brzeski Ryszard Ożóg". Uważam, że pełniąc funkcje publiczne nie należy opatrywać takich gadżetów swoim nazwiskiem. Wiem, że koledzy samorządowcy mają mnie w tym zakresie za dość osobliwego oryginała. Pamiętam zdziwione oczy pracowników biura promocji, gdy im oznajmiłem, że nie życzę sobie takich napisów, bo to nie za moje prywatne pieniądze - koniec, kropka.

 

Jest jeszcze jeden obszar, w którym na pewno nie zdobywam tzw. "punktów". Otóż na ile to możliwe, staram się nie afiszować ze swoimi praktykami religijnymi. Jestem tu bardzo powściągliwy. Jestem osobą wierzącą, praktykującą i nie wstydzę się tego, ale moim wzorem zachowania jest zdecydowanie model franciszkański.

 

Jeśli tak do bólu szczerze, to mam kolejne pytanie. Jest Pan obecnie wicestarostą - niech mi Pan powie, czy takie stanowiska jak wicestarosta, wiceburmistrz, wicewójt są w ogóle potrzebne?

 

Powiat powiatowi nierówny, podobnie w gminach. Dlatego trudno o jednoznaczną odpowiedź. W małych jednostkach ilość ludzi zatrudnionych w administracji powinna być odpowiednia do ilości mieszkańców. W wielkich miastach jest nawet kilku zastępców. Przy jednostkach liczących blisko 100 tysięcy mieszkańców, z reguły jest zawsze zastępca. Czy zawsze jest potrzebny? Gdybyśmy żyli w kraju, w którym przepisy są w miarę stabilne, to wówczas może jedna osoba byłaby w stanie zapanować nad pracą zarządzanej jednostki. Niestety - i stwierdzam to ze smutkiem - my jesteśmy zaprzeczeniem takiego kraju. Nieustanne zmiany powodują mnóstwo problemów i dodatkowej pracy. To praca, której efektów "nie widać gołym okiem". W dodatku starosta znaczną część czasu funkcjonuje poza urzędem na rozlicznych spotkaniach, można nawet niekiedy odnieść fałszywe wrażenie , że "go wiecznie nie ma" w pracy. Taka specyfika. Jeśli się chce coś "wyklamkować" i załatwić, to jest to właśnie człowiek do lobbowania i uczestniczenia w konferencjach, gdzie w kuluarach można załatwić najwięcej. Natomiast zastępca to urzędnik do bieżącego administrowania, dekretowania, przyjmowania stron i podpisywania setek dokumentów. Obydwaj powinni być - w miarę możliwości - dostępni dla mieszkańców, aby mieć pełny kontakt z problemami ludzi.

 

Dobrze, jak każdy wytrawny polityk wywinął się Pan od jednoznacznej odpowiedzi. Niech mi Pan zatem powie, jak przyjął Pan sytuację, gdy musiał się Pan pożegnać z fotelem starosty. Bardzo "bolało"?

 

Nie czuję się politykiem. W moim życiorysie, mam krótki epizod przynależności do partii, który trwał 2 lata od 2000 do 2002 roku. Jest to rozdział kategorycznie zamknięty. Moje doświadczenia z tamtych dwóch lat są złe. Uważam, że "partyjniactwo" to łańcuch, który krępuje człowieka, a to nie dla mnie. Od zawsze jestem lekko szurniętym indywidualistą, nie nadaję się do gry w zespole ślepo wykonującym polecenia wodzów.

 

Pożegnanie się z fotelem starosty - jak Pan to plastycznie określił - nie było tragedią. Trochę zrealizowanych przedsięwzięć po sobie zostawiłem, zwłaszcza w szkolnictwie zawodowym. Brzeska "Zielonka" za mojego starostowania zmieniła swoje oblicze.

 

Po wyborach, komitety "dogadują się" co do obsady poszczególnych stanowisk i funkcji. Arytmetyka wyborcza decyduje. Nie mam kompleksu polegającego na tym, że muszę być koniecznie tym pierwszym. Jeśli jest możliwość współpracować z szefem, który - jak ja to nazywam - jest "gościem", to nie ma sprawy. Współpraca z obecnym starostą jest dobra. To człowiek nieco do mnie podobny. Obdarzony zbliżonym do mojego poczuciem humoru, co ja akurat u ludzi bardzo sobie cenię. Przy tym zdecydowany, a więc łatwo znaleźliśmy wspólny język. Oczywiście, że nie na wszystkie kwestie patrzymy tak samo, to normalne. Zarząd powiatu liczy pięć osób i decyzje wypracowywane są kolegialnie.

 

Na marginesie uważam, że ordynacja wyborcza jest zła. Wybór wójta, burmistrza, prezydenta miasta, podobnie jak prezydenta państwa jest bezpośredni. Starosta w powiecie i marszałek w województwie wybierani są w wyborach pośrednich, dlaczego? Nikt rozumny rozsądnie tego nie uzasadni. Tu nie ma żadnej logiki. Prezydent kraju ma możliwość pełnić funkcję tylko dwie kadencje, a samorządowcy mogą być wybierani dożywotnio.

 

Co Pan jako były wieloletni nauczyciel sądzi o naszej brzeskiej oświacie?

 

Rozwój nauki i nowe technologie wymuszają innowacyjne podejście do edukacji. Niestety, mam wrażenie, że nie jesteśmy mentalnie przygotowani do tych zmian. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że władze ministerialne są zupełnie oderwane od praktyki szkolnej. Kolejne reformy - moim zdaniem - psują oświatę. A już ustawienie nauczyciela w roli "chłopca do bicia" to karykatura szkoły. Jest oczywiste, że uczeń powinien być podmiotem, bo to dla niego jest szkoła. Nie może być jednak tak, by nauczyciel na kolanach błagał go, by łaskawie zechciał się uczyć. Większość roztropnych rodziców zdaje sobie z tego doskonale sprawę i chce, aby od ich dzieci więcej wymagano - zwłaszcza, gdy sami mają niekiedy problemy w egzekwowaniu posłuszeństwa w domu. Tak to już jest, że jak bezkrytycznie kochamy, to stwarzamy sobie kłopoty.

 

Samorządy nie mają większego wpływu na to, co się dzieje w polityce oświatowej państwa. Możemy jedynie w miarę możliwości starać się dbać o warunki i wzbogacać bazę dydaktyczną. Należy przy tym bardzo racjonalnie gospodarować środkami i wspierać te działania, które są rzeczywiście potrzebne. Wyniki nauczania i jakość pracy szkół zależą od wielu czynników. Bardzo ważną rolę odgrywają dyrektorzy placówek, którzy przez swoją osobowość, takt i kulturę budują wizerunek szkoły. Za starych czasów funkcjonowało takie powiedzenie - "jaki dyrektor, taka szkoła".

 

No dobrze, ale znowu się Pan miga od konkretnej odpowiedzi. Czy jak wszyscy w kraju nie chce się Pan narazić nauczycielom? Oboje wiemy, że reforma szkolnictwa w III RP przyniosła więcej szkody niż pożytku. Już dziesięć lat temu krytykowałem na portalu (chcąc nie chcąc znowu muszę przypomnieć architekta tej decyzji, ówczesnego starostę Grzegorza Wawrykę) utworzenie ZSP Nr1 i włączenie do niego brzeskiego Liceum Ogólnokształcącego. Efekt znamy. Najzdolniejsza młodzież ucieka do Bochni, Tarnowa a nawet do Krakowa. W efekcie obniża się z roku na rok poziom nauczania w szkołach średnich w mieście. Pan przez dwie kadencje, jako starosta a ostatnio wicestarosta, także niewiele zrobił w tym kierunku, aby odwrócić te trendy. Czy może Pan to skomentować?

 

Panie Zbigniewie, wieloletni pobyt "za wielką wodą" spowodował, że zachowuje się Pan jak amerykański dziennikarz. Niech Pan poczyta nasze brzeskie media, dostanie Pan lekcję, jak się powinno miło przepytywać lokalnych włodarzy! No, teraz już wiem dlaczego nasze władze za Panem zbytnio nie przepadają.

 

Wśród nauczycieli, jak w każdej grupie zawodowej, są wyjątkowe osobowości i również słabeusze. Jeśli nauczyciel lubi ludzi i dzieci oraz akceptuje sensowne nowości, to mamy już połowę sukcesu. Jak jest empatyczny i merytorycznie na wysokim poziomie, to wystarczy mu nie przeszkadzać, a będzie miał wyniki i spora część młodzieży go doceni.

 

Natomiast jeśli niestety taki nie jest, to nawet setki tysięcy godzin "doskonalenia zawodowego" tego nie zmienią. Oświata w naszym powiecie jest przyzwoita, a na tle kraju dużo więcej niż przyzwoita. O jej jakości świadczą wyniki dzieci. Małopolska jest w czołówce krajowej, a powiat brzeski dobrze wypada w statystykach. Oczywiście można jeszcze wiele poprawić.

 

Niestety w rankingu szkół już tak dobrze nie jest. Głośno mówiłem jeszcze przed kilkunastu laty, że szkoła nie musi być blisko - szkoła musi być dobra. W szkołach ponadgimnazjalnych uczniowie i ich rodzice wybierają niekiedy szkoły w innych miastach, czasami bardzo odległych. Dlaczego tak postępują? Tego do końca nie wiem, ale takie są fakty. Na marginesie, mam trójkę dzieci, które ukończyły brzeskie szkoły ponadgimnazjalne. Następnie stosunkowo prestiżowe kierunki na dobrych uczelniach w systemie stacjonarnym, a na pewno nie są jakimś szczególnym wyjątkiem.

 

Koniecznie należy poprawić, a nawet gruntownie zmienić prawo oświatowe i relikty prawne stworzone jeszcze w okresie stanu wojennego. Wówczas szkołami dałoby się o wiele sprawniej zarządzać. Obecnie w szkołach jest mnóstwo absurdalnych biurokratycznych dokumentów, które zabierają czas. No, ale to znowu kompetencje władz krajowych.

 

Czym nasz brzeski powiat wyróżnia się na mapie powiatów w Małopolsce?

 

Mamy ciekawe położenie i węzeł komunikacyjny, łączniki z autostradą, a dzięki temu pół godziny do lotniska w Balicach. To wspaniałe atuty i zbrodnią byłoby ich nie wykorzystać. Zawsze miejscowości rozwijają się, gdy są na szlaku komunikacyjnym. W urzędzie starostwa możemy się pochwalić bardzo nowoczesnym ośrodkiem geodezyjnym. Jesteśmy w tym zakresie zdecydowanym prymusem w województwie. Nie wszyscy mieszkańcy o tym wiedzą, że w dowolnym miejscu na świecie można w internecie odnaleźć dane geodezyjne swoich działek z powiatu brzeskiego.

 

Mamy w naszym powiecie bardzo operatywnych ludzi. To nasze największe bogactwo. Wystarczy się rozejrzeć wokół, by dostrzec, ile powstaje nowych pięknych domów. Ja to obserwuję choćby po ciągle rosnącej liczbie wydawanych pozwoleń na budowę. Małopolska, powiat brzeski to urokliwy kawałek Polski. Pan to chyba też dostrzega, odwiedzając swoje rodzinne strony. Władze powinny zrobić wszystko co możliwe, aby to wykorzystać i stworzyć warunki dla inwestorów. Uważam, że koniecznie trzeba przesunąć punkt ciężkości z przeznaczania środków na przedsięwzięcia, które nie są niezbędne, na rzecz budowy dróg dojazdowych do stref przemysłowych. To musi być absolutny priorytet. Jeśli chcemy zatrzymać tu młodych zdolnych ludzi, musimy wreszcie zrozumieć co jest dla rozwoju najważniejsze. Bezrobotnych nie stać na korzystanie nawet z najpiękniejszych obiektów. Jak ktoś ma do wyboru kupić dziecku buty na zimę czy iść na pływalnię, to praktycznie nie ma wyboru.

 

A propos wyboru, niebawem wybory, startuje Pan do rady powiatu. Jakby Pan zareagował, gdyby Pan przegrał - czy bierze Pan pod uwagę taką ewentualność?

 

Pewnie, że biorę. Mam już doświadczenia w tym zakresie i jedno co wiem na pewno to to, że nic nigdy nie jest na pewno. Mam dużo pokory. Jeśli zostanę wybrany, będzie mi bardzo miło, ale jak dostanę czerwoną kartkę, to trudno - takie są prawa demokracji i trzeba się z nimi godzić. Bez względu na wynik jedno już nieodwracalnie postanowiłem - to są moje ostatnie wybory, w których startuję. Nie jestem już "pięknym dwudziestoletnim". Jeśli w tych wyborach zostanę wybrany, okey - mam jeszcze parę pomysłów do zrealizowania. Należy starać się coś sensownego robić, a nie piastować funkcję czy stanowisko. Jestem zwolennikiem ograniczenia ilości kadencji dla samorządowców i posłów. Te funkcje nie powinny być traktowane jako zawód. Zawsze najbardziej obawiam się ludzi z przerośniętym ego, którzy "muszą" być. Chorobliwa ambicja jest niebezpieczna, szczęśliwie ja nie mam z tym problemu, potrafię sobie spokojnie wyobrazić życie bez funkcjonowania w samorządzie.

 

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję. Było mi bardzo miło.

 

Z wicestarostą powiatu brzeskiego Ryszardem Ożógiem

rozmawiał  Zbigniew Stós

 

P.S.  Wszystkich chętnych, którzy chcieliby skomentować powyższe wypowiedzi Pana wicestarosty, zapraszam na jego profil na Facebook-u, zobacz  -->>

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2020 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com